„Obudź się! To, że w weekend weźmiesz dzieci do kina lub na spacer nie zrobi z ciebie ojca roku! Nie dostaniesz też orderu dla najlepszego męża”

Sziti Mąż
Sziti Mąż
10 września 2017
Fot. Pixabay / unsplash /
Fot. Pixabay / unsplash / CC0 Public Domain
 

Dzisiaj wydaje ci się, że masz wszystko? Że właściwie to Pana Boga za pięty złapałeś. Aaa, nie, ty uważasz, że to wszystko to twoja zasługa, fajna żona, fajne dzieci, ładny dom, samochód, wakacje raz w roku na maksymalnie siedem dni, bo przecież do pracy musisz wrócić.

No tak, prawdziwy z ciebie szczęściarz, który wraca do domu bardzo (bardzo) późnym popołudniem, bo przecież nie wieczorem. I wszystko w domu gra, prawda? Dzieci jedzą kolację, twoje koszule wyprasowane wiszą w szafie, żona podsuwa talerz z czymś pysznym. Widzisz ten obrazek i myślisz: „Ja to mam szczęście”. Stary, naprawdę uważasz, że to kwestia szczęścia?

No tak, bo jak się nie napracujesz, to nie wiesz, ile wysiłku kosztuje to, by twój dom wyglądał tak, a nie inaczej, kiedy do niego wracasz.

Też tak myślałem. Myślałem: „To cudownie mieć taki dom, taką rodzinę”, ale zupełnie nie doceniałem tego, co mam. Wydawało mi się, że tak po prostu jest. Nie chciałem widzieć nic innego.

Kiedy moja żona mówiła: „Jestem zmęczona” zupełnie jej nie rozumiałem. Przecież pracowałem podobnie jak ona, nawet więcej i dłużej, to raczej ja powinienem narzekać na brak sił, a nie ona.

Co ona takiego robi?

Że zakupy? Że dzieci? No przecież co to za wysiłek. Wszystko się ogarnia – samo. Tak myślałem i ty dzisiaj pewnie też tak myślisz, zwłaszcza, gdy ona truje ci nad głową:

„Dziećmi byś się trochę zajął”

„Pomógłbyś mi chociaż łazienkę posprzątać”

„Do twojej matki byś zadzwonił, a nie ja wysłuchuję jej pretensji, że o niej nie pamiętasz”

„Kiedy ostatni raz pomagałeś dzieciom w lekcjach?”.

Nie bardzo wiesz, o co jej chodzi, prawda? Dzieci widujesz codziennie – rano, wieczorem, w weekend wieczorem pooglądacie wspólnie film, a w niedzielę wszyscy razem wyjdziecie na lody, na obiad, żeby ona nie musiała w domu gotować. No i żeby trochę przestała gderać.

Przecież wszystko jest w najlepszym porządku. Też tak myślałem, też byłem przekonany, że szczęście, które mi się przytrafiło, to dar od losu. Nie doceniałem, jak wiele do naszego domu wnosi moja żona. Generalnie miałem to w dupie. Myślałem: „To jej problem, przecież nikt jej nie każe aż tak się poświęcać”. Ja nie wymagałem. Byłem dupkiem nie zdającym sobie sprawy, co myślę i co mówię. Idiotą, który myślał, że czysty dom, ogarnięte dzieci i jedzenie w lodówce to naprawdę nic wielkiego. To się po prostu samo dzieje, przy okazji.

Kiedy ona mówiła, że ma dość, pytałem: „Czego ty masz dość?”. Nie widziałem tych wszystkich starań, tego kombinowania z czasem, jak zdążyć, co zrobić. Nie słyszałem tej setki pytań zaczynających się od „Mamoooo …”. Ona robiła to wszystko po to, żebym ja chciał wracać do domu, żeby dom kojarzył mi się ze spokojem, bezpieczeństwem i ciepłem. Tak wychowała ją matka, a jej matkę babcia. I pewnie dlatego, kiedy narzekała, że mnie nie ma, że jej nie pomagam,  nie byłem tego w stanie zrozumieć. Przecież wszystko jest w najlepszym porządku, jest tak, jak zawsze, więc o co jej chodzi.

A ty? Jak jest u ciebie? Uważasz, że to co w domu należy do twojej żony? W końcu ty pracujesz, zarabiasz, niech ona zajmie się tym, co umie robić lepiej od ciebie? Hej, ale ona też pracuje, nie zauważyłeś? Też zarabia, też się dokłada do tego domowego budżetu. Tyle tylko, że ona ma o wiele więcej obowiązków niż ty. Kiedy ty spędzasz rano czas w łazience, ona robi kanapki dzieciom do szkoły, prasuje koszule, sukienki na zapomniane do ostatniej chwili apele. Pamięta, co jakie dziecko ma po szkole, na jakie zajęcia je zawieźć, kto je odbierze, przerzuci i do domu odstawi. Z tyłu głowy dźwięczy jej lista zakupów, pomysły na kolację tak, by każdy zjadł, a przecież u was każdy je coś innego. Zauważyłeś to? Zauważyłeś, że gotuje kilka rzeczy? Ja dopiero to dostrzegłem, kiedy moje dzieci były u mnie w pierwszy weekend po rozwodzie. I nagle się okazało, że jedno je jajecznicę ze szczypiorkiem, a drugi takiej nie tyka, za to kocha twaróg z czosnkiem. Jak to? Zastanawiałem się, czy robią mi na złość? Nagle każde chce coś innego? Ale jak usiadłem na dupie i pomyślałem, to zdałem sobie sprawę, że zawsze tak było. Tylko ja tego nigdy nie widziałem.

Tak jak nie wiedziałem, jak ma na imię najbliższy przyjaciel mojego syna, czy przyjaciółka mojej córki. Do której klasy chodzą, jak nazywa się ich wychowawczyni, kiedy mają sprawdzian i z czego, czy potrzebują nowych butów na wuef. Nie interesowało mnie, co zjadły na obiad i gdzie chcą wyprawić swoje urodziny. A kiedy żona mówiła, żebym z nimi porozmawiał, nie wiedziałem, o co jej chodzi.

Chcesz tak jak ja? Poznawać swoje dzieci dopiero po rozwodzie, dopiero wtedy zrozumieć, że nie było cię w ich życiu, że nie uczestniczyłeś w życiu swojej rodziny? To wtedy chcesz ze swoją ferajną pojechać na zakupy i kolejne, bo okaże się, że nie kupiliście jogurtów takich, jak każde z nich lubi, bo zapomnieliście o czymś na kolację, a przecież jeszcze śniadanie i obiad na następny dzień? To wtedy dopiero chcesz wiedzieć, jak rozmiar buta ma twój syn i jaki jest ulubiony kolor twojej córki? Dopiero wtedy usiądziesz, żeby pograć z nimi w monopol, czy w karty? Dopiero wtedy zrozumiesz, jak wiele pracy wkładała twoja żona, żeby spiąć wasz dom i rodzinę do kupy? Żeby tobie było z nimi dobrze?

Obudź się! To, że w weekend weźmiesz dzieci do kina lub na spacer nie zrobi z ciebie ojca roku! To, że wyniesiesz śmieci i raz w miesiącu posprzątasz łazienkę nie sprawi, że dostaniesz order dla najlepszego męża! Rozejrzyj się, zobacz, ile rzeczy w twoim domu dzieje się bez twojego udziału. Możesz to tak zostawić, ale wtedy nie zdziw się, gdy twoja rodzina zostawi ciebie, bo nie będą czuli się ważni w twoim życiu.

Pomyśl, czy tego właśnie chcesz.


Kiedy w końcu zrozumiesz, że sama miłość w związku nie wystarczy, zaczniesz dbać o swoją żonę i przestaniesz być gównianym mężem?

Sziti Mąż
Sziti Mąż
25 września 2017
Fot. iStock/splendens
Fot. iStock/splendens
 

Wyśmiewasz te wszystkie księżniczki zamknięte w wieży, tę romantyczną miłość, w którą wierzą kobiety. Prawda? Dla świętego spokoju od czasu do czasu zabierasz ją do kina czy na kolację, żeby pretensji do ciebie nie miała, że o nią nie dbasz i że traktujesz jako rzecz nabytą, więc nie wymagającą wysiłku z twojej strony, bo przecież jest.

Sam się z tego śmiałem, jakie kobiety są naiwne wierząc, że my będziemy rycerzami na białych koniach. Nie powiem, dobrze było się tak poczuć, ale niewiele to ma wspólnego z rycerskością.

Myślałem – ale mi się trafiło, żona, która stanie na głowie, żeby tylko mi dobrze było. A do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja. Ty się przyzwyczaiłeś, co nie? Do tych ciepłych obiadków, czystego i pachnącego domu, do dzieci, które grzecznie leżą w swoich łóżeczkach, gdy ty wracasz do domu. Też to miałem. Nawet SMS, co bym zjadł na kolację, to martwienie się, kiedy wrócę, na początku rozczulające, ale z czasem wkurzające. Bo ile można się tłumaczyć.

I wydawało mi się, że nic nie jest w stanie zniszczyć tego status quo. Że tak będzie zawsze. Ja i moje wygody, moje mecze, piwo w lodówce, wypad na basen i ona – po pracy w domu, z dziećmi, dbająca o nasz dom. Właśnie – nasz dom. A ja to miałem w dupie. Skoro ona się stara, to po co moje większe zaangażowanie. Przecież wie, że ją kocham, że zawsze może na mnie liczyć, że jakby coś złego się działo, to jej pomogę. Tak o sobie myślałem. Myślałem, że jestem świetnym mężem, który pozwala swojej żonie robić wszystko, żebym to ja czuł się szczęśliwy, żeby to mi było dobrze. Byłem przekonany, że to daje jej szczęście, ja idiota myślałem, że jak ja jestem szczęśliwy, to ona też.

Życie pokazało mi środkowy palec. Środkowy palec mojej pełnej arogancji na jej potrzeby. Nie słuchałem, gdy mówiła mi:

– Spędzamy ze sobą mało czasu.

– Nie przesadzaj, przecież wracam na noc do domu – obracałem w żart rozmowę. Później się wkurzałem, o co jej z tym czasem chodzi. No dobra, kupiłem bilety do kina, raz nawet do teatru, żeby przestała marudzić i truć mi głowę i żebym mecz mógł w spokoju pooglądać. Bez sensu, przecież jesteśmy razem, to po co jej więcej czasu, więcej nie da się być, niż cały czas razem.

Idiota – miałem tak wąskie myślenie, że nie widziałem nic oprócz swojego ego. Jak ona mogła mi zarzucać, że nie poświęcam jej uwagi? Przecież kasę zarabiam na tę rodzinę, dla nich wszystko robię, a jej brak uwagi? Niby co jeszcze miałbym zrobić? Zabawiać ją rozmową? Też mi coś, jesteśmy małżeństwem, a nie parą na randce, która dopiero się poznaje i ze sobą gada. Nie wiem, o czym chce rozmawiać, przecież wszystko ustalamy na bieżąco – zajęcia dzieci, zakupy, obowiązki, plan dnia?

Tak myślałem i ty pewnie też tak myślisz. Wolisz czasami zostać dłużej w pracy niż słuchać, czego ona od ciebie wymaga. Żebyś czasu więcej spędzał z nią, ale też z dziećmi. Żebyś zainteresował się domem. Żebyś nią się zainteresował.

Naprawdę wydaje ci się, że seks załatwia całą sprawę? Że poświęcenie jej uwagi, to doprowadzenie jej do orgazmu. Że jej to wystarczy? Nie bądź tak głupi jak ja i zmień swojej myślenie. I lepiej szybciej, przed tym, nim usłyszysz, że nic was już oprócz dzieci nie łączy, a skoro tak jest, to ona odchodzi. Bo do niczego nie jesteś jej potrzebny.

Ale jak to? Przecież ja ją kocham? Co znaczy, że nic nas nie łączy? A miłość? W końcu to miłość jest najważniejsza, ona zawsze to powtarzała. No dobra, na początku. Później już rzadziej.

Gówniany mężu chcę żebyś dzisiaj zanotował sobie w tym twoim łbie, że miłość nie wystarczy. Tego nauczyła mnie moja żona odchodząc ode mnie.

Sama miłość to za mało, żeby z kimś żyć, żeby każdy był w związku szczęśliwym. Tak wiem, tobie ta miłość wystarczała, zwłaszcza, gdy była pełna poświęcenia i zapatrzenia ze strony twojej żony. I jak to? Nagle jej nie wystarcza?

Wiesz, co powiedziała mi moja żona odchodząc? Że tylko dlatego, że wiedziała, że ją kocham, wytrzymała ze mną tak długo. Że miała nadzieję, że w końcu się ocknę i przestanę dbać jedynie o czubek własnego ku*asa. Że zobaczę, że się zmieniliśmy, że czegoś innego oczekujemy.

I wiesz co? Czułem się oszukany! Jak ona mogła? Przecież nigdy się nie skarżyła, przecież od początku ona weszła w tę rolę dbającej o mnie. I co? I nagle jej się odmieniło? Nagle zapragnęła czegoś więcej?

Byłem głuchy na jej wszystkie:

– mi to nie wystarcza

– chcę, żeby było cię więcej

– mam dość

– nie chcę, żebyś mnie tak traktował

– nie jestem twoją własnością!

Jak debil myślałem: dobra, pewnie jest przed okresem, zaraz jej przejdzie. Nigdy nie chciałem jej zrozumieć! Nigdy nie spytałem ze szczerą troską, o co jej naprawdę chodzi, co złego się dzieje. Kiedy ona zaczynała swój monolog mówiłem: „Nie histeryzuj”, „Nie przesadzaj”, „Znowu wymyślasz, źle ci, to odejdź”.

Sam na siebie rzuciłem klątwę. Bo ona odeszła. Bo nie zrozumiałem, że miłość nie wystarcza,

Że oprócz miłości ważne jest:

– wsparcie – w trudnych dla niej chwilach, które mi mogły się wydawać błahe, nieważne, ona chciała usłyszeć, że jestem przy niej, że zawsze jestem po jej stronie

– zrozumienie – dla jej nastrojów, potrzeb, humorów, bo tylko tak można wyrazić siebie i niczego nie udawać, tymczasem ja miałem dość, kiedy płakała, miałem dość, kiedy się wściekała, nigdy nie chciałem poznać przyczyny, chciałem, żeby przestała, tak byłem gównianym mężem

– pomoc – nie tylko czcze gadanie, że się jest i że zawsze pomożesz, ona w dupie miała moje słowa, czekała aż coś zrobię, aż ruszę ten mój tyłek z kanapy i usiądę z dziećmi do lekcji, wyjdę z psem, czy powieszę pranie

– czułość – też wkładasz jej rękę w stanik, gdy tylko się do ciebie przytula, każdy taki gest bierzesz za przejaw ochoty na seks; kobietom nie zawsze chodzi o seks! Dużo czasu upłynęło, nim to zrozumiałem

– bezpieczeństwo – ona chce od czasu do czasu czuć się jak księżniczka, chce wiedzieć, że gdy jej zabraknie sił, to ty dźwigniesz wszystko, chce mieć pewność, że może na ciebie liczyć, że gdyby świat się walił, to ty z gruzów wyniesiesz ją na swoich rękach bezpieczną.

Tego nauczyłem się za późno. Bo mojej żony już obok mnie nie ma, układa sobie życie z kimś innym. Też tego chcesz?


„Oddałbym wszystko, gdyby ktoś uświadomił mi, jakim dupkiem byłem dla mojej żony… Jej już nie ma. Ty o swoją możesz jeszcze zadbać”

Sziti Mąż
Sziti Mąż
25 sierpnia 2017
Fot. iStock/splendens
Fot. iStock/splendens
 

Nie radzisz sobie ze swoimi dziećmi? Żona prosi cię o pomoc, a ty bezradnie po pół godzinie rozkładasz ręce pokonany przez dwójkę maluchów?

Gdzie ty się urodziłeś, gdzie byłeś dotychczas. Oślepłeś,ogłuchłeś i nie zauważyłeś, że jesteś już mężem, ojcem, a nie jakim dupkiem, który nie widzi nic poza swoim własnym ego?

Myślałeś, że miłość wystarczy, że to, że od czasu do czasu powiesz, że kochasz, załatwi wszystko? Serio? Byłeś pewny, że ona zawsze przy tobie będzie, że będzie o ciebie dbała? A ty? Jak ty o nią dbasz? Jak jej pomagasz? Mówisz: „jasne, idź do przyjaciółki”, a po pół godzinie dzwonisz: „Gdzie jest mleko? Mamy jakieś płatki w domu? One są głodne!”. No też mi odkrycie, że dzieci są głodne. Zazwyczaj kończy się to tym: „Kochanie, one płaczą, bo nie mogę bez ciebie zasnąć”. I to twoje kochanie wraca szybko do domu, kładzie się z dziećmi, sprząta syf po was w kuchni, podczas gdy ty, rozsiadasz się na kanapie i włączasz film, który miałeś od dawna zamiar obejrzeć.

Jesteś fiu*em, wiesz. Za każdym razem, kiedy tak robisz, kiedy zachowujesz się jak cholerny samolub, odsuwasz ją od siebie. Do czego ty jej jesteś właściwie potrzeby? Pomyślałeś kiedyś? Czy ona ciebie w ogóle potrzebuje?

Nie, nie oburzaj się, nie prychaj. Pomyśl o tym. Jak kiedyś, tak jak ty myślałem: „Też mi debilne pytanie”, ale moja żona ode mnie odeszła… Chcesz myśleć jak ja – bardzo proszę. Twój wybór. Tylko nie zdziw się później, jak zastaniesz pusty dom, bez dzieci, bez niej. Jak usłyszysz od niej, że właściwie ciebie nie było, bo ona musiała o wszystko zadbać sama. O dzieci, o zakupy, o płacenie rachunków, ubezpieczenie auta.

I jak ona odejdzie, to ty się będziesz publicznie odgrażał, nagle wrzucał swoje zdjęcia na Facebooku jakim cudownym ojcem jesteś, to nic, że tylko w weekendy. Ona będzie ta najgorsza. Która starała się to naprawić, która chodziła z tobą na terapię, która mówiła, czego jej brakuje, czego pragnie, dlaczego jest jej z tobą źle.

Ale co ciebie wtedy to obchodziło? Przecież była. Niech sobie pogada. Przejdzie jej, jak zawsze, w końcu mnie kocha. I tu się mylisz, miłość nie wystarczy, żeby zostać z takim dupkiem jak ty.

Jasne, że każde małżeństwo jest inne, różnią się relacje, tak jak my się różnimy.

Niektórzy faceci spędzają dużo czasu w pracy. Inni nie.

Niektórzy faceci zarabiają kupę kasy. Inni nie.

Niektórzy faceci oszukują swoje żony. Inni nie.

Niektórzy faceci wiedzą, jak być dobrymi ojcami. Inni nie.

Niektórzy faceci zaspokajają seksualne pragnienia swoich żon. Inni nie.

Znasz to?

Żona: „Słuchaj, muszę z małą jechać wcześnie rano do lekarza, odstawisz młodego do szkoły? Ja nie zdążę, bo musi być wcześniej, jedzie jutro na wycieczkę”.

Mąż: „Jasne, nie ma problemu”.

Żona: „Tylko proszę, pamiętaj, ja wyjdę wcześniej, więc nie siedź długo przed komputerem, żebyś wstał rano”.

Mąż: „Okej, rozumiem. Przecież, jak mam go zawieźć, to zawiozę”.

Żona: (bierze głęboki oddech) „Wstaw tylko jeszcze nim pójdziesz spać zmywarkę, resztę ogarnę, jak wrócę”.

Mąż: „Okej”.

Żona: „Dziękuję. Kocham Cię. Dobranoc”.

Mąż: „Dobranoc”

Przychodzi poranek.

Ona wstaje, zagląda do kuchni, wszystko wygląda tak, jak zostawiła wieczorem. Zapomnij, żeby zmywarka była przez noc włączona, skoro nawet naczynia po kolacji zostały w zlewie.

Jedzie z córką do lekarza. Kiedy wraca, co widzi? Syna jeszcze w piżamie, ciepie drapiącego się po jajkach i ledwo przytomnego. „Zaspaliśmy” – tłumaczysz…

Ile razy prosiła cię, byś o niej pomyślał? Żebyś zobaczył, ile ona robi, a ile ty z siebie dajesz?

Ja wiem, skąd się to bierze. Wasze matki też za was wszystko robiły. Sprzątały, prały, gotowały. Wasi ojcowie, choć może nie okazywali tego wprost, mieli szowinistyczną mentalność, której nauczyli się od swoich ojców. A więc wy przejęliście tę samą filozofię. Chcecie żony i matki, która wokół was wszystko zrobi.

Tyle tylko, że wasze żony pracują na pełen etat, dojeżdżają do pracy tak, jak wy, zarabiają tak, jak wy, uczestniczą realnie w utrzymaniu rodziny, wożą dzieci na zajęcia pozalekcyjne. Czasy się zmieniły. To nie tak, jak kiedyś – on zarabiał, ona zajmowała się całą resztą. Obudź się w końcu i zobacz to. Tobie nic się od niej nie należy! Ona wkłada w ten dom tyle samo co ty, na poziomie pracy i kasy. Tyle tylko, że ona daje znacznie więcej, a co ty dajesz oprócz tych cholernych pieniędzy?

Wiesz, czego potrzebuje twoja żona? Potrzebuje tego, żebyś jej pomógł, żebyś na równi z nią zaangażował się we wszystko, co dotyczy waszej rodziny. Ona chce czuć się bezpiecznie. Chce móc na ciebie liczyć. Potrzebuje ci ufać, ale nie chodzi tu o zdradę, ale o poleganie na tobie, gdy cię o coś prosi, gdy w czymś musisz jej pomóc.

I ona ma w dupie twoje docenienie, ile wysiłku wkłada w to, jak wygląda wasz dom, wasza rodzina. Ona chce realnej pomocy z twojej strony. Chce, żebyś posprzątał łazienkę, umył, podłogę, wstawił zmywarkę, zabrał dzieci na spacer. I czasami powiedział: „odpocznij, ja to zrobię”.

Gówno cię obchodzi, co piszę? To wyobraź sobie życie bez niej. Zamknij oczy i pomyśl, że wracasz z pracy do pustego domu. Nie pachnie obiadem, nikt nie umył kubka po porannej kawie, zimne łóżko w sypialni. Fajnie? Chciałbyś tak? To faktycznie olej to, co piszę.

Powiem ci tylko na koniec jedno – oddałbym wszystko, gdyby ktoś uświadomił mi, jakim dupkiem byłem dla mojej żony… Jej już nie ma. To ja wracam do pustego domu. Nie chciałbyś tam być, uwierz.