W życiu każdej z nas przychodzi moment prawdy, czas na zmianę. To już, to teraz, nie zmarnuj tej szansy

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
5 marca 2018
1 z 1

Jaka jest twoja prawda?

Albo w pracy, znów ktoś inny dostał „twój” awans. Przychodzisz do domu przygnębiona, zła, wypominając sobie, ile energii, czasu, nerwów włożyłaś w ostatni projekt. Nie doceniono tego. To ty stale stoisz w cieniu, ktoś inny błyszczy. Ale tym razem jest inaczej. Wiesz, że to twoja wina. Że niewystarczająco zawalczyłaś o siebie, nie pokazałaś wszystkim jak wiele pracy kosztował cię ten firmowy sukces. Że to tobie należy się butelka szampana i kilka złotych więcej na koncie. A przede wszystkim satysfakcja.

Wróciłaś do domu, usiadłaś na kanapie i spojrzałaś mu prosto w oczy. Wielkie jak groch łzy kapią ci z oczu na wasze pięknie haftowane poduszki i satynową narzutę. Nie szkodzi, nigdy jej nie lubiłaś. Udawałaś tylko, że ci się podoba, bo to prezent od jego matki. Tak naprawdę masz ochotę zrobić w tej narzucie kilka dziur i przetrzeć nią podłogę w kuchni. Może wreszcie zacznie się błyszczeć.

Spojrzałaś mu w oczy i uświadomiłaś sobie, że cokolwiek się stanie nie wybaczysz mu, nie zaufasz ponownie. A przede wszystkim, że nie jesteś już w stanie go pokochać. Że ten etap jest już dla ciebie skończony.

Przeżyłaś to? Wiesz, o czym mówię? Jaka była twoja prawda?

PoprzedniNastępny

Portret kobiety „na zakręcie”. Przeżyłam wystarczająco trudnych momentów, by nie bać się przyszłości

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
20 marca 2018
1 z 1

Na zakręcie

Mam ciało, które czasem wygląda lepiej, czasem gorzej. Są dni, kiedy lubię na nie patrzeć, są takie, kiedy zakładam na siebie „byle co” i biegnę w codzienność. Ale doceniam to, co mam.

Mam rodziców, których kocham i patrzę na nich inaczej niż kilkanaście lat temu. Dobrze wiem, jak bardzo mają czasem rację i coraz lepiej rozumiem ich lęki – o mnie, o dzieci, o to, jak potoczą się nasze losy. Nie zawsze uważnie słucham tego, co do mnie mówią. A jednak, coraz bardziej uważnie.

Mam córkę, której wrażliwość mnie wzrusza i martwi jednocześnie. Wyobrażam ją sobie jako silną, dorosłą kobietę. Wciąż przede mną sporo pracy.

Mam syna, który jest jeszcze na tyle mały, by zapomnieć zło, którego doświadczył. Cieszy mnie jego beztroska.

Czy czuję się szczęśliwa? Są momenty, że tak. Czasem bywam z siebie bardzo dumna. Czuję dumę z tego, że dotarłam do momentu, w którym już nic nie wydaje mi się trudne. Przeżyłam wystarczająco trudnych momentów, by nie bać się przyszłości. Czuję ją mocno, pod opuszkami moich palców. Ona jest w moich rękach.

I żyję sobie taka już nie bardzo młoda, ale wciąż nie stara. Na zakręcie. I wciąż z nadzieją, że kiedyś dostanę od losu jakiś bonus.

PoprzedniNastępny

„Tego się nie robi”. Jak pewna pani „ukradła” drugiej męża i chciała go oddać

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
28 lutego 2018
1 z 1

"Tego się nie robi"

Fot. iStock/N

Niedługo potem składa pozew rozwodowy i głęboko oddycha. Jest „jako- tako”. Da się to wytrzymać, tę całą zdradę i jego odejście. Światełko w tunelu polega na tym, że zaczyna do niej docierać: odkąd go nie ma, jest spokojniejsza, mniej spięta, szczęśliwsza?

Pół roku później, Ewa dostaje maila. Nie jest to długa wiadomość, można ją streścić w kilku słowach: „bardzo przepraszam, że ukradłam pani męża, zwracam go jeśli jest pani jeszcze zainteresowana, wszystkiego dobrego, pozdrawiam”.  Ewa czyta tę wiadomość kilkadziesiąt razy i nadal nie rozumie. Jak to „ja pani zwracam”? Ona wcale a wcale nie ma ochoty na ten „zwrot”. No bo jak to? Już sobie wszystko poukładała – i w głowie i w życiu. Wie, że może liczyć na rodziców i załamanych zachowaniem syna teściów, na kilkoro przyjaciół, a przede wszystkim na siebie. Odzyskała spokój.

Odpisuje więc uprzejmie, że bardzo dziękuje, ale ona nie jest zainteresowana, poza tym jednym szczegółem, żeby mąż (wkrótce były) nie zapominał o alimentach na syna. I też pozdrawia. W odpowiedzi przychodzi łzawy, chaotyczny list z pretensjami, że Ewa męża „nie wychowała”, a w ogóle to on w domu nic sam nie potrafi zrobić, po seksie natychmiast zasypia i nie ma z nim żadnej rozmowy. „Tego się nie robi” – zaznacza na koniec „złodziejka”, sugerując, że żona powinna lepiej przygotować męża dla jego nowej wybranki.

Ewie robi się jej nawet żal, ale tylko przez chwilę. Ona już jest gdzie indziej, w innym punkcie swojej związkowej świadomości. Zamyka komputer i myśli o tym, że pewne rzeczy przychodzą z czasem.

Po kilku miesiącach mąż zostaje przejęty przez kolejną panią. Ewa ma nadzieję, że tym razem bezzwrotnie.

PoprzedniNastępny