Chciałabym poczuć, że jestem dla ciebie nadal kimś więcej niż życiową partnerką, mamą twoich dzieci, przyjaciółką. Czy naprawdę chcę za dużo?

Z życia kobiety
Z życia kobiety
27 sierpnia 2018
Fot. iStock/AscentXmedia
 

Patrzę na was jak siedzicie na podłodze i gracie w Monopoly. Kłócicie się, śmiejcie, Olka próbuje oszukiwać (jak zawsze), a Franek wszystko analizuje. Ty dobrze się bawisz, od czasu do czasu zerkasz w moją stronę, bo krzątam się po kuchni przygotowując kolację.

Jesteśmy taką normalną rodziną. Jakich wiele. My, dwoje dzieci, mieszkanie w kredycie, praca, spotkania z przyjaciółmi. Każdy nasz dzień wygląda podobnie, ale to nie zarzut. Żyjemy pewnym rytmem, z którego trochę wypadamy w wakacje, kiedy dwoimy się i troimy, żeby spędzić ze sobą, a może raczej z dziećmi trochę więcej czasu, im zapewnić jak najwięcej wrażeń. A to morze, to góry, to wypad za granicę, weekend u znajomych, kolejny u rodziny. Zaraz wrócimy do dobrze znanego rytmu. Nastawiony rano budzik, z trzy razy przełączaną drzemką. Wstać, obudzić dzieci, wyskoczyć po bułki na śniadanie, ogarnąć poranek tak, żebyśmy nie spóźnili się do pracy, szkoły. Nie zdążę się obejrzeć, a wszyscy się rozpierzchniemy, każdy do swojego dnia, po drodze ustalając kto i kiedy i skąd obierze dzieci, gdzie zawiesie, co z obiadem i zakupami.

Spotkamy się wszyscy razem pewnie wieczorem. Sprawdzając lekcje, rozmawiając jak było w szkole. Skupiając się bardziej na dzieciach niż na sobie. Jasne, jak ty będziesz miał mi coś do opowiedzenia, to powiesz, podobnie ja. Ale pewnie zajmę się kuchnią, kolacją, sprawdzaniem, czego nam brakuje w lodówce. Ty wyskoczysz po zakupy, zagonisz dzieci do kąpieli, ściągniesz pranie i poukładasz walające się po poranku ubrania.

A wieczorem usiądziemy na kanapie, ja pewnie jeszcze coś sprawdzając w komputerze, ty bezmyślnie przełączając kanały w telewizorze, dopóki nie znajdziesz czegoś sensownego. Być może któreś z nas zaśnie niemal na siedząco, a drugie obudzi, gdy będzie szło spać. Kiedy będzie potrzeba, omówimy jakieś kwestie dotyczące dzieci, może rachunków, wymienimy się spostrzeżeniami o nowych sąsiadach, ustalimy, co kupić twojej mamie na urodziny,

Zobacz, tacy jesteśmy przewidywalni, tacy normalni. I choć czuję spokój i bezpieczeństwo patrząc na was grających w Monopoly, czuję smutek. Ten smutek czasami widzę też w twoich oczach. Ale nie mówimy o tym, udajemy, że go nie ma. Nie dajemy sobie prawa, do wyrażenia tego, o czym marzymy, czego pragniemy, czego nam brak. Tak, brak.

Czasami zastanawiam się, czy to grzech tak myśleć. Czy mam prawo chcieć czegoś więcej? Czy jestem aż tak niewdzięczna, że do końca nie potrafię docenić tego, co mam? Ale przecież doceniam. Jestem wdzięczna za zdrowie i uśmiech moi dzieci, za to, że na ciebie mogę liczyć, za pewność, że zawsze staniesz po mojej stronie. Za spokój, który w sobie noszę. Tylko ten ścisk żołądka przed snem…

A przecież ja wcale nie chcę dużo. Naprawdę. Już dawno przestałam wierzyć w księcia na białym koniu, co to namiętnością i pożądaniem mógłby obdarować całe królestwo. Wyżej cenię nasze partnerstwo niż jakąkolwiek iluzję, w której miałabym się na chwilę zatrzymać, w romansie, jednorazowej zdradzie. Nie chcę tego, bo nie potrafiłabym ciebie skrzywdzić. Ale chciałabym, żebyś musnął moją szyję przechodząc obok mnie w kuchni.

Żebyś znacząco dotknął ramienia, kiedy pochylam się nad zeszytami dzieci.

Żebyś zamknął mi komputer, mówiąc, że teraz czas dla nas.

Żebyś napisał w ciągu dnia, jak bardzo za mną tęsknisz.

Żebyś zadbał o weekend bez dzieci.

Zabrał mnie do kina na film, który chciałam zobaczyć.

Kupił bilety na koncert, o którym marzyłam.

Chciałabym, żebyśmy przestali skupiać się tak bardzo na sobie osobno. Na swoim zmęczeniu, stresie, obowiązkach. Chciałabym, żebyśmy spojrzeli na siebie ponad tym wszystkim, wyciągając głowy nad dzieci, nad domowe obowiązki, nad prace. Byśmy poczuli, że to my stanowimy fundament tego, co wokół nas najważniejsze. Żebyśmy dostrzegli, że my to zbudowaliśmy, postawiliśmy, choć czasami cegły były dziurawe i trzeba je było wymieniać.

Chciałabym, żebyśmy poczuli się wyjątkowo ze świadomością, że mamy siebie nawzajem. Że pomimo różnic, pomimo dwóch różnych osobowości, jesteśmy jednak jednością. Że to nam wyszło. Że gdyby nie my, gdyby nie nasza miłość, zawziętość i ciężka praca, nie byłoby nas teraz tutaj razem.

Chciałabym, żebyśmy byli dumni z tego, że ty jesteś ze mną, a ja z tobą.

Chciałabym poczuć, że jestem dla ciebie nadal kimś więcej niż życiową partnerką, mamą twoich dzieci, przyjaciółką. Chciałabym poczuć się kobietą, bez której nie wyobrażasz sobie swojego życia, wokół której kręci się twoje szczęście, która jest dla ciebie ważna, najważniejsza. I chciałabym, żebyś też tak się poczuł. Żebyśmy oboje wiedzieli, że mamy siebie nawzajem ponadto, co już razem zdobyliśmy. Że dzieci odejdą, pracę zmienimy, jedne problemy znikną, przyjdą pewnie następne, ale my cały czas będziemy mieć siebie, czasami ze słabnącą namiętnością, czasami z brakiem pożądania. Ale w końcu przypomnimy sobie wszystko, co nas łączy, co ponownie rozpali tę iskrę niewypowiedzianego między nami szczęścia, która zgasi ten smutek codziennej rutyny w naszych oczach.

Kocham cię. Chciałabym, żebyś musnął mój kark i powiedział zaczepnie: „Co ty na to, żebyśmy dzisiaj poszli szybciej do łóżka?’.


Zdrada zmienia twoje serce na zawsze. Ono nie chce czuć, nie chce pragnąć, wmawia sobie, że nie potrzebuje miłości

Z życia kobiety
Z życia kobiety
3 września 2018
Fot. iStock/anyaberkut
 

Mało jest rzeczy, które mogą roztrzaskać serce tak bardzo jak zdrada, tak mocno zadać ból. Wydaje ci się, że przed nią nic innego nie czułaś. A przecież twoje serce nie zawsze wyłożone było cierniami, zwinięte jak drut kolczasty, twarde i zmęczone zarazem. Istniał taki czas, kiedy twoje serce znało miłość, kiedy ufało bezgranicznie, kiedy wypełnione było nadzieją.

Wszystko się jednak zmieniło, gdy zostałaś zdradzona, zdradzona przez tego, którego kochałaś, któremu zaufałaś, przez człowieka, który powinien cię chronić, a jednak cię skrzywdził.

Boli cię całe ciało, łzy same napływają do oczu. Nie chcesz nic z tym robić, jedyne na czym ci zależy, to zostawić serce na podłodze, żeby się całkowicie wykrwawiło, myślisz, że wtedy weźmiesz je z powrotem i przestaniesz czuć to wszystko. Umieścisz je w pustej skrzyni, wyzutej z tych wszystkich emocji.

Ale nie możesz tego zrobić, musisz iść dalej, choć serce, które zostało zdradzone zmienia się na zawsze.

Nie będzie już nikomu ufać, a do każdej nowo poznanej osoby będzie podchodzić z rezerwą i strachem. Stanie się nieufne wobec świata, który udowodnił, że wykorzystuje je tylko dla własnej korzyści. Za każdym razem będzie szukać potwierdzenia swoich obaw, w każdym postara się znaleźć rysę, która dowiedzie, że ten ktoś nie jest godny zaufania.

Życzliwość spotka się z podejrzliwością, ponieważ twoje serce nauczyło się, że zawsze są jakieś koszty, jakieś ukryte plany, sznurki, za które ktoś pociąga. Twoje serce odrzuci dobroć, stanie się cyniczne. Będzie wolało być samo, niż być wrażliwym, a tym samym podatnym na krzywdy.

Podejmie mocne postanowienie – nikogo nie będzie chciało, nikogo nie będzie potrzebowało, nikomu nie będzie ufać ani nikogo kochać.

Ta obietnica stworzy mur silnej fortecy, będzie dawać pozory bezpieczeństwa. Zostaniesz niewolnikiem własnej niezależności, autonomii. Twoje serce wmówi sobie, że nic nie czuje, bo zdrada nauczyła je jak niebezpiecznie jest czuć, pragnąć, potrzebować, chcieć miłości i związku. Twoje serce musi usidlić te wszystkie potrzeby, każdego ranka będzie budzić się myśląc, jak zabić swoją głodną emocji duszę, jak zniszczyć pragnienia, nim one zniszczą ciebie.

Tyle tylko, że twoje serce zostało stworzone do miłości, do intymności, choć dzisiaj intymność jest twoim wrogiem, największym zagrożeniem. Intymność równa się dla ciebie – zdrada, cierpienie. Twoje serce wybiera życie bez nadziei, bez bliskości, bez miłości.

Zdrada zmieniła twoje serce. Uszkodziła je, pozostawiła silnym, ale bezbronnym, bez nadziei, że komukolwiek można jeszcze zaufać, bez wiary, że warte jest kochania.

Jest zmęczone życiem, tym ciągłym stanem oczekiwania na to, kiedy ponownie zostanie zranione i zdradzone. Nie chce już kochać, nie umie kochać, staje się odrętwiałe i twierdzi, że tak jest lepiej, bo jest bezpieczne, ma nad wszystkim kontrolę, jest nietykalne.

Poza tym jest cholernie samotne. To paradoks zdrady – boi się związku, ale to właśnie nowa miłość jest tym, co uzdrowi twoje serce. Musisz znaleźć odwagę, by zniszczyć swoją fortecę, odłożyć broń, przestać walczyć. Kochać to znaczy zaryzykować, zaufać to zaryzykować zdradę. Musisz podjąć ryzyko, żeby poczuć się bezpiecznie. Musisz nauczyć swoje serce na nowo kochać. Warto. Naprawdę warto.


Kochany, proszę – bądźmy niedoskonali i kochajmy jak szaleni

Z życia kobiety
Z życia kobiety
21 sierpnia 2018
Fot. iStock/Anchiy

Widzę siebie – pochyloną nad zlewem, szorującą zawzięcie garnek po przypalonym mleku. Patrzę i zastanawiam się, gdzie jest ta dziewczyna, która przecież znam. Gdzie uśmiech, beztroska, skąd na twarzy tyle zawziętości i smutku.

I widzę ciebie, jak przechodzisz obok. Bierzesz kubek z szafki, nalewasz sobie coś do picia. Odchodzisz, jakbym była niewidzialna, nawet nie musnąłeś ręką moich pleców, nie pochyliłeś się nad moim karkiem. Ja nawet na ciebie nie spojrzałam.

Co się stało? Gdzie jesteśmy? Gdzie się zgubiliśmy? Gdzie ten blask, ta energia, która zawsze nam towarzyszyła? Kiedy odeszła?

Kochany, złap mnie za rękę i ucieknijmy. Chodź. Śmiejmy się. Zostawmy wszystkie nasze zmartwienia i pójdźmy przed siebie. Życie jest zbyt krótkie, żeby przegapiać chwile szczęścia. Nie chcę okłamywać mojego serca i udawać, że dzisiaj jest w porządku, że dobrze jest tak, jak jest. Nie chcę tracić kolejnej minuty na wyjałowionym z emocji związku. Chcę czuć, że jestem twoja, że jesteśmy razem, że się kochamy.

Dlaczego tracimy czas na bezsensowne dyskusje, na przekrzykiwanie się, jakby ten, kto głośniej mówi, miał mieć więcej racji? Dlaczego ze sobą rywalizujemy, walczymy? Dlaczego tak trudno nam zrobić dla siebie coś dobrego? Przecież mamy tak mało czasu, dzień mija nam za dniem, a my nie dostrzegamy już zupełnie tego, co między nami dobre. Kto wie, ile czasu nam pozostało? Ile jeszcze będziemy razem? Nikt nie jest w stanie nam powiedzieć, czy nasz czas nie skończy się za pięć lat, rok, a może i za miesiąc.

Nauczmy się w końcu ze sobą być w naszej niedoskonałości. Bądźmy razem niedoskonali. Ty popełnisz jeszcze niejeden błąd. Ja zepsuję jeszcze wiele rzeczy. Pewnie nie raz będziemy na siebie krzyczeć, chcieli uciec w przeciwnych kierunkach. Ale skorzystajmy z tej szansy, że się spotkaliśmy, że jesteśmy razem, że łączy nas jednak coś więcej niż wspólne kłótnie, pretensje i obojętność.

Może już czas najwyższy przyjąć do wiadomości, że nie zawsze jesteśmy i będziemy wobec siebie bezinteresowni, że nie będziemy się nawzajem uszczęśliwiać w stu procentach. Że czasem w złości mówimy to, o czym w ogóle nie myślimy. Że zapominamy o obietnicach, jakie złożyliśmy sobie nawzajem. Że czasami zachowujemy się tak cholernie niedojrzale.

Niech w końcu dotrze do nas, że nie poznamy drogi, którą warto iść, dopóki nie spróbujemy myśleć o sobie, kiedy odpuścimy choć trochę potrzebę kontrolowania tego, co się wokół dzieje. Moglibyśmy tu i teraz zginąć w wypadku samochodowym, a ja nie chciałabym myśleć tylko o tym, co by było, gdybyśmy złapali się za rękę i zrobili wspólnie krok do przodu. Krok do zrozumienia siebie nawzajem.

Chcę prawdziwie czuć, podążać za sercem, być z tobą.

Bądźmy razem niedoskonali. Zamknijmy tę kontrolną listę, na której odhaczamy w jakich punktach się mijamy, a ile mamy tych stycznych. Przestańmy słuchać ludzi wokół. Oni nie są w naszych butach. Nie siedzą w naszych sercach. Nie wiedzą, co my czujemy tak naprawdę, w głębi siebie.

Przestańmy szukać odpowiedzi, których nie znajdziemy. Przestańmy pozwalać naszym lękom kontrolować nasze umysły i serca.

Bądźmy razem niedoskonali. Krzyczmy na siebie, pozwólmy sobie nawzajem upadać. Walczmy o głupie rzeczy i kłóćmy się o nie z pasją. Zapomnijmy spuścić deskę w toalecie albo wyrzucić śmieci. Całujmy się mocno i często. Wydajmy pieniądze na jakiś szalony pomysł. Porozmawiajmy o przyszłości, jaką ją widzimy i uwierzmy, że dla nas może być ona dobra.

Zróbmy to i ogarnijmy wszystkie te piękne rzeczy, które dzieją się, kiedy oddajesz swoją duszę komuś tak samo niedoskonałemu jak ty. Kochajmy się, do cholery. Kochajmy jak szaleni.

Dzisiaj już tyle rzeczy o sobie wiemy. Wiemy, że potrafimy zachować się podle, że nieumyślnie skrzywdzić, a czasem nawet celowo, niedojrzale. Wiem, że nie zawsze będę tą kobietą, którą chcesz, żebym była. Ale to przecież w miłości wzrastasz, uczysz się, zmieniasz obok kogoś. I zdajesz sobie sprawę, że czasami nie będziemy się pragnąć, potrzebować. Ale masz pewność, że zawsze zawalczysz, aby zostać.

Mamy tyle pięknych chwil. Możemy oglądać zachody i wschody słońca, spać w soboty do południa, jeść śniadanie w łóżku, a wieczorami pić wino na dachu jakiegoś budynku. Możemy się przytulić, gdy jedno z nas się spóźnia, możemy się kochać, gdy padną słowa „przepraszam”, możemy tańczyć, śmiać się i płakać razem. I odnajdywać te zbłąkane myśli między nami, których czasami nawet nie musimy wypowiadać. Kocham cię. Chcę być z tobą tu i teraz.

Bądźmy niedoskonali. Bądźmy dla siebie dobrzy. Nikt nie wie, ile czasu nam zostało.