Lifestyle

„Ja tam byłam. Byłam w tym zawieszeniu między tym, jaka być powinnam a jaka chcę być. Dzisiaj zmieniam swoje życie”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 lipca 2017
Fot. iStock/swissmediavision
 

Na pytanie , co takiego się stało że założyłaś profil na Facebooku usłyszysz odpowiedź: forma terapii w stylu stań na nogi sama , bo nikt inny za ciebie tego nie zrobi albo leż i płacz, bo tak łatwiej . Gdy pojawia się w tobie dużo pytań, wątpliwości, z którymi nie dajesz sobie rady, lądujesz na terapii. Co najzabawniejsze nie wybrałam się tam dla siebie przecież ze mną wszystko było ok. Tyle, że podczas terapii zaczynasz nazywać rzeczy po imieniu i głośno mówisz, co o sobie myślisz, czego w swoim życiu chcesz. Okazuje się, że to nie jest łatwe, bo nie jesteś dla siebie ważna nie ma „mnie”, jest on i jedno pytanie zadawane w różnym kontekście: jaka mam być, aby uratować małżeństwo to wyreżyserowane życie, tę bajkę po tytułem: „Mama, tata, dzieci i pies”.

Miałam 16 lat, gdy poznałam swojego męża. Czy to była miłość? Nie wiem, na pewno z czasem w „coś” się przerodziło. Bo jak można kochać drugiego człowieka, kiedy nie kocha się i nie akceptuje samej siebie . Zresztą u mnie to był okres buntu, on miał cierpliwość i wiedział jak ze mną postępować Wychowywał mnie mój tata, który był mi najbliższą osobą, pozwalał mi na wiele – zdecydowanie zbyt wiele. „Urok” rozbitej rodziny, rodzeństwo z mamą, ja z tatą i chłopakiem. Gdy miałam miałam 19 lat tata zginął w wypadku, a we mnie pojawiła się ogromna pustka, która potrzebowała zapełnienia przez kogoś, kto da mi poczucie bezpieczeństwa. Z moim wówczas chłopakiem tworzyliśmy świetny duet, sprostaliśmy lekcji szybkiego dorastania. Patrząc z perspektywy, to był dobry czas dla mnie i dla niego. Tyle, że czas ucieka ..

Wyrosłam z tej małej dziewczynki, stawałam się kobietą. Chciałam mieć dzieci, lepić pierogi, odrabiać z nimi lekcje, grać w piłkę, stworzyć coś swojego, za czym tęskniłam na co byłam już gotowa.

Wzięliśmy ślub, po którym bajka się skończyła, tak jak ostrzegali co niektórzy. Ja jednak myślałam: „co się może zmienić?”. Znasz człowieka, mieszkacie razem, sporo wspólnie przeżyliście – śmierć taty, moje szybkie dorastanie. Przecież jeśli ma się zmienić, to tylko na lepsze. Tymczasem okazuje się, że papierek zmienia wszystko, on odsuwa się ode mnie, od domu, a ja szukam winy w sobie. Pytam, jaka mam być, żebyś mnie kochał, żebyś chciał być blisko mnie, jaka mam być, co robię źle? Może lepiej by było, gdybym była ładniejsza, szczuplejsza, gotowała obiad z dwóch dań, itd.?

Stałam się taka, jak on chciał, żebym była. Ja, dusza towarzystwa, siedziałam w domu, odsunęłam od znajomych, chyba nie chciałam pokazywać, jak przegrywam, że moja bajka to tylko bańka mydlana, nic więcej. Miałam tylko jego i pracę, ale to i tak było za mało, stwarzałam pozory szczęśliwej rodzinny, uśmiech na co dzień, a w środku wielki krzyk. Zapadałam się w siebie, wpadałam w jakąś taką czarną dziurę, z której nie chciało mi się podnieść, nie chciało mi się spojrzeć w górę, żeby zobaczyć światło.

Założyłam profil na Facebooku „Moje 365 dni”, bo szukałam jakiejkolwiek motywacji do zmiany, do tego, żeby wstać co rano, ubrać się, to miała być moja własna motywacja – jakkolwiek banalna by się nie wydała, to jednak działała. Sama musiałam się zmusić, bo czułam, że się poddaję. Znałam już ten stan i wiedziałam dokąd mnie zaprowadzi . Ktoś zajrzy i pomyśli: kolejna zarozumiała panienka ma się za nie wiadomo kogo, ani piękna ani… Ale mi chodziło o coś zupełnie innego, moja pewność siebie była na zerowym poziomie, jeśli nie niżej. Potrzebowałam tego, żeby się odbić, żeby pokazać też samej sobie, że jestem.

Pamiętam mój pierwszy samotny wyjazd w góry, w totalnej depresji. Zawdzięczam go mamie, wiedziała, co się ze mną dzieje. Miałam trzydzieści parę lat, dostałam pieniądze od mamy z hasłem: zrób cokolwiek, zabaw się, spakuj plecak i wyjedź gdziekolwiek po prosto przed siebie.

Pojechałam w góry bałam się , pierwszy raz sama od początku do końca, tym bardziej że wiedziałam co się będzie działo po powrocie . Ale musiałam jechać i zawalczyć o siebie, nie chciałam się tak łatwo poddać. W trakcie mojego pobytu znalazłam to, po co przyjechałam , nieświadomie, a może jednak z czystą premedytacją. Towarzyszyła mi zupełnie obca osoba, na którą nawrzeszczałam, której powiedziałam wszystko, co mnie bolało, co we mnie siedziało. To przez niego nie mogłam zrobić tego, co chciałam. Był obok, podawał mi chusteczki i słuchał. Siedzieliśmy nad nad wodospadem, a ja robiłam z siebie kompletną histeryczkę. Dwa dni później wróciłam tam sama. Siedziałam bardzo długo, aż w końcu się podniosłam i powiedziałam, że to jeszcze nie dziś, jeszcze nie nadszedł czas.

To był przełom. Od tego czasu zaczęłam się zmieniać, bo wtedy po raz pierwszy wybrałam siebie. Myślę sobie, że dajemy się wepchnąć w schematy, w oczekiwania innych, zupełnie nieświadomie się w to wpasowujemy. Oczekuje się od nas, że porzucimy swoje pasje, marzenia, tylko dlatego, że obok nas jest druga osoba. Kiedy jesteś sobą za głośno się śmiejesz, za wyzywająco się ubierasz. Stajemy się w pewnym momencie własnością drugiego człowieka, na co się godzimy. Kiedy zaczynamy się buntować, nagle coś zgrzyta. Słyszysz pretensje, że wyszłaś sama do koleżanki, że za długo rozmawiałaś przez telefon… Nieświadomie zaczynamy tego unikać, by nie robić problemów, by sytuacja była jednak miła i przyjemna. Znikamy po kawałku, w szczegółach przestając być naprawdę sobą , a to i tak nic nie zmienia, bo problem nie jest w tobie, co dostrzegamy znacznie później.

Podjęłam decyzję o rozwodzie, żeby uwolnić siebie i od niego, chyba nie byłam kimś o kogo by zawalczył, dla kogo by się zmienił , a ja już nie będę inna, jestem po prosu sobą .

To nie była łatwa decyzja, kilka lat do niej dojrzewałam. I dzisiaj nadal żałuję, rozwód uważam za swoją porażkę, bo przecież nie o tym marzyłam i nie tego chciałam. Miała być dwójka dzieci, piękny dom, rodzina… Nie mogę ot tak skreślić połowy mojego życia i powiedzieć, że tego nie było, że było tylko źle. Bo to nieprawda, nikt z nas nie był idealny, musieliśmy nawzajem znosić swoje wady. Między nami zabrakło punktu stycznego, zabrakło czegoś, co lubilibyśmy wspólnie robić, co byłoby naszą wspólną pasją. Kiedy słyszę banał, że przeciwieństwa się przyciągają, to chce mi się krzyczeć: „ludzie obudźcie się”. Jeśli nawet na początku te przeciwieństwa są atrakcyjne, ekscytujące, to jednak za trzy lata będą przeszkadzać. Bo jeśli ty kochasz horrory uwielbiasz podróże, wodę, góry, wspinasz się na każdy kamień, na bosaka chodzisz po kałużach, a on nie podziela kompletnie twoich zainteresowań, to w pewnym momencie można się zupełnie rozminąć. A przecież to tylko pierdoła! Ale z takich pierdół składa się życie , codzienność.

Tyle, że my właśnie w tych pierdołach próbujemy się dostosowywać. Nawet nie wiemy, kiedy przestajemy być sobą, przestajemy myśleć, czego my chcemy, czego potrzebujemy. Nie nazywamy naszych marzeń i pragnień. Ja tam byłam. Byłam w tym zawieszeniu między tym, jaka być powinnam a jaka chcę być. Wiem, gdzie ten stan może zaprowadzić, wiem, że może postawić na skraju wodospadu, z którego jeszcze chwilę wcześniej chciałaś polecieć głową w dół… Chciałam ci tylko powiedzieć, że to można odwrócić, że zawsze można zawalczyć o siebie, że nigdy nie jest za późno zrobić krok w bok i wybrać swoją własną ścieżkę, w trakcie której idziesz na kompromisy, kiedy ty się się na zgadzasz, że masz prawo wyboru i decydowania o sobie. Ja wybrałam. Zmieniam swoje życie od ponad 365 dni i dziś mogę powiedzieć, że tak – jestem szczęśliwym człowiekiem, który zna swoją wartość, nie jestem idealna i nigdy nie będę. Jestem sama i jest mi z tym dobrze .

Nie ma we mnie presji, by kogoś poznać. Czy będę kiedyś mieć dzieci, nie wiem. Czy jeszcze kiedyś pokocham, też nie wiem. Ale wiem że zrobię wszystko, by być szczęśliwa, by korzystać z każdej chwili, zbierać wspomnienia, poznawać nowych ludzi. Już się tego nie boję, jestem otwarta na życie, na doświadczanie nowego. y teraz się tego nie boję, jestem bardziej otwarta na ludzi, na nowe doświadczenia

Zmiana we mnie jest diametralna, zaczynam lubić tę kobietę po drugiej stronie lustra. Jeszcze sporo pracy mnie czeka, ale mam czas, mam mnóstwo czasu.


wysłuchała Ewa Raczyńska 


Lifestyle

Pomyśl sobie: „co takiego daje mi narzekanie”. A może przyłączysz się dzisiaj do naszego Dnia Bez Narzekania?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 lipca 2017
Fot. iStock
 

Jestem z przyjaciółmi pod namiotem, nad morzem. Tradycyjnie jeździmy na rozpoczęcie wakacji, ale w tym roku jest trochę inaczej. Mniej turystów, mniej ludzi. W piekarni, gdzie zawsze czeka się na pieczywo, wchodzimy bez kolejki, a bułki leżą w koszach. – Pogoda nie nastraja do urlopowania – mówi pani z piekarni. – Wczoraj trzy rodziny wyjeżdżały, bo od tygodnia czekali na pogodę i nic z tego. A przecież wakacje, to nie tylko plaża i opalanie się. Eh… my to tylko narzekać potrafimy – skwitowała.

Smutna konkluzja, przyznaję, ale też do bólu prawdziwa. Bo my narzekać potrafimy na wszystko, nawet na rzeczy, na które nikt inny narzekać by nie potrafił. Więc uwaga, ogłaszam dzisiaj Dzień Bez Narzekania. Wiecie, o ile życie może być przyjemniejsze, kiedy odpuścimy wszystkie swoje „ale”.

Zobaczcie na ile rzeczy narzekamy, na które kompletnie nie mamy wpływu, a nasze narzekanie niczego tu nie zmieni.

Narzekamy na pogodę, a przecież zupełnie nie od nas zależy, czy będzie świecić słońce, czy padać deszcze, a gdyby tak przyjąć, że jest jak jest i korzystać z tego, co mamy?

Narzekamy na sąsiadów – którzy hałasują, albo na dzień dobry nam nie odpowiadają. Ale przecież to ich problem nie nasz, czemu mamy czuć się źle z tym, że ktoś jest taki jak jest? Że pani w sklepie z nosem na kwintę nas obsługuje, że woźny w szkole naszych dzieci burczy i nigdy się nie uśmiecha. Przecież to im, nie nam żyje się z tym raz lepiej raz gorzej, a czasami za tymi nastrojami kryje się jakaś historia, której nie znamy, a oceniamy, bo ktoś się nie uśmiecha.

Narzekamy na pracę – tu jesteśmy mistrzami i to niezmiennie mnie dziwi. I już nie będę pisać, że pracę można zmienić, bo zaraz znajdą się ci, co narzekać będą, że pracy nie ma. Ale można by pomyśleć, co dobrego daje nam praca? Zamiast zwlekać się z łóżka z niechęcią myśląc, że trzeba do pracy, odwrócić swoje myślenie i dojść do wniosku: „idę, bo dzięki temu zarobię na wakacje”. Nie brzmi inaczej i motywacja się nie zmienia?

A skoro o wakacjach mowa, to narzekamy też na brak pieniędzy, a przecież na wszystko można spojrzeć z inne perspektywy. Zamiast myśleć: „na nic mi nie starcza”, pomyśleć: „cieszę się, że starcza mi na tyle”.

Zastanawia mnie fenomen narzekania. Skąd się w nas bierze potrzeba umniejszania własnego szczęścia i dobrego życia. Jakby ktoś nam wyrył tuż przed narodzeniem: „nie masz prawa się cieszyć, zawsze musisz na coś narzekać”. Spotykam córki znajomych, pytam, co słychać i słyszę: „Aaaa nic ciekawego”, nie odpuszczam i drążę dalej: „A jak w szkole”, „Beznadziejnie, trzeba się uczyć”. Ręce mi opadły. Dziewczyny, które mają trochę więcej niż 10 lat, są mądre, świetnie się uczą, jeżdżą z rodzicami na wakacje nie mają nic ciekawego do powiedzenia? Pomyślałam, jak będzie wyglądać ich życie z takim nastawieniem?

Zdecydowanie wolę tych, którzy mówią: „Jest świetnie”, bo wtedy uśmiecham się na samą myśl, że ktoś lubi swoje życie, że czerpie z niego radość i zauważa rzeczy, które zwyczajnie na co dzień go cieszą.

Moja przyjaciółka coach powiedziałaby: „spytaj, co im daje narzekanie, jakie korzyści czerpią z tego, że narzekają”. Więc może warto siebie spytać – dlaczego tak lubię narzekać? Może dlatego, że lubimy, gdy inni nas żałują, gdy mówią: „Stary, przerąbane, miałeś na urlopie odpocząć, a tymczasem lało i lało”. Nie jest tak, że łatwiej o empatię drugiego człowieka, gdy jest nam źle?

A może żyjemy przekonaniem, że jak powiemy, że jest dobrze, to coś się wywróci, nie uda, to jak zapeszanie pozytywnej rzeczywistości.

Ja nie lubię narzekać, choć jasne, że mi się zdarza. Ale gdy już słyszę, jak mendzę, że jestem zmęczona, że nie daje rady, że wszystko jest do dupy, wrzucam sobie na luz. Idę szybciej spać, wyłączam telefon, odmawiam, kiedy czuję, że ktoś nadużywa mojej pomocy. I dzień, może dwa później znowu uśmiecham się do swojego życia. Co prawda mało kto mnie pyta, co słychać. Ale jakie to ma znaczenie, skoro mi jest dobrze.

Spróbujcie nie narzekać. Przez jeden dzień myśleć o tym, co pozytywne, zamiast skupiać się na negatywach. Zobaczycie, że życie nabierze innych kolorów. Polecam!


Lifestyle

Jedenastka, którą warto wpakować do wakacyjnej walizki. Akcja „7 dni dla siebie”, wyzwanie #3

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
5 lipca 2017
Fot. iStock / MilosStankovic

Jedną z dróg do zmiany naszego życia jest dieta.Najczęściej zacząć chcemy od tego, żeby schudnąć, zwłaszcza przed wakacjami. A  kiedy nam się  to nie udaje, machamy ręką dając się ponieść urlopowej fantazji. Czy wiecie, że po urlopie statystycznie tyjemy od 1 do 7 kilogramów (zależy od wagi wyjściowej). Na wyjeździe ultra all inclusive zjadamy nawet do pięciu razy więcej niż podczas normalnego domowego posiłku. Samo spróbowanie każdego dania przerasta możliwości żołądka. U dorosłego człowieka żołądek ma wielkość zaciśniętej pięści. Odpowiednia porcja powinna mieć objętość nie większą niż objętość obu złączonych dłoni.

Niestety z każdym dniem urlopu, pięknie żołądek rozciągamy, bo przecież nie możemy się zdecydować między śniadaniem angielskim, chińskim czy śródziemnomorskim… Potem kawa, ciastko (uwodzi nas „zjedz mnie, nie żałuj sobie, jesteś na urlopie”), a dalej cappuccino i deser lodowy… Po tak obfitym jedzeniu wydziela się duża ilość insuliny, która niestety nie jest hormonem mobilizującym do działania. I tak zamiast ruszyć na spacer, kładziemy się na leżaku, czując się nie jak diva, lecz bardziej jak bańka-wstańka. Zamawiamy drinka i solone orzeszki – spalanie kalorii zero, bilans dodatni tysiąc!!!

„Może poszłabym popływać do basenu, ale przecież po jedzeniu nie można wchodzić do wody”, więc leżymy umierając z przejedzenia, katując się wyrzutami sumienia. Nawet nie wiemy, że w ruinę obracamy ciężko wypracowane zdrowe nawyki, zaśmiecamy ciało (bo tyle jedzenia nie jest w stanie organizm dobrze przetrawić), mięśnie, które powinny być silnym rusztowaniem dla naszego układu kostnego stają się „grożącą zawaleniem konstrukcją”.

Przypomnijmy sobie, jaki był nasz cel tego wyjazdu? Miał naładować baterie, zrelaksować, uzdrowić, odmłodzić, zregenerować ? Szanujmy siebie, dobrze traktujmy nasze ciało, odżywiajmy i pielęgnujmy, a odpłaci się urodą, uśmiechem i radością. Poza tym urlop może stać się doskonałym pretekstem do początku naszej upragnionej zmiany.

Zapakujmy do walizki jedenaście zasad, o których warto pamiętać, jeśli myślimy o zmianie naszego trybu życia. Bo jeśli zacząć zmiany, to najlepiej od razu, prawda?

  1. Jeżeli masz możliwość, nie wybieraj wakacji all inclusive. Zdrowszą opcją będzie , jak wynajmiesz pokój z malutką kuchenką. Śniadania przygotuj z lokalnych warzyw, owoców, pieczywa, serów. Zwiedzaj, poznawaj dany kraj, rozmawiaj z tubylcami, smakuj innej kuchni. Na pewno będzie aktywniej i bez przejadania się.
  2. A gdy już wiesz, że czekają cię wakacje ultra all inclusive To podczas jedzenia zachowaj spokój. Zacznij od spaceru po restauracji i zrobieniu sobie wody z sokiem z cytryny.
  3. Zastanów się, co jest dla ciebie odpowiednie, co chcesz zjeść. Pamiętaj, że jutro będzie to samo, tylko może w innej konstelacji. Zdążysz wszystkiego spróbować! Skup się, na tym, by twój posiłek mieścił się na jednym talerzyku lub dwóch.
  4. Jedz powoli i ciesz się wakacjami.
  5. Do posiłku tylko woda. Uważaj na napoje sokopodobne.
  6. Zaczynaj od warzyw, chudego białka (mięso, jajka, nabiał) i owoców. Ustawiając konsumpcję w taki właśnie sposób zmniejszamy ryzyko na istotne przekroczenie bilansu energetycznego, zarówno bowiem białko jak i warzywa pomagają limitować podaż kalorii, a dodatkowo nasilają też termogenezę poposiłkową, która wiąże się z przyspieszeniem metabolizmu. Nie marnuj zdrowia na fałszywe produkty, które nic ci nie dadzą wartościowego, a jedynie tłuszcz i cukier okraszony wzmacniaczami .
  7. Nakładaj jedną łyżkę, a potem spróbuj, czy ci smakuje. Nie ma większej żenady, od marnowania jedzenia.
  8. Zrezygnuj z frytek, opiekanych ziemniaczków, sosów, miodu, dżemu, naleśników, ciastek.
  9. Niestety w kurortach mamy do czynienia z napojami alkoholopodobnymi. Whisky ma nieokreślony chemiczny smak (zatruwa organizm), piwo smakuje syropem glukozowo-fruktozowym (pierwszy winowajca cukrzycy), wino stołowe przesiarkowane (wyżera błonę śluzową żołądka). Może lepiej kupić lokalne wino i wieczorem skosztować z kimś wyjątkowym, na tarasie lub na plaży??
  10. Nie zarywaj nocy. Sen jest bardzo ważny dla regeneracji organizmu. Może dośpisz na leżaku, ale pamiętaj, to nie jest dobry jakościowo sen.
  11. Ruszaj się!
  • Przed śniadaniem wykąp się w morzu
  • Wybierz się na spacer wzdłuż plaży
  • Pobiegaj, potruchtaj, pograj w piłkę
  • Zwiedzaj
  • Korzystaj z hotelowej siłowni i basenu
  • Używaj schodów
  • Opalając się: napinaj uda, pośladki, rób brzuszki, użyj butelek z wodą jako ciężarki
  • Kochaj się

kasia-szubert-awatarKatarzyna Szubert 

Dietetyk CM Polmed, Psychodietetyk, Fizjoterapeuta.

Mama dwóch synków. Zakochana w roślinach maratonka i triathlonistka. 😉

 Akcja „7 dni dla siebie”

Zadanie konkursowe

Jeśli chcesz wziąć udział w naszej akcji “7 dni dla siebie” od dzisiaj do niedzieli 9-tego lipca (czyli przez siedem dni) śledź nasze wpisy dotyczące akcji. Oprócz porad ekspertów znajdą się tam także wyzwania dla was, które, chcąc wziąć udział akcji, możecie podjąć pisząc każdego dnia w komentarzu odpowiedź na postawione zadanie. 

Wyzwanie #3 Zmień swoje żywieniowe nawyki– napisz w komentarzu pod tym tekstem, od czego zaczniesz? Może zamiast śmietany jogurt? Zamiast lodów czekoladowych – sorbet? Większa ilość wody, nawet tej z cytryną? Zacznij zmianę już dziś nawet jeśli planujesz wakacje.  Zaczynajmy zmiany od małych kroków, choć nam często wydają się być siedmiomilowe. 

Oczywiście autorki najciekawszych komentarzy, najbardziej aktywne uczestniczki akcji, zostaną nagrodzone wyjątkowymi nagrodami.

Partnerami akcji „7 dni dla siebie” zostali:

ronic

Ronic, producent wysokiej klasy wyciskarek i blenderów, strażnik zdrowego stylu życia

denson

Denson, innowacyjna formuła regeneracji i ochrony włosów

esentioC

Esentio C, pierwsza witamina C w kapsułce dojelitowej

logo-vianek

Sylveco

LOGO Decathlon

Decathlon, sieć sklepów sportowych

logo (2)

Feminum –  nawilżające żele przywracające komfort miejsc intymnych

FitBox

Fit Box 4 You, catering dietetyczny

0000_STREFA_3_logo (1)-kopia

Strefa 3, idealne miejsce dla duszy i ciała

twoja sesja.logo-kopia

Twoja Sesja, ekskluzywne sesje fotograficzne i metamorfozy dla kobiet,

Akcja „7 dni dla siebie”

Weź udział w naszej akcji podejmując proponowane wyzwanie i dodając komentarz pod każdym z artykułów dotyczących akcji. Najbardziej aktywne uczestniczki akcji, a przy tym autorki najciekawszych komentarzy, zostaną nagrodzone wyjątkowymi nagrodami.

Nagrody:

1 x Blender analogowy Ronic*

blender

*Na podstawie art. 30 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 26 lipca 1991 roku o podatku dochodowym od osób fizycznych (tekst jedn. Dz. U. z 2012 r., poz. 361 z późn. zm.) wydanie nagród, o których mowa w ust.1 powyżej, podlega opodatkowaniu zryczałtowanym podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Obowiązek podatkowy ciąży na Laureacie, wygrywającym nagrodę. W celu dopełnienia formalności, należy skontaktować się z organizatorem. Warunkiem wydania nagrody jest uregulowanie zaliczki na podatek dochodowy.


3 x zestaw produktów Feminum, składający się z:  Feminum, Feminum Fit i Feminum Aktiv

Nawilżające żele przywracające komfort miejsc intymnych.

feminum (1)


5 x szampon marki DENSON

Denson_logo

DENSON to wyjątkowy szampon, który dba o twoją skórę głowy i każdy etap wzrostu włosa . Zaczynając od mieszka włosowego, a kończąc na części keratynowej „włókna ” włosa. Masz wypadające włosy , po wielokrotnych zabiegach chemicznych ? Twoje „cebulki ” potrzebują pełnego odżywienia, dotlenienia i nawilżenia ? DENSON dostarczy Twoim włosom niezbędnych składników aby je odżywić i zapobiec ich wypadaniu. Masz wypadające włosy z powodów androgennych ? DENSON posiada składniki hamujące enzym 5 alfa reduktaza odpowiedzialny za łysienie tego typu. Masz problematyczną skórę głowy ? Zbyt suchą, zbyt łuszczącą ? A może odwrotnie, przetłuszczającą się ? DENSON posiada składniki dbające o komórki odpowiedzialne za nawilżenie i regulację sebum.

18766112_1680911012217916_7612712889129602987_n


3 x pięciodniowy dzienny catering na trenie Warszawy

fitbox (1)-kopia


5 x karnet na serię treningów w Strefie 3 w Warszawie

vouchery VacuaActiv

Karnet obejmuję serię 6 treningów na wybranych urządzeniu Vacu Activ w Strefie 3 w Warszawie.


LOGO Decathlon

Decathlon to międzynarodowy producent i dystrybutor odzieży oraz sprzętu sportowego. Misją Decathlonu jest umożliwianie jak największej liczbie ludzi czerpania radości i korzyści płynących z uprawiania sportu.  Swoje założenie: „Sport dla wszystkich – wszystko dla sportu” realizuje w Polsce, oferując swoje artykuły w 45 sklepach stacjonarnych i w sklepie online.

1 x torba fitness TRAINING SMALL DOMYOS

torba

2 x mata do jogi COMFORT 8mm DOMYOS

big_476fc627eeac43f7bc2fb5a12c6b75d0


5 x zestaw kosmetyków marki VIANEK, w skład, którego wchodzą:

  1. Wzmacniający tonik i płyn micelarny 2w1
  2. Nawilżający tonik-mgiełka do twarzy
  3. Nawilżający krem do twarzy na dzień
  4. Intensywnie odżywczy krem do twarzy na noc
  5. Łagodząca maseczka do twarzy
  6. Odżywcza maseczka-peeling do twarzy
  7. Ujędrniający żel pod prysznic
  8. Energetyzująco-detoksykujący peeling do ciała

vianek nagrody (1)

logo-vianek


Czas trwania akcji od 03.07.2017 do 09.07.2017. Ogłoszenie wyników 17.07.2017 na portalu www.ohme.pl

Regulamin akcji znajdziecie TUTAJ.


Zobacz także

„Naprawdę mi zazdrościsz?”. 6 sposobów na przetrwanie spotkania z zazdrośnikiem

15 prostych rzeczy, które są ważne dla twojego dziecka, tato

„Pod grubą maską przekonywania co do wartości rodzinnych, jest ukryta bolesna prawda – z rodziną najlepiej na zdjęciu”. Akcja „Napisz nam swoją historię”