Tracę kilogramy. Młodnieję, bo uelastycznia mi się skóra, poprawiają włosy i paznokcie. I mam znów tyle energii! Chce mi się żyć, śmiać!

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
29 sierpnia 2016
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Jezus. Mordęga.

Łyk. Nie idzie. Wszystko jakby zatrzymuje się w gardle. A to dopiero początek, jeszcze muszę wymusić w siebie 0,3 litra!Kolejny łyk. Przełknęłam. Bohaterstwo! Nie chce mi się pić, a muszę. No i nie wchodzi mi, po prostu nie wchodzi. Smakuje… nijak. Zupełnie obojętnie, to najgorsze. Gdyby było słodkie, to pewnie piła bym na potęgę. Z sokiem, cukrem, miodem, czymkolwiek. Ale nie. Nie wolno. Nie wolno też cytryny, mięty, soli, no nic nie wolno. Wstaję więc codziennie rano i przed czymkolwiek, nawet przed kawą moją ukochaną, morduję się i zmuszam, aby wypić te cholerne 0,3 litra.Wody.Tak, tak. Dobrze przeczytałaś. Wody.

Nie mam pojęcia, dlaczego tak strasznie trudno przychodzi picie zwykłej wody.

Na początku tylko, oczywiście, ale to jeden z tych początków, który trwa wieki, ciągnie się w nieskończoność, szklanka zamienia się co najmniej w wiadro i to nie pysznej, świeżej i krystalicznej mineralki, tylko zatęchłej i mulistej osiedlowej smródki. Kiedy trzeba ją pić, woda nagle obrzydliwie zaczyna smakować! Fenomen. Osobliwość naprawdę rzadka. Co najmniej półtora litra dziennie – podli lekarze zalecają picie tej hardcorowej ilości wody. Tylko wtedy będziemy mogli cieszyć się dobrym zdrowiem.

Nie znam ani jednej osoby, która faktycznie by tyle piła. Znam osoby, które zdobywają się na heroiczny wysiłek, piją tyle przez jakiś czas… po czym z ulgą wracają do niezdrowych nawyków picia wszystkich możliwych obrzydlistw, byle tylko nie tykać czystej wody.

Moim nałogiem, któremu sprzedałam duszę, serce i ciało, o podniebieniu nie wspominając, jest kawa. Budziłam się rano i zanim zdążyłam jeszcze na serio otworzyć oczy, już nie mówiąc o wymyciu zębów czy jeszcze bardziej prozaicznym zrobieniu siku, leciałam zrobić kawę. Z uspokajająco parującym kubkiem w dłoni mogłam dopiero zacząć mierzyć się z porannymi obowiązkami. I tak według mnie wyglądał właściwy porządek wszechświata.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

A potem nagle, znienacka, nieoczekiwanie i w sumie tak, że nikt się o to nie prosił, w sam środek mojego jakże wygodnego i uporządkowanego życia z latte w roli głównej, wparowało Diu Vitam. Z niewielką buteleczką z mlecznego szkła ozdobioną subtelnym napisikiem. Wcielenie niewinności. Prawdziwy Anioł Wód, który z uśmiechem prezesa niczym kota Cheshire w tle – wywrócili moje życie do góry nogami, zdeptali je, wypatroszyli doszczętnie i zbezcześcili wieloletnie nawyki i przyzwyczajenia.

I owszem, potem poukładali je na nowo, ale podstępna butelczyna nie wiedzieć kiedy, wybiła się na plan pierwszy, zdominowała moje życie, wyparła inne nałogi i zaczęła królować, zapewne z niebywałym triumfem. Nie to, że nie walczyłam. Bo walczyłam. Wzbraniałam się, jak mogłam. Zapominałam o butelce. Piłam tylko pół. Krzywiłam się, bo mi nie smakowała albo po prostu, nie chciała przejść przez gardło. Jednak stopniowo, dzień po dniu, butelka wymuszała posłuszeństwo.

Siłą, groźbą i podstępem. Zaczynało się od przenikliwego, nieustępliwego i ponaglającego dzwonka domofonu w każdy wtorek rano. Dzwonek był taki, jaki w horrorach tylko jawi się rodzicom małych dzieci. Stawiał mnie do pionu lepiej niż amfa z kokainą! Biegłam w te pędy do drzwi, aby odebrać od kuriera nową paczkę, zanim obudzi się moja córcia a ja bezpowrotnie stracę szansę wzięcia prysznica przed pracą. Kilka razy się nie udało. Dlatego później, dużo przed wyznaczoną godziną, grzecznie już warowałam pod drzwiami, z drżeniem niewolnika czekając na kuriera.

Wtedy się zaczynało. We wtorki rano, na czczo, bez śniadania, otwierałam pierwszą butelkę. Pierwszy łyk… zimna woda. Aż wzdragało mnie z tęsknoty za Latte. Jednak, łyk po łyku, przyzwyczajałam się do smaku wody. Czasem niebiańskim. Czasem takim, jaki wydobyć się może ze starej rury albo trzewi zdechłego kota. Czasem uwodził mnie jej zapach lepiej, niż śpiew Syreny. Częściej jednak chłostał odór siarki, grożąc co będzie, gdy będę wyrywać się z nowej niewoli.

Za gardło trzymali mnie, szantażując zdrowiem. Otyłość, tarczyca, cukrzyca – odpłynęły w dal, gdy tylko poddałam się mojemu nowemu bóstwu – Diu Vitam. Łyk po łyku, butelka po butelce, i tak dzień po dniu już przez wiele miesięcy, zaprzedałam kubki smakowe. Rano z tęsknotą patrzę na słoik z kawą… i potulnie sięgam po butelkę. Boję się, co będzie, gdy tego nie zrobię. Czy jak ja odstawię, znów utyję trzydzieści kilo…? Czy wrócą skoki hormonalne i wahania nastrojów…? Będę śmiać się bez powodu, aby po sekundzie płakać z nieznanej przyczyny…?

 

ANT_5188

Fot. Materiały prasowe

A może dopadnie mnie depresja, brak energii i zniechęcenie…? Nie wiem. Prawda jest taka, że boję się sprawdzać i ryzykować. Jak ofiara, uzależniona od swojego kata, już bez sprzeciwu morduję się z nieodkręcalnymi nakrętkami, kalecząc dłonie, nadgarstki i paznokcie. Spóźniam się do pracy, ale nie mam odwagi mierzyć się z problemami zewnętrznego świata, zanim nie napiję się swojej porcji wody. Dziś już nawet nie wyobrażam sobie, jak bez niej można zacząć dzień? Ani nawet, jak skończyć…? Piję rano. Piję wieczorem. Popijam, w miarę możliwości, nawet w ciągu dnia. Znajomi, jak nawet zauważą, nic nie mówią. Tymczasem ja pięknieję.

Tracę kilogramy. Młodnieję, bo uelastycznia mi się skóra, poprawiają włosy i paznokcie. I mam znów tyle energii! Chce mi się żyć, śmiać! Nawet zaczęłam biegać!

Nie wiem, co będzie z moim życiem, gdy zabraknie mi Diu Vitam, nawet boję się o tym myśleć. Prawdopodobnie, wszystko się skończy. Nie zastanawiam się nad tym zbyt długo, a gdy myśli na ten temat stają się zbyt uporczywe, po prostu sięgam po butelkę. Wtedy wszystko przechodzi.

Tak, być może powinnam zgłosić się z tym problemem do terapeuty. Ale jeszcze nie teraz, nie dziś.

Jeszcze wypiję tę jedną butelkę, chociaż łyka…

Anna Powierza


Samotność jest fajna, ale na chwilę… 5 konsekwencji bycia samotnym

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
29 sierpnia 2016
fot. iStock/pixdeluxe
fot. iStock/pixdeluxe

Samotność jest fajna. Na chwilę i to nie za długą. Nawet najbardziej zagorzały introwertyk po kilku dniach spędzonych w swoim własnym towarzystwie, między książkami, potrzebuje rozmowy z drugim człowiekiem. Bo tak to już z nami ludźmi jest, że jesteśmy istotami społecznymi. Potrzebujemy do życia kontaktu ze światem zewnętrznym. Dla swojego własnego dobra, zdrowia także. Nie chodzi mi tutaj o szybki pomysł, że musisz do kogoś zadzwonić. Chodzi o wyjście z izolacji. Bo samotność to naprawdę toksyczne uczucie.

1. Silniejszy stres

Naukowcy z University of Chicago przeprowadzili badania, których wyniki powinny być dla nas przestrogą. Organizm samotnych potęguje poziom stresu. W naszym organizmie za stres odpowiada kortyzol. Hormon, który reguluje poczucie stresu i niejako za niego odpowiada. U samotników jest on o wiele wyższy. Najlepiej widać to przy badaniu porannego poziomu kortyzolu. Jest on naprawdę wysoki, choć rano powinniśmy budzić się zrelaksowani. Dzielenie stresu z kimś jeszcze dobrze wpływa na nasze zdrowie. Być może właśnie dlatego ludzie w szczęśliwych małżeństwach żyją dłużej. Pozornie stres to tylko uczucie, ale tak naprawdę ma ogromny wpływ na cały nas organizm.

2. Słabsze zdrowie 

Kortyzol nie jest wcale sprzymierzeńcem naszego organizmu. Tak na dobrą sprawę, może powodować wiele chorób. To właśnie dlatego ludzie, którzy ciągle się stresują  mają problemy ze zdrowiem. Jak to działa? Ano bardzo prosto. Kortyzol uderza w system immunologiczny. Ten sam, który jest odpowiedzialny za naszą odporność. A ponieważ hormon stresu nie jest czymś normalnym dla systemu immunologicznego, ten wpada w „szok”, pozostawiając ciało o wiele bardziej podatne na wszelki infekcje i urazy. Niedość, że łatwo zachorować, to proces zdrowienia może się okazać o wiele trudniejszy dla samotnych.

3. Krótsze życie 

No dobra, to może nie jest wcale optymistyczna informacja. Skąd informacje o krótszym życiu samotnych ludzi? Wszystko opiera się na badaniach z 2010 roku. Naukowcy przyjrzeli się 148 przypadkom zgonów, badając czy przez większy okres swojego życia byli w szczęśliwym związku. To był strzał w dziesiątkę, choć tą z serii niezbyt przyjemnych. Bycie samotnym przez długi czas sprowadzało się do złego zdrowia, powodowanego przez palenie papierosów, złe odżywianie i brak bieżących badań. Efekt? Śmierć w młodym wieku 14% częściej niż w przypadku osób w stałych związkach.

4. Zły wpływ na geny 

Nawet jeżeli teraz uważasz, że świat jest zły, mężczyźni do niczego się nie dają, a przyjaciółki powariowały przez swoje związki… Kiedyś możesz jednak wpaść na tego jedynego. A potem się potoczy – ślub (lub nie), dzieci, rodzina. John Cacioppo, psycholog z University of Chicago, znalazł dowód na zmiany w genach spowodowane długą samotnością. Tak jak w przypadku pierwszych punktów, wszystko sprowadza się do kortyzolu i stresu. Według Cacioppo, najpoważniejszą konsekwencją samotności może się okazać zaburzenie tysięcy lat ewolucji. Pomimo tego, że przez lata stawaliśmy się istotami społecznymi, teraz próbujemy zaburzyć ten proces. Stajemy się zbyt odizolowani, by w ogóle myśleć o stworzeniu związku, co ostatecznie zostaje przekazane i spotęgowane w genach.

5. Podwyższone ciśnienie 

Efekt domina  w przypadku samotności jest przerażający. Kolejną kostką jest podwyższone ciśnienie krwi, a jak wiadomo – od niego niedaleko już do zawału i poważnych chorób serca. Wcześniej wspomniane badania z 2010 roku traktują także o podwyższonym ciśnieniu. Badano je u starszych ludzi w odstępach pięciu lat. Jak łatwo się domyślić, zmieniał się wtedy także ich poziom interakcji ze społeczeństwem oraz najbliższymi. Efekt? Im bardziej samotni się czuli, tym bardziej byli podatni na choroby serca.

6. Szybsza i bardziej zauważalna demencja 

To chyba największy koszmar starości. Demencja i samotność łączą się tak bardzo, że czasami może to przerażać. Dlatego właśnie większość badań dotyczących samotności skupia się na ludziach starszych. Mniejsza mobilność, mniejszy kontakt ze społeczeństwem i rodzicami, które ciągle są w biegu sprawia, że uczucie samotności postępuje z dnia na dzień. Według duńskich badań starsi ludzie, którzy nie mają dobrego kontaktu ze swoją rodziną i bliskimi, są o 64% bardziej narażeni na demencję niż ci, którzy utrzymują stały kontakt ze światem zewnętrznym.

Dowodów na to, że samotność wcale nie jest taka fajna chyba wystarczy. Dlatego pora otworzyć się na świat i zaopiekować tymi, którzy stracili swoich najbliższych.

 

źródło: Bustle.com


Skończyłaś 30 lat? Nie rób rzeczy, których twój organizm już tak łatwo nie wybaczy

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
29 sierpnia 2016
Fot. iStock / Petar Chernaev
Fot. iStock / Petar Chernaev

Ciągle młode, piękne i zdrowe — oto idealna wizja współczesnych trzydziestolatek. Kobiety — już nie nastolatki, ale jeszcze nie dojrzałe panie, z chęcią korzystają z uroków życia. W końcu to doskonały czas na pracę, zakładanie rodziny i skupianie się na własnych pasjach. Bierzemy na swoje barki wiele obowiązków, którym potrafimy podołać. 

Mimo że upływ czasu jeszcze się nie odbija specjalnie ani na twarzy, ani na ciele kobiety po 30-stce, jednak organizm nie wszystko jest już w stanie wybaczyć. To, co jeszcze 10 lat wstecz nie robiło na większej różnicy, teraz może sprawiać kłopoty. Czy wiesz, jakie „atrakcje” lepiej sobie odpuścić, by nie musieć za to odpokutować?

6 rzeczy, które 30. latka powinna sobie darować

1. Bezsenność na własne życzenie

Nawet jeśli do tej pory uważałaś, że najlepiej się pracuje, ogląda filmy czy czyta książki po nocy — nie wspominając już o imprezowaniu — powinnaś zweryfikować swoje przyzwyczajenia. Często zapominamy o tym, że sen to nie marnotrawstwo cennego czasu, a idealny sposób na regenerację całego ciała- podczas trwania snu, następuje obniżenie temperatury ciała, spadek tętna i zmiana aktywności mózgu. Naukowcy wyliczyli, że człowiek przesypia przeciętnie 1/3, a z badań przeprowadzonych przez TNS Polska wynika, że co czwarty Polak śpi krócej niż sześć godzin na dobę! Lekarze alarmują, że wypoczynek powinien trwać  przynajmniej o godzinę dłużej.  Za mała ilość snu jest niszcząca dla organizmu, który nie regeneruje się tak szybko, jak przed dekadą. W konsekwencji  zwiększa się ryzyko zachorowania na choroby serca, a brak snu może  uszkadzać komórki mózgowe, wpływać na pracę serca, nudności i zawroty głowy, cera staje się szara, a oczy podkrążone. Brak snu rozregulowuje też gospodarkę hormonów (m.in. kortyzolu) odpowiedzialnych za apetyt i wagę ciała. Dr Christian Benedict z Uniwersytetu w Uppsali tłumaczy, że organizm po zarwanej nocy, następnego dnia spali nawet o 20 proc. kalorii mniej. Co ciekawe, aby „nadrobić” jedna zarwaną noc, należy odespał w pełni aż trzy kolejne, by zregenerować organizm.

2. Brak badań profilaktycznych

Owszem, to nie jest tak, że chorują jedynie osoby po przekroczeniu pewnego progu wiekowego. Jednak wraz z upływem czasu i słabszą regeneracją organizmu, rośnie ryzyko wystąpienia różnych chorób, w tym przewlekłych. Warto więc poświęcić jeden dzień na odwiedzenie lekarza po potrzebne skierowania na „przegląd” organizmu. Przezorna zawsze ubezpieczona, dmuchaj więc na zimne, by później nie zmagać się z konsekwencjami złudnego poczucia bycia „nie do zajechania”. Raz do roku (lub częściej / rzadziej wg zalecenia lekarza) uczyń sobie przysługę i poproś o skierowanie na różne badania: morfologię i podstawowe badania moczu, biochemię. Zbadaj również tarczycę, odwiedź ginekologa, zrób cytologię, poproś też o skierowanie na USG piersi. Wybierz się do dermatologa, który obejrzy znamiona i pieprzyki na twoim ciele.

3. Zamiłowanie do papierosów i alkoholu

Nie wspominając już o narkotykach, używki działają wyjątkowo destrukcyjnie na twój organizm. A ty, mając już swoje lata, świadomie podejmujesz decyzję o rzuceniu, bądź nie, takich przyzwyczajeń. Aby ułatwić zadanie, warto krótko wspomnieć, że alkohol uszkadza wątrobę i trzustkę, wypłukuje składniki mineralne i witaminy, odwadnia, co fatalnie wpływa na wygląd i twarzy i ciała. Palenie papierosów przyspiesza starzenie cery, zawały i udary, przyczynia się do powstawania nowotworów. A tego akurat nikt nie potrzebuje do szczęścia.

4. Brak aktywności fizycznej

Jeśli do tej pory nie znalazłaś motywacji, by zejść z kanapy, najwyższy czas, by o zmienić dla własnego dobra. Metabolizm po 30 r.ż. zwalnia swoje obroty, więc łatwiej jest zapracować na niechlubną oponkę, a nawet i więcej wokół brzucha. Warto znaleźć nawet umiarkowaną aktywność fizyczną dla siebie, ponieważ jej dobroczynne działanie trwa także po skończonym treningu. Gdy trenujesz intensywnie, na podkręcenie metabolizmu możesz liczyć nawet w dobę po ćwiczeniach. Po 30-stce stopniowo zaczynają zanikać włókna mięśniowe, mięśnie są mniej elastyczne i słabsze. Poprzez ćwiczenia stale je wzmacniajmy, ponieważ to przede wszystkim mięśnie spalają kalorie.

5. Zła dieta

Czyli pomijanie jednego lub więcej posiłków w ciągu dnia, brak wystarczającej ilości warzyw i owoców w menu, zapychanie się niezdrowymi fast foodami. Takie postępowanie wpływa na niedostatek energii do sprawnego radzenia sobie z czynnościami dnia codziennego, problemy z cerą, włosami czy łapaniem kilogramów. Zbilansowania dieta i spożywanie regularnych posiłków pozwolą ci uniknąć tych problemów. Pamiętaj, że po 30-stce każda większa nadwyżka kaloryczna zamieni się w niechciany tłuszczyk.

6. Brak dbałości o kondycję skóry

Nie tylko poprzez dietę i aktywność fizyczną, ale i poprzez stosowanie odpowiednich kosmetyków do pielęgnacji twarzy i ciała. Takie wsparcie jest konieczne, ponieważ już od 25 r.ż. następują zmiany w skórze, które w późniejszym czasie prowadza do powstawania zmarszczek i niechcianego, przedwczesnego starzenia się skóry. W tym czasie naturalnie spada już poziom kolagenu i elastyny, więc skóra traci jędrność, pojawiają się pierwsze zmarszczki mimiczne, cera jest gorzej natłuszczona, ponieważ zwalnia praca gruczołów łojowych. Warto zainwestować w krem pod oczy, do twarzy i balsam do ciała z zawartością witamin C i E, z retinolem i koenzymem Q10. Witamina C rozświetla skórę i dodaje jej blasku, E chroni przed wolnymi rodnikami, retinol, czyli jedna z postaci witaminy A, pobudza komórki do regeneracji, poprawia jędrność i zmniejsza zmarszczki, natomiast koenzym Q10 wpływa na gładkość i jędrność skóry.

źródło: www.hellozdrowie.pl


Zobacz także

Fot. iStock/filadendron

„Jak zamierzasz zadbać o swoje zdrowie w nowym roku” – zapraszamy do konkursu

Fot. iStock/Massonstock

Co masz w tej walizce, że jest taka ciężka ?! Przebaczyć stare urazy, czyli jak pozbyć się zbędnego bagażu! Zrób to dla siebie!

Fot. Materiały prasowe

Oficjalne otwarcie POP-UP DITTA ZIMMERMANN