Lubił widzieć w jej oczach strach i przerażenie. Stał się panem i władcą, który ma prawo zrobić z nią co chce. Gwałt to nie tylko napaść w ciemnym zaułku

Magdalena Lis
Magdalena Lis
26 kwietnia 2017
Wybaczyłam mu, ale nigdy nie zapomnę tego, co mi zrobił. Piętno ofiary przemocy zawsze będę nosić w sobie
Fot. iStock / Elisabetta Stoinich
 

– Na samym początku chcę ci zaznaczyć, że moja historia nie jest łatwa jako fragment z życia kobiety, czy żony. Sporo czasu zajęło mi przezwyciężenie poczucia wstydu. Na szczęście znalazły się osoby, które pokazały mi, że mimo wielu przeszkód można żyć inaczej i zawalczyć o siebie.

Historia Marty zaczyna się banalnie. Była młoda, zaszła w ciążę, wyszła za mąż. Po kilku latach małżeństwa byli już rodzicami czwórki dzieci. Od zawsze chciała mieć dużą rodzinę, była szczęśliwa i spełniona. Mąż pracował, dbał o nią, o dom, o dzieci. Na tamten czas był dla niej wspaniały.

– Nagle coś się zmieniło. Mój mąż się zmienił a wraz z nim całe moje życie. Do naszej sypialni powoli wkradła się przemoc. Zaczęło się od zmuszania mnie do seksu, pojawiły się wyzwiska, wulgaryzmy których nigdy wcześniej nie słyszałam. Potem doszły gwałty. Każdego dnia słyszałam, że jestem nierobem, nieudacznicą, zerem, że nie mam grosza przy duszy i że bez niego wyląduje wraz z dziećmi pod mostem.

Mąż Marty lubił widzieć w jej oczach strach i przerażenie, które odbierały jej siły do działania. Kolejnym krokiem była kontrola nad wydatkami. Nagle okazało się, że Marta musi o wszystko prosić. Jeśli mogła kupić sobie cokolwiek nowego, to tylko za okazaniem jego dobrej woli.

– Stał się panem i władcą, który ma prawo zrobić ze mną co chce. Nieważne było to, że jestem chora. Bylebym tylko przytomna była. Nieważne, że był środek nocy, przecież on miał ochotę i wystarczyło, żebym tylko oczy otworzyła. Strasznie bałam się nadchodzących wieczorów. Wiedziałam, co będzie później. Wiedziałam na co go stać.

Marta zaszła w kolejne ciąże, obie poczęte w wyniku gwałtów. Wówczas nie wyobrażała sobie, że może urodzić te dzieci. Dziś nie wyobraża sobie bez nich życia.

– To nie jest tak, że pochodzę z ciemnogrodu, że jestem głupia bo przecież wiadomo skąd biorą się dzieci i mogłam się zabezpieczyć. Bardzo źle reaguję na hormony, mój mąż nie uznawał prezerwatywy. Chciałam założyć sobie wewnątrzmaciczną wkładkę, ale nie dostałam na to pieniędzy. Dlaczego? Skwitował to krótkim, że skoro chcę się k*rwić to on mi pokaże co się robi z takimi jak ja dziwkami.

Tuż po urodzeniu najmłodszego syna mąż Marty zaczął domagać się swoich praw na nowo. Gwałty stały się dla niej codziennością. Doprowadził ją do takiego stanu, że chciała uciekać z domu, nękały ją myśli samobójcze. Mimo to milczała. Nazywała to dbaniem o wizerunek rodziny. Mieszkają w małej miejscowości, ludzie szanują ich rodzinę, podziwiają za duży, pełen ciepła dom.

– Mój mąż dobrze wiedział, jak daleko może się posunąć. Działał falowo. Momentami zaczynał odpuszczać i stawał się mężem, którego kiedyś pokochałam. Tak to funkcjonowało – to były dobre i złe okresy. W fazach dobroci zawsze mnie przepraszał, mówił, że nas kocha, a ja mu zawsze wybaczałam.

Marta myślała, że jeśli będzie się bardzo starać i kochać go pomimo wszystko, to on się zmieni. Sam z siebie, bez pomocy specjalistów, bez żadnych terapii. Bardzo się jednak myliła. Z czasem była w kolejnej ciąży, którą w wyniku gwałtów męża utraciła. On w ogóle się tym nie przejął. ‘Nie to, to następne’ powiedział jej krótko. Tamto poronienie totalnie Martę przerosło. To była ostatnia kropla, która przelała czarę goryczy. Przerwała milczenie.

– Wstałam tylko dzięki dzieciom, bo one mają taką moc i taką siłę napędową, że dla nich zawsze i wszystko. Byłam mamą ale też kobietą, która miała przecież kiedyś marzenia i pragnienia. Byłam żoną, ale to nie musiało oznaczać, że mam być dziwką służącą do wyładowania swoich potrzeb.

Marta miała niewielu znajomych. Największe jej zaufanie zdobyła Basia, to ona pierwsza poznała jej tajemnicę. Została jej powierniczką i najlepszą przyjaciółką. To ona dała jej wsparcie, dzięki któremu zaczęła dochodzić do siebie. Basia otworzyła jej oczy, zapisała ją na terapię. Nadal jest z Martą i każe jej walczyć o swoją przyszłość.

– Nie zgłosiłam sprawy na policję. Sporo czytałam na ten temat. Wielokrotnie kobieta, która składa zeznania w sprawie dotyczącej gwałtu dokonywanego przez męża w domu jest traktowana niepoważnie. Kiedyś w jakimś artykule przeczytałam, że policjantka, kobieta, powiedziała takiej poszkodowanej dziewczynie, że przecież nie decydowała się na białe małżeństwo i powinna się cieszyć, że mąż ma temperament.

Marta mówi, że aby zacząć terapię resztki swojej godności, wstyd i upokorzenie musiała schować do kieszeni. Zrozumienie, że jest ofiarą zajęło jej dużo czasu. Od trzech miesięcy chodzi na terapię, która stopniowo zmienia jej podejście do życia.

– Musiałam zmienić swoje myślenie a przede wszystkim uświadomić sobie, że to nie jest moja wina, że to ja jestem ofiarą. Musiałam zrozumieć, że moje ciało jest wyłącznie moją własnością i nikt inny nie ma prawa o nim decydować. Apeluję do wszystkich kobiet – nawet jeśli czujecie, że jesteście na dnie, żyjecie matni. Nawet jeśli ktoś zaniża wasze poczucie wartości znajdźcie jakąś przyjazną duszę, wychodźcie z poczucia bezsilności. Gwałt to nie tylko napaść w ciemnym zaułku. Czasami oprawca czyha na nas w domu.

Mimo wielu krzywd, Marta dała ostatnią szansę mężowi. Uważała, że jest chory, że te dewiacyjne zachowania to skutki choroby, że musi się leczyć. Zapisała go na terapię.

– Bronił się mówiąc, że tego nie potrzebuje, że da radę bez. Wiedziałam, że nie da, ale bałam się mu o tym powiedzieć. W końcu uległ, zobaczymy. Kolejnym krokiem, który powinnam podjąć to założenie niebieskiej karty. Tylko ja już nie mam sił na te wszystkie procedury, wylałam tyle łez. Nocami śni mi się setka szczegółów, próbuję przebić głową mur, nie wiem czy mi się to uda.

Marta prosi o zmianę imienia, chce pozostać w pełni anonimowa. Boi się, że ktoś ją może zidentyfikować, że może zostać osądzona.

– Łatwiej opowiedzieć o sobie obcej osobie, chociażby takiej jak ty, niż swoim bliskim. Moi rodzice o niczym nie wiedzą, choć moja terapeutka gorąco namawia mnie do tego, żebym im powiedziała.

Program 500+ dał Marcie możliwość zrobienia kroku w stronę niezależności finansowej.

– Może trochę odłożę? Może kiedyś odejdę? Może los postawi jeszcze dobrą kartę, na tej pogmatwanej życiowej drodze.


Po 40-tce powinniśmy pracować jedynie 3 dni w tygodniu. To potwierdzone naukowo!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 kwietnia 2017
Fot. iStock/zeljkosantrac
Fot. iStock/zeljkosantrac
 

Praca pięć dni w tygodniu,  w pełnym wymiarze godzin, po 40 roku życia nie jest dobra dla naszego mózgu. Jeśli masz właśnie tyle lat, to pracując więcej niż trzy dni w tygodniu możesz uszkodzić sobie zdolność myślenia.

Naukowcy w Australii przebadali ponad 6000 osób, stosując szereg testów, podczas których należało na przykład czytać na głos listę liter i cyfr, w jak najszybszym tempie. Okazało się, że czterdziestolatkowie, czynni zawodowo w pełnym tygodniowym wymiarze godzin, radzili sobie z tym zadaniem o wiele gorzej niż osoby w tym samym wieku, ale bezrobotne bądź przebywające na rencie/emeryturze.

Tym samym obalono mit, że zostając aktywnym zawodowo w średnim i starszym wieku w takim samym wymiarze godzin jak osoby młodsze, pozostajesz dłużej sprawny intelektualnie.

Naukowcy odkryli też, że nasze zdolności poznawcze i wydajność poprawia się jeśli w tygodniu pracujemy ok 25 godzin. Z argumentami potwierdzonymi przez naukę, nie ma co dyskutować. Pora wyłączyć ekran komputera i udać się na zasłużony weekend. W końcu dziś środa, to jak dawniej piątek :)


Na podstawie: independent.co.uk

 


Matko, masz w głowie tylko kupki, pieluszki i rzygi. A ja? Ja mam wolność

Listy do redakcji
Listy do redakcji
26 kwietnia 2017
Fot. iStock / izusek
Fot. iStock / izusek

Mam 27 lat i na głowie zero rzygów, kaszek, kupek, pieluch i ząbków. Sorry, mamuśki! Zamiast rzygów ukochanego dziecka wybrałam rzygi na cotygodniowej imprezie. No dobra, przesadzam. Nie zawsze każda popijawa kończy się głową w sedesie. I choć kac czasami bywa okropny, to mój ból głowy jest dużo lepszy od waszego. Mój trwa tylko dwa dni. A wasz? Wasz trwa od narodzin ukochanego dziecka i będzie trwał do końca waszych dni. Szczerze? Macie przerąbane. I nie chciałabym być w tym wieku na waszym miejscu. Waszym światem rządzi dziecko. Moim światem – wolność.

Pół roku temu straciłam 24-letnią siostrę. Rok temu – przyjaciółkę, moją rówieśniczkę. Kiedy dzwoniły szczęśliwe z wiadomością, że spodziewają się dziecka, nawet nie przypuszczałam, że po porodzie im odbije. – Gdzie?! JA?! JA nigdy nie będę kwoką – zapewniała jedna z drugą. I NIGDY W ŻYCIU nie będą latać sprawdzać, czy ich dziecko oddycha spokojnie w łóżeczku. Ha, ha. Ostatnio sprawdzałam czas siostrze – biega do pokoju co 10 minut. A jej ukochane dziecko jak oddychało, tak oddycha. I to oddechem spokojnym. W przeciwieństwie do matki, która biegnąc chce wyzionąć ducha.

Ja też biegam. Po parku, do sklepów i do kina. Zapytałam się ostatnio siostry, kiedy gdzieś wyszła. – Kochana, kiedy?- a mi ręce opadły. „Przecież masz męża” – myślę i milczę. Bo przecież on oczywiście nie dopilnuje dziecka tak dobrze, jak ona – matka kwoka. A poza tym, to jak ona może w ogóle zostawić maleństwo w domu i dobrze się bawić na mieście. Z tęsknoty chyba by uschła. AAAA brakuje mi słów. Barman, następną kolejkę poproszę. Wasze zdrowie, mamuśki!

Już nie wspomnę o tym, że ze świeżo upieczoną matką nie ma rozmowy. Tzn. jest, ależ oczywiście! Po każdej wizycie u mam, mogę dopisać do listy kolejnego świetnego lekarza dziecięcego, wiem, gdzie kupić niedrogie, ale dobrej jakości pampersy oraz z pamięci mogę wymienić rodzaje kaszek. Mam wrażenie, że normalnym kobietom przed porodem, podczas porodu pojawia się w mózgu taka właśnie kaszka.

A co mnie najbardziej wkurza? Że kobieta po porodzie staje się matką i przestaje być sobą. Kiedy dzwonię do siostry bądź przyjaciółki, muszę wysłuchać najpierw zachwytów nad ukochanymi dziećmi, dopiero potem, kiedy je mocno ochrzanię, że chcę posłuchać o NIEJ, opowiadają o swoim bogatym życiu. „A nic ciekawego. Całą noc nie spałam, bo Adaś nie mógł spać…”. Potem dowiedziałam się jeszcze, że Adaś wypił mleko, miał zmienionego pampersa i usnął ze smoczkiem. O matko…

A kiedy ja zaczynam opowiadać o swojej nieprzespanej nocy, którą spędziłam na koncercie z nowym facetem, słyszę tylko „O super. Cieszę się, że fajnie spędziłaś noc. Bo ja znowu nie mogłam uspokoić Adasia i poszliśmy spać o…”. Dalej nie słucham. Moja cierpliwość ma swoje granice.

Do usłyszenia, kiedy zaczniesz znowu być kobietą, pa.

Odkładam słuchawkę i rzucam się na łóżko. Moje myśli krążą wokół macierzyństwa. Na pewno nie jest dla mnie. No dobra, na pewno nie przez najbliższe 3 lata. Nie wyobrażam sobie siedzenia w piątkowy wieczór przed telewizorem, gdzie lecą przygody Świnki Pepy. Ani soboty spędzonej na prasowaniu dziecięcych ubranek z całego tygodnia, których sterta leży zwinięta na fotelu. I nie dam się przekonać, że to może być prawdziwym szczęściem i że to jest spełnienie marzeń.

Do zmiany decyzji nie przekonają mnie uśmiechnięte buzie dzieci, które wpatrują się we mnie z gazet. Ani radosne dzieciaki występujące w reklamie. Kocham wolność, a dziecko ją zabiera. Nie widzę siebie gawędzącej do malucha. I tak miałaby wyglądać moja codzienność?! Bez emocji, bez ludzi, bez decydowania o sobie? Nie ma mowy.

Wychodzę kiedy chcę, gdzie chcę i z kim chcę. Nie muszę żyć według zegarka i pór kaszek, słoiczków i kąpieli. Oddaje się swoim pasjom, na które matka kwoka nie ma czasu – choćby nawet chciała. Jest zbyt zmęczona i zbyt zajęta myślami o dziecku, jego zdrowiu i bezpieczeństwie. Najchętniej nie spuściłaby swojego skarba z oka nawet na pół sekundy. Jak tak można żyć?!

A już najgorzej jest na różnych przyjęciach, gdzie spotykają się matki. Naprawdę, ich myśli krążą wokół dzieci i zezują za nimi, żeby tylko się nie przewróciło i nie zrobiło sobie krzywdy. Jeśli tylko usłyszą, że coś jest nie tak, rzucają talerzyk z ciastem i pędzą ratować dziecko przed złem tego świata. Niestety, nie ochronicie ich, choćby nie wiem, jakbyście się starały.

Drogie matki, wyluzujcie. Przebywanie z wami może być męczące. Wasi bliscy kochają wasze dzieci, ale naprawdę niewielu obchodzi ich kupka. Są inne rozmowy niż dziecko np. uroda, polityka, seriale. Wasze dziecko jest waszym światem, moim światem jest… świat. Ten szeroki, w którym dzieje się dużo więcej niż rozwój dziecka.

Matko, masz w głowie tylko kupki, pieluszki i rzygi. A ja? Ja mam w głowie szumiący alkohol, plany na kolejną daleką podróż i wieczór w teatrze. Która z nas ma lepiej?


Zobacz także

Fot. iStock / SanneBerg

10 banalnych prawd, o których powinna pamiętać każda kobieta. Z przymrużeniem oka

Fot. iStock/SolStock

Większość z nas popełnia te błędy, robiąc pranie. Ty też?

Fot. iStock / Lise Gagne

Iluzje w życiu Dorosłego Dziecka Alkoholika. „Będę jeszcze kochać…”