Najcenniejszym, co posiadamy jest czas i wspomnienia. Nie da się otrzymać i podarować niczego równie ważnego

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
11 stycznia 2018
Fot. iStock / uuurska
Fot. iStock / uuurska
 

Miałam ogromne szczęście. Jako dziecko mogłam dzielić dzieciństwo ze wszystkimi dziadkami i jedną prababcią, ale jak bardzo jest to ważne dowiedziałam się dopiero niedawno, kiedy umarł mój tata. Oprócz ogromnej osobistej żałoby, musiałam zmierzyć się ze świadomością, że mój syn jest za mały, żeby pamiętać dziadka.

Zaczęło się smutno, ale i na smutek znalazł się sposób. Taka bolesna konfrontacja czasem jest konieczna, żeby uświadomić sobie, jak bardzo zapomnieliśmy o kolekcjonowaniu tego, co ważne. O wspomnieniach – i o czasie, bez którego nie możemy stworzyć ani wspomnień, ani ich pamiątki.

Żeby zaczarować chwilę i w naszym przypadku ożywić wspomnienia, zaczęliśmy robić albumy. Nie zwykłe albumy, do których wkłada się zdjęcia. Nasze albumy zawierały nieco więcej. Oprócz fotografii pomieściły słowa: wspomnienia, żarty, opowieści. Szczególnie te, których zapomnieć nam nie wolno, bo absolutnie nikt już ich nam nie opowie. O tym, co dziadek opowiadał o swoim dzieciństwie

Najcenniejszy prezent dla dziadków

To czas. Czas, który podarują im wnuki. A te przecież tak szybko rosną, zmieniają się. Bo kiedy dziadkowie się starzeją, przechodzą na emeryturę, mimo, że pozornie czasu mają pod dostatkiem, to ten spędzony razem, staje się najcenniejszy. To najlepszy podarunek.

To opowieści o danych czasach.

Niekończące się partie w chińczyka.

Wspólnie przykręcona śruba i przyszyty guzik.

Pożyczanie książek i ciasteczka maślane, których nikt inny „tak” zrobić nie potrafi.

To wspólne wakacje i wycieczka do ZOO.

To niekończąca się wzajemna uważność i  to miłe zmęczenie po odwiedzinach.

Ferie, wakacje, urodziny.

Najcenniejszy prezent dla dzieci

To wspomnienia. Szczególnie te, które mogą wspólnie tworzyć.

Chwile spędzone z dziadkami pomagają budować dzieciom ich tożsamość, poznawać historię – ich historię i korzenie. Bywają najlepszą inspiracją.

Nikt lepiej nie nauczy naszych dzieci, świata, który nam na co dzień umyka w szczelnie wypełnionym grafiku. Dziadkowie są niezastąpieni, to oni budują potężny kawałek magii, jaką jest dzieciństwo. Wyposażają nas w tak wiele wartości, na całe życie.

Jak wypełnić międzypokoleniową dziurę?

Lada moment Dzień Babci i Dzień Dziadka, ja od jakiegoś czasu przykładam do tych świąt jeszcze większą wagę.

Jak wypełnić międzypokoleniową dziurę, pomóc się spotkać tak różnym osobom w jednym miejscu? To bardzo proste. Przede wszystkim to my, rodzice jesteśmy brakującym elementem układanki, łącznikiem pomiędzy dwoma światami. To przecież od nas zależy, czy pomożemy budować tę więź i stworzymy dla niej dość miejsca w naszych życiach.  Dziadkom najbardziej doskwiera brak zainteresowania ich korzeniami i przeszłością – bo przecież wszyscy lubimy od czasu do czasu wracać do najważniejszych momentów w sowim życiu. A wnukom, rodzinne historie często kojarzą się z… co tu kryć – z nudzeniem. A przecież wcale nie musi tak być.

Nasze albumy to kawałek naszej rodziny. To sentymenty i świetna zabawa. To wreszcie wspólnie spędzony z dzieckiem czas i zdjęcia – te prawdziwe, nie wyświetlane na ekranie smartfona.

Podobno rzeczy najpiękniejszych w życiu nie da się kupić. Można za to kupić drobiazg, który pozwoli je zgranie złapać.

Zajrzyjcie do swoich komputerów, do tych setek zdjęć, o których nawet już nie pamiętacie, i spróbujcie wybrać z nich 10 ulubionych.  Trudne prawda? I choć to niełatwe zadanie, nadal bardzo przyjemne. Spędźcie w tym roku te dwa dni inaczej niż zazwyczaj. Niech świętowanie nie kończy się na przedszkolnej akademii.

My w tym roku, będziemy przygotowywać album dla Dziadka i Babci – taki prezent dla dziadków, którym muszą się nieco „podzielić”. Bo to właśnie babcia lub dziadek razem z wnukiem tworzą wspólnie album. To zbiór opowieści i ważnych w dziadkowym życiu wydarzeń.  Znajdą się w nim wspomnienia z ich dzieciństwa, miejsca na stworzenie portretów ich własnych dziadków.

Ale i drzewo genealogiczne, wspominki ulubionego ciastka czy zapachu… bardzo dużo ciepła i czasu, wspólnie spędzonego czasu.

Zobaczcie koniecznie propozycje, która w tym roku u nas zagości: „Opowieści babci. Historie rodzinne dla wnuków” i „Opowieści dziadka. Historie rodzinne dla wnuków” Wydawnictwa Wilga.

Opowiesci babci_luxOpowiesci dziadka_lux

A tego czasu z całego serca życzę każdej babci i każdemu dziadkowi – i ich wnukom. Cieszcie się sobą, nie ma na świecie niczego lepszego!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Wilga


Czy warto dać drugą szansę? Jest pięć powodów, dla których można spróbować

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 stycznia 2018
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Podobno dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, podobno ludzie się nie zmieniają, podobno dawanie drugiej szansy, to naiwność. Podobno, ale czy tak faktycznie jest? Rozmawiałam wczoraj z przyjaciółką, która postanowiła dać drugą szansę swojemu facetowi. Powiedziała: „Chcę mieć pewność, że zrobiłam wszystko, że nie działałam pod wpływem emocji, że spróbowałam spojrzeć na nasz związek i siebie także z jego perspektywy”. I nawet jeśli z tego związku nic by nie wyszło, to ona zostaje z ważną lekcją o sobie, o relacjach z innymi. To jej ryzyko, jasne, ale może faktycznie czasami warto dać drugą szansę?

Jest kilka powodów, które warto rozważyć.

Poczujesz się lepiej

Jeśli dajesz komuś drugą szansę możesz poczuć się szczęśliwszą, bo wybaczasz to, co było. Poprawia się twoje samopoczucie, nastrój, ponieważ na nowo pojawia się nadzieja, jest w tobie przekonanie, że postąpiłaś słusznie.

Ludzie mogą się zmieniać

Osobowość nie jest jak twardy kamień, którego nie da się modelować. Wręcz przeciwnie, każda lekcja sprawia, że się zmieniamy, że korygujemy swoją postawę. Uczymy się na błędach. Kiedy dajesz drugą szansę, pozwalasz dostrzec błędy i wyciągnąć z nich wnioski.

Możesz być zaskoczona

Bywa, że odrzucamy kogoś pod wpływem chwili, silnych emocji. Jeśli czujemy, że warto wrócić do tej osoby, wyjaśnić sytuację – dajmy jej drugą szansę, porozmawiajmy. Może okazać się, że ten ktoś wcale nie jest zły, wcale nie chciał nas zranić. Poza tym wyciągamy błędne wnioski ze względu na nasz własny nastrój – jesteśmy przygnębieni, zdenerwowani, mniej odporni na krytykę.

Ryzykujesz, jeśli tego nie zrobisz

To nic dobrego odrzucać ludzi, których potrzebujesz. Czasami są to osoby nam najbliższe, których nieobecność może być dla nas z czasem uciążliwa, a przynajmniej odczuwalna. To może być ktoś z rodziny, przyjaciel, osoby, z którymi łączą was jeszcze relacje z innymi ludźmi. Nie dając drugiej szansy skazujesz się na pewną izolację. Pytanie, czy tego chcesz, czy liczysz się z takimi konsekwencjami?

Nie chciałabyś zostać tak potraktowana

Warto spojrzeć na trudną dla nas sytuację z drugiej strony. Nic nie jest czarno-białe, prawda? Dlatego pomyśl, czy ty chciałabyś zostać tak potraktowana? Jak byś się czuła, jeśli ktoś tobie nie dałby możliwości spróbować jeszcze raz, bo przecież zrozumiałaś swój błąd, chcesz to wszystko naprawić? Czasami z tej szansy niekoniecznie skorzystamy, ale warto wiedzieć, że ktoś daje nam taką możliwość.

Mowa o drugiej szanse, można spytać – co z kolejnymi? Myślę, że każdy sam przed sobą powinien odpowiedzieć na to pytanie. Znam związki, które polegają tylko na dawaniu szans – wszystko zmienia się na miesiąc, czasami na pół roku, a później wraca do normy. Przyjrzyj się swoim relacjom, zdecyduj na których naprawdę ci zależy, w których intuicja ci podpowiada: „A spróbuj, nie masz nic do stracenia”.


źródło: Psychology Today

 


Przez rok byłam kochanką żonatego mężczyzny. Dowiedziałam się o sobie wielu rzeczy, na przykład tego, że jestem zdolna do wszystkiego

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 stycznia 2018
Fot. iStock/lechatnoir
Fot. iStock/lechatnoir

Nie patrz już tak na mnie. Owszem, zakochałam się w żonatym mężczyźnie. Ale prawda jest taka, że kiedy kochasz, nie myślisz o tym, czy on jest wolny, czy nie. Po prostu chcesz z nim być, chcesz, by cię kochał, przytulał, chodził z tobą do łóżka, do kina, do znajomych. Potem, po jakimś czasie przychodzi moment oprzytomnienia, bo okazuje się, że „musimy być ostrożni”. Jednak ty tego nie chcesz. Chcesz, by ona się dowiedziała, żeby niewygodna sytuacja przestała uwierać, chcesz grać w „otwarte karty”. To jest ten moment, kiedy okazuje się, że tak naprawdę jesteś sama. I że, nigdy nie byłaś z nim w związku.

Spotykałam się z żonatym przez rok i dowiedziałam się dzięki tej relacji więcej, niż przez 28 lat mojego życia nauczyłam się o mężczyznach i kobietach. Odeszłam z poczuciem żalu. Nie, nie dlatego, że byłam częścią wielkiego oszustwa, zdrady. Mam żal o to, jak słabi są mężczyźni. Jak łatwo nimi manipulować, jak przewidywalne są ich zachowania i jak trudno im podjąć ostateczną decyzję.  Ale to nie wszystko.

Właściwie jestem zdolna do wszystkiego

Wcześniej nie sądziłam, że mogłabym zrobić coś takiego drugiej kobiecie – chcieć „odbić” jej faceta. Kiedy go poznałam, przestało mieć dla mnie znaczenie, że ona istnieje. Właściwie nic się nie liczyło, poza nim. Moja przyjaciółka, jedyna, która wiedziała, mówiła mi wprost – „oszalałaś, chciałabyś, żeby i w twój związek ktoś tak wlazł z butami?”. Guzik mnie to obchodziło, bo uważałam, że to nasza relacja jest tą „pierwszą, najważniejszą”. Przecież go kochałam, więc to mnie się należał. Tak było. Wiele razy chciałam napisać do jego żony, powiedzieć jej o nas, wiele razy wyobrażałam sobie jak on staje w progu mojego mieszkania z walizką. „Odszedłem od niej, wybrałem ciebie” – widziałam to oczami wyobraźni, marzyłam o tym, to się stało moim celem, moją obsesją. Wierzyłam w to. Był nawet taki moment, kiedy chciałam błagać go o to, żeby to zrobił. Co mnie powstrzymało? Chyba zaczęłam wtedy widzieć, rozumieć, że to ja jestem w jego życiu „na chwilę”, że nigdy nie zamierzał związać się ze mną na stałe. Ale wiem, że dla niego byłabym skłonna zrobić wiele. Na przykład godzić się na spotkania o dziwnych porach, w dziwnych miejscach. Tam, gdzie nikt się nie dowie.

Można nienawidzić kogoś nie znając go

Jej nienawidziłam. Widziałam jej zdjęcie, kiedy otwierał portfel, żeby zapłacić za naszą wspólną kawę, za weekend nad morzem, za pokój na godziny. Słuchałam łapczywie, kiedy czasem o niej opowiadał, starając się wyłapać wszystkie słabości, szukając pogardy i braku szacunku dla niej w tonie jego głosu. Oglądałam jej zdjęcia na Facebooku i porównywałam ją do siebie. Cieszyłam się widząc te, na których wyglądała niekorzystnie. Komentowałam bezlitośnie, kiedy o niej opowiadał. Chciałam za wszelką cenę pokazać mu, jaka jest beznadziejna. Tak, to ja.

Można bardzo szybko znienawidzić tego, kogo się bardzo kochało

Wydawało mi się, że to niemożliwe. Był dla mnie najważniejszy. Szalałam na punkcie jego zapachu, kształtu jego podbródka, jego dłoni. Uwielbiałam jego głos, sposób w jaki się do mnie zwracał, kiedy miał na mnie ochotę albo kiedy po prostu był ciekaw mojego zdania. Bo, wierzcie lub nie, poza seksem łączyło nas jeszcze wiele innych rzeczy, może nawet dużo ważniejszych – dobrze się rozumieliśmy, bawiły nas te same rzeczy. I tak, powiedział, że mnie kocha. Tylko, zdaje się, jeśli chodzi o to jedno wyznanie, nasze definicje znacznie się od siebie różniły. On „kochał mnie”, czyli traktował jak miłe urozmaicenie swojego nudnego, małżeńskiego życia. Ja kochałam, czyli wiązałam z nim plany na przyszłość, widziałam go w swoim życiu.

Kiedy usłyszałam od niego: „Nie wygłupiaj się, przecież się nie rozwiodę”, moja miłość zamieniła się nienawiść. Znienawidziłam go za to, że uwierzyłam w tę bajkę. Praktycznie z dnia na dzień.

Mężczyźni nie odchodzą od żon

Są tchórzami, którzy chcą „upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu”. Mieć kochankę i mieć żonę. Mieć odrobinę dreszczyku emocji, kiedy spotykają się po kryjomu z tobą i dalej spokojne, stabilne życie „porządnego faceta”. Wolą „zachować twarz” niż zaryzykować dla ciebie swój wizerunek. Żona, czego by o niej nie mówili, jest dla nich jakimś wyznacznikiem statusu społecznego. Mogą cię zwodzić miesiącami i latami, nigdy nie mówiąc wprost, że możesz na coś liczyć. Mogą opowiadać o niej najgorsze rzeczy, ale i tak dadzą się jej zmanipulować, kiedy się w końcu zorientuje, że nie jest jedynym graczem na tym boisku.

A na koniec usłyszysz po prostu: „przecież wiedziałaś, że mam żonę, nic ci nie obiecywałem, bo nie mogłem”. Tak, to była twoja decyzja, że weszłaś w ten układ. Jesteś przecież dużą dziewczynką, rozumiesz, na co się piszesz, prawda?

Po wszystkim przychodzi jednak poczucie winy

Ale dopiero w momencie, gdy zostajesz sama. Myślisz nawet, że to poczucie samotności jest karą za to, że o mało co nie rozbiłaś czyjegoś związku. To jednak nie takie proste, to twoje uczucie jest bardzo złożone. Nikt ci jednak nie współczuje, że twój związek się rozpadł, bo nie miałaś do tego mężczyzny żadnego prawa. To prawda, choć przykra.

Związek z mężczyzną, który ma już z kimś własne życie jest upokarzający. Bo nigdy nie będziesz „numerem jeden”. On może dawać ci takie złudne wrażenie podczas waszych wspólnych nocy (albo raczej godzin, bo przecież na noc musi wracać do domu, do żony), ale tak naprawdę nigdy nie będziesz dla niego priorytetem. To moja najbardziej bolesna lekcja.

 


Zobacz także

fot. iStock/Milovan Knezevic

Mistrz i uczennica? Czego możemy się nauczyć od starszych facetów?

Fot. iStock/dardespot

„W pracy już nikogo nie poznam, na imprezy nie mam z kim wyjść, bo wszyscy mają rodziny, to co mi zostało…”. Kulisy szybkich randek. Speed dating

Rozwiązanie akcji "List do męża"

Dołącz do naszej nowej akcji: „List do męża”. Wypełnijmy przedświąteczny czas miłością