Z pamiętnika spokojnej singielki. Facet z klasą? Nie, dziękuję

Małgorzata Mueldner
Małgorzata Mueldner
7 lipca 2016
Fot. iStock/Halfpoint
 

Niekiedy myślę, że strasznie narozrabiałam w poprzednim życiu i dlatego przewrotny los tak ze mnie chichocze. Z drugiej strony…, jakby odpowiedzieć śmiechem na większość wątpliwych darów, które każdemu od czasu do czasu przynosi opatrzność, to ten chichot przestaje być złośliwy – to jedynie figlarnie zmrużone oko.

Z samego rana zadzwonił telefon.

– Będziesz dzisiaj w domu? Chciałabym do Ciebie z kimś przyjść – powiedziała z początku trochę zagadkowo pani Wisienka, by zaraz dodać – wpadnę z moim znajomym.

– Oczywiście, nie musisz dzwonić i się pytać – odpowiedziałam zupełnie naturalnie analizując przy tym stan lodówki pod kątem ewentualnej kolacji.

– A z kim dokładnie do mnie wpadniesz? – pytam tak na wszelki wypadek, bo w głowie mam jedną myśl – szykują się swaty.

– Zobaczysz, to bardzo porządny facet, na stałe mieszka w Stanach, przyleciał na urlop. Wysportowany, bogaty, miał trzy żony, ale o wszystkie zadbał. Prawdziwa klasa. Powiedziałam mu, że będzie pod wrażeniem tego, co mu pokażę – odpowiada pani Wisienka nie kryjąc śmiechu. O zgrozo! Uświadamiam sobie, że nie chodzi jej o dom i ogród.

– A ile on ma lat?

– No tak..jest po pięćdziesiątce, właściwie to sześćdziesiąt, sześćdziesiąt trzy.

Nie mam już więcej pytań, a w głowie jedną myśl  – coraz lepiej…ten, kolejny  którym chcą mnie wyswatać, jest w wieku mojego ojca. Pani Wisienka jest jednak wyjątkowa i wiele dla mnie znaczy. Dodatkowo wiem, że zawsze dobrze mi życzy, więc trudno – podejmuję wyzwanie.

 Na pierwszy rzut oka zrobił na mnie nawet dobre wrażenie

Ubrany sportowo, w czapce z daszkiem, obdarzony uroczym uśmiechem i miłą barwą głosu, ale…no właśnie, ale! Czy nie ma już wysokich facetów i czy wszyscy są łysi? To ostatnio moje fatum. Sama nie jestem zbyt wysoka, tym bardziej dziwnie czuję się, kiedy „on” ma nos na poziomie mojego. Trudno…i tak nic z tego nie będzie. Różnica wieku dla mnie w tym wypadku jest nie do przejścia.

– Spodziewałem się dojrzałej kobiety, a tu …kolorowy motylek, dziewczynka – mówi do mnie Peter i w tym momencie myślę, że tym razem nie wytrzymam, nie przeżyję. W gruncie rzeczy jest jednak miły, kulturalny…jest gościem i przede wszystkim znajomym Wisienki – postanawiam, więc zachować klasę i uprzejmość. On jednak odczytuje to, jako sygnał na przyzwolenie i nie traci czasu.

– Podobasz mi się, chciałbym ciebie lepiej poznać – zwraca się do mnie uwodzicielskim tonem, a ja otwieram coraz szerzej oczy i myślę sobie, że to nie może być prawda. Jednocześnie trochę bawi mnie ta jego bezczelność. Natychmiast przywołuję się do porządku. Nie! To zły kierunek myślenia!

– Mam jeszcze żonę, ale zdradziła mnie…

Chciałem się z nią rozwieść, ale w Stanach to kosztuje..zresztą ona się rozmyśliła, zbytnio lubi swoje pierścionki. Mieszkamy razem i od czasu do czasu seksujemy się – opowiada historię swojego życia i związku, a ja coraz bardziej zastanawiam się co się dzieje z ludźmi. Jak można żyć w takich układach?!

– Zabiorę Ciebie na wycieczkę, gdzie pojedziemy? Może do Lwowa na kilka dni? – pyta Peter wyraźnie pewny, że już razem spędzamy romantyczny weekend. – Nie, dziękuję- wyduszam z siebie i wykrętnie dodaję, że jestem przed wakacjami i nie mam pieniędzy na takie eskapady. Przewrotny kobiecy umysł podsuwa jednak myśl, że gdyby nie dziesięć lat za dużo i dziesięć centymetrów za mało,  to… W tym momencie pada odpowiedź, która sprowadza mnie na ziemię… I już jestem pewna, że tego nie zniosę, to jednak zdecydowanie za dużo, nawet jak dla mnie. Peter składa mi propozycję, zapewne w jego mniemaniu nie do odrzucenia.

– Ależ dziewczynko – jak proponuję wyjazd, to ja wszystko funduję. Dodatkowo pomyśl ile zarabiasz ty, a ile ja- to dla mnie żaden problem – mówi Peter wyraźnie przekonany, że tym razem mi zaimponował… Zaprawdę prawdziwy facet klasa.

Robi się późno, więc wymownie ziewam i ziewam zmuszając w ten sposób Petera do opuszczenia mojego domu. W łóżku przez chwilę rozmyślam, czy bardziej śmiać się z niego, czy z siebie. Rano zadzwonię do dziewczyn i wszystko im opowiem. Póki, co…ciągle wraca myśl – gdyby był młodszy o dziesięć lat.. Kolejny raz karcę siebie, tym bardziej, że już wyeliminowałam kryterium wzrostu. Idę w złym kierunku, w kierunku, który nosi nazwę DESPERACJA.

Nim zdążyłam otworzyć dobrze oczu, kiedy zadzwonił  telefon

– Witaj, za pięć minut jestem u ciebie, pomogę zrobić ci zakupy – odzywa się nikt inny tylko Peter. Zaskoczona i nadal z poczucia tej beznadziejnej uprzejmości wyduszam z siebie słabe: „okej”. Jednocześnie przeszywa mnie dreszcz, bo uświadamiam sobie, że Peter narusza mój rytuał jakim są sobotnie zakupy na pobliskim bazarku. To raczej dreszcz złości na samą siebie, że nie potrafię powiedzieć „nie”. Ostatecznie zakupy robię w ekspresowym tempie i staram się nie dostrzegać zadziwienia sprzedawców. Nie chcę, żeby pomyśleli, że to mój partner, albo co gorsza, powiedzieli, że miło im poznać mojego ojca…

Cóż jestem sama i chyba lubię tymczasowo ten stan.  A Peter… ubrany niemalże jak kowboj uśmiecha się szeroko do wszystkich i zagaduje. Zbywam go przed południem koniecznością wizyty u mojej kosmetyczki, na szczęście nie chce iść mi towarzyszyć.

Po południu dzwonię do  dziewczyn i opowiadam o wspaniałym kandydacie, który mimo, że jest starszy o ponad 20 lat ma jeszcze tak wiele do zaoferowania. Pękamy ze śmiechu. A ja jestem już pewna, że mam do czynienia z zawodowcem i ten jego wątpliwy urok okraszony sporą pewnością siebie, musiał kiedyś działać…może działa i teraz . Ale nie na mnie.


Malgorzata mueldner gosia awatarMałgorzata Mueldner

Mama Mikołaja, 4 kotów i psa. Ponad wszystko ceni sobie spokój domowego zacisza i ogródka, ale miewa zaskakujące przygody. Przed laty zaczynała  jako obiecujący pracownik dużej korporacji, a dziennikarzem została dzięki splotowi różnych okoliczności i ludzkiej życzliwości.


4 rzeczy, które dostajemy od ważnych dla nas ludzi. Dlaczego warto dbać o tę znajomość

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 lipca 2016
4 rzeczy, które dostajemy od ważnych dla nas ludzi
Fot. iStock / nensuria
 

Tyle mówimy o toksycznych relacjach, o ludziach, którzy od nas odchodzą, o znajomościach, których nie warto podtrzymywać.

Ale przecież miewamy wokół siebie dobrych ludzi. Mamy przyjaźnie, które warte są więcej niż wszystkie inne razem wzięte. Co takiego dostajemy od innych ludzi, że chcemy, by byli blisko, że po jakimś czasie doceniamy tę znajomość bardziej, że nie wiadomo kiedy, przeradza się ona w przyjaźń?

Myślę, że jest kilka rzeczy, na których budujemy relacje, na których prawdziwie nam zależy.

Czego oczekujemy?

Akceptacji

To jeden z najważniejszych punktów. Kiedy druga osoba nie chce nas zmieniać, nie chce, żebyśmy były takie lub siakie, nie mówi nam, co powinniśmy zrobić, dokąd pójść i jak zmienić nasze życie. A przecież często, ktoś podcina nam skrzydła mówiąc: „Powinnaś być bardziej wyrozumiała/stanowcza/uśmiechnięta”. A my jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Nie wydaje się nam, że jesteśmy zbyt mało radośni, czy niewystarczająco stanowczy. Mamy swoje wewnętrzne granice, zbudowane swoje ja, z którym jest nam dobrze. Źle nam natomiast, gdy ktoś próbuje nam wmówić, że jest inaczej. Dobrze czujemy się, gdy druga osoba akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy. To przy niej czujemy się bezpiecznie.

Wsparcia

Ale nie tego wsparcia, które drugiej osobie będzie nakazywało powiedzieć nam, co mamy zrobić, pokierować naszymi wyborami, czy decyzjami. To też nie jest wsparcie, które zmusi kogoś do decydowania, po czyjej stronie stanąć i oczekiwania, że zawsze to będzie nasza strona, bez względu na to, co zrobiliśmy, czy co powiedzieliśmy. W relacji, w której czujemy się dobrze, wiemy, że na tego drugiego człowieka zawsze możemy liczyć, że on zawsze będzie. Daje nam sygnały: „Pamiętaj, jestem tu, cokolwiek by się działo”. I to wystarczy, żeby się wygadać, wyżalić, ułożyć swoje myśli i emocje na głos i nie oczekiwać, że ktoś nam powie, co powinniśmy zrobić i jak się zachować.

Zrozumienia

O które chyba najtrudniej. Bo przecież każdy z nas popełnia błędy. Każdy dokonuje złych decyzji, czy ulega wpływom kogoś innego. Jeśli mamy obok siebie kogoś, kto to rozumie, kto powie: „No dałaś ciała, ale wiem, każdemu może się zdarzyć”, to dbaj o tę relację, co nie znaczy, że każdy błąd będzie ci wybaczony i zrozumiany. To tak nie działa. Tego nie możesz oczekiwać od nikogo, bo każdy ma swoje własne granice zrozumienia. I może przyjść moment, kiedy poczuje się wykorzystany, kiedy używasz go tylko do zrozumienia swoich słabych punktów.

Pewności

To pewność, która polega na tym, że nie musimy dzwonić codziennie i wpadać dwa razy w tygodniu na kawę, by tę relację utrzymać. To taka pewność, o którą nie musimy zabiegać, o którą nie musimy walczyć, udowadniać nieustannie, że jest dla nas ważna. Bo możecie się nie widzieć jakiś czas, nie rozmawiać, ale mimo tego wiesz, że możesz zadzwonić o każdej porze dnia i nikt nie będzie ci robił wyrzutów, że się nie odzywałaś. Takie jest życie, że czasami bywamy mocno zajęcie własnymi sprawami, co nie oznacza, że zapominamy o kimś dla nas ważnym. A ten ważny to wie, i czuje tak samo. I kiedy nagle wysyłasz SMS-a, cieszy się, że się odezwałaś, bo tak samo działa to w drugą stronę.

To nie  jest dużo. Tu nie ma mowy o oddaniu, wdzięczności, o bliskości nieustannej, o poświęceniu i oczekiwaniach. Mam takie nieodparte wrażenie, że im jesteśmy starsi, tym łatwiej zaczynamy dostrzegać takie znajomości, które nie wiedzieć czemu nigdy nie nazwaliśmy przyjaźniami, a przecież właśnie nimi są. Wpadamy w jakiś szał poznawania nowych ludzi, budowania relacji i nagle dostrzegamy, że obok nas byli ludzie, i odeszli. Tak się po prostu dzieje. Jednak przychodzi moment, gdy zauważamy, że w naszym życiu są osoby „na stałe”, są relacje, które trwają. W których nikt nikogo nie porzuca, nie odchodzi. Niektóre mają wiele lat, inne mniej. Ale to te, które sprawiają, że nie czujemy się samotni. O właśnie. Dzięki takim relacjom nie boimy się samotności, bo nawet, gdy zostajemy na jakiś czas sami – z własnego wyboru lub wskutek różnych zawirowań, to jednak wiemy, że gdzieś tam jest ktoś, do kogo możemy wpaść na kawę, zadzwonić, wygadać się i przytulić. To ważne. Rozejrzyjcie się, czy macie wokół siebie takich ludzi. Czasami ich nie zauważamy, a warto je docenić.


Nigdy nie wiesz, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami. Jak rozpoznać ofiarę przemocy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
7 lipca 2016
Fot. iStock/Antonuk

Widzisz ją codziennie przygnębioną, gasnącą w oczach, coraz bardziej zamkniętą w sobie. I to daje ci do myślenia. Gdy nieśmiało pytasz, czy nie potrzebuje pomocy, otrzymujesz szybkie zapewnienie, że wszystko jest w porządku. Ale może też być tak, że mijasz ją uśmiechniętą i pogrążoną w radosnej rozmowie. Wcale nie podejrzewasz, nie przyszłoby ci do głowy, że może się dziać źle. Nie spodziewasz się, że gdy po pracy wraca do domu, dzień w dzień przeżywa piekło.

Nigdy nie wiesz czy tylko ci się wydaje, czy rzeczywiście to, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami nosi znamiona przemocy czy to fizycznej, czy to psychicznej, emocjonalnej lub materialnej. Aby dostrzec, że ktoś jej doświadcza trzeba być czasem naprawdę uważnym obserwatorem.

Masz powody do niepokoju, jeśli bliska ci osoba (przyjaciel, siostra, mama):

– od momentu związania się ze swoim partnerem zmienia się w negatywny sposób: częściej reaguje nerwowo, ma objawy stanów depresyjnych, często zamyka się w sobie, częściej sięga po używki,

–  znajduje wytłumaczenie dla zachowań agresywnych i nadużywania pozycji dominującej w związku,

– stopniowo ogranicza kontakt z przyjaciółmi i rodziną, rzadko kiedy zaprasza cię do swojego domu, na propozycje spotkania u niej reaguje nerwowo,

– tworzy wizję swojego związku/relacji rodzinnych jako bajkowo idealnego, podtrzymuję ten obraz na przykład w mediach społecznościowych, starannie „filtrując” informacje wychodzące „na zewnątrz”,

– gdy odbiera telefon z domu lub od partnera gwałtownie zmienia się jej nastrój, co stara się skutecznie maskować,

– przychodzi do pracy, czy na spotkanie ze znajomymi zawsze w ubraniach zakrywających ręce (może w ten sposób tuszować ślady pobicia, siniaki),

– wyraźnie niechętnie wraca do domu,

– coraz częściej unika bliskiego kontaktu z rodziną lub przyjaciółmi, unika osobistych, szczerych rozmów, znajduje wymówki by nie stawić się na wspólne spotkania, odwołuje zaplanowane uroczystości rodzinne,

– wydaje się smutna, samotna, wycofana lub nienaturalnie pobudzona i w sztuczny sposób ”radosna”,

– zażywa na twoich oczach leki uspokajające lub wyciszające tłumacząc się nieprzespaną nocą, uporczywymi sąsiadami, problemami z dorastającymi dziećmi,

– opowiada ci historię „pewnej osoby”, która twoim zdaniem może być jej własną historią i prosi cię o poradę, o zdanie, o rozwianie twoich wątpliwości,

– często zdarza jej się nie mieć przy sobie pieniędzy (z reguły tłumaczy to lekceważąco swoją niefrasobliwością) ponieważ partner prawdopoodbnie odcina ją od środków materialnych.

Wiem, niezręcznie jest mieszać się w nieswoje sprawy. Ale jeśli podejrzewasz lub wiesz, że osoba, którą znasz jest ofiarą przemocy, nie wahaj się reagować.

Rozważ proszę, że:

– to może być kwestia życia lub śmierci: silne emocje oprawcy i przemoc, której się dopuszcza sprawiają, że ofiara znajduje się w realnym niebezpieczeństwie: to nasza wspólna sprawa

– bezczynność może tylko pogorszyć sytuację – nadużycia często pogarsza się z biegiem czasu – działanie może ją zahamować

– jeśli w tej rodzinie są dzieci, ich dobro i bezpieczeństwo jest zdecydowanie najważniejsze, nawet jeśli ofiara przemocy wypiera tę sytuację.

– najczęściej ofiara przemocy tak bardzo wstydzi się sytuacji, w której się znalazła, że sama nie poprosi o pomoc, motywem jej milczenia jest również strach przed oprawcą

– to, że komuś dzieje się krzywda na skutek zachowania drugiej osoby jest po prostu z gruntu złe i wymaga natychmiastowego przeciwdziałania.

Przemocy doświadczają dzieci, dorosłe dzieci, żony, mężowie, partnerki i partnerzy. Jeśli tylko podejrzewasz, że tuż obok dzieje się źle, reaguj. Czasem wystarczy jedno słowo, by uwolnić kogoś od ciężaru, który nosi w sobie od lat.

Przydatne linki:

Centrum Praw Kobiet

Ogólnopolskie pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie

Stowarzyszenie Niebieska Linia


Zobacz także

„Dzisiaj rozumiem, że jedyną osobą, którą muszę za coś przeprosić jestem ja sama. Nikogo innego przepraszać nie muszę”

„Teraz potrafię cieszyć się nawet z najmniejszych rzeczy, ileż radości daje nam wspólne dmuchanie dmuchawców…”. Akcja „List do dziecka”

Podsumowanie akcji „Jestem siebie warta”