„Przestań płakać!”, „Upierz moje brudne skarpetki”. Czego nigdy nie powinnyśmy usłyszeć od partnera?

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
17 czerwca 2017
Fot. iStock/PeopleImages
 

Nie płacz, nie złość się – tego nigdy nie powinnyśmy usłyszeć od partnera. Mamy prawo wyrażać swoje autentyczne emocje oraz podejmować własne wybory zgodnie z naszymi poglądami i sumieniem. Nikt, a zwłaszcza partner, nie ma prawa nas do niczego zmuszać. Jeśli mamy na coś ochotę, róbmy to. I przeciwnie – jeśli czegoś nie chcemy, on powinien uszanować nasz wybór.

Dlatego pokaż ten tekst swojemu mężczyźnie, żeby zobaczył, jakich zdań powinien unikać i czego nie powinien od ciebie wymagać. Zamiast tego, lepiej niech cię przytuli, pocałuje i powie, że jest przy tobie. I – przede wszystkim – uszanuje twoje zdanie.

„Nie złość się”

Intymność w związku oparta jest na poczuciu, że czujesz na tyle bezpiecznie, by nie wstydzić się okazywać swoich prawdziwych uczuć. Dlatego, kiedy masz gorszy dzień, masz prawo to wykrzyczeć. Jeśli twój partner będzie cię przed tym powstrzymywał, poczujesz się jeszcze gorzej i po pewnym czasie wasza relacja zacznie się psuć.

„Powinnaś się zgadzać z moimi poglądami politycznymi”

Polityka to indywidualna kwestia. Każdy ma prawo głosować i popierać tę partię, która reprezentuje ich poglądy. Jeśli twój partner popiera inne ugrupowanie, nie ma prawa prosić cię o dostosowanie się do niego.

„Przestań płakać”

Partner nie ma prawa prosić cię o to, byś zaczęła ukrywać swoje prawdziwe emocje. Gdy masz ochotę płakać, płacz. Kiedy będziesz się powstrzymywać, wyrządzisz sobie krzywdę. Będziesz czuła się przygnębiona i zaczniesz mieć gorszy nastrój, co także odbije się na waszym związku.

„I co się chwalisz?”

Kiedy on odnosi sukcesy, cieszysz się razem z nim. Świętujecie, ty go chwalisz i mówisz, jaki jest cudowny. Ale gdy to ty odnosisz większe sukcesy od niego, może czuć się zazdrosny i niechętnie będzie słuchać o twoich osiągnięciach. Zachowując się w ten sposób, podcina ci skrzydła i sprawia, że zaczynasz czuć się beznadziejnie i zaczynasz myśleć, że jesteś nic niewarta.

„Porozmawiajmy o twoich byłych kochankach”

Każdy z nas sam podejmuje decyzję o tym, czy chce rozmawiać o swojej przeszłości. Gdy nie chcesz przyznawać się do tego, ilu miałaś kochanków przed nim, powinien to uszanować. Masz także prawo odmówić mu odpowiedzi, gdy zapyta o szczegóły seksu z innym.

Fot. iStock / ballero

Fot. iStock / ballero

„Kłam”

Jeśli twój partner oszukał kogoś i prosi cię o to samo, to nie jest to do końca w porządku. Oczywiście nie mówimy tu o małym, niewinnym kłamstewku, które zdarza się każdemu z nas. Jeśli jednak jest to coś poważnego, powinien przyznać się do błędu i ponieść konsekwencje.

„Upierz moje skarpetki”

Że co proszę?! To on nie ma rączek? Naprawdę nie masz obowiązku po nim sprzątać, ani zbierać jego brudnych skarpet i gaci. Jest dorosły i sam może nastawić pralkę. Nie wyręczaj go więcej.

Związek z facetem nie należy do najlżejszych rzeczy. Wymaga codziennej pielęgnacji i dbania. Dlatego warto unikać sytuacji, które mogą go psuć. Jeśli on zapamięta tych kilka prostych prawd, będziecie czuć się w tym związku dobrze. Bo najważniejsze to liczyć się z potrzebami drugiej osoby i ją szanować.


 

Źródło: cosmopolitan.com


Dzień, w którym przestaniesz się spieszyć, będzie dniem, w którym zaczniesz cieszyć się życiem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 czerwca 2017
Fot. iStock/PeopleImages
 

Jak wygląda twój niedzielny poranek? Czy masz w głowie plątaninę myśli, czy może układasz już plan na cały dzień albo tydzień? Denerwuje cię to uczucie, że jutro już poniedziałek, choć przed tobą jeszcze całe przedpołudnie, popołudnie i wieczór… Zwolnij. Albo raczej – przestań przyspieszać. Nie pouczaj czasu, jak powinien płynąć. Podporządkuj mu się i zacznij zauważać – sekundy, minuty. Tylko tak nauczysz się je doceniać. Tylko tak, nauczysz się cieszyć życiem.

Żyjemy w trudnym momencie, jesteśmy uzależnieni od zerkania co chwila na ekrany naszych telefonów. Nie chcemy przeoczyć wiadomości, które się na nich pojawią, jakby od tego zależało nasze szczęście, zdrowie, spełnienie. Dzielimy naszą uwagę między setki czynności i kilkanaście osób, ale nie jesteśmy naprawdę uważni, nie potrafimy nikogo wysłuchać do końca, być dla niego.

Próbujemy wielozadaniowości, która tak naprawdę nigdy nikomu nie wyszła na dobre. Efekt jest zawsze ten sam – wciąż brakuje nam czasu dla siebie i dla innych.

I choć korzystamy z cudów techniki – włączamy sobie elektroniczne przypomnienia, żeby o niczym nie zapomnieć, rozplanujemy sobie cały tydzień w elektronicznych kalendarzach naszych modnych gadżetów, wciąż jesteśmy zdziwieni, że nie jesteśmy w stanie „zdążyć na czas”.

To takie dziwne, nasi dziadkowie, rodzice nigdy nie potrzebowali tego wszystkiego, by pamiętać o ważnych dla nas wydarzeniach. A przecież wcale nie mieli mniej obowiązków, mniej codziennych zmartwień, wyzwań, przecież bywało im bardzo ciężko.

My, przedstawienie w przedszkolu dziecka umieszczamy gdzieś między kolejnymi spotkaniami w pracy. Nasze myśli i działania kontrolowane są przez elektroniczne kalendarze i wyskakujące „przypominajki”. Skutecznie wyrzucamy je z głowy, by zrobić sobie w niej więcej miejsca na… no właśnie, na co?

Ale niektórzy z nas potrafią zwolnić. Najczęściej wtedy, kiedy dopada ich jakaś fizyczna albo psychiczna słabość. Organizm odmawia posłuszeństwa, buntuje się przeciwko szalonemu tempu, które mu narzuciliśmy. I po prostu mówisz sobie: STOP. Sekundy i minuty nabierają nowej wartości, zaczynasz celebrować życie, dostrzegać jak wielkim jest darem i jak bardzo zaniedbywałeś je do tej pory, choć wydawało ci się, że robisz wszystko, by przeżyć je jak najlepiej. Dochodzisz do momentu, w którym jesteś w stanie spojrzeć na wszystko, co robiłeś do tej pory, z dystansem i zrozumieć, że nie jesteś prawdziwie szczęśliwy. Że choć próbowałeś „nałapać wszystkiego” jak najwięcej, po drodze uciekło ci wiele tego, co ważne, a może nawet najważniejsze. Bo nie umiałeś zwolnić, żeby to zauważyć. Powiedz, szczerze – kiedy ostatnio spędziłeś kilka godzin z ukochaną osobą, koncentrując się tylko na niej, na was? Kiedy wyłączyłeś, albo choć odłożyłeś telefon, laptop i porozmawiałeś z kimś bliskim, albo – z samym sobą?…

Innym momentem, kiedy budzimy się z tego szalonego snu, jest pojawienie się w naszym życiu małego człowieka, który nie zważając na nasze deadline’y i meetingi, wprowadza nam całkiem nowy porządek.

Co się wtedy dzieje? Cud. Dostosowujesz się do jego łagodnych, powolnych ruchów, wsłuchujesz się w jego oddech, kiedy śpi. Mówisz do niego powoli, cierpliwie. „Tracisz” swoje cenne minuty, a nawet godziny przyglądając mu się bardzo uważnie (pierwszy raz od dawna przyglądasz się komuś, skupiasz się na kimś z taką uwagą).  I nagle okazuje się, że czas płynie wolniej i spokojniej, niż ci się wydawało, choć twoje dziecko rozwija się tak szybko.

Kiedy mały człowiek rośnie, zaczynasz zauważać, że można przejść 20 metrów w godzinę, przystając przy każdej maleńkiej mrówce, listku, kałuży i zachwycać się nimi bez końca. Na początku dziwi cię to, denerwuje (bo przecież masz już w głowie te wszystkie opóźnienia, ty zaplanowałeś na wasz spacer mniej czasu i mieliście przecież „gdzieś” dojść, a nie gapić się „bez sensu” na robaki i piasek), chcesz złamać ten rytm, narzucić twoje własne, dawne tempo. Nerwowo przeglądasz Facebook w telefonie, podczas gdy maluch z zachwytem, o którym ty dawno zapomniałeś, odkrywa świat. Jeśli się do niego przyłączysz, uwolnisz się.  Jeśli zaczniesz pospieszać małe dziecko, które po prostu cieszy się życiem, każdą nową obserwacją, smakiem, doświadczeniem – zabierzesz mu radość.

Dlatego dla siebie i dla niego – wybierz życie tym, co dzisiaj, w tej chwili. Ucz się od małych dzieci, ucz się od starszych ludzi, od ludzi doświadczoncyh chorobą. Nie musisz się spieszyć. Zwolnij. Nie mów „ nie mamy na to czasu”, bo to oznacza: „ nie mamy czasu, by żyć”. Ciesz się małymi, powolnymi radościami, a zaczniesz żyć.


To, jak będziemy żyć, zależy wyłącznie od nas. Nie wierzysz? Obejrzyj ten wyjątkowy filmik

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 czerwca 2017
Fot. Screen/You Tube

To w jakim świecie żyjemy, zależy tylko i wyłącznie od nas. To my tworzymy podziały, różnice, dajemy się wbić w schematy, które wcale nie muszą być nam bliskie. Ale w końcu wszyscy tak żyją, wszyscy tak robią. Zapamiętaj, że ty nie musisz. Że to właśnie ty możesz coś zmienić, a „coś” znaczyć może naprawdę dużo!

Nie wierzysz? Obejrzyj koniecznie!

 


Zobacz także

Jak złagodzić ból rozwodu. Staraj się uniknąć tych pięciu, typowych błędów

10 prostych pytań, które warto sobie w końcu zadać

10 prostych pytań, które warto sobie w końcu zadać i… na nie odpowiedzieć

niezgoda

Dogadać się… nie zawsze musi oznaczać – zgodzić się z kimś