Twoja żona jest smutna, sfrustrowana? Jesteś zły, że nie jest tą dziewczyną, w której się zakochałeś? Wiesz, co – ty jesteś temu winien!

Sziti Mąż
Sziti Mąż
13 października 2017
Fot. iStock/jeffbergen
Fot. iStock/jeffbergen
 

Moja żona nigdy nie czuła się bezpiecznie w naszym związku, bo nie mogła mi ufać. Nie czuła się bezpiecznie nie dlatego, że bała się, że ją skrzywdzę w jakiś fizyczny sposób albo dlatego, że jej nie ochronię, gdyby ktoś inny próbował.

Nie przestała mi ufać dlatego, że obawiała się, iż ją zdradzę. Moja żona przestała mi ufać, bo uznała, że nie może na mnie liczyć, nie może na mnie polegać jak na partnerze – rodzicu, kochanku, partnerze finansowym.

To były małe rzeczy, małe rzeczy, które ścierają nasze pazury, kruszą integralność małżeństwa.

Moja żona, kiedy ją poznałem, była młodą, zabawną, szczęśliwą i radosną kobietą. A stała się zmęczona, sfrustrowana, przerażona, smutna i zła.

Błagałem, by wróciła ta dziewczyna, którą poznałem. Pytałem, gdzie ona się podziała. Ale ona nie wracała, a ja byłem coraz bardziej wkurzony. Moją żonę obwiniałem za to, kim się stała, miałem żal, że nie próbowała się zmienić.

A może nie chciała? Może po prostu nie mogła? Bo nie była w stanie mi zaufać. Więc stała na straży swojego i rodzinnego bezpieczeństwa.

Myślę, że problem polega na tym, że mężczyźni nadal wierzą, że są lepsi od kobiet… Ja uważam, że to męska wersja jest gorsza. My myślimy, czujemy i doświadczamy świat w określony sposób. Widzimy, słyszymy, trawimy i decydujemy się na to, co jest racjonalne, logiczne i sensowne. Co więcej, uważamy, że kto nie widzi świata w ten sam sposób, popełnia błąd – jak nasza żona czy partnerka.

Pomimo tego, że kochamy nasze żony, każdą wolną chwilę spędzamy na próbie zarobienia większej ilości pieniędzy, zdobycia szacunku i podziwu. Ale nasze żony nie za to nas kochają, a nam trudno się z tym pogodzić. Sądzimy, że to nieracjonalne, ignorujemy wszystkie sugestie, kiedy ona próbuje wytłumaczyć, że liczy na coś innego. Szydzimy, jesteśmy sarkastyczni. Mówimy: „To takie gadanie, ona nie wie, co mówi, to ja wiem, co w życiu jest najważniejsze”.

Serio? Też tak mówiłem, raniłem moją żonę, choć nigdy nie robiłem tego celowo. Zawsze wkurzałem się, że nie mdlała z zachwytu, gdy coś zrobiłem. Jak idiota upierałem się przy swoim, nie dopuszczałem do siebie myśli, że to ja mogę się mylić, że może to ja powinienem ją zrozumieć, a nie ona mnie. Że może mój sposób postrzegania świata nie jest jedynym najlepszym.

Liczyłem na to, że skoro nie reaguję tak samo jak moja żona, to wcale nie oznacza, że to ja powinienem się zmienić. Nie, spodziewałem się, że ona dostosuje się w końcu do „właściwego” sposobu myślenia, czucia i zachowania.

Też tak robisz? To śmiało podążaj tą drogą, daj znać, czy działa. Czy może ona jest już dzisiaj w innym związku, a ty zostałeś zupełnie sam? Podoba ci się to?

Nie lubię mówić, że wiem wszystko, bo nic nie wiem o tobie, o twoim życiu, ani o tym, co myślisz i czujesz. Ale wiem, że to co ja myślę, czego doświadczam, pewnie jest udziałem wielu mężczyzn. Nie różnimy się od siebie aż tak bardzo, jakby chciało ci się wydawać.

Myślę, że większość mężczyzn postrzega zaufanie w kontekście niewierności. Jedną z trudniejszych rzeczy w życiu bądź co bądź młodego faceta, który wchodzi w związek, bierze ślub, jest deklaracja, że nigdy nie będę uprawiać seksu z inną kobietą.

Myślałem o małżeństwie, jak o zgodzie na stałą dziewczynę, decydując się na ślub, kiedy miałem dwadzieścia i kilka lat, uważałem, że związek polega na tym, że nie mogę mieć seksu z nikim innym.

Żona?

Jest niezastąpiona Bierzesz ją za pewnik, tak jak wasze małżeństwo. Za coś, co jest stałą. Jak twój wzrok – jest ważny, nie wyobrażasz sobie sytuacji, kiedy go tracisz.

Zaufanie rzadko widzimy w kategoriach oszukiwania, kłamstwa. Nie myślisz o tym, czy ona może ci ufać, czy nie sabotujesz jej starań dbania o dom, planowania zajęć dzieci, spotkań z przyjaciółmi. Czy jesteś dla niej wiarygodnym partnerem, na którym może polegać.

W naszej sypialni miałem nawyk rzucania dżinsów no fotel, kiedy uznawałem je za niezbyt czyste, ale nie na tyle brudne, by trafiły do kosza na brudną bieliznę. Moja była żona tego nie cierpiała. Uważała, że przez te moje spodnie pokój wygląda na zdezorganizowany, a ona bardzo dbała o czystość i porządek w domu. Uśmiechnęła się do mnie, bo bezmyślnie robiłem to nawet po wielokrotnych próbach zwracania mi uwagi. Ani prośba, ani groźba nie pomagały.

Wiem, jesteś facetem i myślisz: „Też mi wielka sprawa, o co jej chodzi. W końcu moje spodnie leżą w sypialni, gdzie nikt oprócz domowników nie wchodzi”.

Racjonalizujemy tę sytuację naszym logicznym mózgiem i wcale nie chcemy zmienić swojego zachowania, bo przecież ona nie odejdzie przez jakieś głupie dżinsy. Nie, ona nie odejdzie. Odejdzie, bo nie może ci ufać, bo nie szanujesz jej na tyle, by wrzucić te głupie dżinsy do szafy lub do prania. Stary, ona myśli: „Jeśli nie mogę na nim polegać w kwestii takich drobnych rzeczy, to jak mogę mu zaufać w ważniejszych?”.

Jesteś dzieciakiem. I żeby było jasne – w każdej innej sytuacji uważam to za dobrą rzecz. Dzieci śmieją się setki razy dziennie, są szczęśliwe, niewinne i wolne. Ale w małżeństwie bycie dzieckiem jest złe…

Twoja żona była dziewczyną, w której się zakochałeś, bo była piękna, zabawna chciała i sprawiała, żebyś przy niej czuł się dobrze. Ale teraz już tak nie jest. Jest zmęczona. Zła. Sfrustrowana. Nie ma ochoty na seks. I wydaje ci się, że cię nie szanuje.

I teraz ty jesteś zły, bo twoja mama nigdy nie traktowała twojego taty w ten sposób albo rozczarowany, bo ona nie zajmuje się tobą, tak jak robiła to twoja matka.

Jesteś zły, ponieważ ty się niewiele zmieniłeś, ale to ona czuje się oszukana, zachowuje się tak, jakby mężczyzna, którego poślubiła, był niewystarczająco dobry. Czujesz się niechciany i zaniedbany.

Tyle tylko, że nawet nie zdajesz sobie sprawy, że sam sobie jesteś winien. Masz dom, kasę, może dzieci, zwierzęta. Nie jesteś już dzieckiem, ale nadal zachowujesz się jak jedno z nich. Kiedy żartujesz, wyśmiewasz się ze swojej żony i przyjaciół. Kiedy zostawiasz spodnie na fotelu lub naczynia w zlewie lub zapominasz o tym, co obiecałeś jej w drodze do domu. Te małe rzeczy się piętrzą, rosną. Dlaczego je robisz?

Tymczasem ona nie może być dzieckiem. Nie może bawić się, śmiać, żyć beztrosko. Nie może, bo jesteś ty, ty, na którego nie może liczyć. Jeśli ona czegoś nie zrobi, nic nie zostanie zrobione. Ubrania same się nie wypiorą, naczynia same się nie umyją, posiłki się nie zrobią. Dzieci nigdy nie będą mieć tego, czego potrzebują.

Nie chciałeś podjąć kolejnego kroku, ale ona chce. Teraz jest zła, zła, smutna i przestraszona, bo zostawiłeś jej całą pracę dla dorosłych.

Ale co ważniejsze? Zostawiłeś ją bez możliwości wyboru. Ale ona nie musi być tym, kim była kiedyś. A ty chcesz, żeby wróciła ta dziewczyna, w której się zakochałeś. Tyle, że to niemożliwe, ponieważ nie potrafimy podróżować w czasie. W czasie, który tobie właśnie się kurczy, jeśli nie zmienisz swojego podejścia.


Myślisz, że jesteś miłym facetem? Stary, nie angażujesz się w życie rodzinne, nie podejmujesz żadnych decyzji, wszystko jest na jej głowie. Uważasz, że to w porządku?

Sziti Mąż
Sziti Mąż
23 października 2017
Fot. iStock / Marjan_Apostolovic
Fot. iStock / Marjan_Apostolovic
 

Stary, wydaje ci się, że jesteś fajnym mężem? Myślisz, że schodząc swojej żonie z drogi robisz jej wielką przysługę, bo nie chcesz przeszkadzać w jej planach dotyczących was, waszej rodziny, wspólnych wakacji, dzieci? Tyle tylko, że tym samym stajesz się wielką przeszkodą. Przeszkodą na drodze do szczęścia.

O co chodzi? No przecież zupełnie o nic. Jesteś po prostu kolejnym miłym facetem, jak ja. Kolejnym facetem, który niszczy swoje małżeństwo nie zdając sobie z tego sprawy.

Przez całe moje małżeństwo byłem przekonany, że jest cudownie i miło. Dlatego zaskakoczyło mnie, że moja żona uważała zupełnie inaczej. Co więcej, ona wcale nie była przekonana, że jestem miłym facetem.

A przecież mi się podobała. Przecież kochałem ją nad życie. Zawsze we wszystkim jej ustępowałem. Z czym ona ma problem? No tak, pewnie kolejna szalona, emocjonalna i rozjechana hormonalnie kobieta! Przecież łatwiej było machnąć rękę i robić to, co ona chce, a myśleć swoje, niż walczyć czy kłócić się z nią. Tak myślałem, wydawało mi się, że to najlepsza droga do szczęśliwego życia.

Nigdy nie pomyślałem, że ona podejmując wszystkie decyzje, planując, gdzie spędzimy święta, na jaki obóz wyślemy dzieci, czy choćby co zjemy na obiad, może poczuć się bardziej jak moja matka niż żona. Dla niej to musiało być wyczerpując i frustrujące, tylko ja zrozumiałem to za późno. Wszyscy myśleli, że jestem takim miłym i idealnym mężem…

Tymczasem było zupełnie inaczej. Dopiero dzisiaj, kiedy ona odeszła otworzyłem oczy i zrozumiałem, jakim dupkiem byłem. Pomagałem mojej żonie może w 5% przygotowań do naszego ślubu, w 15% brałem udział w wychowaniu naszych dzieci, może na 25% angażowałem się w domowe obowiązki… Chciałbym, żebyś to dobrze zrozumiał. Tu nie chodzi o fizyczną pracę, o wynoszenie śmieci, mycie podłogi, czy odkurzanie. Tu chodzi o UCZESTNICZENIE we wspólnym życiu.

Zastanawiasz się, o co jej chodzi? Przecież poszedłeś po zakupy, kupiłeś wszystko, co było na przygotowanej przez nią liście. Chleb, mleko, sałatę. Chodzi jej o te ciastka? Przecież kupiłeś! Uważasz, że jesteś w porządku i nie masz pojęcia o co afera? A czy wiesz, jakie są ulubione ciastka twojej żony i dzieci? Wiesz, jakie lubią, spytałeś kiedykolwiek, zainteresowałeś się? Wiesz, jakie płatki najbardziej smakują twoim dzieciom, czy kupujesz pierwsze lepsze, jakie wpadną ci w oko?

Te małe rzeczy są właśnie ogromne… Pytasz swoją żonę, co by zjadła na obiad? Uprzedzasz o imprezie pytając czy ma ochotę pójść? Proponujesz, co kupić twojej matce na imieniny? Myślisz, na jakie zajęcia zapisać wasze dzieci?

Wspaniałomyślnie pozwoliłem swojej żonie kontrolować nasze rodzinne życie, podejmować decyzje. Uważałem, że jak ja się usunę, to jej będzie tylko łatwiej.

Tylko tu nie o nią chodziło, bo łatwiej i wygodniej było dla mnie… Dla ciebie pewnie też jest. Tyle, że to nic „miłego” zostawić wszystkie decyzje na głowie jednej osoby, a ty jeszcze chcesz, żeby ona pomyślała o tobie między myśleniem o dzieciach, o domu, o pracy, ogarniając setki rzeczy…

Mam nadzieję, że lubisz seks w pojedynkę… bo to cię stary czeka.

Poprosiłem znajomą, żeby napisała, jak się czuje, kiedy jej mąż oddaje jej całe pole dotyczące podejmowania decyzji. Wiesz, co usłyszałem? Że ona czuje się bezsilna, zmęczona i… samotna. Zastanawia się, czy on ją jeszcze kocha. Przecież gdyby kochał, nie pozwoliłby, by wszystko było na jej głowie. Czy on uważa swoją rodzinę za pomyłkę? Przecież nie chce pomóc ani przy dzieciach, ani przy obowiązkach, o niczym nie decyduje? Czy jesteśmy – ja i dzieci – dla niego w ogóle ważni, skoro nie chce aktywnie uczestniczyć w naszym życiu? Ma nas dosyć?

Opowiadała mi, że to miły gość, fajny facet. Robi to, o co ona poprosi – gotuje, sprząta, płaci rachunki, robi zakupy, pracuje, zajmuje się dziećmi. Ale jej gdzieś z tyłu głowy nieustannie dźwięczy, że on robi jej łaskę, bo to ona podejmuje decyzję, co on ma robić, ona steruje tym statkiem, musi sterować nawet nim, bo jej mąż sam z siebie do niczego nie wykazuje zaangażowania. W żaden sposób nie przejmuje kontroli nad naszym wspólnym życiem.

Wiesz co, gdybym mógł cofnąć czas i uczyć się na czyichś historiach, chciałbym dostać taki list od siebie z przyszłości:

Cześć,

wiem, że twoim największym lękiem jest to, że weźmiesz ślub, a twoje małżeństwo po kilku latach zakończy się rozwodem. Mam złe wieści. Tak się właśnie stanie. Poślubisz piękną dziewczynę, będziesz miał dwójkę dzieci, ale rozwiedziesz się. Będziesz rozpaczał, będziesz tęsknił za żoną, dziećmi, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Ale możesz tego uniknąć, możesz wybrać lepsze życie, ze szczęśliwym zakończeniem. Małżeństwo jest trudniejsze niż ci się wydaje. To nie jest jedynie posiadanie stałej dziewczyny, żony i matki, to zdecydowanie coś więcej. Nie bądź jedynie mężem i ojcem. Nie dawaj tylko minimum z minimum. Nie zastanawiaj się, dlaczego twoja żona się denerwuje. Dbaj o nią, o wasze wspólne życie.

Możesz dać jej więcej niż przypuszczasz – swój czas, swoją energię i miłość.

Okazuj swoją miłość w chwilach, które są dla was trudne. Pokaż jej, że twoje uczucie jest stałe i trwałe.

Gdy urodzą się dzieci, nie myśl, że opieka nad nimi jest tylko po stronie twojej żony. Noś na rękach dziecko, żeby ona mogła się wyspać, trzymaj ją za rękę, kiedy ona karmi wasze dziecko. W każdej sekundzie pokazuj jej, że może na ciebie liczyć. A potem udowadniaj jej to codziennie.

Nie wystarczy, że będziesz mówił „Kocham cię” i naprawdę tak czuł. Nie ma zupełnie znaczenia, czy to jest prawda. Ona o tym nie wie. Myślisz, że to szalona, emocjonalna dziewczyna? Nie rozumiesz. Ona nie wie, że ją kochasz, jeśli jej tego nie okazujesz.

Wybieraj, decyduj, okazuj troskę o wasze wspólne życie, wasze plany. Twoje małżeństwo składać się będzie z miliona drobnych, ale niezwykle ważnych rzeczy. Jeśli nie będziesz o nie dbać, twoja żona pomyśli, że nie jest dla ciebie na tyle ważna, żebyś się o nią troszczył.

To ją zabije, wtedy cię opuści. I będziesz tęsknił. Ale tak nie musi być.

Możesz napisać własną historię. I chcę, żebyś mnie wysłuchał, bo ja jestem tobą, bo popełniłem już wszystkie te błędy, które ty zamierzasz zrobić. Jeśli dokonasz tych samych wyborów, zostaniesz sam. Więc dokonaj lepszych. Wybierz siebie. Wybierz miłość.


Kiedy w końcu zrozumiesz, że sama miłość w związku nie wystarczy, zaczniesz dbać o swoją żonę i przestaniesz być gównianym mężem?

Sziti Mąż
Sziti Mąż
25 września 2017
Fot. iStock/splendens
Fot. iStock/splendens
 

Wyśmiewasz te wszystkie księżniczki zamknięte w wieży, tę romantyczną miłość, w którą wierzą kobiety. Prawda? Dla świętego spokoju od czasu do czasu zabierasz ją do kina czy na kolację, żeby pretensji do ciebie nie miała, że o nią nie dbasz i że traktujesz jako rzecz nabytą, więc nie wymagającą wysiłku z twojej strony, bo przecież jest.

Sam się z tego śmiałem, jakie kobiety są naiwne wierząc, że my będziemy rycerzami na białych koniach. Nie powiem, dobrze było się tak poczuć, ale niewiele to ma wspólnego z rycerskością.

Myślałem – ale mi się trafiło, żona, która stanie na głowie, żeby tylko mi dobrze było. A do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja. Ty się przyzwyczaiłeś, co nie? Do tych ciepłych obiadków, czystego i pachnącego domu, do dzieci, które grzecznie leżą w swoich łóżeczkach, gdy ty wracasz do domu. Też to miałem. Nawet SMS, co bym zjadł na kolację, to martwienie się, kiedy wrócę, na początku rozczulające, ale z czasem wkurzające. Bo ile można się tłumaczyć.

I wydawało mi się, że nic nie jest w stanie zniszczyć tego status quo. Że tak będzie zawsze. Ja i moje wygody, moje mecze, piwo w lodówce, wypad na basen i ona – po pracy w domu, z dziećmi, dbająca o nasz dom. Właśnie – nasz dom. A ja to miałem w dupie. Skoro ona się stara, to po co moje większe zaangażowanie. Przecież wie, że ją kocham, że zawsze może na mnie liczyć, że jakby coś złego się działo, to jej pomogę. Tak o sobie myślałem. Myślałem, że jestem świetnym mężem, który pozwala swojej żonie robić wszystko, żebym to ja czuł się szczęśliwy, żeby to mi było dobrze. Byłem przekonany, że to daje jej szczęście, ja idiota myślałem, że jak ja jestem szczęśliwy, to ona też.

Życie pokazało mi środkowy palec. Środkowy palec mojej pełnej arogancji na jej potrzeby. Nie słuchałem, gdy mówiła mi:

– Spędzamy ze sobą mało czasu.

– Nie przesadzaj, przecież wracam na noc do domu – obracałem w żart rozmowę. Później się wkurzałem, o co jej z tym czasem chodzi. No dobra, kupiłem bilety do kina, raz nawet do teatru, żeby przestała marudzić i truć mi głowę i żebym mecz mógł w spokoju pooglądać. Bez sensu, przecież jesteśmy razem, to po co jej więcej czasu, więcej nie da się być, niż cały czas razem.

Idiota – miałem tak wąskie myślenie, że nie widziałem nic oprócz swojego ego. Jak ona mogła mi zarzucać, że nie poświęcam jej uwagi? Przecież kasę zarabiam na tę rodzinę, dla nich wszystko robię, a jej brak uwagi? Niby co jeszcze miałbym zrobić? Zabawiać ją rozmową? Też mi coś, jesteśmy małżeństwem, a nie parą na randce, która dopiero się poznaje i ze sobą gada. Nie wiem, o czym chce rozmawiać, przecież wszystko ustalamy na bieżąco – zajęcia dzieci, zakupy, obowiązki, plan dnia?

Tak myślałem i ty pewnie też tak myślisz. Wolisz czasami zostać dłużej w pracy niż słuchać, czego ona od ciebie wymaga. Żebyś czasu więcej spędzał z nią, ale też z dziećmi. Żebyś zainteresował się domem. Żebyś nią się zainteresował.

Naprawdę wydaje ci się, że seks załatwia całą sprawę? Że poświęcenie jej uwagi, to doprowadzenie jej do orgazmu. Że jej to wystarczy? Nie bądź tak głupi jak ja i zmień swojej myślenie. I lepiej szybciej, przed tym, nim usłyszysz, że nic was już oprócz dzieci nie łączy, a skoro tak jest, to ona odchodzi. Bo do niczego nie jesteś jej potrzebny.

Ale jak to? Przecież ja ją kocham? Co znaczy, że nic nas nie łączy? A miłość? W końcu to miłość jest najważniejsza, ona zawsze to powtarzała. No dobra, na początku. Później już rzadziej.

Gówniany mężu chcę żebyś dzisiaj zanotował sobie w tym twoim łbie, że miłość nie wystarczy. Tego nauczyła mnie moja żona odchodząc ode mnie.

Sama miłość to za mało, żeby z kimś żyć, żeby każdy był w związku szczęśliwym. Tak wiem, tobie ta miłość wystarczała, zwłaszcza, gdy była pełna poświęcenia i zapatrzenia ze strony twojej żony. I jak to? Nagle jej nie wystarcza?

Wiesz, co powiedziała mi moja żona odchodząc? Że tylko dlatego, że wiedziała, że ją kocham, wytrzymała ze mną tak długo. Że miała nadzieję, że w końcu się ocknę i przestanę dbać jedynie o czubek własnego ku*asa. Że zobaczę, że się zmieniliśmy, że czegoś innego oczekujemy.

I wiesz co? Czułem się oszukany! Jak ona mogła? Przecież nigdy się nie skarżyła, przecież od początku ona weszła w tę rolę dbającej o mnie. I co? I nagle jej się odmieniło? Nagle zapragnęła czegoś więcej?

Byłem głuchy na jej wszystkie:

– mi to nie wystarcza

– chcę, żeby było cię więcej

– mam dość

– nie chcę, żebyś mnie tak traktował

– nie jestem twoją własnością!

Jak debil myślałem: dobra, pewnie jest przed okresem, zaraz jej przejdzie. Nigdy nie chciałem jej zrozumieć! Nigdy nie spytałem ze szczerą troską, o co jej naprawdę chodzi, co złego się dzieje. Kiedy ona zaczynała swój monolog mówiłem: „Nie histeryzuj”, „Nie przesadzaj”, „Znowu wymyślasz, źle ci, to odejdź”.

Sam na siebie rzuciłem klątwę. Bo ona odeszła. Bo nie zrozumiałem, że miłość nie wystarcza,

Że oprócz miłości ważne jest:

– wsparcie – w trudnych dla niej chwilach, które mi mogły się wydawać błahe, nieważne, ona chciała usłyszeć, że jestem przy niej, że zawsze jestem po jej stronie

– zrozumienie – dla jej nastrojów, potrzeb, humorów, bo tylko tak można wyrazić siebie i niczego nie udawać, tymczasem ja miałem dość, kiedy płakała, miałem dość, kiedy się wściekała, nigdy nie chciałem poznać przyczyny, chciałem, żeby przestała, tak byłem gównianym mężem

– pomoc – nie tylko czcze gadanie, że się jest i że zawsze pomożesz, ona w dupie miała moje słowa, czekała aż coś zrobię, aż ruszę ten mój tyłek z kanapy i usiądę z dziećmi do lekcji, wyjdę z psem, czy powieszę pranie

– czułość – też wkładasz jej rękę w stanik, gdy tylko się do ciebie przytula, każdy taki gest bierzesz za przejaw ochoty na seks; kobietom nie zawsze chodzi o seks! Dużo czasu upłynęło, nim to zrozumiałem

– bezpieczeństwo – ona chce od czasu do czasu czuć się jak księżniczka, chce wiedzieć, że gdy jej zabraknie sił, to ty dźwigniesz wszystko, chce mieć pewność, że może na ciebie liczyć, że gdyby świat się walił, to ty z gruzów wyniesiesz ją na swoich rękach bezpieczną.

Tego nauczyłem się za późno. Bo mojej żony już obok mnie nie ma, układa sobie życie z kimś innym. Też tego chcesz?