Praca. Motywacja. Pasja. Róbmy to, co kochamy, bo życie mamy jedno

Katarzyna Kowalczyk
Katarzyna Kowalczyk
16 listopada 2016
Fot. iStock/freemixer
 

Work. Motivation. Passion. Uwielbiam ludzi z pasją… bez względu na to, co tą pasją jest. Nie trzeba nurkować, skakać ze spadochronem, czy uprawiać wspinaczkę wysokogórską, aby czuć spełnienie w życiu! Wystarczy ten błysk w oku, kiedy rozmawiasz chociażby o szydełkowaniu czy robieniu na drutach z kimś, kto to po prostu uwielbia!

Nieskończenie długo rozprawiać z zaangażowaniem tak wielkim -niczym chirurg, o udanej operacji- ,o wyjątkowości zupy pomidorowej ze świeżych pomidorów z pasjonatem gotowania! O przebiegniętym każdym kilometrze, o emocjach temu towarzyszących, o ludziach na trasie, o każdym wschodzie i zachodzie słońca, który towarzyszył w biegu zapalonemu amatorowi biegania!

Sama jestem człowiekiem wielu pasji i od wielu lat moim wielkim marzeniem i ambicją było karmienie ludzi! Nigdy wcześniej posiadanie własnej restauracji nie wydawało mi się tak oczywiste, jak w momencie choroby właśnie! „Bo jak nie teraz, to kiedy Kaśka?! Jutra może nie być…!”.

Fot. iStock/byheaven

Fot. iStock/byheaven

I tak z moich marzeń i własnego wyobrażenia, o miejscu  w którym chciałabym przebywać, pracować, jadać i witać gości, powstała moja restauracja – miejsce, którym żyję, w którym żyję i mam nadzieję zostać „przez zasiedzenie”!?

CZTERY SMAKI – choć smaków tu dziesiątki-nawiązuje nazwą do wielowymiarowości i życia i ludzi! Czasem słodko z nadmiaru szczęścia i lukru dawanego przez los, częściej słono od łez wylewanych z ogromu smutku, gorzko – bo każda porażka tak smakuje i kwaśno, bo ten kwas, który pobudza nasze kubki smakowe jest kubłem zimnej wody, który pobudza nas do życia!  Wraz z zespołem fantastycznych ludzi udało mi się stworzyć naprawdę wyjątkowe miejsce, dzięki swojej ciężkiej pracy widzę wymierne skutki swoich działań: zadowolonych gości, dzięki nim mogę nie myśleć, o tym co w moim życiu jest niefajne, skupiając się jedynie na tym co piękne i warte uwagi! Gotowanie samo w sobie jest ogromną przyjemnością, a kiedy wiesz, że to, co przygotowałeś z wielką starannością oddając temu wiele uczuć jest jeszcze większą przyjemnością w konsumpcji… czegóż chcieć więcej?!

Kiedy jesteśmy źli, smutni, zdenerwowani lub nieszczęśliwi, nic nie będzie dobre, wesołe i szczęśliwe…nie wyjdzie nam ani nowa serwetka, ani obłędna pomidorowa, a każdy kilometr nawet dla maratończyka może stać się nieosiągalny…

Tak więc Moi Drodzy pielęgnujcie swoje pasje z należytą dbałością, spełniajcie swoje najskrytsze marzenia i pamiętajcie Kochani – ŻYCIE MAMY TYLKO JEDNO, WIĘC SZKODA JE PRZEŻYĆ BYLE JAK!!!!


Walka z własnymi niedoskonałościami… Podobno nie ma ludzi idealnych, więc temat bliski każdemu!

Katarzyna Kowalczyk
Katarzyna Kowalczyk
29 listopada 2016
Fot. iStock/Halfpoint
 

Odkąd zmagam się z chorobą walczę nie tylko o życie, o każdy dzień, o normalność… borykam się z tematem tak przyziemnym jak wygląd!!! Tak! Tak! Toczę niezmiennie od kilku lat wojnę z następstwami leczenia (chemioterapie, leki, kuracje sterydowe) o swój dobry wygląd i samopoczucie!

Większość tych batalii przegrywam biorąc na barki ich następstwa, szczęśliwie wierząc, że wszystko jest po to, by móc normalnie żyć! Niemniej jednak, kiedy wszystko wraca na prawidłowy tor, ciężko tak najnormalniej po ludzku pogodzić się na przykład z utratą włosów czy nadbagażem kilogramów. Wiele lat temu, kiedy mój bilans kilogramów wskazywał + 25  kg (nie muszę wam opisywać mojego w związku z tym nieszczęścia), spędziłam kilka dni  z moją przyjaciółką, która kilka tygodni wcześniej również zachorowała – była po operacjach i chemii. Jej smukła i wysportowana sylwetka zniknęła i była wtedy taka malutka i krucha niczym dziecko! Była przy tym tak okrutnie nieszczęśliwa…

Prawdopodobnie osiągnęła wtedy idealną wagę. Ja miałam 25 na plus, ona 15 na minus i obie byłyśmy nieszczęśliwe jak prawdopodobnie nigdy wcześniej! Chcę Wam przez to powiedzieć, że bez względu na to jak wyglądamy i czy akurat jesteśmy tak blisko swojego wymarzonego idealnego wyglądu, najważniejsze jest to jak wygląda nasza dusza!

Dlatego w swoim bezustannym dążeniu do doskonałości myślmy przede wszystkim o swoim wnętrzu! Mówię to z pełną świadomością osoby, która o swój wygląd i formę dba wybitnie: codziennie biegam, trenuję i  tak doprowadziłam swoje ciało do idealnej harmonii (o podporządkowaniu i wielkim wpływie sportu na moje życie napiszę Wam kolejnym razem). Chciałabym teraz zwrócić Waszą uwagę na to, że bez względu na to jak dobrze będziecie wyglądać, a nie będziecie szczęśliwe, zadowolone z życia, pogodne, otwarte na świat i ludzi, to Wasze spełnienie będzie tak ulotne jak bańka mydlana!

Jesteśmy kobietami i choćby nie wiem co – wygląd jest ważny i lubimy dobrze wyglądać. APELUJĘ: zróbmy wszystko, aby również dobrze się czuć z samymi sobą! Zadbajmy o swoje pasje, bądźmy szczęśliwe, polubmy własne towarzystwo, pokochajmy siebie, patrzmy z optymizmem w przyszłość…

Kiedy człowiek, który pracuje nie tylko nad swoim ciałem, ale również wnętrzem, dochodzi do momentu, że swoją wartość odnajduje codziennie w lustrze, a nie w oczach innych – wtedy jest swoim własnym, osobistym i najważniejszym zwycięzcą! Czego wszystkim Wam Kochani życzę!


Po latach walki mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem! Przypomnę wam kawałek mojej historii…

Katarzyna Kowalczyk
Katarzyna Kowalczyk
13 listopada 2016
Fot. Archiwum prywatne

Podobno dostajemy tyle, ile jesteśmy w stanie udźwignąć… Los zadecydował za mnie, i tak oto od kilku lat „robię za tragarza”! Dokładnie 7 lat temu diagnoza – BIAŁACZKA – przewróciła moje życie do góry nogami! Mój idealny, cudowny, poukładany świat runął niczym domek z kart! Spędziłam kilka następnych dni w samotności nie wychodząc z domu, nie odbierając telefonów – po prostu chciałam przestać istnieć! Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że białaczka to nie wyrok śmierci i można przecież zawalczyć o własne życie i zdrowie! Tysiące myśli, litry łez i pytań bez odpowiedzi i nareszcie postanowiłam działać!

Zaczęłam leczenie, kilka wykańczających chemioterapii, naświetlań – dwa kolejne lata to ciągła podróż z domu do szpitala, ze szpitala do domu, podróż od chwil totalnego załamania, po bieg w kierunku światełka nadziei dawanego przez lekarzy!

Oszczędzę wam opisów mojego fizycznego cierpienia, sygnałów mojego chorego ciała, które czasami były niczym w porównaniu z odczuciami mojej schorowanej duszy… Pomimo pełnej mobilizacji do działania, czułam się wtedy nieszczęśliwym człowiekiem! Ale w końcu udało się! Moja choroba została uśpiona, a wraz z nią uśpiłam na trochę moje czarno-widzenie w kwestiach zdrowia!

I tak żyłam sobie myśląc, że wszystko już będzie dobrze… I wtedy doznałam poważnego złamania nogi – kolejne miesiące niemocy… Pomyślałam, że przecież to może spotkać każdego! Ale czy każdy przechodzi zawał serca przed 30-tką?! Moje serce zbuntowało się przeciwko wielomiesięcznym stresom, od których nie potrafiłam uciec! Dwa lata temu zdiagnozowano u mnie złośliwego nowotwór piersi… Już wiem, że muszę z pokorą przyjmować wszystko, co przyniesie mi los! Rak dał mi przerzuty na trzustkę. Łzy i nieprzespane noce nic nie zmienią w mojej sytuacji! Oczywiście nie jestem cyborgiem i czasem muszę oczyścić emocje – dlatego płaczę… Właściwie płaczę chyba więcej niż powinnam – przez tyle lat choroby poznałam wspaniałych ludzi – i małych dzielnych pacjentów wielkich duchem i dużych drżących o los najbliższych pacjentów szpitali, których niestety już z nami nie ma!

^2FDFE25A3B4451D8D50C5F554290B10FDE80B2D5B7DF5A521B^pimgpsh_fullsize_distr

Po latach walki mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem! Mam cudowną rodzinę, której wsparcie jest dla mnie najważniejsze! Moje życie z chorobą zweryfikowało moje przyjaźnie i teraz mam absolutną pewność, że wokół mnie znajdują się najlepsi, najszczersi i najmądrzejsi ludzie na świecie, bez których wsparcia na pewno nie dałabym rady! Moja choroba zabrała mi wiele, ale dzięki niej teraz wiem, co jest w życiu najważniejsze! Potrafię cieszyć się każdym dniem, każdą chwilę traktuję wyjątkowo, doceniam zwykle rzeczy, które przedtem mi umykały… Dzień dzisiejszy jest najważniejszy! Mam wiele planów i marzeń,  ale to na chwili obecnej koncentruję swoją uwagę, aby żaden piękny moment mi nie umknął…

Nigdy nie będę znaną pisarką, uznaną malarką, ani zapewne nie zapiszę się w żaden inny sposób na kartach historii, nie zostawię spuścizny dla przyszłych pokoleń, dlatego chciałabym, aby ludzie wspominając mnie myśleli, że byłam po prostu dobrym człowiekiem!

Będę wspierać was tu  w życiu… codzienności… zdrowiu… chorobie… i mam nadzieję, że moje przemyślenia i historia komuś rozświetli drogę, na początku której byłam ja 7 lat temu!

^25D9A134A7FB9D73264BB15F8037B29BA3CAA7AD12123A53F2^pimgpsh_fullsize_distr