„Tylko najwięksi mędrcy i najwięksi głupcy się nie zmieniają”. Szukasz drogi do szczęśliwego życia? Sięgnij po książkę „Siła spokoju”

Oh!Books
Oh!Books
18 marca 2019
Fot. iStock/DusanManic
 

Przychodzi taki czas, kiedy zaczynamy się zastanawiać nad naszym życiem. Czy jesteśmy szczęśliwi, dlaczego odczuwamy pewnego rodzaju niepokój myśląc zarówno o naszej przeszłości i przyszłości? Czy aby na pewno jesteśmy w tym miejscu naszego życia, w którym chcielibyśmy być? Odczuwamy nawet silną potrzebę zmiany, ale też często ją w sobie tłumimy bojąc się stanąć twarzą twarz z samym sobą, zmierzyć się z własną opinią na nasz temat – tę najprawdziwszą, bo szczerą wobec siebie.

Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że wydawnictwa, ale też osoby zajmujące się motywowaniem nas do zmian, doskonale „złapały” tę potrzebę naszego samorozwoju. W księgarniach możemy znaleźć mnóstwo pozycji o tym, jak poznać siebie, jak nazwać swoje szczęście, określić potrzeby, uznać siebie za kogoś ważnego. Są to najczęściej różnego rodzaju poradniki, lepsze, gorsze, czasami wręcz nachalne: „zrób to i to, a twoje życie w końcu będzie idealne”. Rozwój, każda zmiana jest procesem, tu nie ma celu, jest droga, którą na nowo możemy sobie wyznaczyć i nią podążać.

Gdy w ręce wpadła mi książka Dana Millmana „Siła spokoju”, pomyślałam, że to kolejny poradnik w stylu: „jak osiągnąć szczęście w 30 dni”. Jakież było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że jest to historia mężczyzny, który jeszcze jako student wiódł dość beztroskie życie. Trenował akrobatykę, osiągał wielkie sukcesy, cieszył się powodzeniem wśród kobiet, ale… jego życie okazało się puste, oparte na płytkim poszukiwaniu okazji do przyjemności. „Siła spokoju” jest opowieścią o życiu jej autora, o poszukiwaniu i próbie zrozumienia, kim jest i do czego dąży.

Jest to zupełnie inna pozycja od tych znanych nam i pisanych przez coachów próbujących dać nam gotowy przepis na dobre życie. Dan, przypadkiem (a może wcale nie), na swojej drodze spotkał starszego mężczyznę, który zmusza go do zatrzymania się, do zobaczenia tego, czego dotychczas nie widział. Nazywa go Sokratesem, bo starzec nie zdradza swojego imienia. Czy istniał naprawdę? Nie to powinno stanowić refleksję po lekturze tej książki. Najważniejsze jest, co dzięki temu spotkaniu Dan odkrywa, kim się staje. Jak sam mówi – każdy człowiek, którego spotykamy w naszym życiu jest dla nas nauczycielem, od każdego, jeśli tylko chcemy to dostrzec, możemy otrzymać bardzo wiele, by poznać prawdę o sobie. Może Sokrates jest zbiorem tych wszystkich ludzi – nauczycieli, jakich Dan w swoim życiu spotkał? W swojej książce pisze: „Moje poczucie własnej ważności szybko malało pod ciężarem rosnącej wiedzy o sobie”. I nie jest to lista przemyśleń, które powinniśmy wkuć sobie do głowy, jak cytaty, które będą nas motywowały do działania. Wręcz przeciwnie „Siła spokoju” prostym językiem opisuje, spotkania, rozmowy, rozterki Dana Millana. Jest opowieścią o jego życiu, pokazuje właśnie proces dochodzenia do prawdy na temat samego siebie i swojego życia. Dan wyciągnął wnioski z nauk Sokratesa: dla drugiej osoby nie jest ważne to, co mówisz. Uczysz przez pokazywanie tego, kim jesteś.

Tej książki nie można przeczytać tylko raz. Można do niej wracać, otwierać na „przypadkowej” stronie i czerpać z niej wiele dla siebie. Warto do niej usiąść z ołówkiem i zakreślać te fragmenty, które poruszają naszą duszę, które skłaniają do refleksji. Cytowany przez autora Konfucjusz powiedział: „Tylko najwięksi mędrcy i najwięksi głupcy się nie zmieniają”. Jeśli nadszedł dla ciebie czas na zmianę, jeśli chcesz się do niej przygotować, zobaczyć, czy jej potrzebujesz, sięgnij po „Siłę spokoju” – z pewnością się nie zawiedziesz.

„Siła spokoju” ukazała się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka. 


„Kobiety z bloku 10” to książka, po którą każdy z nas powinien sięgnąć… by nie zapomnieć

Oh!Books
Oh!Books
21 lutego 2019
Fot. iStock/yurii_zym

Jedziesz pociągiem. Kilkanaście, a może i więcej godzin. Tracisz poczucie czasu. Drętwieją ci nogi, właściwie całe ciało, bo wagony są przepełnione. Ludzie jadą w ciszy, czasami ktoś jęknie, gdzieś zapłacze dziecko. Pociąg staje, po raz kolejny, ale teraz już na końcowej stacji. Otwierają się drzwi, ogromne, bo przewożą cię w wagonie dla zwierząt. Jest noc. Pada deszcze. Widzisz tylko rampę i lampy, które rażą w oczy. Obok matki tulą do siebie swoje dzieci. Jesteś głodna, ale bardziej niż głód, czujesz przerażenie. Strach. Bo nie wiesz, co cię czeka, bo nie wiesz, czy przeżyjesz, bo choć to miejsce istnieje od niedawna, już o nim krążą legendy. „Praca cię wyzwoli” – czytasz napis po niemiecku umieszczony na bramie. Witamy w Auschwitz.

„Kobiety prowadzone są do budynku, który w obozie nazywany jest „sauną”. Nie mieści on jednak sauny, lecz prysznice. Tam tatuują im na przedramionach numery – Katharina otrzymuje numer 3263 – i golą głowy. Włosy usuwane są nie tylko z głowy, ale i z całego ciała. Elektryczne maszynki nie zawsze działają sprawnie, nożyczki są często tępe, boli; nie tylko skóra”*.

W Auschwitz powstał specjalny blok dla kobiet, blok numer 10. Był jak wyrocznia, jak miejsce najgorszych koszmarów, jakie przyszło nam śnić. To na kobietach z tego bloku profesor – rzeźnik, bo trudno nazwać go lekarzem, dokonywał medycznych eksperymentów. Uznany ze specjalistę od sterylizacji Carl Clauberg traktował kobiety jak króliki doświadczalne. „Clauberg nie postrzega kobiet jako osób, co najwyżej jako czynnik zakłócający, jeśli eksperyment nie przebiega zgodnie z planem” – czytamy w książce „Kobiety z bloku 10” Hansa Joachima Langa. To on postanowił pokazać, co spotkało kobiety w Auschwitz. Przez blok nr 10 przewinęło się około 900 kobiet, przeżyło zaledwie 300. Książka jest zapisem ich cierpienia, przerażających medycznych eksperymentów, które na nich wykonywano. Strachu, przerażenia, a w końcu ogromnej chęci życia, pomimo że doświadczyło je tak okrutnie.

„Wbrew wszelkim twierdzeniom Clauberga jego doświadczenia były dla kobiet torturą. „To, że te doświadczenia ze sterylizacją musiały powodować straszne bóle”, mówi Alina Brewda, „można było poznać już choćby po głośnych krzykach kobiet leżących na stole rentgenowskim. Niekiedy przychodziły do mnie nadzorczynie SS i pytały, co doktor Clauberg robi tym kobietom, że tak krzyczą”*.

To nie jest łatwa książka, nie jest też przyjemna. Jeśli czyta się ją z zapartym tchem to tylko dlatego, że w głowie krąży natrętna myśli: „To zdarzyło się naprawdę. To nie fikcja literacka” i człowiek nawet nie wie, kiedy łzy zaczynają płynąć mu po policzkach czytając o okrucieństwie, które spotkało kobiety z bloku 10, a których historie spisał Lang. Sięgnijcie po tę książkę właśnie dla nich, dla tych kobiet, które tam były, które doświadczyły medycznych eksperymentów chorych lekarzy. Świat nie może zapomnieć o tym, co się tam działo. Musimy pamiętać, by już nigdy nas ani naszych dzieci to nie spotkało. „Ludzie ludziom zgotowali ten los…”

*Cytaty pochodzą z książki „Kobiety z bloku 10. Eksperymenty medyczne w Auschwitz” Hansa Joachima Langa, wyd. Marginesy


Artykuł powstał przy współpracy z wydawnictwem Marginesy