„Najpierw grała seksbombę, a teraz kładzie się do szpitalnego łóżka”. Wcale nie twierdzę, że wszystkie teściowe to wredne małpy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 grudnia 2015
iStock/ JayKay57
 

– Pamiętasz „Sposób na teściową”? – pyta Ewa, a jej zielone oczy zamieniają się w dwie śmiejące się szparki. Jasne, że pamiętam, jedna z moich ulubionych komedii. – To filmowa wersja mojej historii. Tylko dużo bardziej elegancka – mówi. W jej małżeństwie teraz jest dobrze. I tego ciągłego napięcia brak. Ale jeszcze dwa lata temu to się działo…


– E tam, to chyba niemożliwe, żeby jedna osoba mogła popsuć relację między dwojgiem dorosłych i kochających się ludzi? – dopytuję. – Że niby idę w stereotypy? Że zwalam na nią winę za jakieś nasze nieporozumienia? Na wredną, zakochaną w swoim synku małpę? Ja tam wierzę, że są teściowe, z którymi można się dogadać. Co ja mówię – dogadać! Że można z nią normalnie, jak kobieta z kobietą porozmawiać. Moja przyjaciółka ma ze swoją świetne relacje. Mój brat też nie narzeka na teściów –  przemili i otwarci ludzie. Ale u mnie od samego początku było inaczej. Level „hard”. Po prostu. Nie do przeskoczenia.

Akt pierwszy – szpilki i sukienka mini

Z Maćkiem poznaliśmy się na czwartym roku studiów. Oboje pochodzimy z niedużych miast, mamy liczną rodzinę. Do Warszawy przyjechaliśmy, by się stamtąd właśnie„wyrwać”, a przy okazji poznać kogoś podobnego do siebie i już dłużej nie szukać. Do tego skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, kupić mieszkanie, a potem wziąć ślub i mieć dwójkę dzieci. Broń Boże więcej! W domu rodzinnym było co prawda wesoło. Ale żeby zaraz fundować sobie powtórkę z rozrywki? Co to, to nie. To była od początku miłość, prosta, nieskomplikowana i radosna.

Po trzech miesiącach Maciek przedstawił mnie swoim rodzicom. Przede wszystkim mamie, którą opisywał, jakby była rodzinną „Alfą i Omegą”. Przyszła teściowa – energiczna, zadbana i dość zdecydowana, zmyliła mnie niczym wytrawny agent KGB. Pierwsze spotkanie było całkiem miłe. Bez absolutnie żadnych niepokojących sygnałów. Wręcz przeciwnie, mama Maćka – Dorota przywitała mnie dość serdecznie i jeszcze serdeczniej pożegnała. Może nie myślała, że to będzie poważna znajomość.

Drugie spotkanie wyglądało już jednak zupełnie inaczej. Przywitanie było chłodne, za to Maćka Dorota wyściskała nad wyraz wylewnie i z odpowiednią oprawą. Głowę dam, że to był całus w usta. Dziesięciometrowe szpile, opinająca sukienka mini z olbrzymim dekoltem…  Miałam wrażenie, że ona  Maćka traktuje jak swojego chłopaka! „Kochanie – zauważyłeś, że byłam u fryzjera? Kochanie – czy te buty pasują do paska? Kochany, zrobić ci masaż? Choć, pokażę ci jakie mam plany na rozwój gospodarstwa, a Ewunia sobie odpocznie.”

Nie byłam u siebie, więc nie tupnęłam nogą, nie strzeliłam focha, tylko zaczekałam, aż będziemy sami. Padło: „Przeczekajmy”. Maciek mówił: „Może ma problem ze starzeniem się  i w ogóle?”. Uspokoił mnie. Przecież nie mieszkamy z nią na stałe. Stwierdził, że jego matka musi zrozumieć, że to poważany związek. I będzie ok.

Po dwóch dniach wróciliśmy do Warszawy. Odetchnęłam. Zdecydowaliśmy, że zacznamy szukać mieszkania. I że damy teściowej trochę czasu. Niech się kobieta oswoi z myślą o przyszłej synowej. – To wtedy zaczęły się te SMS-y? – pytam. – Tak.

Akt drugi przedstawienia – SMS-y.

Ledwo rozpakowaliśmy walizki z zapasami (10 słoiczków z przetworami z czerwonym serduszkiem „dla Skarbeńka”), zaczęły się SMS-y. „Maćku, od kilku godzin mam duszności. Przyjedź, proszę. Chyba trzeba mnie zawieźć od szpitala. Tata nie da rady, sam się słabo czuje. Kocham”.  Przejęłam się, że ona mocno nasz związek przeżywa. A może jeszcze menopauza robi swoje? To hormony. I co? Będzie miała teraz seksowną panią wójt na sumieniu?

„Zadzwoń” – namawiałam Maćka, który był dość sceptyczny. Jednak dzwonił, a mama opowiadała o bezsennych nocach, palpitacjach i nerwach. I możliwym nowotworze. No bo ciotka od strony matki ojca miała. To przecież ona na pewno też! Syn tak daleko… Dlaczego on nie mógł tych studiów wybrać gdzieś bliżej i zaopiekować się schorowaną matką?

Schorowaną, rozumiesz? Najpierw grała seksbombę, a teraz kładzie się do szpitalnego łóżka. Maciek pojechał. Wrócił wściekły i milczący. Ciężko chorą Dorotę zastał na potańcówce. W pełni sił i w wyśmienitym humorze. „Chciałam mieć cię tylko dla siebie, synku” – powiedziała. SMS-y przychodziły kilkanaście razy dziennie, ale Maciek już nie odpowiadał. Zadzwonił dopiero na imieniny.

Akt trzeci – trzy dni wspólnego mieszkania

Planowaliśmy ślub. Mamę Maćka poinformowaliśmy mailowo… Teściowa zjawiła się z niezapowiedzianą wizytą. Byłam wtedy sama w domu. „Jak to ślub planujecie beze mnie?!” – padło zamiast „dzień dobry”. I już rozpakowywała walizkę. I przetwory wyjmowała na kuchenny blat. Te z ozdobną nalepką i serduszkiem. Dla Skarbeńka. A następnie oznajmiła, że ona sobie z nami do tego ślubu pomieszka. I mimo, że Maciek grzecznie prosił i oferował, że wynajmie jej pokój, albo lepiej odwiezie do domu, pomieszkała całe trzy dni.

I tego trzeciego nastąpił Armagedon. Nie wytrzymałam. Nic nie mówiłam, gdy teściowa poprzestawiała mi w kuchni garnki. Milczałam, kiedy prasowała „tak jak trzeba” maćkowe koszule i wybierała dla mnie ślubną suknię. Ale gdy dobrała się do szafek z moją bielizną głośno komentując rozmiar: „No chyba trzeba będzie troszkę poćwiczyć przed przymiarką sukni” – rozpętało się piekło.

Gdy krzyczałam do teściowej: „Jesteś wredną małpą” – wszedł Maciek… „Nie spodziewałem się po tobie”. Wzięłam, co miałam pod ręką i wyszłam bez słowa. „Nie będę tłumaczyć i konkurować z matką” – myślałam. Kurierem odesłałam pierścionek zaręczynowy. Pomyślałam, skoro jest ślepy i naiwny, szkoda mojego czasu. Ale bolało strasznie. Po dwóch tygodniach Maciek stanął w drzwiach tłumacząc, że już wcześniej powinien zareagować, ale z jakiegoś powodu odsuwał to od siebie.

Dziś Ewa i Maciek są szczęśliwi. W zeszłym roku wzięli skromny ślub, teściowa nie przyjechała. Z rodzicami Ewy świetnie się rozumieją i często ich odwiedzają. Z mamą Maćka nie mają kontaktu. Choć Ewa wie, że jej męża to boli. W głębi duszy żal jej Maćka. Jego mamy trochę mniej. Zwłaszcza, gdy przypomina sobie ten uśmiech rekina, dochodzi do wniosku, że jeszcze trzeba poczekać. Aż rekin sam wyciągnie płetwę na zgodę.


Zajrzyj i rozwiąż rebusowe ilustracje. Świetne

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 grudnia 2015
Jaroński/ skandalista
 

Brzuchy pełne. Lenistwo nam lekko zbrzydło? To może coś dla głowy. Świetne rysunkowe rebusy Pawła Jarońskiego – pogłówkujcie, rozwiążcie i dajcie znać, czy się wam udało 🙂

KRAWĘDZIE

Wszystko można co nie można.zoom: http://jaronski.pl/krawedzie/_______________kożuchy:http://jaronski.pl/narzeczy

Posted by Jaroński on 29 listopada 2015

 WIELKI ZASZCZYT

Dzisiaj dla odmiany publikuję wczesnym popołudniem. Taki ze mnie wariat.duże: http://jaronski.pl/wielki-zaszczyt/________________szpargały:http://jaronski.pl/narzeczy

Posted by Jaroński on 26 listopada 2015

 NOWA NADZIEJA

Ostatnio oglądałem. Pierwszy raz chyba.Duże: http://jaronski.pl/nowa-nadzieja/_________________fartuchy:http://jaronski.pl/narzeczy

Posted by Jaroński on 24 listopada 2015

SKANDALISTA

Aha.zoom: http://jaronski.pl/skandalista______________koszulki:http://jaronski.pl/sklep

Posted by Jaroński on 1 grudnia 2015

 ZA ŁATWE

Za łatwe.Za trudne.duże: http://jaronski.pl/za-latwe/____________Koszulki i w ogóle:http://jaronski.pl/narzeczy

Posted by Jaroński on 26 październik 2015

 ZWIERCIADEŁKA

Na Polonii 1 było anime o czarodziejskim zwierciadełku. W ogóle nie oglądałem -_- duże: http://jaronski.pl/zwierciadelka/_____________nieczarodziejskie koszulki:http://jaronski.pl/narzeczy

Posted by Jaroński on 30 październik 2015

 ZAWIERUCHA

Niektórym się skojarzy i będą mieli niedosyt.duże: http://jaronski.pl/zawierucha/________________koszki:http://jaronski.pl/narzeczyPosted by Jaroński on 2 listopada 2015

NA DWOJE BABKA WRÓŻYŁA

-_- duże: http://jaronski.pl/na-dwoje/___________skafandry:http://jaronski.pl/narzeczy

Posted by Jaroński on 15 listopada 2015

 JESTEM PODŁY

Od dzisiaj każdy może się czuć pod Ł.http://bit.ly/1OKSiVM

Posted by Jaroński on 22 październik 2015


Kobieto, wyjrzyj choć na chwilę poza swoje kołtuny życiowe. Jakaś garstka próbowała zmienić swoje życie, inna garstka je zmieniła

Listy do redakcji
Listy do redakcji
26 grudnia 2015
Fot. Pexels / Adrianna Calvo / CC0 Public Domain

Droga Redakcjo,

Piszę, albowiem czuję, że muszę się wypowiedzieć. Kończy się rok w ciągu którego walczyłam, aby kobiety spojrzały na siebie inaczej, aby polubiły siebie, wyjrzały choć na chwilę poza swoje bagienko i kołtuny życiowe, w których się znalazły. To był mój cel, moja pasja i wierzę, że poniekąd się to udało. Jakaś garstka spróbowała zmienić swoje życie, inna garstka je zmieniła. To nie dużo w porównaniu do gigantycznej skali problemu, ale od czegoś trzeba zacząć. Wierzę, że pójdzie to dalej na zasadzie domina.

Przyszły rok ogłosiłam moim rokiem, będę realizować plany, skupiać się przede wszystkim na sobie i nie wiem, czy starczy mi w tym wszystkim czasu na to, co robiłam do tej pory, dlatego chcę pod koniec tego roku, rzucić moje spostrzeżenia i apel w otchłań Internetów może trafi do jeszcze jednej, małej garstki?

Chciałabym przeanalizować kilka typów kobiet: kochanka, żona zdradzająca/żona nieszczęśliwa i singielka. Są to, wg mnie, dobre przykłady tego, co dzieje się w każdej kobiecie.

Kochanka

Każdy list, każda wypowiedź kochanki, jest w sumie taka sama. To, co przewija się bezustannie, to nieśmiertelne mity powtarzane jak mantra: odejdzie od żony, tylko mnie naprawdę kocha, jest nieszczęśliwy ze swoją żoną, bo ona jest okropna i go nie rozumie.

Droga Kobieto-Kochanko,

Gwarantuję Ci, że poświęcając piętnaście minut na niezbyt dokładne przeszukiwanie forów internetowych, jesteś wstanie odnaleźć całe sentencje i zapewnienia, którymi karmi Cię Twój Jedyny Kochanek. Akapity tłumaczeń, wyjaśnień i zapewnień, które słyszałaś od niego, spijając każde słowo z jego ust, jakby to była prawda objawiona. Ale przypatrz się dobrze, te słowa i zapewnienia, które czytasz, nie pochodzą od Twojego Kochanka. Zostały opisane i wypowiedziane przez kogoś innego, przez innego Kochanka do innej Kochanki. A teraz spójrz jeszcze raz, jest ich setki, a nawet tysiące – całe fora zapełnione głodnymi kawałkami, którymi od wieków zdradzający mężowie karmili swoje kochanki.

Gdybyś przez chwilę przestała histeryzować i wykrzykiwać, że on jest inny, że z Wami będzie inaczej, to zdałabyś sobie sprawę, że to, co dostajesz, to TYLKO słowa. Tak, słowa, które są za darmo, które się nie liczą. Gdybyś choć na chwilę przestała warczeć i tępić wszystkich, którzy starają się zasugerować, że ten facet robi Cię w bambuko, tak samo jak swoją żonę, zauważyłabyś, że on nic nie robi, aby te słowa wcielić w życie. Czemu mija czwarty rok, a on nadal nie odszedł od żony? Bo nigdy nie miał takiego zamiaru. Zakochany i oszalały na punkcie kobiety mężczyzna, poruszy niebo i ziemię, żeby z nią być. Odnajdzie ją na końcu świata i odkopie spod ziemi. Zrobi wszystko, aby trwać przy ukochanej. Czy Twój kochanek zrobił cokolwiek, poza umówieniem się z Tobą na weekend w celu podupczenia i wyrwania się z rodzinnego kieratu? Nie? No właśnie.

Tak, masz prawo powiedzieć, że to, co opisałam to przerysowana, romantyczna wizja mężczyzny, który niczym rycerz na białym koniu uratuje swoją ukochaną i odnajdzie ją na końcu świata. Masz prawo wmawiać sobie, że tacy mężczyźni nie istnieją z taką samą siłą, jaką wmawiasz sobie, że on odejdzie od żony i z Wami będzie inaczej.

Ja wiem, że tacy mężczyźni są, osobiście widziałam, osobiście doświadczałam. Ale Ty nie możesz o tym wiedzieć, bo od kilku lat nie dajesz sobie najmniejszej szansy na pełnowartościowe szczęście będąc weekendową kochanką, wmawiającą sobie, że to jest to, czego chcesz. Tylko czemu, raz na jakiś czas leżysz w łóżku wyjąc z bólu i pustki, którą czujesz? Czemu raz na jakiś czas jedna butelka wina nie wystarcza, aby zagłuszyć zdrowy rozsądek, który próbuje budzić się w Twojej głowie? Ty wiesz, jak jest. Ty wiesz, jak to się skończy. Wiesz, bo jesteś mądrą kobietą, która za wszelką cenę pragnie miłości, jednocześnie nie kochając siebie.

Żona zdradzająca/Żona nieszczęśliwa

Kobieto- Żono Zdradzająca,

Spójrz wyżej, jesteś niczym innym, niż tą opisaną kochanką. Ja wiem, wiem, to świadoma decyzja, podchodzisz do tego inaczej, Ty nie oczekujesz, że odejdzie od żony, nie chcesz nic ponadto, co otrzymujesz. Ogólnie uważasz, że jesteś lepsza, bo Ciebie te histerie nie dotyczą. Jednak Twoje bagienko jest dużo bardziej głębokie i przerażające i Ty dobrze o tym wiesz. Nie patrzysz w tę otchłań, tylko odwracasz wzrok i szukasz substytutu, pocieszenia, uzupełnienia.

Żono Nieszczęśliwa,

Jesteś ofiarą mitów, przekonań, opinii innych ludzi, przebrzmiałych założeń i prawd, które już dawno straciły swoją wartość. Nikt Ci nie powiedział, że najważniejszą osobą dla siebie jesteś Ty sama. Nikt Cię nie nauczył wymagać od innych, nikt nie upewnił w przekonaniu, że to, co czujesz jest prawdziwe, szczere i masz do tego pełne prawo. Ty nauczyłaś się tylko jednego, że kobieta musi mieć przy sobie mężczyznę, męża najlepiej, bo tylko tak jest coś warta. Kryteria? Żeby był i żeby nie pił. Chciałaś coś do tego dodać za młodych, szalonych lat? Och, w głowie Ci się poprzewracało roszczeniowa damo. Nie możesz wymagać, bo zostaniesz starą panną! Więc dorwałaś w końcu chłopa mieszczącego się w podstawowych kryteriach wyznaczonych przez innych. Zakochałaś się i było ogólnie fajnie, choć regularnie włączała Ci się czerwona lampka, wyły syreny alarmowe, a Twój system nerwowy wyraźnie dawał Ci do zrozumienia, że to nie jest ten jedyny wymarzony. No, ale Tobie nie wolno wymagać, a przecież miłość pokona wszystko, więc pewnie się zmieni po ślubie. Ty go zmienisz i będzie idealny!

I co? Jest? Nie? No właśnie.

Fot. Pexels / Unsplash / CC0 Public Domain

Fot. Pexels / Unsplash / CC0 Public Domain

Żono,

Teraz uciekasz w romanse, bo potrzebujesz bliskości i czułości. Nie często, raz na jakiś czas, tak dla równowagi psychicznej. Jednak potwór, przed którym uciekasz jest o wiele większy i straszniejszy, bo oto raz na jakiś czas dochodzi do Ciebie świadomość, że tak już będzie zawsze. W pewnym momencie romanse się skończą. W pewnym momencie dzieci odejdą. W pewnym momencie zostaniecie tylko Wy – żona i mąż, obdarci ze wszelkiego romantyzmu z potłuczonymi różowymi okularami, nadzy, bez ułudy, bez nadziei. Puści, zimni, zniechęceni. Oto spojrzysz na człowieka, którego wybrali Ci inni. Zobaczysz wszystko, czego nigdy nie chciałaś. Zdasz sobie sprawę, że jesteś w miejscu, w którym nie chcesz być. Zorientujesz się, że słuchanie wszystkich innych poza samą sobą, było najgorszym błędem w Twoim życiu. Chciałaś dobrze, ale nie dla siebie, tylko tak ogólnie, społecznie, bo mówili, że tak ma być, bo oni tak mięli. Teraz musisz przeżyć życie, które inni Ci ułożyli, ponieważ decydowanie o sobie i własnym losie było zbyt odważne i krytykowane. Oni nie zdecydowali o sobie, więc Ty też nie mogłaś.

Singielka

Kobieto- Singielko,

Ta, która masz najwięcej pretensji do wszystkich, że mają pretensje do Ciebie o to, że jesteś sama. Ta, która wciąż się kryguje i udaje, krytykując krygowanie się i udawanie innych. Wszyscy Ci życzą miłości, związku i faceta. Wszyscy się o Ciebie martwią i snują domysły o Twojej orientacji seksualnej. Wszyscy widzą Cię tylko przez pryzmat posiadania mężczyzny.

Droga Singielko, gdyby sytuacja w jakiej się znajdujesz Ci odpowiadała, gdybyś spełniała swoje pasje i żyła pełnią życia, tak jak Ty sama tego chcesz, nie musiałabyś na każdym kroku udowadniać, że jesteś szczęśliwa.

Droga Singielko, otoczona konwenansami i oczekiwaniami innych. Widząca już nieco więcej, ale wciąż nie mająca siły przebicia i faktycznej odwagi, by przyznać, jak jest, przed samą sobą. Nie, nie twierdzę, że każda singielka, to kobieta, której nie chciał żaden facet i teraz kreuje się na wielce świadomą i niezależną. Tak, dopuszczam do wiadomości, a nawet szczerze popieram decyzję o byciu samej niż trwanie przy byle kim. Ale tak jak i Ty, nie lubię sztuczności i udawania, aby coś komuś, za wszelką cenę udowodnić.

Poznałam w swoim życiu kobiety tak pełne pasji, planów i spełnienia, że wystarczyło na nie spojrzeć, by wiedzieć, dlaczego są singielkami. Były ponadprzeciętne, zadowolone i radosne, nie chciały byle kogo w swoim życiu, bo one same były dla siebie najważniejsze. Na ich drodze stawali mężczyźni, jedni zostawali, inni odchodzili. Nikt nie pytał, dlaczego są same, a jeśli już to pytanie padało, to bez żadnych pretensji i zażaleń, odpowiadały: „Nie mam czasu”, „Nie spotkałam nikogo odpowiedniego”. Nie udowadniały za wszelką cenę, że ich singielstwo było ich świadomym wyborem, to było aż nazbyt oczywiste.

Poznałam też singielki, które postanowiły przyjąć taki model życia z braku laku. Sfrustrowane, udające, z pretensjami do wszystkich, że o cokolwiek zapytali. Znudzone, bez celu, bez perspektyw w ich przekonaniu. Taka postać tragiczna pomiędzy Kochanką, a Żoną Zdradzającą – bez większych dramatów kochanki, ale wciąż pragnące związku i miłości. Bez męża i beznadziei życia, ale jednak z brzęczącymi w głowie frazesami: „Bez mężczyzny jesteś nikim”.

Droga Singielko, której życie miłosne, tak naprawdę, nikogo nie obchodzi, a jest jedynie jednym z wielu tematów rodzinnych spędów, przestań się szarpać i udowadniać na siłę wszystko i wszystkim. Czyjeś szczęście i radość widać gołym okiem, nie trzeba wszystkiego za wszelką cenę udowadniać. A jeśli jesteś nieszczęśliwa to przyznaj się do tego – przed samą sobą. Nie zakrzykuj innych, chcąc zakrzyczeć siebie. Nie stój na środku pokoju tupiąc nóżką, wykrzykując jak sześciolatka, że „sama o sobie decydujesz!” Decyduj sama o sobie w pełni i świadomie.

Fot. iStock / OJO_Images

Fot. iStock / OJO_Images

Kobieta

Kochana Kobieto, szukająca ciepła, miłości, wsparcia, zrozumienia, troski i opieki. Kobieto, poszukująca swojej wyjątkowości, wartości i szacunku. Wszystko, czego potrzebujesz masz na wyciągnięcie ręki i w zasięgu wzroku, wystarczy spojrzeć w lustro. Zobaczysz tam jedyną osobę, która, tak naprawdę, może Cię uszczęśliwić, pokochać, która powinna Cię szanować i znać Twoją wartość.

Czemu jesteś miotającą się kochanką? Bo miłości szukasz wszędzie i za wszelką cenę, tylko nie w sobie i nie do siebie. Jak możesz twierdzić, że potrafisz kochać szczerze i wiernie, jeśli nie jesteś w stanie obdarzyć miłością jedynej, najbliższej osoby, która zawsze jest przy Tobie, czyli siebie samej? W jaki sposób szanujesz innych ludzi, jeśli samej siebie nie szanujesz zadowalając się ochłapami i uczuciem rodem z second hand’u?

Czemu jesteś zdradzającą żoną? Bo za późno dostrzegłaś rzeczywistość, bo pozwoliłaś innym decydować o własnym życiu. Nie miałaś odwagi żyć tak, jak chciałaś. Nie odważyłaś się sama decydować o sobie, mimo że jesteś świadoma, że życie mamy tylko jedno. Dalej się boisz, dalej nie chcesz, dalej szukasz odpowiedników i starasz się przefarbować swoje i tak już popękane, różowe okulary.

Czemu udajesz zadowoloną singielkę? Bo chcesz coś za wszelką cenę udowodnić, ale nie światu, a sobie. Chcesz zakrzyczeć wszystkich, że tak właśnie ma być, a tak naprawdę, chcesz zakrzyczeć siebie. Jesteś dla siebie tym zdradzającym mężem, który karmi swoją kochankę wytartymi frazesami i głodnymi kawałkami, ale nic nie robi. Mówisz do siebie i upewniasz w przekonaniu, ale czy faktycznie zrobiłaś coś w kierunku zmiany, aby faktycznie było widać, że jesteś szczęśliwa bez względu na to, kto Ci towarzyszy lub nie?

Kochana Kobieto, udająca, miotająca się, nieszczęśliwa, zagubiona, zakręcona. Zatrzymaj się na chwilę i odetchnij. Droga Kobieto, życie to kwestia wyboru i Ty ten wybór masz – zawsze. Cudowna Kobieto pełna emocji i sprzecznych uczuć, uświadom sobie wreszcie, że nic nie musisz, a jedynie możesz chcieć. Piękna Kobieto, stań się wreszcie panią własnego życia, weź za siebie odpowiedzialność i bądź prawdziwie wolna. Przestań oczekiwać, że wszystko się samo ułoży i rozwiąże. Samo, to się właśnie wszystko zrobiło i co? Jesteś zadowolona z efektów?

Daj sobie to, czego tak zawzięcie szukasz – miłość, szczęście, radość, troskę, opiekę, szacunek, poczucie wartości.

Na zakończenie, być może będziesz chciała zapytać, co się stanie, jeśli się odważysz, rozwiniesz skrzydła, zrobisz krok na przód i spadniesz? Odpowiem wtedy: Moja Kochana Kobieto, a co, jeśli polecisz?

A.

 


Zobacz także

Tunezja jest krajem wielu kontrastów, sprzeczności, zapachów i kolorów. Z pewnością tam wrócę, a wam polecam na wakacje

Lubisz gotować dla siebie i innych? Czerpiesz z tego nieoczywiste korzyści!

po tragedii w Nicei

Świat sztuki jednoczy się z Francją, po tragedii w Nicei