Wspierać byłego partnera? Właściwie dlaczego? Szacunek nie powinien kończyć się razem z miłością

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
3 marca 2017
Fot. iStok/Lacheev
 

Być dla siebie w razie potrzeby wtedy, kiedy już nie musimy, kiedy już nie łączy nas ten jeden papierek, małżeńska przysięga, a jedynie lepsze i gorsze wspomnienia… Właściwie dlaczego? Bo mamy za sobą kawałek wspólnej historii, przeżyć, emocji? Bezinteresownie, z potrzeby serca, z poczucia, że tak jest dobrze? A może po to, żeby pokazać dzieciom, że ich tata, czy mama zasługują na szacunek? I nauczyć je, że ten szacunek nie kończy się razem z miłością?

Pewien tata umieścił na Facebooku post, w którym opisał, jak pewnego dnia wstał wcześnie, żeby kupić kwiaty, kartki z życzeniami i kilka świeżych produktów na śniadanie. Nie, wcale nie dla swojej ukochanej, ale dla byłej żony, a raczej dla jego wspólnych z nią dzieci, żeby mogły zrobić swojej mamie urodzinową niespodziankę.

I wiecie co? Tym wpisem Billy wywołał lawinę komentarzy. Było oczywiście bardzo dużo tych pozytywnych, ciepłych, zwłaszcza od pań. Ale pojawiły się też inne, podejrzliwe, natarczywe. „Po co ci tak bliski kontakt?” „Po rozwodzie każdy idzie swoją drogą”. „To sztuczne!”. „Chyba ciągle coś do niej czujesz…”.

Te reakcje nie zaskoczyły autora wpisu, jest przyzwyczajony do tego, że jego relacje z byłą żoną nie są typowymi relacjami rozwiedzionych partnerów. Że dużo częściej niż szacunkiem i sympatią, byli małżonkowie obdarzają się pogardą, nienawiścią, żalami za to, że się nie udało. Do tego wszystkiego dochodzi walka o uczucia dzieci.

Ale Billy myśli o swojej relacji z byłą żoną w zupełnie inny sposób.

„Jak zawsze, ktoś znowu spytał mnie dlaczego właściwie ciągle coś dla niej robię – napisał . – „To mnie denerwuje. (…) Wychowuję dwóch małych mężczyzn. Chce im dać przykład – to jak traktuje ich mamę, ma im pokazać jak powinni traktować kobiety, które pojawią się w ich życiu.”

Billy, uważa, że rozwiedzeni rodzice nie powinni pozwalać, by negatywne uczucia brały nad nimi górę i prowadziły do niepożądanych, negatywnych zachowań przy dzieciach.

Razem z byłą partnerką zdecydował, że oboje będą się starali dalej wspólnie wychowywać dzieci. Dlatego dla nich to naprawdę ważne, żeby ich synowie widzieli i czuli, jak rodzice okazują sobie troskę i szacunek. Piękne, prawda? Ale nikt nie powiedział, że to proste. Cóż, kiedy rozpada się nam związek, trudno czasem powstrzymać bolesne emocje, a raczej – trudno nie pozwolić im nami kierować. Jest żal, złość, poczucie porażki. Rozwód może obudzić w nas wszystko, co najgorsze, może postawić nas przeciw sobie jak zawodników na ringu przesłaniając to, co najważniejsze – dobro naszych dzieci. W większości wypadków trzeba włożyć naprawdę wiele wysiłku w to, by odnaleźć się znowu w punkcie, w którym możemy współpracować.

„Pewnie o wiele łatwiej to powiedzieć, napisać o tym, niż to zrobić, ale naprawdę warto się postarać” – przekonuje Billy. I zaraz dodaje, że nie każdy musi przygotowywać śniadanie dla byłej partnerki. Najważniejsze, by wasze dzieci widziały, jak wzajemnie okazujecie sobie szacunek i troskę.

Dlaczego tak trudno wspierać nam i szanować byłych partnerów? Pewnie to sprawa bardzo indywidualna, bo też każda para rozstaje się z innych powodów i w różnych życiowych okolicznościach. Jakie to jednak ważne, by nigdy nie zapominać, że kiedy rozpada nam się związek, zostaje jeszcze rodzina: mama, tata i dzieci. One patrzą na relacje między rodzicami. Mogą zobaczyć nienawiść, próbę odegrania się na sobie, mogą być wykorzystywane do walki między dwojgiem, kiedy bardzo bliskich sobie osób. A w dorosłym życiu postąpić podobnie w przypadku rozstania z partnerem, czy partnerką.

Ale mogą też zrozumieć, że tam, gdzie kończy się miłość, nie musi się kończyć szacunek i wsparcie. Że ich rodziców zawsze już  łączyć będzie wspólna, najwspanialsza motywacja: wychowanie dzieci na odpowiedzialnych i wspaniałych młodych ludzi.


Dla mnie najgorsza nie jest śmierć, tylko to, co długo przed nią. Trudna ta miłość, przyjmując ją, obierasz komuś szansę na zwyczajne życie

Anika Zadylak
Anika Zadylak
3 marca 2017
Fot. iStock / nautiluz56
 

– Kiedy słyszę, że miłość powinna być poświęceniem, to robi mi się niedobrze. Tak chyba twierdzą tylko ci, którzy zawsze byli zdrowi i nigdy świadomie nie zdecydowali się na bycie z kimś, kto wymaga stałej opieki.

To dlatego przepędzałam mojego obecnego męża i nie chciałam nawet słuchać, że chcę ze mną być. Po co? Żeby sobie życie zatruć, odbierać wolność na starcie, pakować w ograniczenia? Kiedy jesteś niepełnosprawna, perspektywa zmienia się o 180 stopni. Odkąd moje nogi odmówiły posłuszeństwa,  wiedziałam, że już nigdy nie wstanę z wózka inwalidzkiego, że choroba postępuję i że może dojść do najgorszego.

Bo dla mnie i pewnie większości tak chorych, jak ja najgorsza nie jest śmierć, tylko to, co długo przed nią.

Moi znajomi ze szpitali w końcowej fazie swojego życia byli podłączonymi pod respirator duchami. Bo już nie ludźmi, a ten okres odchodzenia trwa czasami przez długie miesiące. Już niczego nie kontrolujesz, załatwiasz się w pieluchę, trzeba cię myć i przebierać. Napatrzyłam się na takie sytuacje przez większość życia i wiem, jak to cholernie trudne. Zarówno bycie niepełnosprawną żoną, jak też świadomość, że ukochany człowiek, któremu pozwoliłaś ze sobą zostać, całe lata chorował razem z tobą. I gdy w końcu odejdę on zostanie sam i nie wiem, czy sobie z tym poradzi.

Basia zmaga się z kilkoma chorobami, ale najgorszy jest postępujący zanik mięśni. Potrzebuję pomocy przy większości zwykłych czynności, począwszy od umycia przez załatwianie potrzeb fizjologicznych, ubieranie i karmienie.

Jej ręce są zbyt słabe, żeby utrzymać choćby widelec, nie ma mowy o samodzielnym uczesaniu włosów, wzięciu prysznica czy zakładaniu butów. Zęby myła samodzielnie ostatni raz blisko dwa lata lat temu.

Marek, mąż Barbary, stara się nią zajmować jak najlepiej pomimo pracy, do której ktoś musi przecież chodzić.

Ich dzień zaczyna się bardzo wcześnie rano. – Ja rzadko, sypiam w nocy dłużej niż 4 godziny, złe samopoczucie, nie pozwala na więcej. Dwa lata temu wykłóciłam z mężem osobne sypialnie, choć długo nie chciał się zgodzić. Bywało tak, że niby kładł się odpocząć do siebie, a rano widziałam go drzemiącego w fotelu obok mojego łóżka. A ja po prostu chcę, żeby on spał, bo ja i tak nie mogę. Wiercę się i pojękuję, bo wszystko mnie boli, a leki nie działają już tak, jak na początku.

Mąż zanim pojedzie do swoich zajęć, myje mnie i ubiera. Podaje śniadanie i leki, podłącza kroplówki, gdy trzeba. Kiedy wraca sprząta, gotuje i pierze. I znowu zajmuje się mną.

Kiedy się poznaliśmy byłam na trzecim roku studiów, kiepsko mi szło, ale dawało kopa, żeby nie siedzieć i nie czekać. Nie łamać się na byle przeszkodzie i jeszcze coś tam dla siebie zrobić.

Żyć, ile się da i korzystać, póki jeszcze cokolwiek mogłam sama. On mi się jakoś specjalnie nawet nie podobał, miał przyjemną twarz, zawsze się uśmiechał i chyba ta jego dobra pogoda mnie tak przyciągnęła. Bardzo długo byłam wręcz chłodna i nieprzyjemna, co go specjalnie nie zrażało. Bezczelnie patrząc mi w oczy mówił, że jeszcze będzie mnie na rękach nosił. Choć pewnie, nie o taką sytuację jaką ma dziś mu chodziło. Gdy od tego dźwigania mnie zaczyna mu rosnąć garb na plecach. Wtedy chyba żadne z nas, aż tak o tym nie myślało, przynajmniej staraliśmy się odłożyć to na później.

O tym, że choruję i to coraz bardziej powiedziałam mu na drugiej randce, którą podstępem wybłagał, bo ja nadal nie byłam przekonana. A tak naprawdę liczyłam się z tym, co go czeka, co spadnie na nas ale jednak najbardziej na niego. Nie chciałam go w to wciągać. Bo kiedy ja będę coraz słabsza, on będzie musiał być silniejszy, nie tylko fizycznie. Przecież domyślasz się, jak to często wygląda. Bez owijania w bawełnę, tak po ludzku, podciera mi tyłek i zmienia podpaski, gdy miesiączkuję. Nie wiem, któremu z nas z tym ciężej.

Wtedy się uparł, mówił, że się domyślał, bo przecież  poruszałam się z trudnością. Moje kalectwo było widoczne, nie dało się tego specjalnie ukryć, dlatego mu nie wierzyłam. Pomyślałam, że robi to z litości, ma dobre serce i jest nieśmiały, nie wierzy w siebie, taka szlachetność mu pomoże. Będzie się mną opiekował, będzie bohaterem i cierpiętnikiem, który się dla mnie poświęcił.

Tak to podłe wiem, ale gdy walczą w tobie dwa skrajne uczucia i połowa serca czuje i wie, że chce i kocha, a ta druga krzyczy, że nie masz prawa, że obarczanie swoją chorobą to najgorsze, co można dać drugiemu człowiekowi, to wpadasz w obłęd.

Nikt nie zdaję sobie sprawy z tego, że wielu ludzi w takiej sytuacji jak moja, nie chce kochać, bo ma ciągłe poczucie winy. I że nienawidzą żadnych form litowania się, szczególnie w uczuciach.

Ale Marek nie starał się mi niczego udowadniać, tylko cierpliwie był gdzieś obok. Mówił, że nigdzie się nie spieszy, że poczeka bo i tak już wybrał.  Wkurzał mnie i pociągał tą swoją pewnością siebie, ale już wtedy budował poczucie bezpieczeństwa.

Początki mieliśmy straszne, to cud, że się nie pozabijaliśmy, że nadal ze sobą jesteśmy. Choć to ja, bywałam bardziej nerwowa i wybuchałam złością, która go bolała. Bo mówiłam rzeczy, których nigdy nie powinnam, pastwiłam się nad nim, bo choć kochałam go całą sobą, to nadal po cichu, że zrezygnuje. Że nie wytrzyma, że zniknie i już się nie pojawi.

I czasami tak było, że słyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami, bo ile może wytrzymać jeden człowiek? Ale zawsze wracał i przepraszał, że zostawił mnie bez opieki. Prosił, żebym mu wybaczyła. A ja płakałam i myślałam, że na niego nie zasługuję.

A potem były dwie przepiękne wiosny, bo czułam się świetnie, jakby wszystkie moje choroby gdzieś się pochowały. I bardzo spowolniły. To wtedy się pobraliśmy, był wyjątkowo ciepły kwiecień, a ja miałam jeszcze siłę stać przed ołtarzem na własnych nogach.

Potem zaczęło się pogarszać, przestałam chodzić, a gdy pierwszy raz zobaczyłam swój wózek, krzyczałam, że chcę umrzeć. Marek płakał i mnie uspokajał, powtarzał, że jeszcze tyle przed nami, że razem ze wszystkim sobie poradzimy. Wieczorami tylko słyszałam, jak mówił koledze, że czasem się boi, że pęknie, że tego dłużej nie dźwignie. I nie mam pretensji jest ze mną tyle lat i ciągle się mną opiekuje.  Bardzo się kochamy, przeszliśmy razem wiele.

Ja już rzadko czuję się kobieco, jestem praktycznie unieruchomiona i całkowicie zależna od innych, czyli od Marka najczęściej. A przecież to nie jest stary facet ani brzydki czy głupi. To fantastyczny mężczyzna –  inteligentny, silny i zaradny. I romantyczny, bo do dziś mi mówi, że ma najpiękniejszą studentkę z uczelni za żonę.

Nie mogę już mu zbyt wiele dać, on nawet nie chce o tym rozmawiać, bo nas to krępuję.

Miłość w chorobie, kiedy stajesz się niedołężny jest bardzo trudna. Kiedy od drugiego człowieka zależy czy nie umrzesz z pragnienia, bo sam już nie masz sił na wyciągnięcie dłoni. Kiedy nawet najbardziej intymne sytuacje czy miejsca są obnażane, bo trzeba cię kąpać, jak małe dziecko. Wtedy się zastanawiasz i zadajesz pytanie „po co to wszystko?”. I dlaczego nadal go trzymasz, zamiast dać mu jeszcze pożyć, z normalną, zdrową kobietą.

A potem widzisz z jaką czułością naciera twoje ręce oliwką i pyta czy nie za mocno. Jestem mu wdzięczna za każdy dzień, bo wiem, że nigdy nie było lekko. I bardzo bym chciała, żeby nie był długo sam. Wtedy, kiedy ja już będę musiała zasnąć.

Wysłuchała: Anika Zadylak


Wiosna w stylu COOL CLUB. Najnowsza kolekcja wiosna-lato 2017 dostępna w sklepach SMYK

Redakcja
Redakcja
3 marca 2017
Fot. Materiały prasowe

Marka COOL CLUB prezentuje wiosenno-letnią kolekcję ubrań dla dzieci  w wieku 0 – 14 lat, która łączy miejski styl, wakacyjny luz i podróżniczą wygodę. Ubrania zaprojektowane przez projektantów SMYKA są inspirowane modą ze światowych wybiegów, więc w tym sezonie królować będzie denim, street art, boho i latynoskie klimaty. Pierwsze wiosenne modele są już dostępne w sklepach stacjonarnych i w sklepie internetowym sieci SMYK.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Południowy luz

„Wave” to pierwsza linia naszej wiosennej kolekcji COOL CLUB – wyjaśnia Beata Wandachowicz, Head Designer firmy SMYK. Inspiracje czerpaliśmy z klimatu południowego miasta i nadmorskiego krajobrazu, które od kilku sezonów nie schodzą ze światowych wybiegów. Dzieciom bardzo odpowiada ten nonszalancki styl, ponieważ ubrania są wygodne i wykonane z miękkich naturalnych materiałów.

Kolekcję wyróżniają minimalistyczne wzory, paski, proste grafiki, motywy riwiery i postaci związanych z morzem, takich jak: piraci, łodzie, żaglówki, kotwice, rybki oraz podwodne potwory. W palecie barw dominują morskie odcienie, czyli granaty, kobalty i turkusy, które doskonale wpisują się w ten minimalistyczny i casualowy styl. Bardzo dobre dopełnienie stanowią  modne akcesoria, takie jak granatowe i melanżowe skarpetki, kapelusiki, chusty z motywami marynistycznymi, a także opaski, małe torebki i koraliki.

Kolory wiosny

Luźny styl i proste kroje – tak jednym słowem można opisać całą najnowszą kolekcję COOL CLUB. To doskonała i bezpieczna baza do szukania i tworzenia własnego stylu przez dzieci. Linia „Edgeland”, to zarówno romantyczne kwiatowe wzory stworzone z myślą o dziewczęcym, romantycznym stylu ubierania, jak i grafiki aut, rowerów czy deskorolek – idealne propozycje dla każdego pełnego energii chłopca – radzi Beata Wandachowicz.

Ubrania inspirowane są klimatem amerykańskich przedmieść z lat 70-tych, dlatego zostały wykorzystane efekty spranej tkaniny, folkowe ozdoby czy przeszycia w stylu hand – made. Dziewczynki zakochają się w koronkowych sukienkach, haftowanych zdobieniach i motylkowych rękawach, które nadadzą lekkości ich letniemu stylowi. Cała linia powstała z myślą o aktywnych dzieciach, więc w skład kolekcji wchodzą m.in. koszulki polo, jeansy z poszarpanymi krawędziami i spodnie z kieszeniami, naszyciami lub widocznymi suwakami. Kolekcję uzupełniają klimatyczne dodatki, takie jak: bandany i chusty w folkowych, kwiatowych wzorach.

Powrót lat 90-tych

W sezonie wiosna – lato 2017 na wybiegi powraca pełen kolorów, sportowy styl lat 90-tych – mówi projektantka SMYKA. Dlatego w linii nazwanej przez nas „Digital” proponujemy sportowe kroje z humorystycznymi aplikacjami, geometrycznymi cięciami i elementami 3D, które królowały w tamtych czasach. Ubranka dziewczęce mają proste kształty z dużymi emblematami i wzorami, do tego ozdobne przeszycia, kołnierzyki, aplikacje frotte. Przycięte topy i krótkie kurtki proponujemy zestawiać np. z falbaniastymi spódnicami. Całość będzie modnym zestawem tej wiosny. Z kolei dla chłopców przygotowaliśmy obszerne t-shirty i koszulki z dużymi, street artowymi nadrukami, duże hafty, naszywki oraz obowiązkowo spodenki z niskim krokiem. Na koszulkach pojawią się old-schoolowe boomboxy, nawiązania do blokowych graffiti widoczny efekt kalejdoskopu.

 T-SHIRTS_TROUSERS 7 T-SHIRTS_TROUSERS 6 T-SHIRTS_TROUSERS 3

Kolekcję wyróżnia paleta żywych kolorów na bazie nieśmiertelnej czerni i bieli – jaskrawe róże i zielenie, cytrynowy i koralowy, po kontrastujące fluorescencyjne elementy w pomarańczy i kobalcie. W tej samej tonacji kolorystycznej utrzymane zostaną także akcesoria, takie jak czapki z daszkiem, kapelusiki czy kolorowe trampki.

 T-SHIRTS_TROUSERS 9 T-SHIRTS_TROUSERS 10 T-SHIRTS_TROUSERS 8

Latino w modzie, ole!

Kolekcję COOL CLUB zamyka wakacyjna linia „Cuba blue”, która powstała dzięki inspiracjom czerpanym z kubańskiej kultury. Ubrania są pełne żywych, tropikalnych motywów, wyróżniają je energetyczne printy w klimacie latino. Ubrania dla dziewczynek nawiązują do egzotycznych kierunków podróży, jak gorąca Havana czy amerykańskie wybrzeże, więc mamy nadzieję, że przypadną także do gustu małym miłośniczkom stylu boho. Linię uzupełniają etniczne motywy i dodatki w różnych odcieniach indygo. – mówi Beata Wandachowicz.

SUMMER 2SUMMER 3

Podczas wakacyjnych wyjazdów sprawdzą się zwiewne sukienki i spódnice z falbanami, frędzlami, a także luźne kombinezony z folkowymi haftami. Z kolei w modzie chłopięcej widoczne są wyraźne wpływy surferów, motywy wybrzeża, oceanu oraz kubańskiej kultury. Deski surfingowe, stare plakaty i zabytkowe auta – to motywy spośród których projektanci SMYKA stworzyli kolekcję ubrań, obuwia i akcesoriów na upalne dni.

Wiosenno-letnią ofertę COOL CLUB tradycyjnie uzupełnia szeroka oferta eleganckich zestawów wraz z akcesoriami, które powstały z myślą o specjalnych okazjach (takich jak chrzciny czy komunia) oraz innych rodzinnych uroczystościach.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Wiosenno-letnia kolekcja obejmuje bogaty asortyment obuwia i akcesoriów, takich jak: nakrycia głowy, torebki czy plecaki, które idealnie komponują się ze świeżymi trendami najnowszych kolekcji COOL CLUB.

Produkty COOL CLUB dostępne są wyłącznie w sieci sklepów SMYK oraz w sklepie internetowym www.smyk.com.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z marką COOL CLUB


Zobacz także

Kulki analne – kupiłam, nie żałuję

12 rzeczy, które każda kochająca się para powinna zrobić razem

12 rzeczy, które każda kochająca się para powinna zrobić razem

Jesteś wystarczająco silna by odejść i wystarczająco mądra by wiedzieć, że zasługujesz na więcej