Nasza niezwyczajna Miss Świata. Poznajcie Iwonę Cichosz, Najpiękniejszą wśród Głuchych

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 września 2016
Fot. Michael J. Samaripa
Fot. Michael J. Samaripa

Burza rudych loków, ciepłe spojrzenie ciemnych, dużych oczu. Mówią o niej, że jest niezłomna, ona sama potwierdza, że ma duszę wojowniczki.  Z całą pewnością wyróżnia ją niezwykłe wnętrze i wszechstronność zainteresowań. Kocha się sprawdzać, dlatego wzięła udział w programie „Mam talent”.  Pracuje w migam.pl, chodzi na szczudłach, gra w teatrze. Bo teatr, a zwłaszcza pantomina, ją fascynuje. Jest aktorką, tłumaczem i właśnie zdobyła tytuł Miss Deaf International. Jest bohaterką filmu dokumentalnego „Znaki” w reżyserii Wojciecha Klimali, pierwszego polskiego filmu o kulturze głuchych. Nie słyszy od urodzenia. Zapraszamy na inspirującą rozmowę z Iwoną Cichosz.

Anna Frydrychewicz: Czym jest dla Pani kobiecość?

Iwona Cichosz: Dla mnie kobiecość to świadomość swojego ciała, swojej seksualności, podkreślanie swoich atutów, dbanie o siebie na co dzień, a co najważniejsze akceptowanie samej siebie, pomimo wszystkich drobnych wad.

A co jest fajnego w kobietach?…

W kobietach najbardziej cenię pewność siebie, wyrażanie swoich myśli wprost, niezależność, poczucie humoru oraz dystans do siebie.

W życiu napotykamy różne ograniczenia. Czuła się Pani dyskryminowana częściej ze względu na swoją niepełnosprawność, czy ze względu na płeć?

Niestety, więcej ograniczeń napotykam jako osoba Głucha. Kiedyś na przykład szukałam pracy. Przeszłam cały proces rekrutacyjny, aż do momentu gdy poproszono mnie o numer telefonu. Odmówiłam z powodu niedosłuchu i dlatego pracodawca natychmiast stracił zainteresowanie moją kandydaturą. Ale jako kobieta nigdy w życiu nie spotkałam się z dyskryminacją bądź ograniczeniem.IMG_1087

A to, co wewnątrz, może ograniczać? 

Większość ludzi myśli, że łatwo mi przychodzi bycie optymistką na co dzień. Prawda jest taka, że często walczę ze sobą, żeby nie popaść w ciemną stronę. Codziennie mówię sobie: bądź pozytywnie nastawiona do świata pomimo przeciwności, a życie jakoś się ułoży i do tej pory to się sprawdza. Mocno wierzę w siebie i w moc pozytywnego myślenia. Oczywiście, czasem pozwalam sobie na upust emocji, w końcu jestem tylko człowiekiem.

Wzięła Pani udział w konkursie piękności dla osób niedosłyszących. Dlaczego?

W 2008 roku po zdobyciu tytułu Miss Deaf Poland pojechałam do Pragi na wybory Miss Deaf World. Niestety pierwszego miejsca nie zdobyłam, a jedynie wyróżnienie. Z natury jestem wojowniczką i walczę, więc po prostu odłożyłam tę kwestię na później. Skupiłam się na innych rzeczach, rozwijałam się. Kiedy w tym roku dostałam zaproszenie, zrozumiałam, że jest to idealny moment dla mnie. Miałam wsparcie finansowe od firmy Migam, w której pracuję. Do tego jednocześnie rozpoczęto kręcenie filmu dokumentalnego „Znaki”, który jest o moim życiu. Dlatego pomyślałam „teraz albo nigdy” i pojechałam na konkurs Miss Mister Deaf International. Tym razem wiedziałam, co mnie czeka, jakie obowiązują reguły i byłam dobrze przygotowana. Myślę, że do tego konkursu musiałam po prostu dojrzeć, bo odpowiedzialność z noszenia korony jest duża i nie wiem, czy 8 lat temu bym podołała.

Ten konkurs różni się czymś od tych, które znamy z telewizji?

Konkurs prawie niczym nie różni od zwykłych konkursów, oprócz języka, w którym się go prowadzi – języka migowego. Wśród punktowanych elementów brana jest także pod uwagę znajomość języka migowego oraz tożsamość osoby głuchej.

A może Pani opisać trochę świat osób Głuchych? Jaki on jest?

Nasze światy różnią się tym, że my nie mamy dostępu do pełnej informacji np. w telewizji (nie ma napisów, tłumacza języka migowego przez 24h). Na dworcu PKP często pociąg mi uciekał, bo nie słyszałam komunikatu o zmianie peronów. Kiedy wymaga tego sytuacja i musimy porozumiewać się z druga osobą w sytuacjach formalnych np. w urzędach, zdarzało się, że obsługa nie miała cierpliwości. Albo po prostu brakowało im świadomości czy wiedzy, jak rozmawiać.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

To co możemy zrobić, żeby spotkanie tych naszych dwóch światów nie było trudne?

Te problemy można rozwiązać korzystając z narzędzi takich jak videotłumacz oferowany przez firmę, w której pracuję. Ponadto, żeby łatwiej budować relacje pomiędzy naszymi światami warto edukować słyszących ludzi o podstawowych zasadach komunikacji z nami oraz wprowadzić naukę polskiego języka migowego w szkołach. Łatwiej słyszącym nauczyć się migać, niż głuchym mówić.

Skąd w Pani tyle pasji dla teatru?

Zawsze lubiłam stać na scenie i odgrywać różne role. Teatr to dla mnie oderwanie od rzeczywistości, testowanie swoich umiejętności, przekraczanie swoich granic, kontakt z widownią, dawanie im radości. Trudno to opisać. Dzięki teatrowi nabrałam pewności siebie, nauczyłam się selekcjonować krytykę na dobrą i złą, uodporniłam się na hejty. Teatr nauczył mnie dyscypliny i pokory oraz doceniania małych rzeczy.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

A poczucie bezpieczeństwa? Co je Pani daje?

Świadomość, że mam wokół siebie ludzi na których zawsze mogę polegać. To oni mnie wspierali, gdy miałam złe momenty w życiu. Moje sukcesy w dużej mierze zawdzięczam im.

Życiowymi wyborami pokazała Pani, że stawia na rozwój osobisty…

Przez pewien okres w moim życiu zapomniałam o sobie, byłam skupiona na innej osobie i innych rzeczach. Niestety efekt był taki, że wszystko mnie drażniło, nie byłam szczęśliwa, nie wiedziałam czego chcę. Aż do momentu, gdy pewna osoba mi uświadomiła powagę sytuacji i to mnie otrzeźwiło. Zajrzałam w głąb siebie, zapytałam siebie co chcę robić w życiu i skoczyłam w przepaść.

Dosłownie?

Zostawiłam za sobą stabilne życie, partnera, teatr – wszystko po to, żeby odnaleźć siebie. To była najtrudniejsza, a zarazem najlepsza decyzja w moim życiu. Od tego momentu moje życie nabrało tempa, rozwinęłam skrzydła, realizowałam swoje cele jako ja – Iwona Cichosz. Czasem warto zaryzykować wszystko i postawić na jedną kartę. Teraz już wiem, że ja jestem najważniejsza, bo to ze sobą jestem związana całe życie, a potem dopiero liczą się inni ludzie.

Jak przekonać inne kobiety, by nie rezygnowały z siebie?

Powiedziałabym im: Kochane kobiety, znajdźcie coś co Was pasjonuje, kręci i kierujcie się tą drogą. Możecie jeździć na szkolenia, konferencje, warsztaty, czytajcie książki, cokolwiek, byle tylko nie zapomnieć o swoich potrzebach. Życie jest za krótkie, żeby zajmować się czymś, czego nie lubicie.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne


Moje, twoje, nasze… Żeby to miłość, a nie pieniądze, była najważniesza

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 września 2016
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic

Według psychologów, kluczem do udanej, dojrzałej relacji jest umiejętność rozmawiania  z partnerem o pieniądzach. Dla wielu z nas jest to jednak ciągle zbyt trudne. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego pieniądze częściej stają nam na przeszkodzie w budowaniu szczęśliwego, zdrowego związku niż pomagają w uwiciu wspólnego gniazdka i zdobyciu upragnionego poczucia materialnego bezpieczeństwa?

Moje, twoje i jeszcze jej

Na początku nic nie zwiastowało problemów. Kiedy Iwona spotkała Maćka, nie przeszło jej przez myśl, że kwestie finansowe będą miały tak destrukcyjny wpływ na ich związek. Oboje mieli dzieci z poprzednich związków. Mieli także liczne przykłady znajomych „po przejściach” wokół, byli więc przygotowani na pewne wyzwania. Ale niekoniecznie na to, co miało się wydarzyć, zwłaszcza, że oboje zarabiali podobne kwoty.

Bardzo szybko Iwona zdała sobie sprawę z tego, że Maciek wydaje więcej pieniędzy na swoją byłą żonę i dwie córki niż dokłada do wspólnego budżetu. Często prezentował dzieciom drogie podarunki, nieraz kupował niezbędne domowe sprzęty, z reguły, te z wyższej półki cenowej. Zdarzało się, że ratował z finansowej opresji byłą partnerkę.

„Kiedy zrobiłam mu o to  awanturę, oskarżył mnie, że jestem bez serca, że ​​nie obchodzi mnie, że one mają kłopoty”– opowiada Iwona.  Pomimo jej zastrzeżeń, Maciek nadal płacił za wszelkiego rodzaju domowe wydatki byłej żony, w tym naprawy samochodu, pianino dla dzieci, czy gadżety kuchenne.

Powoli obsesją Iwony stało się wyliczanie i porównywanie, ile pieniędzy Maciek wydał na „tamten dom”, a ile na ich wspólne gospodarstwo domowe. Gwoździem do trumny tego związku było opłacenie przez Maćka wakacji byłej partnerce i dzieciom, kiedy okazało się, że na wyjazd z Iwoną, chwilowo nie ma już środków.

Nie byłoby w postępowaniu Maćka nic niewłaściwego, gdyby po prostu, jako były mąż i ojciec upewniał się, że jego dzieci mają zapewnione bezpieczeństwo finansowe.  On jednak za pomocą pieniędzy próbował wynagrodzić im rozstanie z ich matką oraz nieobecność w ich codziennym życiu.  Do czasu, aż Iwona zdała sobie z tego sprawę, ich związek się rozpadł. Można było temu zapobiec, gdyby tylko oboje przedyskutowali otwarcie kwestie swoich wydatków. Niestety, choć wiele kobiet ma dziś ten rodzaj niezależności finansowej, o której nasze matki mogły tylko marzyć, wspólne pieniądze to dla zdecydowanej większości ciągle jeszcze temat tabu.

Pieniądze dają władzę i kontrolę – mówią psycholodzy. W związku, który nie funkcjonuje prawidłowo, wykorzystujemy je jako broń przeciwko drugiej osobie albo element szantażu. Badania mówią o tym, że około 70 procent małżeńskich problemów powodują ma swoje źródło w kłopotach finansowych. Atmosfera, w której toczą się rozmowy o pieniądzach, lub  której się ten temat przemilcza może być „barometrem partnerstwa” w związku.

Ustalenia finansowe między partnerami, lub ich brak, odzwierciedlają najgłębsze przekonania o sobie, o ich relacji oraz ich miejscu i roli w związku. I nie ma tu znaczenia, czy, czy pieniędzy jest dużo. Chodzi o wzajemny stosunek do siebie i nasze wewnętrzne przekonanie o tym, na co w związku zasługujemy.

Napięcia mogą łatwo powstać również wtedy, gdy dwie osoby mają różne podejście do tego, czym właściwie dla nich są pieniądze, a najczęściej wtedy, gdy między partnerami istnieje zarobkowa dysproporcja. Warto też  zwrócić uwagę na „zapalne punkty finansowe” – zmiany życiowe, które wpływają na dochód, takie jak rezygnacja pracy, urlop macierzyński, albo podwyżki.

Wiele z naszych przekonań dotyczących pieniędzy wiąże się z naszą potrzebą bezpieczeństwa. Jeśli „uboższy” partner staje czuje się zobowiązany wobec „bogatszego” może to doprowadzić do tego, że przyjmie on w związku rolę ofiary,  ponieważ konieczność proszenia o pieniądze jest jedną z najbardziej upokarzających rzeczy w relacji dwojga ludzi.

Ile ty właściwie wydałaś?

To było w przypadku Justyny i Pawła, którzy byli małżeństwem przez 11 lat przed narodzinami ich bliźniaków. „Kiedy podjąłem decyzję, aby zostać w dziećmi w domu, skupiłam się po prostu na tym, by być, być dla moich synów” – mówi Justyna.  „Nie wzięłam pod uwagę konsekwencji finansowych i tego, że od teraz  mam prosić męża o pieniądze na zakup nowej sukienki lub na wyjście z przyjaciółką.” Do tego czasu para zawsze zachowywała oddzielne portfele i konta, przelewając pieniądze na wspólny rachunek, z którego pokrywali wydatki na gospodarstwo domowe.  „Nigdy wcześniej nie kłóciliśmy się o pieniądze, dopóki nie rzuciłam pracy” – opowiada Justyna. Paweł stawał się coraz bardziej skąpy i zaczął wydzielać mi pieniądze, ograniczał kwoty, które mogłam wypłacić sobie z bankomatu. Czułam się jak wtedy, kiedy miałam 14 lat i musiałam prosić tatę o dodatkowe kieszonkowe.

Dopiero podczas terapii małżeńskiej Justyna zdała sobie sprawę, z tego, że brak niezależności finansowej obudził w niej na nowo głęboko zakorzenione lęki. Póki co, para zdecydowała się ustalić stałą, miesięczną kwotę pieniędzy, jaką każde z nich może wydać na siebie. „To nie jest jeszcze szczyt moich marzeń, ale dało mi więcej poczucia wolności i poprawiło moje samopoczucie.” – mówi Justyna.

Im bardziej jesteśmy zależni finansowo od swoich partnerów, tym bardziej prawdopodobne jest, że będziemy się uciekać do drobnych oszustw, takich jak nieprzyznawanie się do jakiegoś droższego zakupu, ukrywanie prawdziwej ceny itd.  Jednocześnie mniejsze jest prawdopodobieństwo, że będziemy wobec partnera niewierni.

Pamiętajmy, niezależnie od tego jak bardzo się kochamy i jak romantyczną wizję miłości mamy, kwestie finansowe warto przedyskutować już na samym początku związku. Pozwoli nam to oszczędzić sobie rozczarowań i ograniczyć nieporozumienia.


Karmienie naturalne. Czy w ogóle warto…?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
21 września 2016
Karmienie naturalne - czy w ogóle warto?
Fot. iStock / Solovyova

Każda młoda mama po porodzie staje przed dylematem w jaki sposób karmić swojego maluszka – naturalny, a może jednak sztuczny? Prowadzone od wielu lat badania wskazują, że większe korzyści dla maleństwa i mamy płyną z naturalnego sposobu karmienia. Jak przygotować się do karmienia naturalnego i jakie są jego zalety dla dziecka i mamy, radzi położna Martyna Mączka, Ambasadorka kampanii „Położna na medal”.

W karmieniu naturalnym najważniejsza jest konsekwencja. Jeżeli zależy nam na utrzymaniu laktacji powinniśmy wiedzieć, że nie zda egzaminu stosowanie karmienia mieszanego. Dlatego też, dobrą radą jest wykorzystanie 2-3 dni które spędzamy w szpitalu po porodzie na ustabilizowanie procesu laktacji i naukę prawidłowej techniki karmienia.

Do laktacji w pewnym stopniu przygotowują zajęcia edukacyjne i praktyczne w szkole rodzenia. Przyszła mama może się na nich nauczyć tego, w jaki sposób przyjąć dobrą pozycję do karmienia, jak prawidłowo przystawić niemowlę do piersi, a także jak w naturalny sposób reagować w kłopotliwych sytuacjach.

Karmienie naturalne

Mówiąc o karmieniu należy pamiętać, że każda zdrowa mama jest w stanie wykarmić swoje dziecko i zaspokoić jego potrzeby. To naturalna zdolność. Zdarza się, że u swoich podopiecznych w ciąży obserwuję spadek wiary we własne siły i możliwości. Dzieje się tak przez wahania hormonalne oraz całkowicie nową sytuację w jakiej się znalazła. Musimy jednak pamiętać, że dzieci są instynktownie bardzo mądre i są zaprogramowane w ten sposób, że dążą do zaspokojenia swoich potrzeb już od pierwszych chwil swojego życia. Zaraz po porodzie kluczowy jest kontakt  z dzieckiem, niezależnie czy poród odbył się drogami natury czy przez cięcie cesarskie (jeżeli stan obojga na to pozwala). To na sali porodowej następuje pierwsze przystawienie dziecka do piersi i choć często młode mamy nie obserwują wtedy wypłynięcia pokarmu – tzw. siary, to warto wiedzieć, że i tak zaspokajają odruch ssania noworodka.

Trzeba pamiętać, że noworodek do pierwszej doby swojego życia ma żołądek wypełniony wodami płodowymi i nie jest głodny. Co nie zmienia faktu, że ma ogromną potrzebę być przy piersi mamy czym zaspokaja potrzebę bliskości i odruch ssania. W pierwszej dobie życia wielkość żołądka i jego pojemność swoimi rozmiarami zbliżona jest do rozmiarów… wiśni. W drugim dniu do orzecha włoskiego. Krople pokarmu, które znajdują się w piersiach zaspokajają zatem całkowicie jego potrzeby i są bardzo ważne dla budowania jego odporności. Jaka jest więc rola mamy w karmieniu? Mówiąc w skrócie, przystawiać dziecko na jego wyraźnie żądanie, tak często jak jest to tylko możliwe. Ściskanie piersi w celu sprawdzenia czy mama ma pokarm nie jest adekwatne co do jego ilości. Przy częstym karmieniu nawał pokarmu pojawia się najczęściej pomiędzy 3 a 5 dobą. Należy wtedy jak najczęściej przystawiać dziecko do czasu, aż proces się unormuje.

Karmimy dziecko w różnych pozycjach, aby mleko spływało z różnych miejsc równocześnie. Nie ograniczamy płynów i dobrze się odżywiamy oraz dużo… uśmiechamy, ponieważ dobre samopoczucie kobiety jest bardzo ważne dla procesu laktacji. Warto dopytać personel oddziału noworodkowego jak i położniczego o techniki prawidłowego przystawiania dziecka. Te porady mogą okazać się bardzo cenne. Na  wielu oddziałach spotkamy doradców laktacyjnych, którzy są profesjonalnie przygotowani do takiej pomocy. Po wyjściu ze szpitala do domu, jeżeli będziemy mieć jakieś wątpliwości bądź kłopoty z piersiami, możemy skorzystać z poradni laktacyjnej lub wizyty doradcy w naszym domu.  Laktacja stabilizuje się dopiero po około 4-6 tygodniach. Przez cały okres laktacji w celu jej prawidłowego utrzymania nie powinniśmy podawać dziecku smoczka ani butelki. Dziecko samo reguluje ilość wytwarzanego pokarmu i dostosowuje go do swoich aktualnych potrzeb. Karmienie rekomendowane jest do 6 miesiąca życia, jednak jest to sprawa indywidualna i mama i dziecko musi być gotowa na odstawienie od piersi.

Karmienie naturalne uda się każdej mamie jeżeli zaufa sobie i przyjmie wsparcie jakie się jej oferuje. Pierś mamy jest naturalnym barem mlecznym, uspokajaczem, który daje poczucie bliskości, bezpieczeństwo i wzmacnia więź mamy z maluszkiem.

Autorka: położna, Martyna Mączka, zwyciężczyni 2. edycji konkursu Położna na Medal


Trzecia edycja kampanii Położna na medal_Partnerzy merytoryczniPołożna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, trzeciej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2016 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2016 roku. Nominacje i głosy odbywają się na stronie www.poloznanamedal2016.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.


Zobacz także

Fot. Screen Instagram/stellajulian i
alicia_de_los_reyes

Żółty róż na policzkach. Hit czy kit?

Fot.iStock/KatarzynaBialasiewicz

Nie lubię płakać przy innych. Łzy to słabość, to bezradność. Ale ja czasami inaczej nie potrafię. Przepraszam

Teraz tata też może poczuć, jak to jest być w ciąży

Teraz tata też może poczuć, jak to jest być w ciąży