Manipulator, czy kochający partner? Z którym masz do czynienia?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 stycznia 2017
Fot. iStock/yuryRumovsky
Fot. iStock/yuryRumovsky

Kiedy kochamy, szczerze, z głębi serca, czasem nie potrafimy racjonalnie ocenić zachowania naszego partnera. Ważne sygnały, które dostrzegają bez trudu nasi znajomi i członkowie rodziny, umykają nam niepostrzeżenie. Jesteśmy w związku z ukochaną osobą, powinniśmy być szczęśliwi, spełnieni, a jednak czujemy się coraz bardziej „zdołowani”. Warto wtedy spróbować stanąć trochę z boku i z dystansem spojrzeć na swoją relację.

Manipulator, czy kochający partner – podstawowe różnice

1. Kochający partner dostrzega i docenia wszystkie ważne rzeczy, które robisz. Manipulator dostrzeże w nich… głównie błędy i to, co trzeba poprawić.

via GIPHY

2. Kochający partner sprawia, że doceniasz swoją wartość. Manipulator działa w taki sposób, że ciągle czujesz sie winny.

via GIPHY

3. Kochający partner dostrzega twoje potrzeby i dba o równowagę w związku. Manipulator oczekuje, że się do niego dostosujesz.

via GIPHY

4. Kochający partner motywuje cię do osiągania twoich celów. Manipulator odciąga cię od tego, co dla ciebie dobre, jeżeli nie przynosi mu to korzyści.

via GIPHY

5. Kochający partner wie, że „czas tylko dla siebie” potrzebny jest wam obojgu. Manipulator wymaga, żebyś stale skupiał na nim swoją uwagę.

via GIPHY

6. Kochający partner dba o twoje uczucia. Manipulator lekceważy je i dba jedynie o siebie.

via GIPHY

7. Kochający partner pracuje razem z tobą nad problemami w waszym związku. Manipulator obwinia cię za swoje problemy, samopoczucie, niekontrolowane reakcje.

.

via GIPHY

8. Kochający partner jest z tobą szczery. Manipulator ukrywa swoje prawdziwe uczucia i myśli.

via GIPHY


Źródło: lifehack.org


Czy naprawdę 500 plus zachęca nas do rodzenia dzieci, czy jednak pieniądze to nie wszystko?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 stycznia 2017
Fot. iStock / domin_domin
Fot. iStock / domin_domin

„Wolałabym zamiast 500 plus mieć zapewniony prawnie powrót do pracy, kiedy urodzę dziecko” mówi znajoma, gdy po raz kolejny toczy się dyskusja na temat polityki, która w ostatnim czasie weszła pod nasze strzechy i szczerze mówiąc nie pamiętam spotkania ze znajomymi, kiedy o polityce byśmy nie rozmawiali. Kiedyś? W ogóle nie było o tym mowy.

Często słychać: „Taka jesteś mądra, a 500 plus dostajesz?”, zwłaszcza gdy ścierają się dwa zupełnie odmiennie poglądy polityczne. W tym roku państwo wyda na politykę prorodzinną 51,5 miliarda złotych. Na tę kwotę składa się nie tylko 500 plus, ale też zasiłki i ulgi podatkowe.

Czy pieniądze to wystarczająca motywacja by chętniej rodzić dzieci? By dzietność naszego kraju wzrosła?

Według danych GUS w tym roku urodziło się 191 tysięcy dzieci, w 2015 roku 181 tysięcy. Zwiększenia liczby narodzin trudno tu wiązać z wprowadzeniem 500 plus, ponieważ ci, którzy decydowaliby się na dziecko ze względu na to świadczenie rodzicami raczej zostaną w tym roku. Zwolennicy polityki prorodzinnej prowadzonej przez obecny rząd z optymizmem patrzą w przyszłość wierząc, że w nowym roku narodzin będzie znacznie więcej.

Co z opiniami tych naprawdę zainteresowanych?

Ania, lat 32: „Mam jedno dziecko, nie zamierzam rodzić drugiego ze względu na 500 plus. Mamy kredyt, pracę, jakoś się układa, a narodziny dziecka mogą wszystko zmienić, bo nie wiem, czy po macierzyńskim będę miała gdzie wrócić do pracy. Koleżanki obok wracają na zdegradowane stanowiska, albo dostają na dzień dobry wypowiedzenie, bo pracodawca otwarcie mówi, że nie może sobie pozwolić na L4 pracownika, a wiadomo małe dzieci chorują…”.

Karolina, 29 lat: „Usłyszałam, że przez rok mojego macierzyńskiego w firmie zdążą kogoś przeszkolić na moje miejsce, a wiadomo, że nie ma ludzi niezastąpionych. Odechciało mi się drugiego dziecka, choć wypłakałam chyba morze łez, że to niesprawiedliwe. Że niech sobie w tyłek włożą te wszystkie zasiłki, świadczenia. Za nie nie utrzymam dziecka, rodziny. Chcę mieć dzieci, ale chcę pracować. W tym chorym kraju mam wrażenie, że rząd interesują tylko statystyki. My ci damy, tylko urodź, a później radź sobie sama. Jeszcze usłyszę: „chciałaś mieć dzieci, to masz”. Nie ma co, świetna perspektywa”.

Monika, mama bliźniaków: „Krew mnie zalewa, jak słyszę komentarz: „a się na 500 plus skusiliście”. Rzygam już tym, bo planowaliśmy dziecko od dwóch lat, wydaliśmy masę kasy na badania, na leki… Bliźniaki to dar okupiony naprawdę wielkim wysiłkiem – też finansowym. Co mi po 500 plus na jedno dziecko? Wolałabym, żeby państwo wspierało tych, którzy dzieci chcą mieć, a nie mogą…”.

Ania, lat 36: „Naszą rodzinę mierzy się ostatnio miarą tego, ile dostajemy kasę. Mamy czwórkę dzieci… Nie rodziłam ich z myślą o kasie od państwa. A tymczasem chwilami czuję się winna, gdy słyszę: „no teraz wam się polepszyło”. Wolałabym, żeby polepszyło się tym, którzy tych pieniędzy naprawdę potrzebują… Naprawdę. My jesteśmy zdrowi, zdecydowaliśmy się na dzieci z pełną świadomością tego, co musimy unieść, a co z samotnymi matkami, co z matkami dzieci niepełnosprawnych?”.

Opinie są podzielone, bo przeciwników pomysłu nie brakuje, a zwolennicy do znudzenia powtarzają znane: „ale kasę bierzesz”. Biorę, bo dostaję, to czemu mam nie brać, ale nie jest to argument by mieć więcej dzieci.

Mówi się o miejscach w żłobkach, przedszkolach o poprawę sytuacji w szkołach, ich wyposażenia, o bezpłatnych zajęciach dla dzieci, nauce języka dodatkowego w szkole – na to dzisiaj pieniędzy nie ma. Tak jak nie ma woli o zadbanie o bezpieczeństwo kobiet pracujących, zabezpieczenia opieki nad dzieckiem, kiedy matki chcą wrócić do pracy – to jest droga do zwiększenia dzietności, do tego, by kobiety miały komfort podjęcia decyzji o posiadaniu dziecka, a nie drżały z niepokoju, czy przyznać się szefowi, że jest w ciąży, czy jeszcze nie.

Inna sprawa, że 500 plus daje zastrzyk finansowym rodzinom, które te pieniądze otrzymują, ale są takie, które tych pieniędzy nie dostają. „Moje jedno dziecko skończyło 18 lat, drugie ma 11 i 500 plus mnie nie obejmuje, choć starsze się uczy, chce iść na studia, koszty dla nas wzrastają. A 11-latek jest dla państwa pierwszym dzieckiem, więc pieniędzy nie dostajemy”.

Co z samotnymi matkami, które wychowują jedno dziecko? „Mieszkając we Wrocławiu musiałabym zarabiać niewiele więcej niż 1500 złotych, by otrzymać świadczenie rodzinne. Jak miałabym się utrzymać za tę kwotę? Mam to szczęście, że pracuję, zarabiam dobrze, były mąż płaci alimenty i pomaga w opiece nad dzieckiem. Ale znam wiele kobiet w o wiele trudniejszej sytuacji. Na rodzinny się nie łapią, alimentów nie dostają, nawet z Funduszu, bo pracują, zarabiają, a 500 plus też im nie przysługuje. Jakie to jest dbanie o rodzinę. No tak, zapominam, że rodzina dla rządu to ona plus on i dziecko. Samotne matki nie są już rodziną.”.

Stabilność zarobków, umożliwienie kobietom powrotu do pracy – to najczęstsze głosy, które rozbrzmiewają przy okazji dyskusji o tym, co byłoby prawdziwym argumentem zachęcającym kobiety do rodzenia dzieci.

„Robią z nas inkubatory, nie myślą o przyszłości naszych dzieci. Jak ja mam rodzić, przecież nikt mi nie da gwarancji, że wrócę do pracy, że moje dziecko trafi do fajnego żłobka państwowego, a później dostanie się do przedszkola. Mieszkam w Warszawie, żeby pracować muszę płacić 800 złotych za prywatne przedszkole mojego dziecka. 500 plus nie dostaję… i ta kwota na pewno w perspektywie tego, co się dzieje, nie zachęci mnie urodzenia kolejnego”.

Ola, lat 36: „Czy nikt nie widzi, że czasy się zmieniły? Dla mnie to jakaś paranoja. Czy naprawdę tak trudno dostrzec, że my kobiety oprócz bycia matkami chcemy pracować rozwijać się zawodowo, że mamy dostęp do środków antykoncepcyjnych, możemy (przynajmniej na razie) regulować swoją płodność, że mamy do tego prawo, mamy prawo decydować o własnym ciele? Mam jedno dziecko, 500 plus nie dostaję, cieszę się, że mam córkę, bo gdyby ten rząd był kilka lat temu u władzy, to nawet jej bym nie miała, bo jest dzieckiem z in vitro”.

 


6 rzeczy, których Kobieta Alfa oczekuje od związku

Karolina Krause
Karolina Krause
5 stycznia 2017
Fot. iStock/DeanDrobot
Fot. iStock/DeanDrobot

Każdy facet dobrze wie, kiedy spotyka na swojej drodze Kobietę Alfa. To się po prostu czuje. Wiedzą o tym także kobiety, bo w takiej sytuacji najczęściej odczuwają zagrożenie. Na pierwszy rzut oka mogą się wydawać onieśmielające i władcze. Ale, tak naprawdę, są to po prostu kobiety pełne pasji, ambicji, wewnętrznej motywacji i samoakceptacji, która daje im pewność siebie. I co by tu dużo mówić – po prostu się z tym nie kryją.

Nie łatwo jest się z nimi związać, ponieważ poprzeczka jest tutaj powieszona bardzo wysoko. Ich oczekiwania różnią się od oczekiwań innych kobiet, bo też inne potrzeby mają dla nich kluczowe znaczenie.

Oto 6 rzeczy, których każda Kobieta Alfa oczekuje od swego związku:

Potrzeba bycia niezależną

Kobiety Alfa ponad wszystko cenią sobie niezależność. W końcu większość swojego życia spędziły na doprecyzowaniu, czego dokładnie od niego oczekują, a potem sięgając po to. Co wcale nie oznacza, że w związku zawsze chcą dominować – wręcz przeciwnie. Potrzebują po prostu osoby, która pozwoli im samym o sobie decydować i uszanuje ich granice.

Bezwzględny szacunek

Jeśli chcesz być szanowaną, musisz najpierw szanować samą siebie. Alfa to wiedzą, dlatego ufają swoim wyborom, a do błędów podchodzą z dystansem. Chwilami mogą doświadczać momentów zwątpienia, ale przez większość czasu ciepło myślą o sobie. I wbrew temu co mogłoby się innym wydawać nie robią tego w porosty, arogancki sposób. Taka kobieta po prostu wie, na co zasługuje i nie zgodzi się na nic poniżej jej oczekiwań. Szanuje siebie i innych i tego samego wymaga od swego partnera.

Potrzebuje wyzwań

Niezależnie od tego, czy będzie to dyskusja na wysokim poziomie czy kurs salsy, Kobieta Alfa potrzebuje partnera, który postawi przed nią nowe wyzwania. Nuda w związku to coś, czego nie jest w stanie zaakceptować. Więc, jeśli jesteś typem kanapowca, to mój drogi panie, już teraz możesz zacząć się pakować.

Szczerość

Szczerość jest podstawą każdego związku, ale Kobiety Alfa są znacznie bardziej wyczulone naprawdę, niż inne. Jeśli choć raz on cię okłamał, najprawdopodobniej od razu pokazałaś mu drzwi.

Te kobiety cenią sobie swój czas i nie będą go tracić na kogoś, kto nie jest tego warty.

Potrzebuje kogoś, kto będzie potrafił ją rozśmieszyć

Po ciężkim dniu pracy (co w tym przypadku zdarza się w zasadzie 7 dni w tygodniu) potrzebują kogoś, kto będzie umiał wyczarować uśmiech na ich twarzy. A to nie jest znowu takie proste. Więc jeśli potrafisz ją rozśmieszyć i sprawić, że choć na chwile zapomni o swoich problemach, zostanie przy tobie na dłużej. Może nawet na zawsze?

Kogoś kto będzie w stanie nią „potrząsnąć”

Oczywiście tylko w przenośni! Alfa to silne i niezależne kobiety, które lubią głośno wyrażać swoje zdanie. Co nie musi oznaczać, że zawsze mają rację. Dlatego potrzebują partnera, który „potrząśnie nimi”, kiedy zaczną przekraczać granicę i zachowywać się niestosownie. Jeśli masz na tyle pewności siebie, by w razie potrzeby móc stanąć z nią w szranki, masz szanse, że wybierze właśnie ciebie.


Źródło: iheartintelligence.com


Zobacz także

Fot. iStock / Susan Chiang

Tylko chamy nie szanują słabszych od siebie. Tak, to ocena. Zmądrzejmy wszyscy

„Czy może pani zabrać tego cholernego psa?!” Dlaczego nie potrafimy być dla siebie uprzejmi?

Fot. iStock/Georgijevic

Co starsza może poradzić młodszej? 20 prostych prawd, których dowiesz się od kobiet po 50-tce