„Wiem, że jestem najlepsza”. Arogancja czy lepszy komfort życia?

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
8 lutego 2016
Fot. iStock / druvo
Fot. iStock / druvo

Wiem, jestem najlepsza – pisze do mnie. Uśmiecham się. – Inni jedzą mi z ręki. Dziesięć lat młodsza, pamiętam ją, gdy nie potrafiła jeszcze nic. Lubiłam ją, fajna młoda dziewczyna, odważna i optymistyczna- jak ja na studiach. – Możecie się uczyć ode mnie – pada. Podnoszę brew. – Wasze pomysły są nudne i stare.- Zapomina chyba dodać „jak wy”. No proszę – myślę. – Jak szybko można stać się kimś lepszym, mieć syndrom Pana Boga.

Nie ona jedna. Można pomyśleć, że to pokoleniowy syndrom pewności siebie i arogancji. Też. My 30-40-latkowie wzrastaliśmy jeszcze w pokorze podarowanej przez czasy, w których żyliśmy i rodziców, którzy śmiałość znali tylko z historii. – Jesteś wicemistrzem – mówił tata a ja pytałam kim jest mistrz. – Nie wiem, córeczko, kim jest, ale pamiętaj, że zawsze możesz go spotkać. – I co z tego? – myślałam pychą 12-latki. – A może ojciec nie ma racji, bo jestem najlepsza na świecie? Dobry kierunek, ale kiedy słyszysz od ukochanego rodzica tysiąc razy to samo, w końcu zapominasz o instynktownej mądrości.

Rozumiem, co miał na myśli. Byłam jedynaczką w domu i bardzo chciał, abym nie była zarozumiała. To słowo jako antonim pokory pojawiało się u nas najczęściej. – Zarozumialcy to głupcy – powtarzał. – Pycha należy do zamkniętych umysłów. Człowiek pyszny przestaje się rozwijać, bo nie inspiruje się innymi ludźmi. I tak dalej. Co prawda to prawda, ale za dużo było tej pokory u mnie w domu, za dużo walki z dziecięcym egocentryzmem, za wiele nakazów, by być jak inni, broń Boże lepszą, pewniejszą siebie. I dzisiaj słucham tej młodej dziewczyny i choć z jednej strony włącza mi się mądrość starca, który rozumie, że to pusty krzyk, a z drugiej zazdrość, że ja bym tak sobie chciała pokrzyczeć czasami do samego zdarcia gardła. Jestem najlepsza! Jestem najlepsza!

Gdzie jest więc granica między traktowaniem pewności siebie jako elementu wysokiej stabilnej samooceny a zwykłym głupkowatym zarozumialstwem, którego bał się mój ojciec. Jak wychowywać dzieci, by miały odwagę sięgać po największe marzenia, ale aby nie wyniosły się bezpodstawnie i głupio ponad innych? I czy jest coś złego w tym, że czujemy się czasami lepsi, że wiemy więcej, osiągamy więcej? Że nam się chce, a innym nie? A nawet jeśli to tylko iluzja, to czy pewność siebie nie powoduje, że inni wierzą w to, co im sprzedajemy? Własną wartość?

Kochać siebie

Szanować. Znać swoją moc. To hasła, które spijamy z poradników. Znajdź swoją wartość. Samoocena w 7 krokach. Poczuć swoją siłę. Uwierz w siebie. Dlaczego samoocena jest tak ważna w życiu?

Po pierwsze

Człowiek jest wolny. Nikt nie jest mu potrzebny do tego, by potwierdzać sensowność jego działań, wyborów, życia. Nie zawiesza się na innych, prosząc o pochwałę, dobre słowo, potwierdzenie, że dobrze zrobił. Czy to jest jajko na miękko czy decyzja o zmianie pracy. Są tacy, dla których inni są jak stałe superego. „Dobrze robisz”. „Źle robisz”. Grzeczna dziewczynka. Grzeczny chłopczyk. Moja przyjaciółka, szefowa w korporacji dzwoni do mnie „Gosia, dlaczego moi podwładni mnie nie szanują?” I za chwilę sobie odpowiada „Dlaczego ja wciąż ustawiam się na równi z nimi? Boję się wymagać. Oczekiwać. Przyznać, że robię to lepiej, dlatego jestem ich menedżerem. Przepraszam nawet, gdy spóźnię się do pracy”.

Po drugie

Umiem być w relacji i nie wchodzi w niszczącą zależność. Nie staje się żebrakiem proszącym o uwagę, uczucie – wychodząc z założenia, że na wszystko musi zasłużyć. To jest najgorsze. Mieć wciąż z tyłu głowy, że musisz zrobić więcej, lepiej, postarać się bardziej. Moja koleżanka zbierała śmiecie wyszarpane z worków przez dzikie koty, a on stał nad nią i wskazywał palcem te, które pominęła. „Czułam się zwycięzcą tego dnia. To poświęcenie sankcjonowało moją ważność w tej relacji. Kto by za niego sprzątał tak jak ja?”. Inna „Czułam się gorsza cały czas. Wymyślałam kolejne sukcesy w swoim życiu, a i tak dawało mi to tylko chwilowe ukojenie. Kiedy odeszłam uświadomiłam siebie, że robiłam wszystko: utrzymywałam nas, kochałam za dwoje i ogarniałam za wszystkich. Dlaczego nie widziałam tego będąc z nim?”. Jeśli człowiek nie czuje swojej siły i wartości w związku, zaczyna czerpać z cudzej. Wydaje mu się, że bez niej nie istnieje. Czując się źle w tej relacji, nie odchodzi, bo boi się, że będzie nikim.

Po trzecie

Czuję się bezpiecznie, bo wie, że może na sobie polegać, że sam dla siebie jest najważniejszym punktem odniesienia, że będąc samemu da sobie radę, bo dawał tysiące razy wcześniej. Nie boi się odchodzić, gdy jest mu źle. Nie boi się urywać kontakty, które są dla niego toksyczne. Ma zawsze gdzie wracać. Poza tym:

Ma odwagę marzyć.

Daje sobie prawo do dumy.

Wie, że zasługuje na miłość.

Nie wstydzi się brać.

Daje wskazówki innym, jak mają go postrzegać.

Daje światu świadectwo, że jest ważny.

Jest strażnikiem swoich granic.

Wie co to godność i rozumiesz jak łatwo ją stracić.

Nie myli mu się empatia z poświęceniem.

Ani też pomaganie z byciem wykorzystywanym.

I wie, że nie zawsze jest wicemistrzem. Są rzeczy, w których jest najlepszy.

Bo rozumie, że czuć się najlepszym nie musi być tym samym, co być najlepszym.

PS. A jak słyszy taką pyszną małolatę, odpisuje jej „ Hej, Mała, cieszę się, że masz się dobrze, ale nie pisz do mnie więcej. Starym, nudnym ludziom zostało mniej czasu, nie lubią go tracić na bezwartościowe znajomości.”


„Od 5 lat nie przespałam ani jednej całej nocy. Mam dzieci. Poszukuję Niepi**dolu!”

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
8 lutego 2016
Fot. iStock /  BraunS
Fot. iStock / BraunS

Cześć. Mam na imię Żaklina, mam 33 lata, od 5 lat nie przespałam ani jednej całej nocy. Mam dzieci. Poszukuję Niepierdolu*!

Uwaga: Tekst zawiera wulgaryzmy (pisownia oryginalna)

Brzmi znajomo? Pewnie tak, zakładam że posiadając dzieci choć raz marzyłaś o leku na całe zło, który zastopuje dzikie myśli w twojej głowie. Pewnie też widziałaś cudowną reklamę powyższego, od *Matko Jedyna więc nie będę tłumaczyć, skąd to moje błaganie.

“Weź Niepierdol” a wszystko stanie się jasne!

Zmęczenie, ból, smutek, bieda, a może nawet dzieci, czegokolwiek nie masz dość, sięgnij po ten złoty środek. Wyobraź sobie, jak może być pięknie…

Sytuacja nr 1

Środek nocy, sama ledwie ściągnęłaś się do łóżka, a tu niespodzianka. Przyszło dziecko pierwsze, gorączka jak diabli, pod 40 stopni. Co robisz? Łapiesz w popłochu za lek przeciwgorączkowy, obwiązujesz dzieciaka jak mumię chłodnymi okładami, z modlitwą na ustach, byle tylko za chwilę nie  musieć wpychać go na siłę do chłodnej kąpieli. Bo jak sobie nie poradzisz, to kaplica, a raczej szpital, bo dzieciak jak już choruje, to “na bogato”. Mierzysz, dotykasz, schładzasz, namaczasz, poisz modląc się w duchu, żeby drugi zaraz z łóżka nie wyskoczył. Ufffff…. Kreski lecą w dół można iść spać. Ale nie, kładziesz się i przychodzi drugi, bo dzieci jak ćmy, lecą do światła! Facet poszedł spać do dzieci, nic dziwnego. Co robisz? Zagryzasz zęby, wciskając się w ostatni wolny milimetr łóżka. Nie śpisz, bez sensu, ale jak masz spać skoro przez dwie godziny ty warowałaś przy zasmarkańcu, a kolejne dwie przyjmowałaś kopniaki na klatę. Błąd. Co powinnaś zrobić? Wziąć Niepierdol, albo podać go facetowi, żeby trwał solidarnie także w zdrowiu i chorobie wspólnych dzieci.

Sytuacja nr 2

Wstajesz po zarwanej nocy, nawet dwóch, choroba wredną jest, nie odpuszcza tak łatwo. No więc wstajesz, wędrujesz do kuchni robisz kawę, zapijasz energetykiem i już świat staje się piękniejszy. Sobota, masz wolne, nic nie musisz (prawie nic). Co tam zarwana noc, dzień pójdzie z górki. Życie pustki nie znosi, dotykasz niechcący zmywarki, wyciągasz gary, pakujesz nowe. Śniadanie, pranie, podłogi, kurze i dzień dobry, witaj południe. Chata ogarnięta, a kto ogarnie ciebie? Błąd! Co powinnaś zrobić? Niezbędne minimum. Nie myśl, że jeśli po hardkorowej nocy, zafundujesz sobie hardkorowy dzień, otrzymasz dyplom z gratulacjami. O ile czuwanie przy dziecku to zakichany obowiązek obojga rodziców, tak zarzynanie się przy pracy, którą możesz zluzować i przełożyć na jutro… Sorry, już chyba wiesz co powinnaś wziąć?

Sytuacja nr 3

Pracujesz w domu, poza nim, a może nie pracujesz, poświęcając czas dzieciom? Nie istotne, podobnie jak mało istotny jest dla innych twój wolny czas. A przecież fajnie jest tak od czasu do czasu zapomnieć że jest praca, dom, mąż, dzieci, pies i zakupy na mieście. Co robisz? Dajesz radę. To akurat dobrze. Źle natomiast, gdy robiąc coś dla reszty społeczeństwa i domowników zapominasz, ze tobie też się należy. Raz kiedyś pomiń sprawy nieistotne, telefony z kumpelami które niczego nowego nie wnoszą w twoje życie, podczas omawiania tej samej ploty po raz trzeci w tygodniu. Zmartwię cię, zmarnowanego czasu nie odzyskasz, więc weź Niepierdol i poświęć czas TYLKO sobie.

Sytuacja nr 4

Gotujesz. Nie dla siebie, gotujesz dla dzieci i dla męża, bo uwielbiasz ten stan, gdy oni zadowoleni siedzą nad talerzami z pysznym, ciepłym jedzeniem. Gorzej jak każdy chce/lubi co innego i to na co masz ochotę, odpada w niebyt. Pomidorowa siedem dni w tygodniu, bo dzieci lubią, kurczak każdego dnia, bo chłop rzeźbę na siłowni robi. Bosko, a ty byś zjadła zieleninę,  surówkę, coś pysznego, pachnącego. Coś dla twojej twarzy i rozmiaru tyłka, ale mąż nie znajduje w niej mięsa, a dzieci widzą sałatę, więc wracasz do pomidorowej przełamanej ryżem i kurczakiem. Bo przecież oni tak lubią. Błąd, kolejny! Nie namawiam abyś gotowała każdego dnia osobno dla siebie, dzieci i męża, ale litości, weź poprawkę na to, że jak nawet dzieciarnia pogrzebie smętnie widelcem te 2-3 dni w tygodniu bo wyjdziesz poza schemat, nic im nie będzie. Zapewniam, nie umrą z głodu, znając życie i tak drugim daniem po obiedzie będzie czekolada, dadzą radę. Weź … się w garść kobieto.

Tak więc jeśli następnym razem obudzisz się w środku nocy bez szans na sen, zrobisz to czego robić nie musisz, zagryziesz zęby mieszając to samo w garach lub odmówisz sobie po raz kolejny czasu na własne przyjemności, poszukaj tego co ja. Niepierdol (że czegoś nie możesz).

Zapamiętaj: „Zmęczenie, smutek, lęki, bieda… To wszystko nie pozwala ci normalnie funkcjonować? Weź Niepierdol. Uśmiechnij się i żyj”* :)

*Dzięki Matko Jedyna!


„Praca w korporacji to dramat? Bzdura. Pracuję osiem lat i ani przez chwilę nie żałowałam swojej decyzji”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 lutego 2016
Fot. iStock/ StudioThreeDots
Fot. iStock/ StudioThreeDots

Osiem lat pracuję w korporacji i nie żałuję ani jednego dnia tam przepracowanego. Mity o pracy w korpo to często wymysł tych, którzy do pracy w tego typu firmach się nie nadawali. Bo też nie każdy się nadaje. A największą szkodę robią pojedyncze jednostki – rozżalone, bo wyleciały z pracy dyscyplinarnie.

Kaśka o pracy w korporacji marzyła już na studiach. Na ostatnim roku podjęła staż w międzynarodowej dużej firmie i tam już została. – Nigdy nie żałowałam swojego wyboru. Uważam, że praca w dużej korporacji – jeśli tylko ktoś chce tak pracować, to świetny wybór ścieżki zawodowej. Dlaczego?

Poszerzasz własne horyzonty

Praca w korporacji międzynarodowej to przede wszystkim kontakt z ludźmi na całym świecie. Środowisko, w którym pracujesz jest bardzo rozbudowane. – Ja sama mam nieustanny kontakt z ludźmi z Anglii, Niemiec, Irlandii, a nawet Brazylii. Praca w języku polskim i angielskim to naprawdę świetne doświadczenie. Kiedy kończył się projekt, przy którym pracowałam na stażu, powiedziałam, że chciałabym pracować w tej firmie. Nie było żadnego problemu, żeby zostać. Przeszłam przez różne stanowiska. Mogłam brać udział w zadaniach, które były bliskie moim zainteresowaniom, nie tylko zawodowym, ale też prywatnym. Oczywiście, że czasami wydaje ci się, że robisz rzeczy – np. raporty, które są do niczego niepotrzebne i spędzasz nad nimi zbyt dużo czasu. Ale punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Jeśli byłbyś szefem danego działu, to wiesz, jak te raporty są ważne.

Cały czas się rozwijasz

Kasia podkreśla, że praca w korporacji, to nieustanna zmiana. Nawet gdy wykonujesz „tylko” analizę danych, to warunki twojej pracy nieustannie się zmieniają. – Korporacja się rozwija, wdraża nowe programy, systemy, aplikacje – to wszystko sprawia, że gdy innym wydaje się, że w kółko robisz to samo, to tak zupełnie nie jest. Co ważne – praca w korporacji to przede wszystkim wysoki standard pracy. Tu nie ma półśrodków, migania się od obowiązków. Albo chcesz pracować albo to nie jest miejsce dla ciebie. – W swojej firmie brałam udział w tylu projektach, na tak różnych poziomach i dotyczących różnych obszarów, że na zewnątrz musiałabym pewnie co chwilę zmieniać miejsce pracy, żeby tak się rozwijać. Praca w organizacji daje możliwość rozwoju w jednej firmie, wystarczy odpowiednio wcześniej komunikować, sygnalizować, co chce się robić, czym się interesujemy, wówczas zostaną podsunięte nam zadania, w których możemy się spełniać i bez trudu się w nie zaangażować. Oczywiście, że pracowałam z ludźmi, którzy robili minimum tego, co musieli i mieli poczucie, że w kółko robią to samo.

Elastyczny czas pracy

– To chyba cenię sobie najbardziej w pracy w korporacji – sama mogę sobie regulować czas pracy. W zależności od ilości obowiązków i od projektu, nad którym się pracuje, można w pracy spędzać od sześciu do dziewięciu godzin, ale to wszystko zależy już tylko od nas. Od tego, w jakim czasie wykonamy swoje zdania. Kasia podkreśla, że w jej firmie wdrożony został system pracy zdalnej. Każdy z pracowników jeden dzień w tygodniu pracuje z domu. – Ta możliwość jest bardzo wygodna. Kiedy źle się czuję, mogę zadzwonić do firmy, że pracuję z domu i nie stresuję się, że nie odkopie się z zadań po powrocie do pracy. Podobnie, kiedy dziecko jest chore, a my musimy z nim zostać w domu – także możemy spokojnie pracować zdalnie.

Możliwość awansu, większego wynagrodzenia

Hierarchia – tak można określić system zatrudnienia, jak i wynagrodzenia w korporacji. – Struktura wynagrodzeń zależy od zaszeregowania danego stanowiska, jednak dla każdego przewidziane są widełki i to od nas samych zależy, ile uda się nam otrzymać. Korporacje przede wszystkim cenią ludzi kreatywnych, którzy nie siedzą z założonymi rękami i nie czekają, aż im się palcem pokaże, co mają robić. W ten sposób jesteśmy rozliczani, przy czym możemy bez problemu wpłynąć na własną ocenę. Możemy przedstawić swoje mocne strony, pokazać swój talent. Jeśli czujemy się w czymś dobrzy, można wystąpić o zmianę swojego zakresu obowiązków. To tylko kwestia tego, jak komunikujesz swoje potrzeby rozwojowe, czym się wykazujesz, jakie masz oczekiwania. Ważne jest także szczere podsumowanie swojej własnej pracy.  W firmie zawsze można skorzystać z pomocy doradcy zawodowego czy kariery, który pomoże wskazać ścieżkę dalszego rozwoju.

Ważny jest człowiek

Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, w korporacji ważna jest jednostka. Oczywiście wszystko działa jak dobrze naoliwiona maszyna, ale żeby tak było, ważne jest, by zadbać o każdy trybik. – W firmie chodzi o to, żeby współpracować ze sobą, wymieniać się doświadczeniami. Jasne, że trafiałam na ludzi, którzy nie byli zupełnie chętni do pomocy. Pewnie wszędzie można spotkać takie osoby, choć to jest najgorsza sytuacja. Miałam jednak szczęście w zdecydowanej większości pracować z tymi, którzy są serdeczni i pomocni.

To, czego można pozazdrościć pracownikom korporacji, to zaplecze socjalne. – Moja firma przeprowadzała się kilka razy, ale zawsze podstawa była świetnie wyposażona kuchnia – ekspres do kawy to standard, kawa, herbata, drobne produkty do wykorzystania. Ponadto kantyna, stół do ping-ponga, zaciszne miejsca z wygodnymi fotelami, salki konferencyjne, z których można bez problemu korzystać. Jednak oprócz samego wyposażenia biura ważny dla mnie jest bardzo atrakcyjny pakiet ubezpieczenia zdrowotnego, są organizowane akcje prozdrowotne, np. wykonanie badan wydolnościowych, spotkania z dietetykiem, warsztaty: jak radzić sobie ze stresem. Stworzona jest sekcja rowerowa, jest drużyna siatkówki, możliwość korzystania z siłowni, czy inny zajęć. Masz poczucie, że jesteś ważnym dla firmy.

Nie odkładaj macierzyństwa na później

O tym, że trzeba poświęcić się pracy i karierze pracując w korporacji krążą już mity. Powstały nawet spoty, gdzie winą za niską dzietność w Polsce obarcza się korporacje. – To wszystko bzdura. Ja urodziłam dwójkę dzieci i nigdy nie miałam z tego powodu żadnych nieprzyjemności. Po zakomunikowaniu, że jestem w ciąży, spytano mnie, jakie mam plany, jak długo chcę pracować, jak się czuję. Szczera rozmowa sprawia, że nie ma żadnych niedomówień. Moja koleżanka musiała wyjść z pracy z dnia na dzień, bo okazało się, że jej ciąża jest zagrożona. Otrzymała od firmy wsparcie i pełne zrozumienie. Podobnie z powrotem do firmy. Istnieją różne możliwości. Czasami zdarza się możliwość szybszego powrotu do pracy, bo zaczyna się nowy projekt, zwolniło się stanowisko – ale bez żadnych nacisków, jeśli jest się w dobrych relacjach z przełożonymi można wszystko dogadać bez problemu. Większość koleżanek, z którymi pracuję jest matkami.

– Ile ja się nasłuchałam o skakaniu sobie do oczu, o podkładaniu świń współpracownikom. Naprawdę nie wiem, kto takie rzeczy mówi. Najczęściej są to osoby, które nigdy w korpo nie pracowały, albo które spróbowały i zupełnie się nie sprawdziły. Fakt, nie każdy nadaje się do tego, by pracować efektywnie, być kreatywnym i dawać z siebie dużo bez pokazywania palcem co i gdzie jest do zrobienia. Na pewno zdarzają się przykre sytuacje i doświadczenia. Ale myślę, że jest ich o wiele mniej niż się zwykło mówić. Ja w firmie nawiązałam przyjaźnie. Lubię ludzi, z którym pracuję. Kiedy ktoś odchodzi są łzy, wzruszenie, ale często kontakt podtrzymywany jest także już poza firmą.

Sielankowy obraz pracy w korporacji? A może faktycznie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i tego, kto na pracę w korporacji z pełną świadomością tego, co go czeka, się zdecydował.


Zobacz także

Kobieca intuicja - szósty zmysł czy prosty mechanizm psychologiczny?

Kobieca intuicja – szósty zmysł czy prosty mechanizm psychologiczny?

JA / Plaża miejska nr 4

Nowa-piramida-żywieniowa-2016

Jak zmieniła się piramida żywieniowa?