Dlaczego zdradzamy? Nauka potwierdza, że to typowo ludzkie zachowanie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 listopada 2015
Fot. Screen z YouTube / AsapSCIENCE
Fot. Screen z YouTube / AsapSCIENCE
 

Dlaczego zdradzamy? Instynkt? Słabość? Na swoje usprawiedliwienie mamy zawsze milion argumentów. A to Ona była zbyt oziębła, a to On zbyt zapracowany… Koniec z wymówkami! Badacze pokazują nam dzisiaj, że za zdradą stoją poważne, naukowe powody.

To fakt, jesteśmy w elitarnej grupie 3% gatunków ssaków, które żyją w monogamicznych związkach, czyli zostają z wybranym partnerem do końca życia. Z drugiej strony, mimo wielu ewolucyjnych korzyści płynących z tego rozwiązania, zdrada to zachowanie „typowo” ludzkie.

Fot. Screen z YouTube / AsapSCIENCE

Fot. Screen z YouTube / AsapSCIENCE

 

Co nas ku niemu popycha? Cóż, wychodzi na to, że istotną rolę ogdrywa tu kilka czynników. Ważny jest poziom hormonów: dopaminy i wazopresyny (gdy jest ich mało jesteśmy bardziej skłonni do zdrady).

Fot. Screen z YouTube / AsapSCIENCE

Fot. Screen z YouTube / AsapSCIENCE

Nie możemy zapominać o czynnikach  społecznych. Okazuje się, że panowie, którzy zarabiaja więcej od swoich partner chętniej je zdradzają.
Jeżeli jesteście ciekawi, co jeszcze wpływa na naszą skłonność do zdradzania, obejrzyjcie filmik.

Zobaczcie film.


 

Źródło: iflscience


Najczęstsze problemy łóżkowe, czyli co o seksie każdy wiedzieć powinien

Zuza Wiszowaty
Zuza Wiszowaty
5 listopada 2015
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Seks jest wszędzie. Fala erotyzmu zalewa ekrany naszych telewizorów, okładki gazet i bilbordy na ulicach „szczują cycem”, a i w książkach nie brakuje opisów seksualnych doznań. Seks jest ważną częścią naszego życia, czy tego chcemy, czy też nie.

Ale czy potrafimy po prostu rozmawiać ze sobą o seksie? Ile o nim wiemy? W moim liceum pani pedagog opowiadała nam, że seks to tak jakby wjazd maszyny do garażu. Dalsze zagłębianie tematu potrzebne nie było, bo przecież „licealiści TEGO nie robią”. Tymczasem efekty braku odpowiedniej edukacji seksualnej są przytłaczające – to rozpady związków, białe małżeństwa i frustracja ciągnąca się czasem przez długie lata.

A Ty? Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że mimo dużego podniecenia nie miałaś orgazmu? A może Twój partner dochodził za szybko? Tobie przeszła ochota na seks albo wręcz przeciwnie –  nie mogłaś myśleć o niczym innym?

Czy wszystko z Tobą w porządku? Dlaczego tak się dzieje? Co zrobić, gdy seks staje się udręką lub nie ma go wcale? Być może znajdziesz odpowiedzi na nurtujące Cię pytania w opisanych przeze mnie DYSFUNKCJACH SEKSUALNYCH:

HIPOLIBIDEMIA – gdy popęd seksualny jest obniżony, a Ty „chciałabyś chcieć”

Hipolibidemia dawniej zwana była „oziębłością” i oznacza obniżenie popędu płciowego lub – w skrajnych przypadkach – jego wyłączenie. Można ją stwierdzić wtedy, kiedy nie interesują Cię kontakty seksualne, nie prowadzisz życia erotycznego, nie podejmujesz zachowań autoseksualnych (masturbacja) oraz nie masz snów i fantazji erotycznych.

Zanim stwierdzisz u siebie tę dysfunkcję, weź pod uwagę, że popęd płciowy zależy od płci i wieku. Na przykład mężczyźni największy popęd odczuwają w wieku lat dwudziestu, podczas gdy ich rówieśniczki nie są seksem w tym czasie specjalnie zainteresowane. U kobiet popęd – wbrew pozorom – najbardziej wzrasta w okolicach 35 roku życia.

Czym może być spowodowana hipolibidemia? Jej przyczyną mogą być depresja, przyjmowane antydepresanty, dyspareunia (ból podczas współżycia), zmęczenie, antykoncepcja, spadek testosteronu, a także za dużo prolaktyny (np. podczas karmienia piersią lub w efekcie występowania chronicznego stresu). Czasem mężczyzna może stracić zainteresowanie seksem z powodu frustracji spowodowanej zaburzeniami erekcji. Częstym – o zgrozo – powodem zaniku popędu jest także nieodpowiednia higiena partnera.

Czy na hipolibidemię są jakieś magiczne tabletki? Nie. Dysfunkcję tę leczy się wyłącznie przyczynowo – rozwiązując problem, który ją wywołał. Oczywiście trzeba też pamiętać, że każdy z nas jest inny i niektórzy ludzie mają niski popęd, bo po prostu tacy są ☺

AWERSJA SEKSUALNA – gdy seks budzi wstręt

Osoby cierpiące na hipolibidemię nie mają ochoty na seks, chociaż często bardzo by chciały. Z awersją seksualną jest inaczej. Dotyka ona głównie kobiety i wiąże się z odczuwaniem wstrętu na samą myśl o partnerze lub współżyciu. Czasem odruch wymiotny może wywoływać sam widok nagiego ciała. Zdarza się także, że takie osoby podczas współżycia odczuwają orgazm wyłącznie na poziomie fizjologicznym – nie czerpią z niego żadnej przyjemności.

Najczęstszą przyczyną awersji seksualnej są przeżyte traumy – np. gwałt. Powodem może być także wychowanie w przekonaniu, że seks jest grzeszny, brudny i zwierzęcy.

W takich przypadkach leczenie jest również przyczynowe i zalecana jest psychoterapia. Pomóc mogą także niektóre antydepresanty oraz leki o charakterze przeciwlękowym i uspokajającym. Pamiętaj jednak, że podjęcie odpowiedniego leczenia wymaga konsultacji z lekarzem.

BRAK REAKCJI GENITALTNEJ – gdy ciało nie reaguje

Oto bolączka przede wszystkim mężczyzn. On chce, ale nie może. Wzwodu nie ma albo szybo ustępuje no i klapa. Spokojnie! Mam dla Was dobre wiadomości ☺

Przede wszystkim u mężczyzn do 45 roku życia aż 80 proc. zaburzeń erekcji ma podłoże psychologiczne, a tylko 20 proc. – somatyczne. Sytuacja zmienia się po 45 roku życia – wtedy aż 70 proc. stanowi podłoże somatyczne i jest zazwyczaj wynikiem chorób takich jak np.  cukrzyca i miażdżyca. Przyczynę mogą stanowić także nieodpowiednia dieta i nadużywanie alkoholu. Fatalnie na erekcję wpływa również przyjmowanie antydepresantów. U młodszych panów częstym powodem braku wzwodu jest z kolei palenie marihuany.

Zaburzenia erekcji o podłożu psychologicznym i somatycznym bardzo łatwo rozróżnić.  W tym pierwszym przypadku u panów będzie nadal pojawiać się erekcja samoistna, np. po przebudzeniu. Osoby, które nie osiągają wzwodu z powodu wystąpienia jakiejś choroby, nie będą miały erekcji w ogóle.

Z czego wynikają problemy psychologiczne tak dużego grona mężczyzn? Zazwyczaj z obawy, że im nie wyjdzie. Panowie często tak bardzo koncentrują się na tym, że musi dojść do erekcji (i jaki będzie wstyd, kiedy tak się nie stanie), że skupiają się na swoim penisie bardziej niż na doznaniach erotycznych z partnerką.

Zazwyczaj najlepszym rozwiązaniem problemu są tutaj tabletki wzmacniające erekcję (typu Braveran). Nie dlatego, że faktycznie działają. Ale dlatego, że mężczyzna, przekonany o ich skuteczności, skupia się na seksie i czerpaniu z niego przyjemności i przestaje się przejmować szwankującym narządem. Biorąc to pod uwagę warto też więc zadbać w łóżku o relaks.

Z kolei w przypadku braku erekcji o podłożu somatycznym zalecane jest stosowanie środków takich jak Viagra, Levitra czy Cialis. Działają one faktycznie i to stosunkowo długo – od 4 do nawet 36 godzin. Mężczyźni, którzy po przyjęciu popularnej niebieskiej tabletki nie osiągnęli samoistnie wzwodu, nie powinni się przejmować – erekcja nastąpi dopiero, gdy pojawi się bodziec erotyczny ☺

ZABURZENIA ORGAZMU

Zaburzenia orgazmu najczęściej dotyczą kobiet. Około 4 proc. z nich nie osiąga orgazmu na drodze jakiejkolwiek stymulacji. Może się okazać, że orgazm, który kiedyś występował, nagle przestał się pojawiać. Dzieje się tak często u osób zdradzanych oraz trzeźwiejących alkoholików – przyzwyczajonych do uprawiania seksu po spożyciu alkoholu. Bywa również i tak, że brak orgazmu ma charakter sytuacyjny i nie występuje on tylko z konkretną osobą.

Dlaczego tak się dzieje? Najczęstszą przyczyną braku orgazmu jest niewłaściwa stymulacja oraz zbyt niskie podniecenie. Warto wtedy o szczerą rozmowę z partnerem i poszukiwanie nowych doznań w łóżku. Nie bój się porozmawiać z drugą połówką o swoich potrzebach i nigdy nie zmuszaj się do robienia rzeczy, na które nie masz ochoty.

Bardzo często zdarza się również, że kobieta osiąga orgazm wyłącznie w drodze stymulacji łechtaczki. Wiele osób żywi przekonanie, że orgazm łechtaczkowy jest „niedojrzałą formą” orgazmu. To nie jest prawda! Orgazm łechtaczkowy jest fizjologicznie takim samym orgazmem jak  pochwowy i niczym mu nie ustępuje. Jeżeli jednak bardzo zależy Ci na osiągnięciu orgazmu pochwowego, warto udać się do seksuologa, który pokaże Ci odpowiednie ćwiczenia. Problem z osiągnięciem orgazmu pochwowego ma bowiem wiele kobiet, które nie znają swojego ciała – nie zaspokajają się bądź robią to wyłącznie w drodze stymulacji łechtaczki.

Problemem, o którym warto wspomnieć, jest zespół Havelocka Ellisa – kiedy kobieta przyzwyczaja się do masturbacji poprzez stymulowanie łechtaczki strumieniem wody z prysznica. Doznania, jakie temu towarzyszą, są tak silne, że mogą doprowadzić do tzw. zakodowanych reakcji seksualnych – nawet najlepszy partner będzie miał problem, by zaspokoić kobietę, której organizm przyzwyczaił się do osiągania orgazmu w ten sposób. Leczenie tego zespołu jest trudne i zazwyczaj polega na przyzwyczajeniu ciała do nowych doznań. Również w takiej sytuacji warto spotkać się z seksuologiem.

WYTRYSK PRZEDWCZESNY/ZBYT WCZESNY

Wytrysk przedwczesny/zbyt wczesny to problem 30 proc. mężczyzn, choć okresowo/jednorazowo występuje on aż u 60 proc. panów do 25 roku życia.

Rozróżniamy wytrysk przedwczesny, który występuje jeszcze przed wejściem do pochwy oraz zbyt wczesny – już w pochwie. Co to znaczy, że mężczyzna kończy za wcześnie? Przyjmuje się, że dzieje się tak wtedy, kiedy mężczyzna osiąga orgazm zanim zdąży zaspokoić kobietę. Oczywiście jest to trochę problematyczne stwierdzenie (np. kiedy kobieta nie szczytuje nigdy), jednak pary, które borykają się z tym problemem, zazwyczaj są doskonale świadome tego, kiedy sytuacja ‘wymyka się spod kontroli’.

60 proc. to bardzo dużo biorąc pod uwagę, że problem ten jest bardzo prosty do rozwiązania ☺ Wytrysk przedwczesny/zbyt wczesny jest bowiem efektem zbyt rzadkiego zaspokajania się w stosunku do potrzeb seksualnych. Tymczasem mężczyźni, którzy osiągają orgazm zbyt wcześnie, zniechęcają się do współżycia, uprawiają seks rzadziej i tym samym pogłębiają tylko problem. Młodszym panom, którzy mają możliwość współżyć z partnerką raz na tydzień (kiedy rodzice wychodzą do kina) zalecana jest częstsza masturbacja – np. rano, kiedy odbycie stosunku planuje się na wieczór.

W przypadku bardzo wysokiego popędu, którego nie da się w żaden sposób zaspokoić, zaleca się przyjmowanie w małych dawkach niektórych antydepresantów, zmniejszających popęd.

POCHWICA NIEORGANICZNA – gdy stosunek jest niemożliwy

Pochwica nieorganiczna występuje wtedy, gdy mięsnie u wejścia pochwy zaciskają się mimowolnie do tego stopnia, że wprowadzenie penisa – czy też nawet palca lub tamponu – staje się niemożliwe. Nie należy się przejmować tym, że penis „utknie” w pochwie – nie ma takiej fizycznej możliwości. On po prostu się do niej nie dostanie.

Pochwica może mieć postać pierwotną i pojawić się już przy pierwszej próbie podjęcia współżycia, bądź też postać wtórną. Zazwyczaj postać wtórna dotyczy kobiet, które doświadczyły zgwałcenia – występuje aż u 60 proc. ofiar tego typu przemocy seksualnej.

Czasem mimowolny skurcz pojawia się na samą myśl o penetracji. Zazwyczaj powodami tej dysfunkcji są: przeżyta trauma, lęk przed współżyciem, bólem oraz zajściem w ciążę. Zdarza się również, że występuje ona u osób o orientacji nieheteroseksualnej, które nie są świadome swojej seksualności. Niekiedy podczas pierwszego razu bardzo wrażliwy partner obawia się zadania bólu partnerce i wycofuje się, co powoduje, że wyobrażenie „bólu” w głowie dziewczyny staje się jeszcze większe i potęguje strach przed współżyciem.

W takich przypadkach konieczna jest terapia behawioralna, bądź też przepisanie przez lekarza odpowiednich środków uspokajających i rozluźniających mięśnie, które należy przyjąć przed współżyciem.

DYSPAREUNIA NIEORGANICZNA – gdy seks sprawia ból

Dyspareunia dotyczy przede wszystkim kobiet i może być spowodowana wieloma czynnikami. Czasem ból może stanowić np. formę obrony przed seksem (np. w przypadku nieuświadomionej homoseksualności) lub też pojawiać się – paradoksalnie – w efekcie strachu przed bólem związanym z podjęciem współżycia. Innymi powodami są także stany zapalne, endometrioza oraz blizny, będące efektem nacięcia krocza w trakcie porodu.

Leczenie w tym przypadku jest zależne od przyczyny – konieczna może być psychoterapia, bądź też leczenie miejscowe (np. w przypadku występowania bolesnych guzków).

HIPERLIBIDEMIA – gdy seks determinuje Twoje życie

Przede wszystkim warto wiedzieć, że nie istnieje coś takiego jak uzależnienie od seksu (ani od hazardu). Uzależnienie – z definicji – jest bowiem efektem wpływu substancji obcej na organizm. Ciało innego człowieka nie jest zaś czymś obcym, ale naturalnym ☺ Co więcej, cechą charakterystyczną uzależnienia jest to, że z czasem potrzebujemy coraz więcej danej substancji, aby uzyskać ten sam efekt.

W przypadku osób, które cierpią na nadmierny popęd seksualny, którego nie są w stanie kontrolować, mówimy natomiast o tak zwanych zachowaniach przymusowych. Z problemem tym zmaga się co dwudziesta osoba.

Zanim zdiagnozujesz u siebie nimfomanię lub satyryzm zastanów się jednak, jak duże są Twoje potrzeby seksualne – czy faktycznie determinują każdy Twój dzień. Duży popęd seksualny jest czymś zupełnie naturalnym. Dopiero, gdy nad nim nie panujesz, staje się problemem.

Na szczęście także i w tym przypadku rozwiązanie jest bardzo proste i bezbolesne, ponieważ istnieją skuteczne środki, które zmniejszą Twój popęd i wyeliminują problem.

Opisane przeze mnie dysfunkcje są bardzo częste i – zazwyczaj – bardzo proste do obejścia. Poradzenie sobie z nimi wymaga tylko (albo aż) wiedzy, szczerości w związku oraz odwagi, by skonsultować swój problem z lekarzem, np. seksuologiem. Nie pozwól, aby wstyd i strach niszczyły Twoje życie seksualne i – w efekcie – związek. Seks jest bardzo ważny i szkoda, że nie potrafimy o nim otwarcie rozmawiać.


Mój mąż wyjechał. Nie wiem, jak długo to jeszcze wytrzymamy. Mój też, ale jest mi wszystko jedno, czy jest w domu, czy nie

Dominika Bagińska
Dominika Bagińska
5 listopada 2015
Fot. iStock
Fot. iStock

– Mój mąż pracuje za granicą. Sama wychowuję dzieci i zajmuję się naszym polskim życiem. Nie wiem, jak długo to jeszcze wytrzymamy. Wiem natomiast jedno – nasza relacja się zmieniła. Czasem myślę, że chyba na lepsze.

Tak przedstawia się Weronika, 38 lat, z dużego miasta na północy Polski, dwoje dzieci – chłopiec 6 lat, dziewczynka 4. Jej mąż Michał ma solidną specjalizację w branży budowlanej. Ona jest korektorką i redaktorką książkową – pieniądze z tego są niewielkie. Dlatego po urodzeniu dzieci została w domu, czasem brała nieduże zlecenia. Ale pracy było coraz mniej, za coraz śmieszniejsze pieniądze. W tym samym czasie w firmie męża zrobiono restrukturyzację i pensje spadły o połowę. Jak zresztą w większości takich firm. Młodzi stracili płynność finansową, bo wypłata Michała kończyła się 10 każdego miesiąca po zapłaceniu rachunków i raty kredytu na mieszkanie. Pomagali im teściowie, ale ile można żyć na garnuszku rodziców? Michał dostał propozycję pracy w Szwecji. Wyjechał.

Weronika: Ja tego nie chciałam. Wtedy czułam, że on tak wybrał, bo w gruncie rzeczy najbardziej na świecie kocha swoją robotę i nowe wyzwania. Przecież kiedy pracował w Polsce, wracał do domu bardzo późno, miał dyżury w soboty, żył na adrenalinie. Kłóciliśmy się. On mówił, że w jego branży tak się właśnie pracuje. Wątpił też, czy ja kiedykolwiek wrócę do pracy. Uwierzyłam mu, nie miałam siły się sprzeciwiać.

Ciemne strony

Weronika: Najgorsze były weekendy. W tygodniu przy dwójce maluchów kręcisz się jeszcze w naturalnym rytmie szkoły i przedszkola. W dni wolne czas się robi jak z gumy. Dzieci szybko się nudzą i zaczynają się kłótnie. Bywało, że cierpliwość kończyła mi się już przed 11 rano. Potem puszczały mi nerwy. Dzieci nie mogły zrozumieć, że tata wyjechał na dłużej. Kiedy odbieraliśmy męża z lotniska na pierwszy weekendowy urlop, syn koniecznie chciał usłyszeć moje zapewnienie, że tata wraca już na zawsze. Starałam się trzymać twarz, żeby nie zobaczył mojej rozpaczy. Trudne były także wieczory. Po pierwsze, musisz mieć energię do końca dnia, żeby jeszcze wykąpać dzieci, położyć je spać, poczytać. A po drugie, kiedy już to zrobisz, nie masz siły i ochoty na samotne spędzanie wieczoru. Wtedy obsiadają cię wszystkie kumy troski. Dlatego pierwszych miesięcy dobrze nie pamiętam. Żeby nie oszaleć, po prostu szłam spać zaraz po dzieciach. Dobijały mnie też nasze rozmowy przez telefon. Michał był smutny i zmęczony. Okropne były też chwile przed wyjazdem, gdy kończył mu się urlop. Atmosfera gęstniała i Michał zaczynał podtruwać mnie uwagami, że to przeze mnie musi teraz nas zostawić i jechać na koniec świata, żeby zarabiać.

Przełom

Weronika: Czy nie myśleliśmy o wyjeździe do niego? Tak, nawet zaczęłam uczyć się szwedzkiego. Jednak zauważyłam, że z Michałem jest coraz gorzej. Zaczął intensywnie liczyć kalorie, choć zawsze był łasuchem, jak ja. W ciągu dwóch miesięcy doprowadził się do chorobliwej chudości. Kiedy przyjechał na Boże Narodzenie, nie spał w ogóle w nocy. Zapadał w letargi w ciągu dnia. W końcu stało się jasne, że to depresja. Zaczęliśmy całą rodziną działać, żeby go z niej wyciągnąć. Na szczęście dał sobie pomóc. Psychiatra, leki, dłuższy urlop w Polsce przyniosły efekty. Ja też poszłam na kilka spotkań do terapeuty. Powoli zaczęliśmy na nowo wychodzić na prostą. Pojawiło się pole do rozważań, czy moglibyśmy znowu razem zamieszkać. Czy mogłabym znaleźć pracę w Polsce. Co zaskakujące, to on teraz zaczął mnie wspierać. Pokazywał mi, jak wiele zrobiłam dla naszej rodziny, zostając w domu. Mówił, jak dumny jest z naszych dobrze wychowanych dzieci. Do mnie z kolei dotarło, że jego heroiczna decyzja o wyjeździe nie była tylko szalonym pomysłem przerośniętych ambicji. Co tu dużo mówić, pieniądze, które się w naszym domu pojawiły, ułatwiły nam wiele. Uniezależniliśmy się od jego rodziców. Mogliśmy wreszcie pozwolić sobie na rodzinne wyjazdy z nocowaniem, wypad do restauracji, dodatkowe zajęcia dla dzieci. A ja pierwszy raz od kilku lat zaczęłam chodzić po sklepach z ciuchami.

Jasne strony

Weronika: Jak na to wszystko reagowały dzieci? Z czasem, to banalne, po prostu się przyzwyczaiły. Pewnie, że towarzyszyła im tęsknota, ale nauczyły się polegać tylko na mnie. Jednak oboje z mężem dbaliśmy o to, by te krótkie chwile spędzane razem były jak najbardziej wartościowe. Kiedy Michał przyjeżdża do domu, jest cały dla nas. Dzieci nie schodzą mu z kolan, bawią się z nim, całują, przytulają. Kiedy go nie ma, staram się, żeby więź była mocna. Rozmawiamy on line, tłumaczę dzieciom, dlaczego tata wyjechał. Pamiętam jeszcze, jak to było, kiedy mąż miał pracę w Polsce. Wracał, kiedy dzieci już spały, wychodził, zanim wstały, a w weekendy nadrabiał braki snu. No i dobijał nas ciągły brak pieniędzy, a to, jak wiadomo, prowadzi do kłótni.

Nie jest oczywiście tak różowo. Długa rozłąka ma swoją cenę. Pomijam ogromną tęsknotę. Widzę, że trudno mi przestawić się na inny rytm dnia, kiedy w domu pojawia się mąż. On mi po prostu przeszkadza. Nagle robi się bałagan, w telewizorze leci boks albo programy o budownictwie. Bez przerwy szykowane jest jakieś jedzenie. Brudne naczynia piętrzą się w zlewie. Czasem gubię się w tym rodzinnym kotle. Kiedy on znowu jedzie do pracy, rokoszuję się spokojem przez dwa dni. A trzeciego dnia zaczyna mi właśnie tego kotła bardzo brakować. Przećwiczyłam to już wielokrotnie. Wiem, że zawsze wybiorę to zamieszanie. A na razie radzę sobie i jestem przygotowana na spleen powyjazdowy. Mam w zapasie tabletki na ból żołądka. Dokucza przez kilka dni po wyjeździe Michała. Poza tym bardzo wspierają mnie rodzice. Wspólnie organizujemy dzieciom czas wolny. A kiedy mam kryzys i dopadają mnie wątpliwości, dokąd zmierza nasze życie – tłumaczą mi, że w ciężkich czasach trzeba podejmować trudne decyzje, ale jesteśmy młodzi i jeszcze zdążymy doświadczyć wszystkiego, czego pragniemy. Oby.

Osobno lżej

Weronika niedawno poznała Gosię – mamę jednej z koleżanek córki w przedszkolu. Ona też ma męża za granicą. I gdy się trochę zaprzyjaźniły, zaczęły się sobie zwierzać, głównie na korytarzu, czekając, aż dziewczynki skończą zajęcia. Gosia ma swoją firmę – sieć luksusowych salonów kosmetycznych – i zwykle mało czasu. Przestrzegła Weronikę, że życie w rozłące grozi zobojętnieniem.

Gosia: Jest mi wszystko jedno, czy mój mąż jest w domu, czy nie. A właściwie to razem z córką wolimy czas, gdy go nie ma. Mamy poukładane życie i obecność Jurka nam po prostu zawadza. Ja żyję dniem dzisiejszym, całą energię poświęcam córce i mojej firmie. Potrafię, i nawet chcę, o wszystko zadbać sama. Mąż jest dziennikarzem biznesowym i ma dobry kontrakt w jednej z europejskich gazet. W Polsce nie zarobiłby tyle, ale przede wszystkim chodzi mu o prestiż. Wiem, że to jego być albo nie być. Córka jest przyzwyczajona, że tata wpada do domu na weekendy, czasem na kilka dni. Doszło do tego, że w łazience nie ma jego rzeczy, bo nie opłaca mu się niczego wyjmować z kosmetyczki. To taki człowiek z walizką.

Czy nie próbowali czegoś zmienić? Tak, ale żadne z nich nie chce zrezygnować ze swojej rangi zawodowej. Gosia wie, że jej plany firmowe wiążą się wyłącznie z polskim rynkiem. Nie wyjedzie do męża. Jurek w Polsce byłby średnio opłacanym dziennikarzem, a przywykł do zachodnioeuropejskich standardów życia.

Gosia: Ja szanuję jego potrzeby. Dlatego nie robię mu problemów, kiedy po przyjeździe do kraju od razu wyjeżdża sam na żagle. On to uwielbia, a córka nie. Wolę z nią spędzić weekend tak, jak obie lubimy – na lekcji tenisa czy u znajomych. Czy czegoś żałuję, czy czuję się inna? Nie, bo dookoła mam wiele zaradnych kobiet, które żyją same. Ich mężowie albo wyjeżdżają, albo pracują po godzinach, w weekendy. To dzisiaj norma.

Płomień nie zgaśnie

Weronika: Często słyszę ostrzeżenia, że młode małżeństwo nie powinno żyć w rozłące. Znalazłam w sieci informację, że rozstanie nie może trwać dłużej niż 3 lata, bo po tym czasie bliskość zanika, a relacje słabną. My niedługo dojdziemy do tej granicznej daty. Ala ja jakoś wierzę, że akurat nam się uda. Szczerze mówiąc, koleżanki nam zazdroszczą tych motyli w brzuchu, kiedy widzimy się po miesiącu rozłąki. Myślę, że kiedy człowiek tak bardzo zatęskni za drugą osobą, to sobie przypomina, dlaczego wybrał właśnie ją. Byłam kiedyś u Michała w Szwecji razem z żonami innych Polaków z jego firmy. Z tego wyjazdu zapamiętałam wybuch uczuć, radości i atmosfery wielkiego romansu. Śmiałam się pod nosem, że nigdy nie wiadomo, gdzie ukryte jest szczęście. Czasem okazuje się, że na kryzysowej emigracji. A w sieci są też i takie zdania: Rozłąka niszczy mierne uczucie, a wzmacnia wielkie. Tak jak wiatr gasi świecę, a rozpala płomień ogniska. Wkleiłam je w mail do Michała. Wzruszył się.

Od kilku tygodni znów przyjmuję małe zlecenia, a dawna koleżanka z redakcji chce mnie wciągnąć do swojej firmy reklamowej, którą właśnie rozkręca. Obiecaliśmy sobie z Michałem, że kiedy zacznę lepiej zarabiać, on poszuka pracy w naszym mieście. To moje marzenie, które sobie przed zaśnięciem wizualizuję. Podobno taka magia działa. Trzymam się myśli, że kiedy rodzina tak się kocha, mimo rozstania, los nie zmarnuje tego uczucia.


Zobacz także

Fot. iStock

Toksyczni przyjaciele, toksyczni partnerzy – skąd mam wiedzieć, jak ich rozpoznać?

Zaufanie w związku

Zaufanie w związku to podstawa udanej relacji. Jak rozpoznać, że go brakuje?

Fot. Screen z Instagrama/bumpkyn__london

10 rzeczy, które zmienią się w życiu Meghan Markle po ślubie z księciem Harrym. Czy to lepsze życie?