Weszła do sklepu po zakupy. O czym myślała? Na pewno nie o tym, że za chwilę przyjdzie jej walczyć o życie. Cuda się jednak zdarzają

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 stycznia 2017
Arch. prywatne
Arch. prywatne
 

Kuba przysyła SMS-y: „Ciociu zrób coś, żeby mama wróciła”.

Nic nie zapowiadało tej tragedii. Dzień, jak co dzień. Karina z dziećmi wyszła do lekarza, bo najmłodsze miało katar. W drodze powrotnej zaszła do sklepu, jak każda z nas – czegoś w domu brakowało. Tyle, że ona już z tego sklepu nie wyszła… Szybko robiła zakupy, bo dzieci z jej bratem czekały na nią przed sklepem. Młoda, piękna, kochająca męża i swoich trzech synach. Uśmiechająca się do świata i ludzi, bo w końcu była szczęśliwa. Miała wszystko to, o czym marzyła – dzieci, miłość, rodzinę.

O czym tego dnia myślała? Pewnie martwiła się o zdrowie pięciomiesięcznego Aleksa, choć pocieszała się, że katar to nic takiego. Może zastanawiała się, jakie sandały na lato kupić trzyletniemu Antkowi. Co zrobić na obiad? Kiedy zadzwoni mąż, który pracuje za granicą. A może z czułością myślała o swoim nastolatku –  Kubie, który choć jak każdy nastolatek sprawia jakieś kłopoty, to jednak dumna była z niego. Może nie zdążyła mu tego powiedzieć?

A może chciała zadzwonić do siostry. Starszej o sześć lat Kasi. Pokłóciły się jakiś czas temu, ale jak to siostry – zdążyły się pogodzić, tylko się nie widziały od kilku tygodni. Pewnie pomyślała, że musi do niej zadzwonić i się spotkać koniecznie.

I ta głowa trochę jej nie dawała spokoju, bo znowu bolała od rana. Ale najważniejsze, że poszła do lekarza. Pewnie to przemęczenie – jak mówiła Kasia. Wymioty to może od migreny, tylko te omdlenia… Rodzina uparta, więc poszła przez ich gadanie się zbadać. Ale już jutro tomograf, to wszystko się wyjaśni… Nie ma co siać paniki.

Upadła nagle. Nie wiedziała, co się stało. Nie widziała, że ludzie się zbiegli, że ktoś zaczął krzyczeć, ktoś wybiegł ze sklepu w popłochu. Nie zdawała sobie sprawy, że leży w kałuży krwi, a jej głowa puchnie do niewyobrażalnych rozmiarów… Karetka. Nie wiedziała, że pękł tętniak, którego nosiła w głowie.

Tych trzech operacji, które przeszła nie pamięta. Jakieś strzępy głosów do niej docierały, jakieś światło przed oczami. Ale nie mogła się skupić. Coś się pojawiało i znikało. Docierał czasami do niej płacz dzieci, stłumione słowa: „Wróć do nas, czekamy na ciebie”, „Mamo, nie odchodź, przepraszam”, „Kochanie, nie możesz nas zostawić”, „Mamo, obudź się”.

Ale nie mogła się obudzić, chociaż lekarze trzykrotnie próbowali wybudzić ją ze śpiączki. Orzekli śmierć pnia mózgu. Spytali rodzinę o decyzję… To nigdy nie jest proste. Pogrzebać nadzieję, pożegnać kogoś, kogo kochamy, kto jest najważniejszy w naszym życiu, a pustki po nim, wiemy, że nie da się zapełnić.

„To cud”, „To cud” – usłyszała. Nie wiedziała, o co chodzi. Kompletnie. Gdzie jest, co się stało, kim są ludzie wokół niej. Poruszenie, chaos jakiś. Nie mogła nadążyć za tym, co się dzieje. Nie mogła mówić, nie mogła się ruszać. Mogła tylko wodzić oczami po obcych jej ludziach, miejscu, rzeczach.

Powoli docierało do niej, że stało się coś złego, że miała wypadek. Nic nie pamięta. Nic. Nie może tego powiedzieć, nie wie jak się nazywa, skąd pochodzi. Ci ludzie wiedzą.

Płacze, płacze kiedy widzi w drzwiach mężczyznę, którego zna! Wie, jak ma na imię, poznaje go, choć nie potrafi powiązać z nim niczego. Wchodzi z obcą kobietą. To podobno jej siostra, a on jest siostry mężem. Nic nie rozumie. Jaka siostra?

Przychodzą jakieś dzieci. Ten kilkulatek płacze, tuli się do niej, mówi „mamo”. Dlaczego? Ona jest jego mamą? Tłumaczą jej, co się stało, dlaczego jest w szpitalu, mówią, że kilka miesięcy była w śpiączce, że już się z nią żegnali.

Chciałaby znowu zasnąć, odpocząć. Chciałaby zrozumieć, zmusić swój mózg do wysiłku, żeby zacząć mówić, ruszać się, a przede wszystkim zrozumieć, przypomnieć sobie.

Pewnego dnia przyjeżdża siostra, a może to mama, znajoma? Mówi, że jest siostrą. Ok. Zabierają ją do ośrodka. Już nie będzie w szpitalu, będzie w miejscu, gdzie jej pomogą, gdzie pomagają wielu ludziom.

Mijają tygodnie, a ona w końcu może mówić. Może w się w końcu porozumieć, powiedzieć: „Zabierz swojego syna”, gdy dziś już pięcioletni Antek chłopiec siedzi jej na kolanach i krzyczy: „Nie wyjdę stąd bez mamy, ja chcę być z mamą”. „To twój syn” – słyszy. Aha, mój syn, no tak… Płacze, bo czuje się taka głupia, taka bezsilna i bezbronna. Widzi te oczy wyczekujące, głaska najmłodsze dziecko po główce, gdy do niej podchodzi. Ma już półtora roku. On jej też nie pamięta, miał pięć miesięcy, kiedy zniknęła z jego życia najważniejsza osoba – mama.

Jedyne czego chcą to, żeby wróciła. Jeden cud się zdarzył, za nim idą kolejne, powoli. Karina mówi, potrafi już sama jeść, ma władną prawą część ciała. Pamięta, jaką piosenkę grali na jej ślubie przy pierwszym tańcu, ale nie pamięta swojego męża…

Nie pamięta dzieci, a one czekają na to, by w jej oczach zobaczyć iskierkę miłości, ten przypływ naturalnej czułości, kiedy już sobie przypomni, że to one…

Tylko najstarszy Kuba, pisze do swojej cioci Kasi SMS-y: „To moja wina, może gdybym się  z mamą nie kłócił”, „Nie wytrzymam tego dłużej, zrób coś, proszę ciociu”. A Kasia walczy o siostrę jak lew. O sześć lat młodszą siostrę, która kiedy skarżyła na nią rodzicom. „Jak zabrałam ją dwa, trzy razy na wagary, to przestała” – śmieje się.

Długi czas przed nimi… Bardzo długi czas leczenia, rehabilitacji i nadziei, że mózg jest tak niezbadany i tak zaskakujący, że Karina odzyska pamięć, sprawność, wróci do swoich dzieci.

Ośrodek „Leśna Polana” w Gryficach, w którym znajduje się Karina, widział nie takie cuda, nie takie beznadziejne przypadku wypisywali dumni lekarze do domu, a rodzina płakała już tylko ze szczęścia.

Bo, żeby dzieci odzyskały mamę, Kasia siostrę, a mąż żonę – potrzeba dużo pieniędzy. Już kilka cudów się wydarzyło w ich życiu… Czas na kolejny. Cud ludzkiej dobroci.


Dla Kariny na rehabilitację i pobyt w ośrodku zbierane są środki na siepomaga.pl. Chcesz wpłacić? Kliknij TUTAJ. Nie możesz, podaj dalej tę historię.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Arch. prywatne

 


W sidłach toksycznej miłości. Jak przerwać zaklęte koło i wyjść z uzależnienia od drugiej osoby

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 stycznia 2017
Fot. iStock/KristinaJovanovic
Fot. iStock/KristinaJovanovic
 

Starasz się za wszelką cenę znaleźć w swoim partnerze to, co podobne do ciebie, ale niekoniecznie, co dobre. Trwasz przy nim mając nieustannie nadzieję, że jego pozytywna strona zwycięży nad słabościami, podłym charakterem, skłonnością do agresji, kłamstwa i manipulowania. Czekasz na coś, co nie nadejdzie samo z siebie. Taka jest natura osób uzależnionych od niezdrowych związków, od toksycznych miłości.

Przychodzi w końcu moment, w którym się zaczynasz rozumieć, że jeśli to ty czegoś nie zmienisz w swoim życiu, przegrasz je, przeżyjesz już do końca zamknięta w tej pułapce, bez szans na szczęście, na emocjonalny rozwój, na odzyskanie poczucia wartości i i godności.

Załóżmy, że zdobywasz się na odwagę i odchodzisz. Ale to dopiero początek twojej drogi. Teraz zaczyna się najtrudniejsze. Początek detoksu. Pierwsze dni są bardzo trudne, ciągle chcesz wrócić, masz przekonanie, że postąpiłaś źle, że skrzywdziłaś ukochanego człowieka, że jesteś potworem. Ciągle jeszcze dajesz się wciągać w jego grę. Płaczesz, wylewasz litry łez, nie jesteś w stanie się skupić, ani wykonać podstawowych czynności. Zupełnie jak alkoholik na odwyku. Odczuwasz niepokój, tak silny, że aż boli. Jak się nie załamać i nie wrócić? To moment, w którym powinnaś zadać sobie następujące pytania:

Czy czujesz się odpowiedzialna za uczucia, myśli, działania, wybory, wolę, potrzeby, dobre samopoczucie i przeznaczenie innych ludzi?

Czy czujesz, że jesteś zmuszona pomagać ludziom w rozwiązywaniu ich problemów, lub próbujesz zawsze dbać o ich uczucia?

Czy łatwiej ci poczuć i wyrazić swój gniew, jeśli widzisz krzywdę wyrządzaną innym niż wtedy, kiedy niesprawiedliwość dotyczy ciebie?

Czy czujesz się najbardziej bezpiecznie i komfortowo, gdy to ty jesteś w związku dawcą?

Czy czujesz się niepewnie i masz poczucie winy, gdy to ty jesteś w związku biorcą?

Czy czujesz się pusta, znudzona i i bezwartościowa, jeśli nie masz nikogo, kim mogłabyś się opiekować, rozwiązywać jego problemy, radzić sobie z jego kryzysami?  

Czy zdarza ci się, że nie możesz przestać mówić, myśleć i martwić się o twojego partnera i jego problemy lub o inne, bliskie osoby?

Czy tracisz zainteresowanie swoim własnym życiem, kiedy jesteś zakochana? Liczy się tylko on i to, co z nim związane?

Czy jesteś skłonna pozostać w związku, w którym jesteś ofiarą nadużyć i przemocy, tolerować swoją sytuację tylko po to, by ktoś cię kochał?

Czy potrafisz zerwać destrukcyjne relacje tylko po to, by zaraz wejść w nowe, równie szkodliwe?

Tylko szczere odpowiedzi pomogą ci w pełni zrozumieć mechanizmy i schematy zachowań, które tobą dotąd kierowały. Kiedy masz już pełną świadomość tego, w jaki sposób i na jakiej pozycji wchodziłaś w nowe relacje (nie tylko miłosne), pora na przepracowanie w sobie 4 ważnych lekcji.

Najistotniejsze rzeczy, jakich musisz się teraz nauczyć:

1. Bez radykalnych zmian w twoim podejściu do siebie samej, twoja sytuacja się nie zmieni

Niby oczywiste, a jednak wciąż trudne do zaakceptowania. Szaleństwem i brakiem rozsądku jest robić w kółko to samo i oczekiwać różnych efektów. Cykl współuzależnienia można przełamać jedynie wtedy, kiedy nawiążemy w końcu kochającą i zdrową relację z… samym sobą. To podstawowa zmiana, której należy dokonać. W przeciwnym razie będziemy nieustannie wchodzić w niezdrowe i uzależniające relacje.

2. Nie możemy kontrolować innych, nie jest to naszym życiowym zadaniem

Przeanalizuj swój stosunek do bliskich osób. Prawdopodobnie przez lata starałaś się mieć nad nimi kontrolę (nawet iluzoryczną), przewidywać ich reakcje i zachowania, bo to pozwalało ci uciec od własnych, negatywnych uczuć.

Wylewałaś partnerowi alkohol, wyciągałaś go z tarapatów, usprawiedliwiałaś w pracy i przed rodziną. Żyłaś jego życiem. Tak mocno skupiłaś się na tym, co było z nim nie tak, że nie zauważałaś tego, co puste i niespełnione w tobie.

Myślisz naiwnie, że ta kontrola dawała ci poczucie stabilizacji. W rzeczywistości było odwrotnie. Rezygnacja z kontrolowania innych daje nam niezbędną przestrzeń do tego, by zająć się sobą i odzyskać równowagę.

3. Miłość i obsesja to dwie różne rzeczy

Dawałaś z siebie w tym związku tak wiele, bo myślałaś, że to jedyna droga do szczęścia. Ale ono nie nadchodziło. Bo zaufanie i zdrowa relacja pojawia się wtedy, kiedy dajemy sobie trochę miejsca na samodzielny oddech, na czas z przyjaciółmi, z samym sobą.

Przez wiele lat zaniedbywałaś własne potrzeby. Teraz pora na terapię i odkrywanie, na nowo, radości z tego, co najprostsze: lektura, pisanie, spacer, rozwój duchowy. Włączanie rytuałów miłości własnej do swojego życia.

4. Życie nie jest nagłym wypadkiem

A ty nie jesteś pogotowiem ratunkowym – w ciągłej gotowości, stresie, z nerwach, co się za chwilę wydarzy w JEGO życiu, co ON znowu zrobi. Trzeba odpuścić wszystko to, na co nie masz wpływu. To jest warunek konieczny do osiągniecia życiowego balansu. Dobre i złe rzeczy przytrafiają się każdemu z nas. Każdy z nas musi sobie z nimi jakoś poradzić. Można wspierać ukochaną osobę, ale nie można za kogoś rozwiązywać jego problemów, nie można nimi żyć. Zaakceptuj swoje życie, ze wszystkim, co ci się przydarza. Celebruj je i pokochaj na nowo.

Niezależnie od tego, na którym etapie związkowego odwyku jesteś, bądź dumna z tego, że podjęłaś taką właśnie decyzję. Życzę ci powodzenia i wierzę, że uda ci się przeprowadzić ten proces do końca. Wtedy odnajdziesz spokój duszy i szczęście. Wtedy będziesz gotowa na dobrą miłość, dobre relacje z innymi.


Źródło: tinybuddha.com


Co musiałoby się stać, żebyśmy chcieli płacić podatki?

Karolina Krause
Karolina Krause
13 stycznia 2017
Fot. iStock / gruizza
Fot. iStock / gruizza
 

Co to za głupie pytanie – pomyślisz – bo przecież nikt normalny i zdrowy na umyśle nie chce płacić podatków w Polsce. Bo jeśli tylko wychylić nos poza nasz kraj, to płacenie podatków jest po prostu obowiązkiem, który większość akceptuje. U nas większość się miga, jak może. Spójrzmy na Szwecję, Norwegię, gdzie płacenie podatków jest rzeczą świętą. No i zastanawiam się, co takiego musiałoby się zadziać w naszym kraju, żebyśmy do kwestii podatków podchodzili normalnie?

Niemal wyniesiono mnie w tym roku z Sylwestra po tym, jak wdałam się w zażartą dyskusję z przyjacielem, który dumał, jak uniknąć zapłacenia kary w skarbówce, gdzie wina jest ewidentnie po jego stronie! Nie rozumiem. Są przepisy, czy się zgadzamy czy nie, należy ich przestrzegać.

Pamiętam audycję w radiu o podatkach i to co powiedział jeden z ekspertów: nasz stosunek do podatków to przede wszystkim kwestia kulturowa. Wynik tego, co działo się na danym obszarze przez dziesiątki, a nawet setki lat. Kultura ma jednak to do siebie, że może się zmieniać, a razem z nią nasze podejście do wielu kluczowych spraw.

Co by więc musiało się stać, żebyśmy zaczęli płacić podatki?

Niższe podatki?

Każdy się zgodzi, że gdyby podatki, były niższe, rzadziej migalibyśmy się od ich płacenia. Kiedy Milton Friedman (amerykański ekonomista nagrodzony Nagrodą Nobla) odwiedził nasz kraj w 1989, powiedział, że „Polska nie powinna naśladować bogatych krajów zachodnich, bo nie jest bogatym krajem zachodnim. Polska powinna naśladować rozwiązania, które kraje zachodnie stosowały, gdy były tak biedne, jak Polska.”

Niestety od tamtego czasu nikt nie wyciągnął z tej nauki żadnych wniosków. I zamiast obrać sobie za cel obniżenie podatków, Fiskus dąży jedynie do tego by wyciągnąć więcej od tych, którzy uczciwie płacą, albo do tego, by lepiej wyłapywać tych, którzy starają się ominąć prawo (zwiększając rygorystyczność systemu podatkowego, liczbę sytuacji, w których powstaje obowiązek podatkowy i liczbę kontroli podatkowych). Nasz rząd zachowuje się jakby przedsiębiorcy byli w Polsce niemile widziani, więc najbogatsi z nich uciekają przed płaceniem zbyt wysokiej daniny rejestrując swoje firmy w krajach uznawanych za raje podatkowe, jak Cypr, Malta, Luksemburg, czy chociażby Węgry.

Jaśniejsze przepisy?

Zdaniem Cezarego Kaźmierczaka, prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców prawo podatkowe w Polsce tworzone jest pod przestępców. Na jednej z konferencji prasowych dotyczących możliwości popełniania przestępstw przez urzędników Ministerstwa Finansów, powiedział.

Niemal od 20 lat w Ministerstwie Finansów przygotowywane są regulacje, o których po wejściu ich w życie wiedzą w zasadzie tylko grupy przestępcze, które na ich podstawie przez 2-3 lata dokonują oszustw, a opinia publiczna dowiaduje się o nich po ujawnieniu sprawy przez media. W każdej takiej sprawie sprawcy tych oszustw nie zostają ujęci – co najwyżej aresztuje się kilku słupów – a odpowiedzialnością za to obarczani są uczciwi przedsiębiorcy i MF próbuje ich objąć odpowiedzialnością zbiorową. Więcej

Pozytywny stosunek do płacenia podatków, to w dużej mierze także efekt zaufania społecznego. Kiedy raz zostanie ono utracone, ciężko je odbudować, a takie działania rządu z pewnością tego nie ułatwiają.

Lepszy PR Urzędów Skarbowych

Tego chyba nie sposób kwestionować. Administracja podatkowa w Polsce ma fatalny PR i chyba każdy mógłby się pod tym podpisać. Oczywiście nie da się tego zmienić w przeciągu roku/ dwóch lat/ trzech lat, ale inwestycja w taką działalność powinna stać się priorytetem naszego rządu. Bo z jednej strony jest to kwestia efektywności działań administracji, a z drugiej strony transparentności. Może rozwiązaniem okazałaby się coroczna kampania informacyjna, na co idą nasze podatki? Eh, podatki, to temat rzeka. Moglibyśmy tu wymieniać tysiące przykładów , dlaczego tak naprawdę nie chcemy ich płacić. To są trendy głęboko zakorzenione w historii. Nie od dziś mamy w Polsce do czynienia  z rozmyciem interesów rządu i obywateli. Na przestrzeni lat utarło się w nas przeświadczenie o tym, że Polak tak musi, nakombinować się dziesięć razy, byle by tych podatków nie płacić. Byleby być przeciw rządowi.

Tylko, że to kombinowanie często jest na cienkiej granicy. Przekonujemy się o tym dopiero wtedy, kiedy jesteśmy w czarnej finansowej „d…”. Może więc czas, abyśmy zamiast się migać, czy kręcić, wzięli sprawy w swoje ręce? Łatwo jest mówić o dziurze budżetowej, o braku finansowaniu różnych ważnych dla nas obszarów życia, o tym, że rząd do niczego. Ale czy my pomagamy, by to zmienić?


 

Źródło: wp.plwp.plpolskieradio.pl

 


Zobacz także

Fot. iStock/SrdjanPav

Jakie myśli, takie emocje, a jakie emocje, taka też i kondycja naszego ciała. Nieoceniona siła niemyślenia

Fot. iStock /  LaraBelova

5 dowodów na to, że w związku lepiej być zołzą. Taką pozytywną zołzą

Fot. iStock /  Solovyova

Podsumowanie akcji „Moja pierwsza miłość”