Świat był przeciwko niemu i voila! Wygrał wybory ku zaskoczeniu tegoż świata. Taki powyborczy kac

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
10 listopada 2016
Fot. iStock / Bastiaan Slabbers
Fot. iStock / Bastiaan Slabbers

W tym roku zostałam Amerykanką. Otrzymałam paszport pełen obrazków, list od Prezydenta Obamy i prawo głosu. W chwilę potem przeczołgała mnie Ameryka przez prezydencką kampanię jakiej się nie spodziewałam, choć jak mniemam, w tym to raczej osamotniona nie jestem.

Pamiętam jak parę lat temu słuchałam jak Donald Trump wypowiadał się na różne tematy publicznie i oboje z Wesem Wielkim Podróżnikiem (małżonkiem moim) myśleliśmy z rozbawieniem, że taki Trump to dobrze by Ameryce zrobił. Z rozbawieniem, zaznaczam, myśleliśmy o tym, bez jakiejkolwiek intencji czy nie daj boże pragnienia, żeby The Donald w Białym Domu zasiadł. Żartowaliśmy sobie siarczyście, że jakby tak pan Trump dostał prezydencką posiadłość w swoje ręce, tak pewnie parę pięterek by dorzucił, przemalowałby Biały Dom na czarny zawieszając złote TRUMP litery na froncie, tak co by dobrze widoczne były, po czym w Izbie Owalnej na stempelku ustawiłby stół do rulety, a pod ścianą piękny szereg jednorękich bandytów. Tak sobie żartowaliśmy ludzie! Żartowaliśmy! I do głowy nam nie przyszło, że myśl ta nasza z głów nam uleci i wpadnie pomiędzy Donaldowe zwoje.

Potem żartowaliśmy sobie równie zażarcie jak już The Donald ogłosił wszem i wobec, że na Prezydenta startować będzie. Uznaliśmy to nawet za komediowy hit sezonu, że człowiek ten najwyraźniej opętany ma takie mega–ego, żeby w swojej pełnej urojeń głowie sięgać po prezydencki urząd Ameryki. Śmialiśmy się tak i śmialiśmy, aż nagle mina nam zrzedła.

Abstrahując jednak od Trumpa i jego wybryków, ciągle żyliśmy przekonani, że to Hillary właśnie, (choć osobiście nigdy za nią nie przepadałam), jest jedyną słuszną opcją w świecie…. bez opcji. Mówię bez opcji, bo patrząc na kandydatów jakich Ameryka wystawiła w tych wyborach trudno jest tu mówić i myśleć inaczej. W kraju, w którym żyją miliony, i w którym możliwości wyłonienia prawdziwej politycznej gwiazdy jest tak wiele, ludzie dostali jakże nędzny wybór pomiędzy złym i gorszym.

No i zrobiło się piekiełko, w którym dwa czarne charaktery walczyły o tron. Ciągle jednak The Donald wydawał nam się kandydatem bez znaczenia i szans na wygraną.

Jak się jednak okazało, Trump znaczenie miał i to zasadnicze, choć nikt tak naprawdę w tej chwili nie wie co ta wygrana oznacza i gdzie nas poprowadzi.

Komentatorzy, jak Ameryka długa i szeroka, zastanawiają się teraz co się stało i jak to się stało. Wszyscy jak jeden mąż zadziwieni obrotem spraw, przecierają oczy z niedowierzaniem.  W tej kampanii Trump miał przeciwko sobie wydawałoby się wszystkich. Nie tylko Hillary, jej kampanię i popierających ją wyborców. Jego własna partia Republikańska odżegnała się od niego, a i media nie zostawiały na nim suchej nitki… Świat był przeciwko niemu i voila! Wygrał wybory ku zaskoczeniu tegoż świata. Ktoś więc jednak był za nim, ktoś go jednak popierał i czynił to konsekwentnie, skutecznie z maniackim wręcz uporem. Kim są wyborcy Trumpa, zastanawiają się dziś różne umysły? Na czym polegała ich siła?

Mówi się o zawścieku. O tym, że ludzie zmęczeni rządami politycznych elit, które nijak nie odpowiadały na męczące ich bolączki, wzięli i się zawściekli. Trump ten zawściek wykorzystał i wbił się w ludzką złość, zaapelował do emocji, która od dawna szukała ujścia. I zaiskrzyło. Zawściek zjednoczył miliony, zapalił w nich uczucie, wyłączył mózg tak by logika przypadkiem szyków mu nie pomieszała i koniec końców, poprowadził ludzi do lokali wyborczych. Sam Trump nazwał to zjawisko ruchem.

Czy Hillary miała za sobą podobny ruch? Absolutnie nie. Wokół jej kandydatury nie było euforii, nie było zapału, wielu głosowało na nią tylko po to, by blokować Trumpa. Już sama energia dookoła Clinton była ciężka, jakaś taka niesprzyjająca i to pomimo tego, że media zasadniczo miała po swojej stronie, nie wspominając o wielu przekonwertowanych Republikanach, którym przyświecał jeden cel: zablokować Trumpa.

Mówią przy tym, że Hillary za bardzo była anty-Trump, a za mało pro-Hillary. Że to błąd był, za który przyszło jej zapłacić, zwłaszcza w kontekście jej politycznych grzechów i grzeszków, które w pewien uparty i konsekwentny sposób wyskakiwały  jak Filip z konopi na różnych etapach kampanii, demolując jej wizerunek. I nawet karta: pierwszy Prezydent kobieta, nie była wystarczająca, skoro sondaże bezlitośnie wskazywały, że to właśnie kobiety nierzadko po prostu nie darzyły jej zaufaniem. Wyniki zaś powyborcze dodatkowo do Clintonowego pieca dorzuciły, jak się okazało, że białe kobiety z wyższym wykształceniem (a więc jakże ważna i zasadnicza grupa pośród jej wyborców) niekoniecznie oddawały na nią swe głosy. Porażka to tym bardziej bolesna, jeżeli zważyć, że przecież po raz pierwszy w historii była szansa na to by urząd prezydencki w Stanach Zjednoczonych objęła kobieta. Niestety. Obejmie go Trump. Człowiek, o którym głośno się mówi, że jest szowinistą, rasistą, narcyzem i socjopatą.

Co zatem oznacza ten wybór? Czego jest odbiciem na poziomie społecznym?

Słowa, które najczęściej padają w odpowiedzi to podział, rozdźwięk, polaryzacja społeczeństwa. Do tej pory bowiem elity jakoś radziły sobie, psim swędem prześlizgując się przez kolejny polityczny rok trzymając pewne grupy społeczne jak to się mówi na smyczy. Nie tym razem jednak. Do urn poszli bowiem ci, których tolerancja na polityczny układ sił po prostu się wyczerpała i którzy nie tyle logiką kierowali się w swoim wyborze ile czystą emocją. Tych ludzi zjednał sobie Trump. Zainspirował ich do tego by tym razem bierni nie byli i by ruszyli do urn wyborczych liczebną siłą. Podjudził ich, rozjuszył, zantagonizował. Pozwolił im poczuć, że nienawidzą. Pozwolił im się zawściec. Pod hasłem: Uczyńmy Amerykę Wielką Ponownie przemycił treści rasistowskie, anty-imigracyjne, anty-gender. Ci ludzie są prawdziwie wściekli i do tego operują z pozycji emocji. Jakie będą tego skutki i czy Donald Trump będzie potrafił je ogarnąć, czas pokaże.


Piersi, to coś więcej niż rozmiar miseczek. 8 rzeczy, których mogłaś o nich nie wiedzieć

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 listopada 2016
Fot. iStock /Serg Myshkovsky
Fot. iStock /Serg Myshkovsky

Piersi, biust albo i bardziej po „męsku” — cycki, to wyjątkowy atrybut kobiecości, od którego nie tylko mężczyźni nie mogą oderwać wzroku. Piersi kojarzą się z erotyką, macierzyństwem, w zależności, kto akurat o nich mówi bądź myśli. Małe, duże, średnie — bez znaczenia. Wszystkie bez wyjątku, mają ciut więcej tajemnic niż rozmiar rzeczywisty, skrywany pod złudnym efektem staników z push-up`em.

Spora część kobiet — nie wspominając nawet o mężczyznach — nie ma specjalnej wiedzy dotyczącej tej tak chętnie oglądanej i omawianej części ciała. A szkoda, bo piersi to coś więcej niż rozmiar miseczek.

Fakty o piersiach, które warto znać

1. Zraziki, a nie tkanka tłuszczowa są podstawą piersi

Która kobieta jest w pełni świadoma budowy swoich piersi? Nie jest to wiedza powszechna, choć być nią powinna. Mianowicie, piersi zbudowane są z 15-20 zrazików (płatów), czyli w uproszczeniu złożonych gruczołów pęcherzykowych produkujących pokarm kobiecy. Z każdego zrazika uchodzi przewód mleczny, którym pokarm kobiecy jest wydzielany do zatoki mlecznej, a następnie na zewnątrz brodawki. Gruczoł piersiowy, zbudowany ze zrazików i przewodów, otoczony jest tkanką tłuszczową i mięśniową oraz włóknistą. Tak więc pierś nie składa się przede wszystkim z tkanki tłuszczowej, o co przez wiele z kobiet jest podejrzewana.

2. Rozmiar zapisany jest w genach

To jakie piersi miały nasze matki i babki, ma znaczenie w kontekście tego, czego my możemy się również spodziewać. Badacze zidentyfikowali siedem markerów genetycznych (tzw SNP) odpowiedzialnych za wielkość piersi. Badanie z 2012, opublikowane w czasopiśmie BMC Medical Genetics, stwierdza również, że dwa z tych wskaźników są również związane z rakiem piersi, co jednak to nie znaczy, że rozmiar biustu jest związany z rakiem piersi.

Fot. iStock / Brainsil

Fot. iStock / Brainsil

3. Na raka piersi zapadają kobiety oraz mężczyźni

Rak piersi jest najczęstszym nowotworem złośliwym wśród mieszkanek krajów wysoko cywilizowanych, takich jak USA, Kanada, Australia czy kraje Europy Zachodniej. Najmniej zachorowań notuje się w południowej Azji i Afryce.

  • Rak piersi stanowi około 23% wszystkich zachorowań z powodu nowotworów złośliwych u kobiet i około 14% zgonów z tego powodu.
  • Szacuje się, że rocznie raka piersi rozpoznaje się u 1,5 miliona kobiet na całym świecie, a około 400 tysięcy umiera z tego powodu.
  • Na raka piersi zapadają także mężczyźni, ponieważ oni również posiadają tkanki w postaci przewodów mlecznych, które jednak nie rozwijają się podczas dojrzewania. Właśnie w nich rozwijają się nowotwory piersi u mężczyzn, choć 100 razy rzadziej niż u kobiet.

4. Skłonność do nowotworu piersi jest dziedziczna  

Tak, ok.  5-10% nowotworów piersi ma charakter dziedziczny, pozostałe są wynikiem samorzutnych mutacji genów w ciągu całego życia. Najpewniejszym kryterium dziedzicznego raka piersi jest stwierdzenie mutacji genów supresorowych BRCA1 oraz BRCA2. U kobiet z mutacją genów BRCA życiowe ryzyko wystąpienia raka piersi wynosi 80%, a raka jajnika 30%. W rodzinach z dziedzicznym rakiem piersi występują również inne nowotwory (np. rak jajnika, jelita grubego, trzonu macicy, prostaty, trzustki). Innymi genami, których mutacja może zwiększać ryzyko zachorowania na raka piersi, są geny: ATP, BRIP1, TP3, CHEK i PTEN.

5. Karmienie piersią niszczy wygląd biustu?

Taki przesąd pokutuje od dawien dawna, co rzutuje na obawy związane z naturalnym karmieniem dziecka a późniejszym wyglądem piersi. Owszem, piersi mogą różnić się wyglądem po zakończeniu karmienia, ale nie ze względu na jego długość. Tu bardziej winę za zmiany ponosi sama ciąża i zmiany hormonalne, jakie wtedy następują. Piersi powiększają się znacznie, zaczyna gromadzić się w nich pokarm, rozciągają się więzadła i skóra. Gdy piersi kurczą się po porodzie, te naturalne podpory mogą nie odzyskać dawnej formy. Im później kobieta decyduje się na dziecko, tym większe ryzyko, że piersi nie urosną za dużo. Nadmierne podjadanie i przybieranie na masie, szkodzi im jeszcze bardziej, bo skóra biustu jest sukcesywnie rozciągana i z czasem wiotczeje.

6. Kiedyś piersią karmiły mamki lub matki z niższych sfer

Obecnie karmienie piersią — także w miejscach publicznych — to norma. W dawnych czasach kobiety z arystokracji nie zaprzątały sobie tym głowy, miały od tego mamki. Teraz kobiety, które nie mogą karmić, lub chcą oddać nadmiar pokarmu, mają do dyspozycji banki mleka kobiecego. W 2009 roku aktorka Salma Hayek karmiła piersią głodne dziecko innej kobiety w Sierra Leone w czasie podróży charytatywnej.

7. Pierwszy stanik

Od antycznych czasów kobiety przewiązywały biust pasmem materiału, by sylwetka uzyskała cylindryczny kształt. W średniowieczu szyto gorsety z krochmalonego płótna lub ze skóry, z czasem wzbogacono je o drewniane i metalowe wstawki, mające na celu lepsze utrzymanie kształtu sylwetki. Później ten pomysł na kobiece katusze ewoluował, by płeć piękna z ulgą mogła zamienić go na biustonosz. Zaczęły się one pojawiać się na przełomie XIX i XX wieku. Magazyn „Vogue” po raz pierwszy użył terminu „biustonosz” w roku 1907. W 1914 roku Mary Phelps-Jacobs opatentowała pierwszy projekt biustonosza, który składał się z dwóch zszytych chusteczek i wstążki stosowanej jako ramiączka. Pierwszy push-up wprowadził w 1948 roku Frederick Mellinger, rozsławiając go także poza Hollywood. Według magazynu Redbook przeciętna kobieta obecnie posiada w swojej szafie dziewięć biustonoszy.

8. Nagie piersi kochali już jaskiniowi artyści

Golizna i zamiłowanie do uwieczniania w aktach kobiecych piersi to nie pomysł współczesnej seksualnej rewolucji. Już 35.000 lat temu, w jaskiniach powstawały dzieła, uwieczniające podziw dla tego atrybutu kobiecości. Przy czym ludzie paleolitu nie czcili ich jako obiektu seksualnego, ale „narzędzia” kojarzącego się z płodnością i możliwością wykarmienia potomstwa. Można rzec, że zupełnie odwrotnie niż dziś, gdzie pierś kojarzy się przede wszystkim z przyjemnością i erotyką.


źródło: www.livescience.com onkologia.org.pl


Znamy sekret długowieczności! To dopasowana dieta, jest zapisana w twoim DNA

Karolina Krause
Karolina Krause
10 listopada 2016
Fot. iStock / shapecharge
Fot. iStock / shapecharge

Nie od dziś wiadomo, że to co jemy ma ogromny wpływ na nasze zdrowie i długość życia. Pytanie tylko, jaką dietę stosować? Bezglutenową? Bez nabiału? Niskowęglowodanową? A może paleo? Czy któraś z nich faktycznie działa? Zdaniem włoskich naukowców, wszystkie z nich możecie śmiało wyrzucić do kosza. Nie ma bowiem jednej diety dobrej dla wszystkich. Z najnowszych badań, z pogranicza dietetyki i genetyki, wynika, że nasze potrzeby żywieniowe zależą przede wszystkim od genów i wraz z wiekiem ulegają zmianie.

Prof. Giovanni Scapagnini, światowej sławy specjalista od dietetyki, od dziesięciu lat zajmuje się badaniem stulatków z Okinawy. Wydaje się, że pogodni staruszkowie z tej japońskiej wyspy wynaleźli sposób na długowieczność. Ich sekret tkwi w specyficznej mutacji genu, występującej zarówno u okolicznych tubylców, jak i we wszystkich pozostałych długowiecznych populacjach. Scapagnini podkreśla jednak, że sam gen to za mało. Aby działał prawidłowo, musi zostać włączony przez to, co jemy.

Jak zatem przestawić swój organizm na tryb ochronny? Przez zwrócenie większej uwagi na to, co kładziemy na talerzu. Żywność funkcjonalna pozwala uruchomić korzystne dla naszego zdrowia mechanizmy, które nie zawsze działają – mogą być na przykład blokowane przez konkretną mutację genetyczną. Mamy jednak na to wpływ. Zmieniając swój styl życia możemy też zmienić działanie naszych genów!

Co wyjątkowego odnajdziemy więc w diecie mieszkańców Okinawy? Po pierwsze wyspiarze w naturalny sposób unikają przejadania się. Wyznaje się tam zasadę, że organizm powinien otrzymywać mniej kalorii niż spala w ciągu całego dnia – czytaj „jem do 80 proc. sytości”. Może być to oczywiście uwarunkowane genetycznie, choć najprawdopodobniej wynika to po prostu z tego, że są oni dość biedni. Jedzą to, co łatwo dostępne, czyli między innymi ryby – ich dieta bogata jest w ogromne ilości nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3.  Ale najważniejszym składnikiem ich pożywienia są algi (zazwyczaj dodawane do sushi) – stanową nawet 20 proc. wszystkiego co jedzą. I to właśnie w nich znajduje się aktywator genu długowieczności.

Co jeszcze jest dobre dla genów?

Kurkuma

Zdaniem Scapagnini’ego ma najważniejszy wpływ na działanie naszych genów. Zawarta w niej kurkumina aktywuje wiele genów, ma silne działanie przeciwnowotworowe, przeciwwirusowe i przeciwbakteryjne.

Sałata

Zawiera m.in. kwas foliowy, czyli witaminę chroniącą DNA przed uszkodzeniami i zmniejszającą ryzyko choroby nowotworowej.

Ryby

Bogate źródło kwasów tłuszczowych omega-3, które wpływają na geny odpowiedzialne za poziom „dobrego” cholesterolu.

Czerwone wino

Zawiera resweratrol, a jagody– pterostilben. Te substancje aktywują geny związane z długowiecznością.

Orzechy

To bogate źródło magnezu, który jest niezbędny do działania ponad 300 ważnych enzymów, m.in. tych biorących udział w naprawie DNA.

Każdy człowiek potrzebuje oczywiście wskazanych składników w innych ilościach. Najprawdopodobniej już wkrótce jedynymi badaniami jakie będziemy musieli wykonać udając się do dietetyka będzie badanie DNA, które pozwoli na całkowite zindywidualizowanie diety do naszych potrzeb. Niewątpliwą zaletą takich testów jest to, że są wyjątkowo proste i całkowicie bezbolesne. Można je wykonać już teraz,  choć są stosunkowo drogie. Pozostaje więc jeszcze chwile poczekać, aż staną się łatwiej dostępne, ale czym jest chwila przy czekającej nas całej wieczności? :)


Źródło: focus 

 

 


Zobacz także

"Samotne matki w moim pięknym kraju nic nie są warte, tylko z nimi problem. I nikogo nie obchodzi, że mają coraz mniej sił..."

„Samotne matki w moim pięknym kraju nic nie są warte, tylko z nimi problem. I nikogo nie obchodzi, że mają coraz mniej sił…”

Fot. iStock/LaraBelova

A w d*pie mam noworoczne obietnice. Nie chcę być fit i git. Koniec z tym raz na zawsze

15617326747_1fb302f4fb_h

Słaba płeć… Kobieto, jak to dobrze, że chociaż na ciebie zawsze można liczyć