Jak poczuć się sexy w łóżku i nie zrobić z siebie kretynki? Z pamiętnika żony

Seksualnie
Seksualnie
5 stycznia 2018
Fot. iStock/sSplajn
 

Zasada jest prosta. Im bardziej sexy kobieta czuje się w sypialni, tym lepszą jest kochanką. Trzymam się tej zasady odkąd pamiętam, choć kilka razy sprowadziła mnie już na manowce. Bo a to się filmów naoglądałam, a to poradników naczytałam, a to mądrych (i bardziej doświadczonych) koleżanek posłuchałam i tak uskuteczniałam różne sztuczki, dzięki którym miałam poczuć się bardziej sexy. O swoich różnych, żenujących eksperymentach seksualnych już pisałam TUTAJ. Po waszych reakcjach wiem, że każda z nas ma na koncie jakąś wpadkę. Bo fajnie to wdzianko wyglądało w katalogu, bo wibrator miał mieć 647 trybów i kosztował jedynie 29,90, bo zachciało się zobaczyć faceta w stringach.

Eksperymenty są fajne, ponieważ pozwalają nam odkryć to, co nas kręci i co się w łóżku sprawdza. Niestety, bardzo często weryfikuje też to, czego się nasłuchałyśmy i naoglądałyśmy. Tak właśnie wspominam moje próby bycia bardziej sexy w łóżku.

Czerwona szminka

Miałam być wampem. Kupiłam więc najbardziej czerwoną szminkę ze wszystkich czerwonych w sklepie (pal sześć czy pasowała – w mroku nie musi) i wymalowałam się przed pójściem do łóżka. Nie powiem, facetowi się podobało. I na podziwianiu mnie powinno się skończyć. Ale nie… namiętne pocałunki, seks oralny, pozycja taka i śmaka. Po godzinie nie wiedziałam, czy któreś z nas krwawi. Dowiedziałam się też jednej rzeczy na temat kosmetyków – im tańsza i gorsza szminka, tym trwalsza i trudniej ją zmyć i sprać.

Szpilki

Obuwie na wysokim obcasie nadaje się wyłącznie do prezentowania swoich wdzięków. Ot, trochę postoisz, powyginasz się i starczy. Nie, mi się zachciało wygibasów w pieleszach. Bilans? Jedno podarte prześcieradło, cztery zadrapania na męskim udzie, jedno na torsie i jeden skurcz w stopie. Nie wiem, może mało gibka jestem? Albo nieuważna? Od tamtej pory szpilki do gry wstępnej, potem już tylko pończochy. I też jest mega sexy!

Biżuteria

Pomyślałam sobie kiedyś, że fajnie byłoby założyć wyłącznie biżuterię. I tak oto, z długimi, błyszczącymi kolczykami w uszach oczekiwałam na niego w łóżku. I powiem szczerze, że naprawdę czułam się sexy. Nie przemyślałam jednak, co zrobić z włosami, więc były rozpuszczone. W miarę jak akcja postępowała, moje włosy były coraz bardziej skołtunione, a pojedyncze kosmyki wplątały się między te nieszczęsne kamyczki i koraliczki. Punkt kulminacyjny nastąpił w pozycji od tyłu, gdy szanowny małżonek szarpnął mnie za włosy, rozrywając mi płatek ucha. Jakoś tam się zrosło, ale o kolczykach mogę już zapomnieć nawet na co dzień.

Dziś stwierdzam, że najbardziej sexy jest błysk w oku, zaangażowanie i świadomość własnych potrzeb. Polecam, zawsze działa.


Orgazm pochwowy. Jak udało mi się osiągnąć go po raz pierwszy

Seksualnie
Seksualnie
8 stycznia 2018
Fot. iStock/DmitriMaruta
 

Niedawno, po jednej z upojnych nocy, przypomniały mi się czasy, gdy byłam nastolatką i coraz intensywniej rozmyślałam o chłopakach i seksie. Ponieważ internet nie był wtedy jeszcze tak popularny, musiałam bazować na tym, co opowiedziały mi (a często nazmyślały) koleżanki i na tym, co widziałam na filmach. Nie jakichś pornograficznych, ale tych romantycznych, gdzie co jakiś czas przewijały się sceny erotyczne. Co utkwiło mi w pamięci?

Przede wszystkim zapamiętałam „moment kulminacyjny”, zwany później „orgazmem”. Moment, w którym kobieta jęczy, jęczy, wstrzymuje oddech (to JUŻ) i znów jęczy/krzyczy. Najczęściej to samo dzieje się wówczas z facetem, z reguły w pozycji klasycznej (on na niej), ewentualnie na jeźdźca. Generalnie wyglądało to dość łatwo i przyjemnie.

Tak narodziło się we mnie przekonanie, żeby kobieta powinna (?) dochodzić w czasie penetracji. W miarę zdobywania własnych doświadczeń seksualnych, powoli zaczynałam rozumieć, że tak to nie działa. Owszem, osiągałam orgazm podczas stymulacji łechtaczki na różne sposoby, ale wciąż nie było to to, na co liczyłam.

Przerobiłam w głowie różne scenariusze – nie ten facet, brak chemii, za krótki/za cienki penis (choć partner długo-długo ten sam). Aż w końcu doszłam do takiego wniosku, jak większość kobiet, które również nigdy nie przeżyły orgazmu pochwowego, że po prostu nie jest mi to dane. Mówi się przecież, że nie każda z nas może go osiągnąć, a właściwie, to niewiele kobiet ma to szczęście.

I okazało się, że właśnie tego było mi potrzeba. Kiedy porzuciłam różne eksperymenty, przestałam kombinować z pozycjami i podnietami (a bywało już, że nawet mój mąż miał dość szukania „najodpowiedniejszego kąta”), upragniony orgazm przyszedł sam. Stało się do jednak dopiero po kilkunastu latach od mojego pierwszego stosunku.

Jeżeli liczysz, że zdradzę teraz jakiś fantastyczny sekret lub nietypową metodę osiągnięcia orgazmu pochwowego, muszę cię rozczarować. Do pewnych rzeczy trzeba po prostu dojrzeć. Sprawdzić, co się lubi, a czego nie, znaleźć partnera, który rozumie nasze potrzeby, zapewnia komfort i bezpieczeństwo, a przede wszystkim – trzeba odpuścić, mieć wolną głową i cieszyć się chwilą.

Jestem najlepszym dowodem, że najlepsze (najprawdopodobniej) dopiero przed tobą. I naprawdę warto poczekać.


Seks z kolegą z pracy? Lista plusów i minusów

Seksualnie
Seksualnie
4 stycznia 2018
Fot. iStock/tomazl

Załóżmy, że jesteś sama i nie masz żadnych zobowiązań. Masz prawo fantazjować i rozglądać się za nowym facetem. Problem w tym, że kompletnie nie masz na to czasu. Tylko praca, dom, dzieci, praca, dom, dzieci. I gdzie niby masz kogoś poznać? Najłatwiej będzie w pracy, ale… wszyscy wiemy, jak kończą się te biurowe romanse i romansiki. Rzadko który przeistacza się w poważny związek. Może dlatego, zamiast nastawiać się na miłość do grobowej deski, warto zaszaleć? Seks z kolegą z pracy, poza całą masą minusów, ma też kilka plusików 😉

Znasz go bardzo dobrze

Plus: Fajnie jest uprawiać seks z kimś, kogo już dobrze poznałaś i widziałaś w wielu różnych sytuacjach – na luźnej imprezie służbowej i w trakcie stresującego spotkania. Widzisz, jaki jest w stosunku do innych i możesz ocenić, czy to ci odpowiada.

Minus: Czasem ludzie grają w miejscu pracy. Może ci się wydawać, że znasz tę osobę dobrze, a w rzeczywistości nie masz pojęcia, kim jest. Zanim zdecydujesz się na romans, poznaj go prywatnie.

Jesteś pozytywnie nastawiona do pracy

Plus: Taki romans powoduje, że ochoczo biegniesz do biura… i znacznie lepiej wykonujesz swoje obowiązki. Nie chcesz przecież zrobić złego wrażenia.

Minus: Ale może się też okazać, że zaczniesz zawalać swoje obowiązki, bo będziesz uskuteczniać schadzki w toalecie…

Chętniej pracujesz w zespole

Plus: Podejmujesz nowe wyzwania i chętniej pracujesz w zespole, bo chcesz jak najwięcej czasu spędzić ze swoim lowelasem.

Minus: Może się nagle okazać, że niepotrzebnie siedzisz do późna w pracy i dla odmiany… zawalasz swoje życie osobiste, dom i dzieci.

Poczujesz się jak na haju

Plus: Te wszystkie tajemnice, sekretne uśmieszki, skradanie się… to wszystko jest szalenie ekscytujące i podniecające. Taki romans może ci dać niezłego kopa i podnieść twoją samoocenę.

Minus: Jeżeli marzysz o poważnym związku i lubisz chwalić się swoim szczęściem, możesz mieć poważny problem z taką relacją.

Możesz znaleźć bratnią duszę

Plus: Nie wszystkie relacje seksualne między współpracownikami kończą się źle lub w nieprzyjemnej atmosferze. Zdarza się, że spotykasz osobę swoich marzeń właśnie w pracy.

Minus: Jeśli okaże się, że w dasz się w romans z toksycznym człowiekiem, może próbować zniszczyć ci życie – zarówno zawodowe, jak i prywatne.

Decyzja należy do ciebie…

Źródło: LovePanky