Za małe? Niemożliwe, przecież zawsze noszę M! Rozmiar rozmiarowi nierówny

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
24 czerwca 2016
Rozmiar rozmiarowi nierówny
Fot. iStock / Dean Mitchell

Każda z nas ma w szafie jedną rzecz, która jest na nas za mała lub za duża. W 90% była już taka kiedy dokonywałyśmy ich zakupu. „Bo schudnę, bo w za dużym ukryję swoje boczki, bo w końcu na coś mi się przyda!” Nieważne, jaka była wymówka do kupienia olśniewająco pięknej czerwonej sukienki czy ogromnej szarej bluzy, która poniekąd jest już klasykiem. Dobrze dobrany ciuch może zdziałać cuda!

Małe oszustwa

Ruth Clemens, 25-latka z Wielkiej Brytanii podzieliła się na Facebooku wrażeniami z zakupów w H&M, chciała tylko kupić jeansy. „Zazwyczaj noszę rozmiar 42, ale przy kupowaniu spodni zdarza mi się wybierać 44. Dlatego też, przymierzyłam rozmiar 44 – największy, jaki prowadzicie w standardowej sprzedaży. Nie poszło za dobrze.” – pisze Ruth. Szwedzka marka odpowiedziała, że to wina materiałów i na pewno zwrócą na to uwagę w przyszłości.

Kilka miesięcy sama zamówiłam w sklepie internetowym H&M spodnie o rozmiarze 44, bo pomimo tego, że teoretycznie powinny być dostępne w sklepach stacjonarnych, ciężko je zdobyć. Kiedy tylko zamknęłam drzwi za kurierem, przymierzyłam spodnie i byłam bliska zawału. To ja tak przytyłam czy rozmiarówka jest daleka od prawdy? Rozmiar 44, który zawsze kupuję w szwedzkiej sieciówce, był dobry na moją siostrę, o rozmiarze 40.

Rozmiarówkowy zawrót głowy

W każdym sklepie twój rozmiar będzie inny – czy chcesz czy nie. W jednym możesz się cieszyć, że zmniejszył się obwód w biodrach i zmieściłaś się w rozmiar mniejsze dżinsy, a w drugim będziesz płakać, bo pora założyć sukienkę dwa rozmiary większą. Dlaczego tak się dzieje? Większość ubrań jest szyta w Azji; pomimo dostosowania do europejskich standardów, zazwyczaj rozmiary są znacznie zaniżane (tak jak w przypadku Ruth). Wystarczy spojrzeć na rzeczy, które możemy zamówić z bardzo popularnych azjatyckich stron z (dosłownie!) wszystkim. Tamtejsze XXL to europejskie L. Jedyne co może nas uratować, przynajmniej podczas zakupów internetowych, to sprawdzanie wymiarów, odpowiadających odpowiednim rozmiarom.

Liczba, nie definicja

Ponoć kobiet nie pyta się o wiek, a mężczyzn o zarobki. Dla niektórych rozmowa o rozmiarze jest jednak bardziej stresująca niż ta o liczbie przeżytych lat. Do głosu dochodzą tu kompleksy, które zagłuszają każdy komplement, szczególnie kiedy rozmiar idzie w górę. Eliana Osborn, amerykańska dziennikarka, długo broniła się przed zakupem większego rozmiaru. Z przyzwyczajenia, ale także ze strachem przed przyznaniem się samej sobie, że coś się zmieniło. „Wiedziałam, że waga poszła w górę, ale skoro ciuchy mówiły, że nadal noszę stary rozmiar, po co miałam to zmieniać?” Ostatecznie poddała się i tej zmianie, która okazała się wybawieniem. „Mój mózg w końcu mógł się skupić na terminach i lunchu – naprawdę ważnych rzeczach!”

Kształt, nie rozmiar

Stylistka BuzzFeed, Tiffany Reese, zrobiła mały eksperyment. Poprosiła trzy kobiety o ogromne zaufanie i nie informowanie jej, jaki tak naprawdę noszą rozmiar. Reese dobrała ubrania ‚na oko’, kierując się kształtem sylwetek, a nie liczbą na metkach. Efekt? Kobiety zobaczyły prawdziwy kształt swojego ciała, który nie był schowany pod ogromnymi bluzkami lub zatuszowany czernią od stóp do głów. Udając się na maraton po galerii handlowej, trzeba pamiętać, że liczy się kształt, a nie rozmiar. Nie ma sensu katować się myśleniem, że jeżeli u góry noszę M, to na dole będzie tak samo. Budowa damskiego ciała to temat wielu męskich rozważań, ale przede wszystkim, prawdziwe wyzwanie dla projektantów, także tych sieciówkowych.

Za duże czy za małe?

Kluczem do dobrego dopasowania ubrania jest znanie swoich mankamentów, ale przede wszystkim zalet. To banalna rada, którą powtarzają wszyscy, ale nie można bać się podkreślania swoich atutów. Nawet kosztem zmiany rozmiaru, do którego przywykłyśmy. Zazwyczaj wybieramy za duże bluzki i za małe spodnie, co w konsekwencji czynu wygląda dość groteskowo. Kupowanie na zapas też mija się z celem. Najlepszym wyjściem jest zabranie na zakupy przyjaciółki, która nie boi się powiedzieć, że wyglądasz w czymś po prostu źle. Po obejściu kilku sklepów i sprawdzeniu na sobie samej, co dobrze na tobie leży, znajdziesz w końcu idealne dżinsy, które podkreślą seksowną pupę czy fason bluzki, który zakryje niezbyt lubiany brzuch. Nie bój się eksperymentów!

Bieliźniany ból

95% Polek nosi źle dobrany rozmiar stanika, a przecież bielizna to podstawa! Dobrze dobrany stanik może uchronić nas deformacją piersi, ale także poważnymi chorobami. Dobra bielizna to także podstawa dobrego wyglądu. Czasem wystarczy zainwestować w bieliznę korygującą, która wcale nie musi być brzydka, a wszystko będzie wyglądać na nas lepiej! Oprah Winfrey powiedziała kiedyś, że jej obciskające majtki czynią większe cuda niż wszyscy specjaliści medycyny estetycznej i trenerzy personalni razem wzięci. A skoro mówi tak Oprah…

Dobra zmiana

Żadna liczba nie jest definicją ciebie! Dlatego też, nie bój się pytać i prosić o poradę obsługę sklepu. Czasem możesz trafić na miłośniczkę mody, która uwielbia być stylistką swoich przyjaciółek, a także klientek. Jeżeli musisz kupować ubrania przez Internet, lub po prostu to dla ciebie wygodniejsze, sprawdzaj wymiary podane w tabelach rozmiarów i wybieraj te, które mają odrobinę zapasu – czasem najlepsza miara może się pomylić!


Latem grzeszymy więcej… 7 grzechów głównych – a ty, do których się przyznasz?

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
24 czerwca 2016
Latem grzeszymy więcej
Fot. iStock / wundervisuals

W końcu nadeszło upragnione lato, urlop zbliża się wielkimi krokami, a w nas wstępuje słoneczny nicmisięniechcizm, mamtownosizm i skłonność do naginania przyjętych zasad. No bo ileż można trzymać się ustalonych reguł, nieustannie świecić przykładem i być wzorem godnym naśladowania? Nawet święci i perfekcyjni muszą czasem odpuścić i wyluzować – hej, w końcu mamy wakacje, kiedy jak nie teraz! Przed wami 7 wakacyjnych grzechów głównych, które zdarza się nam popełniać – do których przyznajecie się otwarcie i bez bicia?

Lenistwo

Gdyby mi się tak chciało, jak mi się nie chce… Znasz ten stan? Nic dziwnego, że ogarnia cię wakacyjne lenistwo, gdy za oknem piękna pogoda, przyjemne ciepełko, dzieciaki swawolnie hasają po dworze, a przed sobą masz służbowy komputer, raporty i tabelki, zebrania, spotkania i deadline. Na obronę dodać można tylko, że owo lenistwo nie jest całościowe, bo przecież do plażowania, opalania, zwiedzania nowych miejsc i podróży w urocze zakątki, chęci i zapału ci nie brakuje – to po prostu błąd systemu pracy i źle ustalona polityka zatrudnienia!

Nieumiarkowanie w jedzeniu

Jak urlop nad morzem to koniecznie smażona rybka z frytkami, a na deser duże lody, w końcu gorąco jest. O, gofry! No, nie zjeść gofra nad Bałtykiem, to tak jakby w ogóle tam nie być. Gdzieś pomiędzy posiłkami zmieści się jeszcze pół arbuza, maliny, garść czereśni i truskawki pod galaretką na biszkopcie i śmietanowym kremie – w końcu sezon, trzeba jeść póki są. Kolejne lody (jeny, co za upał!) albo mrożona kawka z bitą śmietaną, o, znowu te pyszne gofry! A wieczorem grill ze znajomymi lub tradycyjne ognisko, pyszna karkóweczka, szaszłyki i pieczone ziemniaczki. W końcu raz się żyje, w wakacje można, a po urlopie wracamy do diety, prawda?

Nieumiarkowanie w piciu

Nic nie robić, leżeć w trawie, chłodne piwko w cieniu pić – ten znany tekst piosenki to dla wielu przepis na wakacyjny plan niemal idealny! Przecież wiadomo, że na plaży najlepiej smakuje zimny browarek (albo i dwa, ewentualnie trzy), schłodzone wino to doskonałe uzupełnienie letniego obiadu, a kilka drinków do grillowanego mięsiwa sprawi, że pyszności z rusztu smakować będą wręcz wybitnie. A procenty, nieliczone, lecą jak szalone… Niestety, wraz z nimi także i kalorie- może to będzie lepszym argumentem, by nieco przystopować?

Niekonsekwencja

Na co dzień nie pozwalasz dzieciakom na jedzenie słodyczy w hurtowych wręcz ilościach, ALE podczas urlopu to zupełnie inna sprawa. Dotychczas twoje pociechy zasypały już przed 21, ALE w wakacje zdarza im się harcować nawet do północy. Normalnie w życiu nie kupiłabyś piszczącego, plastikowego pieska „made in China” za 50 złotych, ALE maluch zrobił taką scenę, że pół plaży patrzyło na ciebie jak na wyrodną matkę. Nie miej jednak zbyt dużych wyrzutów sumienia, bo nawet najbardziej obowiązkowy żandarm czasami zasypia na służbie. Byle tylko obudzić się w odpowiednim momencie…

Rozrzutność

Jak wakacje to tylko all inclusive i bez oszczędzania, w końcu nie po to cały rok harujemy, żeby potem szczypać się z wydatkami na urlopie. Tu wesołe miasteczko i karuzela, tam lody, gofry i bita śmietana, stoisko z kiczowatymi pamiątkami, przejażdżka na kucyku, quadzie albo innym gadzie… Gotować się nie chce, więc znowu obiad na mieście, w centrum handlowym zaczynają się letnie wyprzedaże i sklepy kuszą promocjami – no żal nie skorzystać! Grosz do grosza, złotówka do złotówki, a portfel po wakacjach… dziwnie puściutki.

Bałaganiarstwo

Tona prania po wakacyjnych wojażach smętnie spogląda na ciebie z kosza na brudną bieliznę, żelazko nie pamięta już, do czego służy, pokój dziecka nabiera azjatyckiego klimatu inspirowanego Sajgonem, a przez sypialnie prawdopodobnie przeszedł tajemniczy huragan. Kto by myślał o sprzątaniu, gdy żar leje się z nieba, a długie dni wykorzystać można w bardziej przyjemny sposób? Nie bez kozery mówi się o jesiennych albo wiosennych porządkach – o letnich słyszało jedynie niewielkie grono perfekcyjnych pań domu. Poza tym wakacyjne domy dzielą się na te czyste i te, w których ludzie żyją aktywnie i szczęśliwie – wybór jest chyba oczywisty.

(Nie)winne flirty

Zalotny uśmiech do ratownika na plaży, sympatyczna rozmowa z przystojniakiem poznanym w pociągu, drobny flirt nad rusztem podczas wieczornego grillowania w grupie znajomych – lato sprzyja rozluźnieniu także i w kontaktach towarzyskich. Jeśli jesteś singielką, to nic w tym złego, a nuż to twoje ostatnie wakacje w wersji solo? Jeśli jednak w domu czeka na ciebie kochający partner, pilnuj, by przelotny flirt nie przerodził się w wakacyjny romans- to przecież takie banalne!


Boska szminka z kwiatami. Kosmetyczny hit z Azji, o którym marzą Europejki

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
24 czerwca 2016
Fot. Instagram/kailijumei.lipsticks
Fot. Instagram/kailijumei.lipsticks

Świat kobiecych kosmetyków widział już wiele. Suchy szampony, lakier do paznokci w sparyu, zieloną szminkę. Teraz przyszedł czas na podbój kosmetycznego świata, absolutnie zachwycającą nowością z Azji. 

Teraz na rynku wschodnim furorę robi kolejny azjatycki pomysł, na niezwykły w formie i właściwościach kosmetyk. Tym razem jest to szminka z … kwiatem!

Brzmi dziwnie? Nie, nie chodzi o jej składnik, ale o zatopiony w przezroczystej masie pomadki kwiatek. Jest to rewelacyjnie prezentujący się pomysł chińskiej marki Kailijumei, który swoim wyglądem robi duże wrażenie. To małe i praktyczne dzieło sztuki, na pierwszy rzut oka wygląda jak przezroczysty balsam do ust, tyle, że podczas aplikacji na usta zmienia swój kolor! Jego odcień ulega zmianie na skórze pod wpływem jej temperatury i pH.

Szminki okazały się być absolutnym hitem w Chinach i zniknęły z rynku natychmiast. Kailijumei umożliwiło składanie zamówień w przedsprzedaży kolejnej kolekcji, w cenie 30 dolarów za tę niezwykłą szminkę.

Niestety, szminka z kwiatem nie jest dostępna na zachodnim rynku, choć może w przyszłości i to ulegnie zmianie. Miałybyście ochotę na takie cudeńko?


źródło: glamour.pl, instagram

 


Zobacz także

Jak dobrze kochać? Cztery filary miłości według buddyzmu

Jak dobrze kochać? Cztery filary miłości według buddyzmu

Fot. iStock / PeopleImages

Moje życie w zawieszeniu. Dlaczego boimy się podjąć decyzję?

Fot. iStock / wundervisuals

Rany leczy czas, nieobliczalny z niego doktor – nigdy nie wiadomo, co przyniesie… Błękitne lato