Kochasz jabłka? To dobrze, bo kocha je także twoja figura i zdrowie. Sprawdź dlaczego

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
11 lutego 2016
jabłka
Fot. Pixabay / Hans / CC0 Public Domain

Ostatnio coraz częściej powtarzane jest angielskie powiedzenie “one apple a day, keeps the doctor away“ czyli w dowolnym tłumaczeniu jedno jabłko dziennie trzyma doktora z daleka. I trudno się z tym nie zgodzić, gdyż jabłka zdecydowanie służą naszemu zdrowiu. Warto je jeść nie tylko ze względu na ich wspaniały smak.

Są niskokaloryczne. Zawierają jedyne 57 kcal w 100 g oraz mają dużo fruktozy. Ten słodszy od sacharozy cukier powoli przemienia się w organizmie, zapobiegając szybkiemu wzrostowi poziomu cukru we krwi. Dzięki zawartości pektyn (rozpuszczalnego w wodzie błonnika), które wypełniają żołądek, mózg otrzymuje sygnał o sytości, a potem pektyny wspomagają pracę jelit. Ponadto oczyszczają one organizm neutralizując substancje toksyczne, regulują florę bakteryjną jelit, zapobiegają zaparciom.

Obniżają poziom złego cholesterolu. Hamują one wchłanianie złego cholesterolu LDL z jelita, zwiększając produkcję „dobrego” cholesterolu HDL w wątrobie. Neutralizując kwasy żółciowe, pektyny wymuszają na wątrobie pobieranie cholesterolu z krwi. Dodatkowo zawarte w jabłkach flawonoidy (przeciwutleniacze) zapobiegają powstawaniu zakrzepów w naczyniach krwionośnych.

Flawonoidy wzmacniają serce. Blokują blaszkom miażdżycowym możliwość przyklejania się do naczyń krwionośnych. Flawonoidy chronią także naczynia krwionośne przed stanami zapalnymi, a także przyspieszają regenerację ich ścianek.

Cynk wpływa na odporność. Jabłko zawiera witaminę C, która usuwa z organizmu wolne rodniki, ale nie są to duże wartości. Zawierają jednak cynk, niezbędny do prawidłowego rozwoju limfocytów T, czyli białych krwinek, które niszczą bakterie i wirusy.

Minerały dla urody. Jabłka zawierają m. in. potas, żelazo, cynk, krzem, witaminy A, C, E oraz z grupy B które poprawiają stan skóry, włosów i paznokci. Przeciwutleniacze, w których skład wchodzą wyżej wymienione minerały i witaminy, zwalczają wolne rodniki, które uszkadzają błony komórkowe, co wpływa na proces starzenia organizmu.

Są korzystne dla zębów. Wynika to z faktu,  że gryzienie twardych owoców jest korzystne dla dziąseł. Pektyny z jabłek wzmacniają szkliwo, chroniąc je przez niszczeniem i powstaniem próchnicy.

Smacznego i na zdrowie!


A ty? O jakiej miłości marzyłaś? A może nadal marzysz? Uwaga – obalamy mity

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 lutego 2016
Fot. iStock /  PeskyMonkey
Fot. iStock / PeskyMonkey

„Dawno, dawno temu zamknięta w wieży księżniczka czekała na swojego wybawcę… I żyli długo, i szczęśliwie”. Która z nas nie była karmiona taką historią?  Nie marzyła, by być tą księżniczką, cierpiącą, którą z rozpaczy wyrywa książę – zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Mają idealną rodzinę, dzieci i starość pełną miłości.

„Nie czytam mojej córce tych bzdur” – powiedziała kiedyś znajoma. „Nie chcę żeby przez całe życie czekała na swojego królewicza. By wierzyła, że miłość jest idealna, a mężczyzna, którego pokocha do końca życia będzie ją nosił na rękach”.

Przecież wiemy, że to nieprawda. Tobie też mama czy babcia opowiadały, albo czytały te bajki? Bo one wierzyły, że skoro nie spotkały swojego księcia, to może chociaż nam się uda. Ta zakodowana przez nie wizja miłości przynosi nam jednak więcej szkód, niż pożytku. Bo my jak te księżniczki – wierzymy w miłość idealną. I tylko na taką czekamy i tylko tak umiemy kochać. A gdy zderzamy się z rzeczywistością? Jesteśmy rozczarowane, rozżalone i zostajemy zwyczajnie skrzywdzone.

Ty też wierzysz, że:

Miłość jest tylko jedna?

Ta, która jest na całe życie. Ta miłość jak grom z jasnego nieba. I przekonanie, że ten facet, którego tą jedyną miłością kochamy, jest naszym ideałem. Jak często tę pierwszą dorosłą miłość uważamy za tę jedyną? Wpadamy w jej sidła, i nie chcemy dłużej czekać, bo nie daj Boże, ona nam ucieknie. Albo odwrotnie. Tak tę jedyną miłość idealizujemy, że ona przechodzi nam koło nosa, bo wybrzydzamy, znajdujemy zawsze jakieś ale.  To ma być miłość z bajki – która wypełni nas po brzegi, poczujemy szczęście i pewność, że to właśnie z tym mężczyznom spędzimy resztę życia.

Miłość wszystko przetrwa?

Bo przecież miłość pokona wszelkie przeciwności, bo jest na dobre i złe. Chcemy w to wierzyć. On bije, pije, zdradza – ale przecież kocha. I my kochamy. Nawet gdy on ma kochankę, gdy mówi, że odejdzie, to my i tak wierzymy, że zostanie, bo kocha. Bo to przecież ta miłość jedyna. Wyjątkowa. A on tylko pobłądził.

Miłości starczy za nas dwoje?

Bo wystarczy, że to ja kocham bardzo, bardziej niż on. Bo on z rodziny, gdzie nie okazywało się uczuć, trudno mu się otworzyć. Bo jak on będzie się przy mnie czuł dobrze, to zrozumie, że to wielka miłość. A że na razie to ja więcej daję? Takie trudne początki związku, który czasami trudny bywa do końca życia. Bo my dwoimy się i troimy, a nic nie dostajemy w zamian. Jesteśmy sfrustrowane, czujemy się niekochane. I pozostaje nam marzyć o tej wielkie miłości, która nas jakoś ominęła szerokim łukiem.

Miłość to nieustanny stan uniesienia?

Te motyle w brzuchu, te pięć centymetrów nad ziemią, zawrót głowy po pocałunku i każdy seks wyjątkowy i pełen namiętności? On nigdy się nie zestarzeje, zawsze będzie nas pociągać, będziemy dla siebie nieustającą fascynacją. Bo przecież taka miłość nie może spowszednieć, schować się pod talerzem zupy. Nasza będzie inna. Nie stłumią jej dzieci i codzienność. Bo przecież to ta wielka miłość, na którą my miałyśmy szczęście trafić. Reszta to tylko marne substytuty, dlatego im się nie udaje.

Miłość zawsze przy nas będzie?

Jak już raz ją złapałyśmy, to ona będzie. Bez względu na nasze utyskiwania, pretensje, uwagi, humory i fochy. Weszła pod nasz dach i już nie wyjdzie. Bo niby do kogo miałaby pójść, jak jest tylko nasza. Coś słyszałyśmy, że o miłość trzeba dbać, pielęgnować. I my nawet próbujemy, ale wydaje się nam, że wystarczy minimum wysiłku. A miłość jest wymagająca. Nie jest nam po prostu da.na raz na zawsze. On nie będzie nas kochał do końca życia, tylko dlatego, że kiedyś się w nas zakochał. Miłość zmienia się wraz z nami, jeśli za nią nie podążymy – odejdzie.

Miłość to romantyzm?

Myślisz „miłość” i widzisz świecie, romantyczną kolację, spacer i rozmowy? Bo przecież miłość to nie tylko seks. To romantyczne chwile, to ich oczekujesz, kiedy miłość spotykasz na swojej drodze. A później, obrażasz się, że nie dostałaś kwiatów, że zapomniał, o co prosiłaś na prezent urodzinowy, że brakuje ci niespodzianek, ale nie tych w postaci zostawionych skarpetek w sypialni, ale romantycznych gestów. A przecież te świece i kwiaty tak mało znaczą. I on nie wie, o co ci chodzi, bo zajmuje się dziećmi, żebyś mogła wyjść do koleżanki, robi śniadanie, obiera ziemniaki, myje podłogę. No tak, ale dla nas to za mało. Kwiatów zabrakło. I świec.

Eh, karmione byłyśmy tymi głupotami jako dziewczynki. Przebierałyśmy się za te księżniczki i wyobrażałyśmy sobie, jak nasze życie u boku tego jedynego będzie idealne. I nie wyrosłyśmy z tych marzeń, dalej siedzą w nas małe dziewczynki, które marzą o wielkiej, wspaniałej miłości. A może czasami lepiej jednak dorosnąć? Albo chociaż oszczędzić naszym córkom tych wyssanych z palca historii.  😉


Najgorsza prawda czy kłamstwo? Co wybierasz?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 lutego 2016
Fot. iStock / dmbaker
Fot. iStock / dmbaker

Piję poranną kawę, kot patrzy trochę zdziwiony, że ja pracuję, kiedy cały dom jeszcze śpi. Spotkałam się ostatnio z osobą, z którą rozmawiałam o tym, jak trudno się nam przyznać przed samym sobą, kim naprawdę jestem.

Ta szczerość wobec siebie często niesie poczucie lęku – bo co zrobię, gdy okażę się nikim szczególnym? Kimś mało wartym? Wolę myśleć o sobie dobrze niż stanąć twarzą w twarz ze sobą samym.

Myślę sobie, że boimy się szczerości, bo gdzieś w nas jest głęboko zakorzenione przekonanie, że prawda zawsze boli. „Lepiej powiedz najgorszą prawdę, niż miałbyś kłamać” – słyszeliście w dzieciństwie? I ta najgorsza prawda w nas zostaje. A my? My wolimy szukać usprawiedliwień, wytłumaczeń.

A przecież życie jest największym darem, jaki dostajemy. Tak, wiem to wyświechtany frazes, tyle razy podawany z ust do ust, że kompletnie stracił siłę swojej wymowy. Ale co jest cenniejszego? Zobacz, jesteśmy postawieni tu i teraz. W tym jednym momencie. Nie będzie czasu na poprawki, co cofanie się w czasie, na jeszcze jedną próbę. Nie krzykniesz: „Halo, kurde, wszystko było nie tak, ja chcę jeszcze raz!”. Bo drugiego razu już nie będzie. Im szybciej to sobie uświadomimy, tym większą mamy szansę przeżyć nasze życie z pełną świadomością własnych wyborów.

To wielkie szczęście, że mamy siebie samych. To my jesteśmy sprawcami wszystkiego, co się wokół dzieje. To my decydujemy i wybieramy, gdzie chcemy być. To my dla siebie jesteśmy największym wsparciem. Tylko tak rzadko dajemy sobie na to przyzwolenie.

– bo przeglądamy się w oczach innych szukając swojej wartości

– bo nie wierzymy, że jesteśmy kimś ważnym – ważnym dla siebie

– bo nie wiedzieć czemu blokują nas opinie innych, choć to nie ich życie

– bo boimy się, że nie damy rady, choć nawet nie próbujemy

– bo lęk, że zawiedziemy samych siebie nie pozwala nam zrobić ani jednego kroku

– bo uważamy, że nie zasługujemy na nic lepszego – ale dlaczego nie?

A może warto być w końcu szczerym wobec siebie?

Jesteś nieszczęśliwa?

Dlaczego? Co powoduje twoje nieszczęście: związek z niewłaściwym facetem, praca, której nie cierpisz, chroniczny brak czasu, czy może przyjmujesz na swoje barki cały ból istnienia świata?

Więc dlaczego w tym tkwisz? Pomyśl, czy gdyby ktoś kogo kochasz wielką miłością był nieszczęśliwy – co byś zrobiła? Wszystko, by mu pomóc, by pokazać, że są inne wyjścia, rozwiązania, że nie musi tkwić w tym, co tu i teraz. „Odejdź od tego faceta, poradzisz sobie, wierzę w ciebie”, „Zmień pracę, jest tyle ogłoszeń, zobacz – pomogę ci napisać cv”, „Idź na terapię, znajdź specjalistę, który pomoże ci poradzić sobie z bólem, który w sobie nosisz”. Jesteśmy świetnymi doradcami – wybawcami. Tylko dlaczego nie potrafimy powiedzieć tego wszystkiego sobie? Nie kochasz siebie? Nie chcesz dla siebie jak najlepiej? Tak, wiem – nie zasługujesz, wszyscy inni są ważniejsi.

A może tobie tak wygodnie? Szczerość za szczerość? Najgorsza prawda? Więc może tkwisz w tym swoim nieszczęściu, bo jest ono dla ciebie doskonałym usprawiedliwieniem. Zawsze możesz powiedzieć: to przez niego, nie spróbuję, bo i tak jestem beznadziejna, i tak mi się nie uda, po co mam sobie dokładać kolejnych kopniaków? A może po prostu ci się nie chce. Może tak jest ci dobrze. Czerpiesz korzyści ze swojej sytuacji, wybierasz tkwienie w tym co tu i teraz, bo ono nie wymaga od ciebie zaangażowania, podejmowania wyzwań, jakichkolwiek działań. Bo przecież masz usprawiedliwienie: „Jestem do niczego”. Naprawdę tak o sobie myślisz? Czy szukać usprawiedliwienia dla tego, jak wygląda twoje życie?

Użalanie się nad sobą jest łatwiejsze od podążania za marzeniami

„Gdybym tylko mogła, to bym to zrobiła”. Ale kto cię ogranicza, co ci nie pozwala. Kasa, ludzie? A może ja sama? A może wcale tego nie chcesz, nie chcesz wystarczająco mocno, żeby po to sięgnąć. Może budujesz sobie iluzję wielkich rzeczy, które chciałabyś osiągnąć – bo to i tak jest niemożliwe?

A gdyby tak położyć tuż przed tobą małe cele? Sięgniesz po nie, czy wykręcisz się choćby bólem pleców. Kolejną słabą wymówką, po której kolejny raz myślisz: „Jestem beznadziejna”.

Myślisz: „Tyle by mogła, jestem świetna, ale to ludzie mnie ograniczają”? Tak, łatwo się chować za kimś, prawda? Łatwiej innych obarczyć odpowiedzialnością za twoje niepowodzenia, niespełnione pragnienia, niż zrobić ten cholerny krok do przodu i zadecydować o sobie, a nie szukać winy w innych, w całym świecie, który sprzysiągł się przeciwko tobie.

Tkwisz w toksycznych relacjach: „Tak już mam, bo przyciągam do siebie takich ludzi”. Jasne, a może czerpiesz z nich więcej korzyści, niż chcesz się sama przed sobą do nich przyznać? „On mnie ogranicza”, „Ona wysysa ze mnie energię” – słyszysz siebie? Dlaczego im na to pozwalasz? Żeby trzymali cię w miejscu, żebyś nie musiała nic robić, bo jak? Skoro ktoś ciebie ogranicza? Nie umiesz zerwać takich relacji – to znaczy, że uwikłanie w nie jest dla ciebie dobre. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie sypiałby z wrogiem.

Co wybierasz – najgorszą prawdę czy kłamstwo na swój temat? A może ta prawda nie jest najgorsza? Może ona przyniesie ci ulgę, otworzy oczy. Powiedz do siebie: „Chodź, od dzisiaj się tobą zaopiekuję. Zasługujesz na moją miłość”. I powtarzaj to sobie każdego dnia. Bo ty jesteś dla siebie najważniejsza. Bo masz siebie. A w prezencie dostałaś życie – pomyśl, jakie chciałabyś by było, dla kogoś kogo kochasz. Dla ciebie.

 


Zobacz także

Fot. iStock /  NikiLitov

Kosmetyki przyjmują różne formy. Nie zastanawiaj się co lepiej działa, ale dlaczego…

Fot. iStock

7 kobiecych przypadłości, które utrudniają współżycie

Fot. iStock / martinedoucet

Zadbaj o swoje usta, niech będą piękne i kuszące o każdej porze roku…