Matka Polka Karmiąca – czyli o tym, jak kobiety wymyśliły sobie coś, czego nie ma

Dr Tadeusz Oleszczuk
Dr Tadeusz Oleszczuk
7 września 2017
Fot. iStock / cunfek
Fot. iStock / cunfek
 

Drogie Panie, chciałbym złożyć oświadczenia. A mianowicie: nie istnieje coś takiego jak dieta matki karmiącej. I nigdy nie istniała. A już z całą pewnością nie należy do nich picie bawarki, mlecznych mieszanek, herbatek, koperku czy egzotycznych soków z owoców o nazwach z „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Wszystko zależy od kontekstu. Zgadzam się natomiast, co do dbania o gospodarkę wodną organizmu, czyli pilnowania odpowiedniego nawodnienia. Najlepiej  samą wodą. Ta w kranie ma na pewno więcej minerałów, niż źródlana w plastikowych butelkach. Jeśli zaś chcemy i lubimy pić wodę z butelki to ważne, aby była mineralna. Zawiera bowiem określone minerały w opisanej na etykiecie ilości.

Dieta matki karmiącej, czy nie karmiącej, tak jak dieta kobiety ciężarnej powinna być oparta w głównej mierze na świeżych warzywach z dodatkiem niewielkiej ilości owoców. Często bowiem jeśli kobieta świadomie rezygnuje z cukru, to podświadomie „przesiada się” na owoce. Bywa, że zjada kilka kilogramów mandarynek dziennie. Znam takie przypadki. Niestety jeśli ten nadmiar kalorii nie zostanie w ciągu dnia spalony, to będzie się odkładał w postaci niepotrzebnych kilogramów. Ważne jest natomiast, aby jeść również kasze pełnoziarniste. Dobrze jeśli w jadłospisie znajdą się oleje roślinne, nasiona słonecznika, pestki dyni, czy orzechy włoskie. Doskonale zastępują ochotę na drobne przekąski, ciasteczka, słodycze.

Generalnie jednak chodzi o proporcje. Jeśli najdzie nas ochota na  „fast fooda”, to byłoby dobrze, żeby był uzupełniony surowymi warzywami, surówką, kiszoną kapustą, czymś gdzie jest niezbędny błonnik. Ważne, aby dać szansę probiotycznym bakteriom na wzrost i działania chroniące naszą odporność i zdrowie, które zaczyna się w… jelitach.

Kolejną słabością kobiet, i nie tylko kobiet oczywiście, jest – kawa. I na zdrowie. Ale jeśli już pijemy kilka kaw/herbat dziennie, to byłoby dobrze, gdybyśmy przepijali” te cudowne używki wodą, która wyrówna jej niedobór po moczopędnym działaniu kofeiny. Zaburzenia bilansu wodnego organizmu często kończą się zaparciami, gorszym samopoczuciem, brakiem energii. Jeśli tych objawów nie zauważymy i odpowiednio nie skojarzymy przyczyn, to radzenie sobie na różne sposoby bez uzupełnienia wody w organizmie nie przyniesie odpowiednich efektów. A jeśli osłabienie próbujemy zmniejszyć poprzez wypicie energetyków, to przynajmniej miejmy świadomość tego, że efekt będzie chwilowy, a spustoszenia w organizmie długotrwałe i nieprzyjemne.

Ważną sprawą natomiast po porodzie jest fakt, iż może pojawić się niedoczynność tarczycy, która objawia się zaparciami i spadkami ciśnienia, a także osłabieniem sił, czasem depresją. Tylko leczenie przyczynowe, uzupełnienie niedoboru hormonu tarczycy pozwoli bezpiecznie wrócić do zadowalającego stanu zdrowia i samopoczucia.

Dieta matki powinna więc być podobna do tej jaką miała w ciąży. Natomiast po porodzie ważniejsze jest wspieranie fizjologicznej flory jelitowej noworodka. Można to osiągnąć najprościej poprzez karmienie piersią.

Podsumowując: dieta matki karmiącej, a więc  jak każdej kobiety, chcącej mieć więcej sił i energii do działania, powinna więc opierać się na surowych warzywach, pełnoziarnistych kaszach, białym mięsie. Dodatkowo wzmocnimy organizm pilnując prawidłowego bilansu wodnego.

Osobiście bardzo mi się podoba działanie natury, które zostało potwierdzone odpowiednimi badaniami. Kobiety w ciąży dostały talerze i z tzw. szwedzkiego stołu mogły wybierać ze wszystkich produktów jakie były na nim wystawione. Wybierały naturalne świeże warzywa a omijały otwarte puszkowane potrawy. Świadczy to o tym, że nawet podświadomie organizm wybiera to, co mu sprzyja. Często też zauważam, że kobiety ze skłonnością do zaburzeń jelitowych lubią buraczki w każdej postaci. Nawet nie zauważyły, że to ich dobre samopoczucie wywodzące się z jelit podpowiada świadomości, aby wybrać taki dodatek do drugiego dania.

Warto więc słuchać fizjologicznej natury, którą czasem zagłuszamy wybierając coś przyjemnego, ale niekoniecznie zdrowego dla nas i dla dziecka.


Profilaktyka i diagnostyka raka jajnika – czy to w ogóle istnieje…?

Dr Tadeusz Oleszczuk
Dr Tadeusz Oleszczuk
9 października 2017
Fot. iStock /  7postman
Fot. iStock / 7postman
 

Każdego roku na raka jajnika w Polsce choruje prawie cztery tysiące kobiet. 75% tej liczby to stany zaawansowane. Wyróżniamy różne typy raka jajnika, ponieważ jajnik jest jedynym miejscem w naszym ciele, które zawiera w swojej budowie komórki posiadające materiał genetyczny wszystkich komórek człowieka. Ta różnorodność histopatologiczna stanowi ogromną trudność w jednoznacznym określeniu przyczyn pojawienia się komórek nowotworowych. Znamy część czynników ryzyka, ale nie jest to takie proste jak w przypadku raka szyjki macicy, którego przyczyną są określone rodzaje wirusa HPV. W przypadku raku jajnika możemy mówić o grupie ryzyka wystąpienia nowotworu, choć czynniki środowiskowe modyfikują to ryzyko w różnym kierunku.

Jeśli w rodzinie były zachorowania na raka jajnika, to ryzyko pojawienia się go w kolejnych pokoleniach określane jest w granicach 15-20%. Ryzyko to zwiększa się kiedy występował jednocześnie rak piersi, czy jelita grubego.

Nowotwór pojawia się kiedy odporność jest osłabiona, a układ immunologiczny zajmuje się walką ze stresem, używkami, czynnikami chemicznymi obecnymi w otoczeniu, czy infekcjami. Można powiedzieć więc, że prawie ¾ czynników zależy od sposobu odżywiania, warunków środowiskowych, a około ¼  – od predyspozycji genetycznej.

Na szczęście możemy dzisiaj wykonać badanie mutacji genetycznych i określić stopień ryzyka możliwości pojawienia się niektórych nowotworów.

Rak jajnika dotyczy kobiet w każdym wieku, jednak największa liczba zachorowań dotyczy kobiet po 30. roku życia. Często zaburzenia ze strony układu pokarmowego, które nie przechodzą po kilkumiesięcznych leczeniach kierują uwagę lekarza, aby zasięgnąć konsultacji ginekologicznej. Bardzo często bowiem pacjentki z nieswoistymi objawami ze strony przewodu pokarmowego kierowane są na oddział ginekologiczny, gdzie okazuje się, że przyczyną ich dolegliwości jest powiększony jajnik. Na takie objawy szczególnie wyczulone powinny być panie  zbliżające się do okresu menopauzy. Jajniki powinny być mniejsze, a nie większe. Gorzej jeśli oba są wyraźnie powiększone i w obrazie USG stwierdza się nieprawidłowe podejrzane struktury z niskimi oporami przepływu w naczyniach krwionośnych guza. W takim przypadku poszerza się diagnostykę o badania specjalistyczne, jak choćby poziom markerów raka jajnika, czy badanie rezonansem magnetycznym miednicy małej. Takie badanie bowiem bardzo dokładnie obrazuje, co dzieje się nieprawidłowego w narządzie rodnym i otaczających tkankach.

Rak jajnika jest typem bardzo agresywnym i szybko rosnącym, dającym rozsiew  w jamie brzusznej zanim pojawią się jakiekolwiek objawy. Zaleca się jednak częste kontrole ginekologiczne        z oceną USG narządu rodnego u osób, gdzie w rodzinie występował rak jajnika. Szczególnie kiedy pojawić się mogą zaburzenie miesiączkowania, wzdęcia brzucha, odbijania, biegunki, czy zaparcia.       W razie wątpliwości poszerza się diagnostykę o specjalistyczne badania krwi i radiologiczne.

Skuteczność leczenia raka jajnika jest jednak niska i na przestrzeni lat, pomimo niewielkiej poprawy, nie przekracza na całym świecie 35-40% przeżyć pięcioletnich. Dysponujemy jednak coraz lepszymi schematami leczenia, chemioterapią raka jajnika i z pewnością za kilka, kilkanaście lat poszerzona diagnostyka i leczenie genetyczne przyczynią się do poprawy sytuacji w walce z tym podstępnym rodzajem nowotworu.

Warto jednak zawsze zwracać uwagę na ogólny stan zdrowia i czynniki, które służą wzmacnianiu naszego układu odpornościowego. Często bowiem w rodzinie współistnieje choroba tarczycy, co może świadczyć o zaburzeniach immunologicznych, dziedziczonych i wzmacnianych nieprawidłowym sposobem odżywiania. Brak aktywności fizycznej również skutkuje osłabieniem odporności. Stres , szczególnie przewlekły, osłabia układ odpornościowy. Czynniki chemiczne obecne w pożywieniu, żelach, kremach, środkach do stosowania na powierzchnię ciała jak i doustnie,  zatrucie środowiska ma ogromny wpływ na nasze zdrowie. Warto więc korzystać z wszelkich dobrodziejstw współczesnego świata świadomie i z umiarem.

Dr n. med. Tadeusz Oleszczuk, POLMEDlinia 2px

Trwa III odsłona ogólnopolskiej kampanii Diagnostyka jajnika 19 września rusza III odsłona Ogólnopolskiej Kampanii Społecznej Diagnostyka jajnika pod hasłem: Miłość? Pewnie! Ale zdrowie przede wszystkim!  Ambasadorami akcji został znany aktor serialu „M jak Miłość” Krystian Wieczorek, z żoną – Marią.

Więcej na temat kampanii na stronie: www.kwiatkobiecosci.pl

poziom-logosy-RGB_EDIT

 


Kiedy idziesz spać, a twój żołądek nie chce… Zróbmy dobrze przełykowi, żołądkowi i jelitom przynajmniej na koniec dnia

Dr Tadeusz Oleszczuk
Dr Tadeusz Oleszczuk
13 sierpnia 2017
Fot. iStock/lolostock
Fot. iStock/lolostock
 

Podobno bezsenność dotyczy już 1/3 osób w różnym wieku. Wraz z upływem czasu,  cierpimy na nią jeszcze bardziej. U starszych osób, gdzie wzrost poziomu glukozy po posiłku jest wyższy niż normalnie, podsypianie w ciągu dnia jest czymś wpisanym w ich codzienny plan. A jak się za długo pośpi w ciągu dnia, to i trudno, by pragnął w nocy głębokiego snu.

Ogólnie wiadomo też, że aktywność fizyczna na świeżym powietrzu, czy wysiłek większy niż obserwacja otoczenia daje szybsze zaśnięcie i głębszy sen. Dramatem natomiast jest jeśli ktoś, kto ma problem z zaśnięciem zaczyna łykać tabletki nasenne. Można to robić sporadycznie, szczególnie jeśli powodem bezsenności jest silny stres, przeżycie emocjonalne czy przesunięcie czasowe po powrocie z innego kontynentu. Jednak jeśli łykanie tabletek nasennych wejdzie w nawyk – to jest to już równia pochyła. Swoją drogą, lekarz nie powinien bezkarnie przepisywać przez wiele lat tabletek nasennych do ciągłego stosowania.

Tyle tytułem wstępu, bo chciałbym powiedzieć o własnych obserwacjach i potwierdzonych na świecie badaniach w kierunku określenia przyczyn zaburzenia zasypiania i jakości samego snu. Krótki, przerywany, też nie jest dobrym resetem dla mózgu, ponieważ w ciągu dnia ponosimy tego przykre konsekwencje, większe niż nam się wydaje. Pomijam chociażby irytacje w sytuacjach stresowych, co może skutkować agresją na drodze, czy nawet być przyczyną wypadków.

Sen, skoro zabiera nam jedną trzecią życia na pewno, jest ważny. Co za truizm. Ale do brzegu. To nasz przewód pokarmowy, szczególnie przełyk i żołądek, jako pierwsze idą spać. To jedna strona medalu. Druga – o tym, czy nasz przewód pokarmowy uda się na zasłużony spoczynek, decyduje rodzaj stanu w jakim znajduje się śluzówka przełyku, żołądka oraz jelit. Jeśli bowiem, dorobiliśmy się stanu zapalnego, refluksu, czy nasilenia dolegliwości związanych z nadwrażliwością jelit to na pewno będą problemy z zaśnięciem, a już o głębokim śnie o odpowiedniej jakości regeneracyjnej nie wspominając.

Często bowiem nie zastanawiamy się dlaczego nie możemy zasnąć. Stwierdzamy jedynie problem i łykamy tabletkę. Pomoże na chwilę, doraźnie. Tylko zdrowy stan śluzówki przełyku, żołądka i jelit zadbany przez odpowiednią jakość ochronnej mikroflory przewodu pokarmowego pozwoli cieszyć się dobrym snem. Ten zdrowy stan ułatwia również aktywność fizyczna, bo pozytywnie wpływa na ukrwienie i perystaltykę jelit.

Jeśli uważnie zostało przeczytane to, co napisałem powyżej, to już dalej pójdzie łatwo. Jesteśmy kowalami swojego snu, to my fundujemy sobie jego zaburzenia poprzez nieprawidłowe odżywianie, które wywołuje stan zapalny śluzówki przewodu pokarmowego.

Wspomniane na wstępie badania naukowe dotyczą zaburzeń snu wśród narodów, gdzie panują dosyć „ostre” zwyczaje kulinarne. Bo ostro przyprawione jedzenie ma swoje plusy i minusy. Z pewnością Japończycy są najbardziej niewyspanym narodem pod tym względem. Dlatego tak ważne jest zachowanie proporcji. Ale wracając do kraju, stres, palenie papierosów zaciska drobne naczynia krwionośne śluzówki przewodu pokarmowego, co ułatwia rozwój stanu zapalnego. Między innymi dlatego nasza ambitna młodzież często ma problemy z wrzodami dwunastnicy, refluksem i zaburzeniami snu.

Teraz pewnie wydaje się jaśniejszym fakt, że w starszym wieku, nagromadzone we wcześniejszych latach niekorzystne czynniki wywołujące stany zapalne śluzówki całego przewodu pokarmowego, uniemożliwiają zdrowy, dobry sen. Jego objawami są zaparcia, wzdęcia brzucha, czy odbijania.

Jak sobie radzić, żeby samemu przekonać się, że można dobrze zasypiać i się wysypiać?

Przede wszystkim zrezygnować, albo ograniczyć to, co nasila stan zapalny. Najczęściej jest to niestety kawa rozpuszczalna. A ponieważ następnego dnia czujemy się niewyspani to pijemy jej kilka filiżanek. W ten prosty sposób problem narasta, a błędne koło kręci się coraz szybciej…

Polecam łagodząco działające siemię lniane. Może być mielone. Dwie łyżeczki zalać ciepłą wodą i wypić taki kisielek godzinę przed snem. Dodatkowo można też przyspieszyć regenerację i ochronę śluzówki łykając na noc probiotyk zawierający kilka szczepów szczególnie ochronnie działających na stan śluzówki przewodu pokarmowego. A jeśli ktoś lubi sok z kiszonych ogórków, oliwki, sok z marchewki czy buraka – może spać spokojnie :) One też działają ochronnie na przewód pokarmowy.

Nie fundujmy sobie przed snem alkoholu, czy słodyczy. Jeśli natomiast nie udało się obejść bez alkoholu, to jego skutki warto zneutralizować wypijając duże ilości wody niegazowanej. Przepłucze to zniszczoną śluzówkę. Szczególnie jeśli jesteśmy na wakacjach all inclusiv i alkohol może być spożywany codziennie przez dłuższy czas…

Zalecam – zróbmy dobrze przełykowi, żołądkowi i jelitom przynajmniej na koniec dnia.