Cukier twój wróg! Czy wiesz, że węglowodany wpływają na proces starzenia się skóry?

Joanna Fizia
Joanna Fizia
14 sierpnia 2016
Fot. iStock/YakobchukOlena
Fot. iStock/YakobchukOlena

Na wygląd skóry oraz procesy starzenia oddziałuje wiele czynników – wewnętrznych oraz zewnętrznych. O ile na te pierwsze, uwarunkowane genetycznie, nie mamy żadnego wpływu, o tyle na te drugie – tryb życia, mamy już ogromny wpływ. Dlatego w dużej mierze to od nas samych zależy w jakim tempie będziemy się starzeć. I jeśli chcemy jak najdłużej cieszyć się ładną, młodo wyglądającą cerą warto uzmysłowić sobie, jak ogromne znaczenie ma dla niej nasz sposób odżywiania. 

Niby dużo się o tym mówi, ale czy wiesz, że nadmierne spożywanie węglowodanów przyspiesza procesy starzenia się skóry?

Cukier Twój wróg!

Wysoki poziom cukru we krwi człowieka przyczynia się do tzw. glikacji białek. W dużym uproszczeniu można by rzec, że polega to na tym, iż cukier przyczepia się do białek znajdujących się w całym organizmie i powoli je zabija. Proces ten zachodzi w soczewce oka, ścięgnach, naczyniach krwionośnych, stawach, cebulkach włosów, a także w skórze, gdzie zmienia strukturę włókien kolagenowych.

A to właśnie kolagen jest niezwykle istotny dla urody, gdyż odpowiada za nawilżenie, elastyczność i sprężystość skóry. Natomiast w wyniku glikacji, kolagen staje się kruchy, sztywny i traci swoje funkcje, a w konsekwencji prowadzi do wysuszenia skóry, utraty jędrności i pojawiania się zmarszczek.

Powstałe produkty glikacji pozostają w organizmie tak długo aż zostaną usunięte lub naprawione. Eliminacja zachodzi głównie przez nerki, co stanowi duży problem dla osób borykających się z niewydolnością nerek, towarzyszącą często cukrzycy.  Według przeprowadzonych badań skóra diabetyków starzeje się nawet o 30% szybciej niż skóra osoby zdrowej!

Gdy proces usuwania jest upośledzony dochodzi do kumulacji produktów końcowych zaawansowanej glikacji (AGE) w organizmie, wpływając tym samym na przyspieszenie starzenia. Poza tym należy pamiętać i wszelkie mechanizmy naprawcze ulegają osłabieniu wraz z wiekiem.

Zjawisku glikacji można przeciwdziałać między innymi poprzez głodzenie fibroblastów – komórki wytwarzające kolagen, czyli pozbawienie ustroju przez długi okres dostawy węglowodanów, w postaci cukrów prostych. Trzeba mieć jednak świadomość, iż glukoza stanowi „paliwo” dla mózgu i nerwów, a więc jest niezbędna do prawidłowego ich funkcjonowania. Dlatego też niemożliwa jest całkowita eliminacja dostarczania organizmowi cukru.

Jak więc zapobiegać procesowi niszczenia białek?

Najlepszym sposobem jest ograniczenie spożywania białego cukru i zastąpienie go naturalnymi substancjami np. miodem, syropem klonowym, syropem z agawy, ksylitolem – otrzymywanym z brzozy i kukurydzy, bądź stewią – rośliną pochodzącą z Brazylii i Paragwaju. Ponadto warto wprowadzić do codziennej diety owoce, będące zdrowym źródłem węglowodanów i cukrów prostych.

Warto również pamiętać, by nie spożywać produktów zawierających duże ilości cukru na pusty żołądek, ponieważ dochodzi wtedy do gwałtownego wzrostu węglowodanów we krwi, co rozpoczyna proces glikacji białek. Poza tym, spożywanie węglowodanów powinno być wspierane pokarmem białkowym i (zdrowymi) tłuszczami.

W profilaktyce, istotna jest również dobrze zbilansowana dieta, bogata w warzywa i owoce zawierające antyoksydanty, picie dużej ilości wody i herbaty zielonej oraz spożywanie kurkumy i żeńszenia, które hamują glikację białek.

Reasumując, jeśli zależy ci na zachowaniu zdrowej, promiennej i młodo wyglądającej skóry, wyeliminuj lub zdecydowanie ogranicz w swojej diecie przetworzone węglowodany proste – słodkie napoje, słodycze, białe pieczywo i makarony.

 


Wszystko jest powtarzalne, oni są tacy sami, schemat ten sam. Coraz częściej myślę, że nie ma już miłości

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
14 sierpnia 2016
Fot. iStock/lolostock
Fot. iStock/lolostock

„Jestem wypalona Tinderem” – to głos pani X, która powolnym ruchem nadziewa kawałek koziego sera na widelec. „Już mi się nie chce nawet odpisywać, wiecznie to samo. Jedno albo dwa spotkania, czasami trzecie zakończone seksem u mnie lub u niego. Poranne „dzień dobry”, wieczorne „dobranoc”, spacer po mieście, lunch w modnej restauracji, kino i każde w swoją stronę. Odpadam przy ciężkich rozmowach, nie chce mi się znów słuchać o byłej, walce o dziecko albo też samotnym życiu singla. Ble ble ble be”.

„Doskonale cię rozumiem” – głos pani Y, wiercącej otwór w sałacie, w który napycha pomidora, ogórka i ziarnko kukurydzy. „Moja ostatnia randka to noc kabaretowa. Najpierw jego twarz, która nic nie miała wspólnego z profilowym. Waga ciężka. Przyspieszony oddech, który wprowadzał mnie w napięcie. Co chwilę zerkał na telefon sprawdzić co na Tinderze. Luźna rozmowa o pracy, jak zwykle. Historie domowe, jakieś wspomnienie z dzieciństwa. W toalecie napisałam do tego drugiego. Po 22-ej byłam już w drugiej knajpie. A po północy z trzecim w klubie. Czy wiesz, że historię z kurczakiem opowiadałam tej nocy trzy razy? Niedługo zrobię z tego serial, mówię ci!”.

„To jest tak, jakby Pani zjadła całą torbę misio-żelek” – tłumaczy mi Y. „Różnią się kolorami, ale smak ten sam. Słodko-mdły. Mam prawie 34 lata i mam wrażenie, że nic mnie nie czeka. Wszystko jest powtarzalne, oni są tacy sami, schemat ten sam. Coraz częściej myślę, że nie ma już miłości”.

Wypaleni tinderowcy – tak ich nazywam. Mają charakterystyczny sygnał w telefonie, który nieustająco daje znać o nadchodzącej randce. Mają też puste oczy, bo cała nadzieja, która w nich była gdzieś przepadła w tysięcznej konwersacji. Portal randkowy zamienia się w supermarket, gdzie po kolei testuje się produkty. Na początku (to nowicjusze) z delikatnością bierzesz produkt do ręki, wąchasz, przyglądasz się, smakujesz. Po tysięcznej takiej eksploracji już na pierwszy rzut oka wiesz z czym (kim) masz do czynienia. – Ja to już chyba po trzech zdaniach orientuje się, czy warto rozmawiać dalej czy to strata czasu. Na metr wyczuwam wyświechtane frazesy, które metodą copy-past lądują u mnie i mi podobnych. Nauczyłam się szybko kończyć takie znajomości, choć nie ukrywam, że potrafię jednocześnie rozmawiać z kilkoma osobami- Pani X.

Niby nic nowego, bo przecież ludzie umawiali się na randki przez Internet od dawna. Mam wrażenie jednak, że rosnąca skala tego zjawiska powoduje pewnego rodzaju emocjonalne spustoszenie. Stajemy się powtarzalni, stajemy się kalką innych ludzi, innych doświadczeń, tracimy swoją wyjątkowość. Najlepszym tego obrazem są tak zwane „speed dating”, gdy jednego wieczoru bez żadnego skrępowania kupujesz udział w kilku lub kilkunastu randkach, odbywających się po kolei „na gwizdek”. Kim staje się człowiek w tym wszystkim? Dżemem na taśmie, która przesuwa tysiące nic nie odróżniających się od siebie słoików?

Może to naiwność, a może rodzaj niezrozumienia z mojej strony, ale gdy patrzę na to wszystko, towarzyszy mi smutek. Przypomina to topos miłości z „Lobstera”, w którym samotność człowieka jest zamykana w klatce i metodycznym schematem szuka rozwiązania w polowaniu. Stajemy się zwierzętami, a samotność sieje w naszych życiach spustoszenie i chaos.

Wypaleni są wszyscy ci, którzy zamieniają jakość na ilość. W gorączce poszukiwań mylą im się terminy, zacierają twarze, jedno wspomnienie zlewa z drugim. Łatwo w tym wszystkim przegapić coś (kogoś) wyjątkowego, kto nie zabłyśnie w pierwszych trzech zdaniach. Łatwo stracić świeżość i nadzieję, która jest niezbędna do zbudowania jakiejkolwiek relacji. Na poziomie emocjonalnym stajemy się ironicznymi starcami, którzy kręcą tylko pogardliwie siwymi głowami na hasło „miłość”.

Mój teść wypatrzył moją teściową w tłumie na paradzie w Lublinie. Była przebrana za kozła i miała pomalowaną na czarno twarz, ale nawet wtedy zobaczył, że to właśnie ta, spośród tysiąca innych wokół. Kochali się bardzo do końca życia. Rodzice mojego przyjaciela poznali się na prywatce, pies ojca wskoczył na kanapę, na której siedziała. Podarł jej rajstopy, które on próbował uratować. Od tego czasu są już jakieś 40 lat razem. Kto dziś zna takie historie?

Tylko człowiek może spotkać się z człowiekiem. Nie zapominajmy o tym. Ekran monitora? W porządku, nikt nie ma czasu. Ale spotkanie z drugim człowiekiem nie może być drogą na skróty, która zamienia się w jakiś algorytm. Ma być czymś wyjątkowym, bo tylko wtedy może zamienić się w coś wyjątkowego. A że facet nie ten? Trudno. Lepsza śmieszna historia dla potomnych, niż zamazana twarz, która zlewa się w jedno z tysiącem innych. Dżemów.


Karmienie piersią kontra seksowny biust… Jedno odraża, drugie zachwyca. Dlaczego?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 sierpnia 2016
Fot. Screen / You Tube
Fot. Screen / You Tube

Myślę, że ten film świetnie obrazuje ostatnią dyskusję w naszym kraju dotyczącą karmienia piersią w miejscach publicznych.

Joe Salad specjalizuje się w społecznych eksperymentach i tym razem „na tapetę” wziął  karmienie piersią. Matkę karmiącą zestawił z seksowną kobietą, której biust był zdecydowanie bardziej widoczny i postanowił sprawdzić reakcję ludzi.

Wynik był raczej łatwy do przewidzenia.

Nikt nie zareagował negatywnie na święcącą piersiami kobietę – ona była sexy, gorąca i cudowna, zwracająca uwagę mężczyzn. Tymczasem kobieta karmiąca swoje dziecko kilka razy usłyszała, że to, co robi jest odrażające. Dlaczego? Nikt nie potrafił na to pytanie sensownie odpowiedzieć. No właśnie. Dlaczego? Może wy wiecie, dlaczego matka karmiąca budzi oburzenie, a kobieta z dużym dekoltem, której piersi przecież też widać, jest społecznie akceptowana? Na czym polega różnica?

Zobaczcie.


Zobacz także

Fot. Materiały prasowe

Longsleevy, cienkie swetry i koszule… Powrót do klasyki z Big Starem

Fot. iStock  / francescoch

Czasem uratować można tylko jedną osobę, siebie. „Każda kobieta zasługuje na to, by być szanowaną”

Fot. iStock/choja

Jak na rozstaniu można zarobić? Mistrz marketingu!