Lifestyle

„Dziś rozumiem, że moja miłość nie mogła odgonić twoich strachów, uczynić cię szczęśliwym”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
4 marca 2022
fot. gilaxia/iStock
 

„Dziś już wiesz, wiemy oboje, że nasze życie to nasze wybory, sploty okoliczności, czasem trochę zrządzenie losu. Ale decyzje podejmujemy sami. Dziś nadal chcę, słyszeć Twoje kocham Cię, ale bardziej zależy mi na tym, żebyś pokochał w końcu samego siebie. Żebyś zaakceptował to płaczące w Tobie dziecko. Ono bardzo potrzebuje Twojej miłości. Weź je na ręce i przytul”.

List przyszedł do naszej redakcji w odpowiedzi na konkurs: „Do utraty tchu, pomimo, na chwilę, na zawsze. Każdy kocha inaczej, ale zawsze mocno… #ListMiłosny

Kochany mój!

Stoimy na rozstajnych drogach, jestem za Tobą i czekam. Wiem, dokąd chcę iść. Podjęłam już decyzję. Czekam tylko na Ciebie. To ma być Twój wybór, pełny i świadomy. Tylko Twój. Nie wymuszony przez głupią babę, która przez prawie 30 lat, według Ciebie, truła Ci głowę i zmuszała do różnych rzeczy, których nie chciałeś.

Popatrz prawie trzydzieści lat żyliśmy ze sobą, ale obok siebie, oddzieleni niewidzialną szybą, którą postawiłeś między nami. Wiem już, że nie mogło być inaczej, bo nikt nie nauczył Cię kochać, a Twoje dzieciństwo było ciągłą ucieczką i próbą ocalenia siebie.

30 lat temu oddałabym wszystko za Twoje kocham Cię. Oddawałam Tobie, a może nam, siebie kawałek po kawałku, dzień za dniem. Przekonywałam Cię, że świat nie jest zły, że to tylko niektórzy ludzie swoim postępowaniem i słowami odbierają nam nadzieję. Tak dużo mówiłeś wtedy o wolności i że nie dasz się nikomu ograniczać, ani zamknąć. Tak właśnie rozumiałeś miłość, jako więzienie i brak wolności, a związek był dla Ciebie ciągłą walką i szarpaniną. O wszystko – kto ma zapłacić rachunki, odebrać dziecko, ugotować obiad, załatwić wizytę u lekarza, ogarnąć remont mieszkania, czy iść na obiad do Twojej matki… Nie chciałeś takiego związku, jak mieli Twoi rodzice – kat i męczennica, alkoholik i współuzależniona ofiara. Nie udało się. Przez długie lata żyliśmy według ich schematu, w oceanie złości i żalu, że jesteśmy tak do nich podobni. Mimo, że nie byłeś alkoholikiem, to ja i tak weszłam w rolę podobną do roli odgrywanej przez Twoją matkę. Wygłaszane przez nią głębokie pseudo mądrości, że faceci to fajtłapy, którymi trzeba się opiekować, że z niczym nie dają sobie rady, że nie są w stanie radzić sobie z codziennym życiem potraktowałam bardzo poważnie i zaczęłam według nich żyć. Wyręczałam Cię we wszystkim, usuwałam przeszkody z drogi, starałam się nie dawać pretekstów do kłótni. Chroniłam Cię przed złym światem, przed samodzielnymi wyborami i ponoszeniem ich konsekwencji. Nie pozwoliłam Ci dorosnąć. Stałam się Twoją drugą matką. Wiem jak to brzmi, ale byłeś wtedy dzieckiem, zamkniętym i przestraszonym, z olbrzymią dziurą w sercu.

Kochany mój!

Przepraszam Cię za to, że nie umiałam wtedy inaczej. Że mogłam tylko tak. Że tak strasznie bałam się Twojego odejścia. Dziś rozumiem, że moja wielka miłość do Ciebie nie zasypałaby tej ciemnej studni w Tobie. Nie uczyniła by Cię spokojnym, ani szczęśliwym. Nie odgoniła by Twoich strachów.

W końcu nie miałam już siły, nie mogłam sama ciągnąć naszego życia z Tobą wiecznie odwróconym do mnie plecami i gapiącym się w ekran komputera. Też wpadłam w ciemną studnię o nazwie depresja. To paradoks, ale dzięki niej dostaliśmy szansę. Jak to w ogóle brzmi: Depresja nowym początkiem? Ale tak jest. Moja choroba, potem leczenie i terapia. W końcu ty też nie miałeś wyjścia, musiałeś rozbić szybę, wyjść ze skorupy…

Kochany mój!

Dziś już wiesz, wiemy oboje, że nasze życie to nasze wybory, sploty okoliczności, czasem trochę zrządzenie losu. Ale decyzje podejmujemy sami. Dziś nadal chcę, słyszeć Twoje kocham Cię, ale bardziej zależy mi na tym, żebyś pokochał w końcu samego siebie. Żebyś zaakceptował to płaczące w Tobie dziecko. Ono bardzo potrzebuje Twojej miłości. Weź go na ręce i przytul.

Jestem tuż za Tobą, blisko. Nigdzie się nie wybieram. W razie potrzeby mogę Cię posłuchać, potrzymam Cię za rękę, ale nie mogę chcę Cię już prowadzić, musisz iść sam. Daję Ci wolność, od wszystkiego i do wszystkiego (oboje lubimy tę książkę Fromma pamiętasz? to ty mnie namówiłeś do czytania..). Poczekam na Ciebie, będę cierpliwa. Ty też bądź. Bądź dla siebie wyrozumiały, walka się skończyła. Możemy iść dalej razem. Teraz tak naprawdę.

Kocham Cię

Ewa


LIST ZOSTAŁ WYRÓŻNIONY W KONKURSIE #LISTMIŁOSNY



Lifestyle

Nasi bracia najmniejsi też są ofiarami wojny. Jak możemy im pomóc?

Redakcja
Redakcja
3 marca 2022

Mija tydzień od rozpoczęcia inwazji rosyjskiej na Ukrainę. Trwają walki, wybuchają bomby, słychać strzały. Ludzie walczą o swój kraj, robią wszystko, by oprzeć się najeźdźcom. Część, głównie kobiety z dziećmi, ucieka, szukając bezpieczeństwa poza granicami swojej ojczyzny. Zabierają najpotrzebniejsze rzeczy i często domowe zwierzaki. Widzieliśmy już zdjęcia dzieci z myszkami, kotami czy psami. Niestety nie wszystkie zwierzaki mają kochających ludzi. One też są cichymi ofiarami tej wojny. 

Na początek poznajcie Marinę. Na Ukrainie nie ma schronisk, nie ma żadnej pomocy państwowej dla bezdomnych zwierząt. Marina to prywatna osoba, która bez grosza pomocy ze strony państwa pomaga ratować okaleczone i chore psy. W tej chwili ma pod opieką 630 psów, które nie mieszczą się już w ciasnych kojcach. Ale ona walczy codziennie o to, żeby je wyżywić, odrobaczyć, leczyć (na tyle na ile może).

Pomóc cudownej i dzielnej Marinie można za pośrednictwem tej strony: LINK!

Jak pomóc miłośnikom zwierząt i samym zwierzętom?

Na Facebooku działa grupa „Pomoc dla zwierząt w Ukrainie”. Jest tam już niemal 80 tys. osób. Pomoc, jaką można tam znaleźć czy zaoferować to np. transport czy jedzenie. Znajdziemy tu też wiele praktycznych wskazówek, jak przewozić zwierzęta, czy gdzie się zwrócić po bardziej specjalistyczną pomoc.

W grupach pomocowych, np.   , ale też na fanpage’ach organizacji pozarządowych można trafić na apele osób, które poszukują domów tymczasowych dla zwierzaków z Ukrainy.  Również w tej kwestii Polacy nie zawodzą – zgłaszają chęć przygarnięcia nawet kilku psów, kotów czy gryzoni. Niektórzy oferują schronienie i opiekę dla koni, krów czy owiec.

I są już pierwsze sukcesy! ❤❤❤

Prężnie działa również grupa „Kynolodzy – kynologom na Ukrainie”. To wolontariusze, którzy jeszcze przed wybuchem wojny ostrzegali, iż kryzys polityczny na wschodzie może doprowadzić do sytuacji, w której zwierzęta na Ukrainie z dnia na dzień zostaną same.

Grupa udostępnia formularze adopcyjne oraz dla domów tymczasowych, można też zgłosić się do pomocy  opiece weterynaryjnej.

Jak wyglądają procedury przewozu zwierząt przez granicę?

Inspektorat Ochrony Zwierząt informuje, że przybywający do Polski z Ukrainy mogą zabrać swoje zwierzęta. Jest to odpowiedź Ministerstwa Rolnictwa na apele organizacji ochrony zwierząt. Wstrzymane zostały biurokratyczne przepisy w związku z wystąpieniem nadzwyczajnej sytuacji.

Do tej pory, zgodnie z rozporządzeniem UE, na teren Polski, jak i całej Unii Europejskiej, podczas podróży przewieźć można było 5 zwierząt, które musiały mieć między innymi aktualny wynik badania serologicznego w kierunku oznaczenia miana przeciwciał przeciwko wściekliźnie.

„W celu ustalenia statusu zdrowotnego zwierzęcia towarzyszącego podróżnemu i objęcia stosownym nadzorem każdy podróżny, którego zwierzę nie spełnia jednego lub więcej wymagań przywozowych zobowiązany jest do wypełnienia oświadczenia” – czytamy w komunikacie inspektoratu weterynarii.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez DIOZ (@diozpl)

 

 

 

 

 

 

 


Zobacz także

Prowadzisz sklep lub dopiero chcesz go otworzyć?

Aby poradzić sobie z emocjonalnym bólem, musisz najpierw pozwolić mu odejść

Aby poradzić sobie z emocjonalnym bólem, musisz najpierw pozwolić mu odejść

5 nie zawsze typowych sygnałów, że w twoim ciele rozwija się nowotwór. Nie ignoruj ich, ryzykujesz zdrowiem i życiem