Myśl tylko o dobrych rzeczach. Tydzień drugi, dzień #7

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
23 listopada 2015
Fot. Pixabay / ecowa / CC0 Public Domain
 

Poniedziałek (normalnie mogłabyś pomyśleć: brr), zimniej ( też mogłabyś powiedzieć: brr). A gdyby tak spróbować dziś inaczej? Bardzo dużo mówi się ostatnio o tym, że to nasze myśli kształtują rzeczywistość, że od nas zależy poczucie szczęścia. Teorie wielu z nas zna, z praktyką już bywa gorzej. Praca nad myślami, przekonaniami wydaje się niektórym górą nie do pokonania. A może gdyby tak tylko dzisiaj…

Zadanie nie jest trudne. Zróbmy sobie wolne od zmartwień. Tylko jeden dzień. Niezależnie od tego w jakiej sytuacji życiowej jesteśmy. O wszystkim, co złe pomyślimy jutro ( ewentualnie). Dziś pozwalamy istnieć tylko dobrym myślom i emocjom.

Jak to zrobić?

– powiedz sobie, że to po prostu jest piękny poniedziałek ( zbagatelizuj głos szydercy w tobie: jaki PIĘKNY poniedziałek?! Kompletnie zwariowałaś!)

– gdy pojawia się negatywna myśl, nie mów: idź do diabła. Powiedz: ok, jesteś, no dobra. Staraj się jednak, by nie wywołała w tobie żadnych emocji. No po prostu jest jak jest, trudno. Skoro tego nie zmienię to po co mam się denerwować?

– myśl o dobrych rzeczach w twoim życiu i bądź za nie wdzięczna.

– jeśli ktoś cię zirytuje, doprowadzi do szaleństwa– odetchnij kilka razy zanim cokolwiek zrobisz. A potem pomyśl sobie, że trudno. Ta sytuacja jest, za chwilę jej nie będzie. Po co tracić energię na przeżywanie jej?

– postaraj się niczego dziś kurczowo nie kontrolować. To magiczne słowo: „jest jak jest” za którym idzie poczucie ulgi. Skoro nie mogę czegoś na „tu i teraz” zmienić to po co mam się martwić.

To nie jest trudne. Naprawdę. My w redakcji też robimy z tobą to zadanie:)

Powodzenia!


Akcja „Bądź dobra dla… siebie”

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie.

ZASADY:

  1. Redakcja Oh!me codziennie opublikuje wpis pod hasłem akcji „Bądź dobra dla… siebie”.
  2. Aby wziąć udział w akcji, należy w komentarzu do wpisu opublikowanego na stronie ohme.pl dodać odpowiedź na zadanie konkursowe: „Co dobrego dziś dla siebie zrobiłaś?”
  3. Wśród osób, które będą regularnie zamieszczały komentarze z odpowiedziami, wybierzemy odpowiedzi, które najbardziej się spodobają się Jury i nagrodzimy je!
  4. Akcja będzie odbywała się w cyklach tygodniowych (Drugi tydzień: 17-23.11.2015). Po każdym zakończonym tygodniu, Jury wybierze Laureatki.
  5. Jedna osoba może wygrać jedną nagrodę.
  6. Nagrody – tydzień drugi:
    2 x  Voucher na zabiegi, ufundowany przez gabinet kosmetyczny S&B 
    1 x zestaw kosmetyków ufundowany przez markę Sesderma

Każdego dnia należy umieszczać komentarze pod aktualnym wpisem – nie przegap naszej zabawy i śledź nas na Facebooku. Zacznij już dzisiaj i napisz w komentarzu do tego tekstu – co dobrego zrobiłaś dziś dla siebie.

Tydzień drugi – zobacz wszystkie zadania


Wege znaczy smacznie. Przewodnik początkującego weganina

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
23 listopada 2015
Fot. Pixabay / jill111 / CC0 Public Domain
 

Zastanawialiście się kiedyś nad zastosowaniem diety wegańskiej? Jeśli tylko nie przeraża was perspektywa wyeliminowania z waszych dań mięsa i innych produktów pochodzenia zwierzęcego, spróbujcie! Poniżej znajdziecie krótki wege poradnik początkującego weganina, lub raczej weganki, którą na jeden dzień postanowiłam pozostać. A co!

1. Co zamiast mięsa? Czyli zastępowanie produktów wysokobiałkowych

Weganie nie jedzą mięsa ani jaj. Będzie ciężko. Czym zastąpić te produkty? Dużo wartościowego białka zawierają kasze, komosa ryżowa, soczewica (nie lubię!), fasola (można z niej zrobić doskonały pastę do chleba), bób (kocham), ciecierzyca (może być), brokuły (uwielbiam), szpinak (o nie!), kukurydza (lubię) czy awokado (uff).  Ale jak tu tak rano bez smaku jajeczniczki z cebulką? Przełamuję się i przygotowuje zatem jajecznicę w stylu wege: cebulkę zostawiam, a zamiast jajek smażę ser tofu. Jest pysznie!

A co z popołudniowym ciastem? No, oczywiście: bez jaj. Należy zastąpić je nasionami chia. Pamiętajcie, jedna łyżka zmielonych nasion chia wymieszana z trzema łyżkami wody = jedno jajo.

Fot. Pixabay / col8nic / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / col8nic / CC0 Public Domain

2. Męskim okiem, czyli budowanie masy mięśniowej a weganizm

Mężczyzna patrzy podejrzliwym wzrokiem – Dieta wege? A co z moimi wizytami na siłowni? Damy radę. Wystarczy, że zadbamy o odpowiednie proporcje białka, węglowodanów i tłuszczów. Najlepszym rozwiązaniem jest zastosowanie diety, w której 20 proc. kalorii pochodzi z tłuszczów, 20 proc. z białka, a pozostałe 60 proc. z węglowodanów. No i teraz – doskonałym źródłem:
– tłuszczy będą orzechy, pestki słonecznika czy dyni, siemię lniane, awokado oraz nasiona chia;
– białka będzie np. soczewica (zawiera aminokwasy niezbędne przy budowie mięśni, a podawane razem z węglowodanami wspomagają spalanie tkanki tłuszczowej);
– węglowodanów będzie kasza, ryżu czy inne produkty zbożowe.
Można być wege na siłowni? Można!

Fot. Pixabay / tookapic / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / tookapic / CC0 Public Domain

3. Serowym skrytożercom mówimy stanowcze: TAK!

Jeśli tak jak ja, jesteście miłośnikami sera i serników, mam dla was dobrą wiadomość: wegański ser jest bardzo smaczny. Przetestowałam ten kupiony w specjalnym sklepie. Produkuje się go przy zastosowaniu roślinnych tłuszczy, skrobi, czy nawet ziemniaków. Ale ja mam jeszcze jeden problem. Kocham pizzę posypaną parmezanem… Na szczęscie tu, jako zamiennik doskonale sprawdziły się tutaj bardzo drobno zmielone orzechy.

Sernik w tylu wege również okazał się wyzwaniem. Ciasto to przygotowałam z ugotowanej i zmiksowanej kaszy jaglanej, do której dodałam orzechy i bakalie. Do zagęszczenia masy sernikowej użyłam mąki ziemniaczanej (można też dodać zmielonego siemienia lnianego agaru lub tapioki).

Fot. Pixabay / condesign / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / condesign / CC0 Public Domain

4. Witaminki, witaminki!

Oczywiście, przy tak restrykcyjnej diecie, należy kontrolować poziom witamin i przyjmować suplementy. Przeczytałam, że na szczególną uwagę zasługuje tutaj witamina B12, której niedobór grozi poważnymi konsekwencjami (anemia, depresja, choroby neurologiczne, zawał).

Muszę wam powiedzieć, że mój dzień w stylu wege okazał się zaskakująco smaczny!


Źródło: Focus.pl


„Babo, ogarnij się, zróbmy coś, odmłódź się”. Wywiad z Krzysztofem Gojdziem – najpopularniejszym lekarzem medycyny estetycznej w Polsce

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 listopada 2015
Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

Czy botoks jest w porządku, dlaczego ulice pełne są podobnych do siebie „poprawionych” kobiet, czy każda z nas może być piękna i kiedy należy pomyśleć o zabiegach odmładzających – opowiada Krzysztof Gojdź, najpopularniejszy dziś lekarz medycyny estetycznej w Polsce.


Ewa Raczyńska: Widzi Pan kobietę i myśli: „O to, bym w niej zmienił, ulepszył”?

Krzysztof Gojdź: Kiedyś faktycznie tak miałem patrząc na kobietę czy mężczyznę. Zresztą każdy widząc kogoś po raz pierwszy w pierwszych sekundach lub ułamku sekundy ocenia czy ta osoba jest ładna czy nieładna. Czy ma coś w sobie. Ja na początku też obserwowałem ludzi w ten sposób : czy mi się podoba czy nie, co bym w niej upiększył, ulepszył. Ale teraz po latach nauczyłem się, że nie mogę tak robić, bo są różne ikony piękna, różne spojrzenia na piękno i ja swojego pojęcia piękna nie mogę narzucać drugiej osobie. Każde szkolenie dla lekarzy w różnych częściach świata zaczynam od slajdu z pytaniem: „Czym dla ciebie jest piękno?”. Każdy ma swój ideał, który jest zależny od rasy, kultury, miejsca, z którego pochodzi. Dzisiaj z pokora podchodzę do swojego zawodu. Mogę coś zaproponować, ale wiem, że nie mogę narzucać.

Kiedy jest odpowiedni moment, żeby zgłosić się do specjalisty od medycyny estetycznej?

Jeśli mówimy o upiększeniu i odmłodzeniu to dla mnie granica wieku, kiedy kobieta może pójść na konsultację to wiek 30-35 plus.

A jest dolna granica? Odmówił Pan kiedyś pacjentce, bo była zbyt młoda?

Ależ oczywiście. Bardzo dużo młodych dziewcząt przychodzi, bo chcą stać się podobne do swojej idolki. Chcą powiększyć usta, zmienić nos. Miałem kiedyś pacjentkę, 21 lat, która prosiła o wstrzyknięcie kwasu hialuronowego i to nie był jej pierwszy raz, jak się okazało. Dla mnie to już jest dramat.

Co Pan robi w takim przypadku?

Przede wszystkim takiej osobie trzeba wytłumaczyć, że to jeszcze nie jest czas na takie zabiegi, że zmarszczki są naturalne i piękne, i że nie ma co w tym wieku eksperymentować z medycyną estetyczną.

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

No dobrze, ale ja mam 36 lat. Przychodzę do Pana i co słyszę?

Zawsze najpierw patrzę na cerę, na skórę – jak ona wygląda. Czy przez te 36 lat chroniła się Pani przed słońcem, czy są jakieś przebarwienia, zaczerwienienia, trądzik różowawy, czy występują blizny potrądzikowe i oczywiście, czy pojawiły się zmarszczki.

Kiedy mam pełen obraz, to proponuję przywrócenie skórze blasku, jaki mieliśmy w wieku 20 lat. I wtedy oferuję różnego rodzaju zabiegi. Może to być laseroterapia, peeling, mezoterapia, oczywiście w zależności od rodzaju cery. Więcej szczegółów na temat kiedy? Co? I jak? można dowiedzieć się z mojej niedawno wydanej książki „Zatrzymać czas”.

Wiek 35+ to też wiek, kiedy pojawiają się zmarszczki – kurze łapki, lwia zmarszczka, czy poprzeczna czoła. I tu już można rozpocząć bardzo delikatnie przygodę z botoksem. Ale podkreślam: bardzo delikatnie, by pozostawić mimikę twarzy. Ja nie znoszę zamrażania sobie twarzy botoksem. Najlepiej na taki zabieg zdecydować się dwa razy do roku najlepiej przed okresem, kiedy jest duże nasłonecznienie, czyli przed latem i na przykład zimą przed nartami. Kiedy jest mocne słońce marszczymy się, krzywimy i tym samym pogłębiamy swoje zmarszczki. Wtedy delikatnie zastosowany botoks rozluźni mięsień, by nie kurczył on tak mocno skóry.

Na jakie zabiegi kobiety najczęściej się decydują?

To zależy w jakim wieku przychodzą.

W jakim przychodzą najczęściej?

Najmniej jest młodych dziewczyny, przed 20-tką. Jeśli już przychodzą, to te które mają problem z trądzikiem. I tu zawsze stawiam trzy wykrzykniki: jeśli masz blizny potrądzikowe przyjdź od razu, nie czekaj, bo tylko świeże można całkowicie zniwelować. Oczywiście w tej grupie wiekowej są także dzieci poszkodowane przez los, po oparzeniach, wypadkach.

Dziewczynom między 20. a 30. rokiem życia staram się tłumaczyć, że to nie jest jeszcze czas na eksperymentowanie z medycyną estetyczną i odsyłam je do domu. Chyba, że faktycznie jest zauważalna jakaś asymetria ust, czy są za cienkie, wtedy wówczas można je lekko powiększyć. Natomiast 35 + to grupa kobiet, która licznie do mnie przychodzi, ale 40+ jest tą najliczniejszą.

Dlaczego 40+?

To w tym wieku skóra kobiety dojrzewa. W tym też wieku mamy gorszy metabolizm, zaczynamy się kurczyć, zaczyna nam także ubywać tkanek w twarzoczaszce, jak i również w całym ciele. Zasada jest taka: po jednej łyżeczce rocznie ubywa nam kośćca twarzy czaszki i tkanki tłuszczowej podskórnej, która zanika już po 35. roku życia. Czyli tym samym tracimy objętość twarzy, zmniejsza się napiętość mięśni, a także maleje produkcja kolagenu w skórze. To wszystko ma wpływ na to, że po 40-tym roku życia nasza skóra starzeje się szybciej, z przyspieszeniem. Nam ubywa rok, naszej skórze dwa lata.

I to jest najczęściej impuls dla kobiety: „O rety wewnątrz czuję się młodo. Jestem wesołą. uśmiechniętą kobietą, a nagle moi znajomi się pytają, czemu jestem taka smutna. Tylko ja nie jestem smutna, mam po prostu opadnięte kąciki ust, linie marionetki, policzki mi zwisają i sprawiam wrażenie smutnej osoby”. To bywa sygnałem: „Tak muszę iść do lekarza medycyny estetycznej”. I właśnie w tym wieku najczęściej kobiety się pojawią. To jest moja największa grupa pacjentek.

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

A starsze kobiety?

Przychodzą panie także po pięćdziesiątce. W okresie menopauzalnym lub pomenopauzalnym. Jednak czasami jest zbyt późno, bo medycyna estetyczna ma też swoje ograniczenia i zdarza się wtedy, że wysyłam pacjentki na minilifitng, czy operację plastyczną. Żeby nie traciły czasu i pieniędzy na zabiegi medycyny estetycznej, które nie radzą już sobie z tą grawitacją.

Co sprawia, że kobiety decydują się na zabieg odmładniający?

Motywacje są różne. Kobietę w wieku 40+ zaczyna gryźć trochę ząb czasu, zwłaszcza, że mężczyzna w tym wieku, jeśli dba o siebie, wygląda atrakcyjnie. W pewnym momencie kobieta łapie się za głowę i mówi: „Ja się starzeję, za chwilę mój facet będzie się oglądał za młodszymi laskami” i wtedy leci po ratunek. To jedna grupa. Druga to osoby pracujące z coraz to młodszymi ludźmi, którzy chcą im dorównać, być młodszymi nie tylko duchem, ale również i ciałem. Trzecia rzecz, to parcie medialne na to, żeby cały czas być pięknym, wiecznie młodym. I czwarta prozaiczna: pięknym ludziom łatwiej żyć, łatwiej awansować w pracy. Taka jest prawda. Każdy chce być młodszy, piękniejszy.

A co z kobietami po rozstaniach, samotnymi?

Panie po 40-tce, to często są Panie po przejściach, po rozwodach. Myślą: „Przede mną jeszcze druga połowa życia, muszę o siebie zadbać”. Ale są też Panie po 50-tce, gdzie mąż zostawił je dla swojej sekretarki, dzieci już dorosły i wyszły z domu, a ona nagle została sama, choć całe swoje życie poświęciła domowi, mężowi i dzieciom. I co dalej. Albo popada w depresję, albo idzie do takiego lekarza jak ja. Bardzo lubię te spotkania, bo mogę te kobiety w pewien sposób zmotywować. Mówię: „Babo ogarnij się. Zróbmy coś, odmłódź się. Zacznij wychodzić z domu, spotykać się z ludźmi. Poznaj jakiegoś fajnego faceta, bo przed tobą jeszcze kawał ciekawego życia”. Czasami tym kobietom nie potrzeba dużej ingerencji, wystarczy niewiele, żeby one poczuły, że jeszcze chcą żyć. I w końcu wychodzą z tego swojego cienia i starości, tryskają niesamowitą energią.

Przychodzą kobiety z gotowym pomysłem na siebie?

Tak, oczywiście. Przychodzą przekonane o swoim kompleksie, który chciałyby zniwelować, a który znowu ja niekoniecznie widzę, bo często ten kompleks nie przeszkadza w ogóle w wyglądzie. I powiem szczerze, że w połowie przypadków udaje mi się zmienić decyzje tych kobiet. Bo jednak jako facet, jako esteta i trochę też jako artysta w głowie widzę co może faktycznie być mankamentem u kobiety. Niestety w Polsce cały czas panuje przekonanie, że idę do lekarza naszprycować się kwasem lub botoksem. A ja uważam, że czasami wystarczy wykonać kilka zabiegów, usunąć przebarwienia, zaczerwienia i już skóra będzie rozświetlona. I czasami naprawdę tylko to wystarczy, wcale nie trzeba dużej ingerencji, by wyglądać młodziej. Dlatego czasami zmieniam decyzję mojej pacjentki i mówię: Ok., zróbmy najpierw to, co proponuję, a jak nie wystarczy, to będziemy decydować, co dalej”.

Bo kompleks wcale nie musi być kompleksem. Na przykład lekko krzywy nos dla mnie stanowi czasami część urodową twarzy, jest jej atutem.

Ale medycyna estetyczna ma nas właśnie kompleksów pozbawiać, a Pan mówi: Cieszmy się z nich?

Zobaczmy jak wyglądaliśmy dziesięć lat temu, jakie mieliśmy fryzury, a jak wyglądamy teraz. Mam nadzieje, że za kolejne 10 lat wejdzie taki trend, dzięki któremu będziemy poszukiwać w naszych twarzach czegoś swoistego, typu oryginalny nos. Ja mam na przykład duży krzywy nos, ale nie chcę go zmieniać, bo jest to moja bardzo charakterystyczna część twarzy, która pasuje również do mojej osobowości . I myślę sobie, że w dobie tych wszystkich klonów, które nas w mediach otaczają z czasem będziemy mieć dosyć tych lalek Barbie i obecnego ideału i zaczniemy poszukiwać czegoś, co będzie nas właśnie wyróżniać z tłumu i będzie czynić nas pięknym

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

Będziemy dbać o naturalność?

Absolutnie tak. Natura nas tak stworzyła, żeby nasze ciało do nas pasowało, do naszego temperamentu i osobowości.

Ta naturalność też wejdzie do medycyny estetycznej? Powiemy dość botoksowi?

Jest mi bliska naturalna medycyna estetyczna. Botoks i owszem, jeśli jest już konieczny. Ale zwracajmy uwagę na to, by oddać się w ręce bardzo dobrego specjalisty, który będzie wiedział gdzie, kiedy i ile go wstrzyknąć. Ja jednak skłaniam się do naturalnych metod. Mówi się obecnie o wstrzykiwaniu osocza krwi i to polecam. Do Polski niecały rok temu wprowadziłem komórki macierzyste do odmładzania skóry twarzy i wiem, że to będzie wiodący trend w najbliższych latach. Powinniśmy iść w stronę naturalnych metod, korzystać z naszych wewnętrznych dobrodziejstw. Między innymi właśnie z osocza, komórek macierzystych, czy laseroterapii, która naturalnie pobudza procesy obronne organizmu i w ten sposób ujędrnia skórę.

Jaki jest koszt zabiegów?

Weźmy pod uwagę kobietę 40+, której ja zawsze będę proponował zabieg laseroterapii mający pobudzić komórki do wytarzania kolagenu tak, by skóra była jędrniejsza. Koszt takiego zabieg to około 3000 złotych. Jest to dużo. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że taki zabieg robimy raz w roku. I jeśli zobaczymy, ile pieniędzy wydajemy na kremy, maseczki, wizyty u kosmetyczek, to okaże się że jest to podobna, a często i wyższa kwota wydana na coś, co nie przynosi efektu. Ja osobiście apeluje do pań 35+, żeby postawiły sobie skarbonkę lub otworzyły subkonto i odkładały pieniądze na zabieg po czterdziestce.

Przekonuje Pan sceptyków

Cieszę się. Uważam, że temat trzeba najpierw dobrze poznać. Porozmawiać ze specjalistą, wybrać lekarza, który powinien być także dobrym psychologiem. Warto, aby miał artystyczne zacięcie, żeby widział przestrzeń, nie twarz, dostrzegał mankamenty i wiedział, jak pomóc. Idealnie by było, gdyby nie był nastawiony na kasę. Niestety większość lekarzy stawia na zarabianie pieniędzy a jedynie mniejszość wykonuje swój zawód z pasją.

Umiemy się starzeć?

Ta starsza generacja tak. Kobiety 55+ są pogodzone z tym, że się starzeją i wcale nie chcą wyglądać jak dwudziestki. Problem jest z naszym pokoleniem. Bywają kobiety, które czasem wariują. Nawet jak odmłodzimy je o kilka lat, to chcą wyglądać jeszcze i jeszcze młodziej.

Odmawia Pan wtedy?

Absolutnie tak. Tłumaczę, że to nie pasuje do wieku. Co da odmłodzenie twarzy, jeśli skóra rąk i szyi odkrywają prawdę? Samą medycyną estetyczną nie załatwimy wszystkiego. Nie wystarczy iść na skróty i zrobić sobie zabieg. Cały nasz styl życia powinien wpływać na to, jak wygląda nasza skóra, jak my wyglądamy.

Jest jeszcze jedna istotna kwestia. Nawet jak ktoś jest ładny zewnętrznie, a brzydki wewnętrznie – nieszczęśliwy, niepogodzony ze swoimi wiekiem, to obojętnie, co nie zrobi w gabinecie lekarskim, to w jego oczach nie będzie blasku. O tym również piszę w mojej książce. Polecam przed podjęciem decyzji o kolejnych zabiegach medycyny estetycznej, uporać się także ze swoim nastawieniem do upływającego czasu. Jeśli ktoś kocha siebie, uśmiecha się, to widać urodę w jego oczach. Na każdej swojej konsultacji staram się mówić, o tym pięknie wewnętrznym i o uśmiechu. Bo jeśli ktoś się upiększa, odmładza, a nie kocha siebie, to nigdy swojego piękna nie wydobędzie.

 

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

Fot. Maksymilian Rigamonti (mat. prasowe Holistic Clinic)

dr n. med. Krzysztof Gojdź to jedyny w Polsce certyfikowany lekarz American Academy of Aesthetic Medicine. Dyplom obronił z pierwszą lokatą. Pracuje jako wykładowca szkolący lekarzy z całego świata w zakresie laseroterapii, medycyny estetycznej i regeneracyjnej. W Polsce jest właścicielem Holistic Clinic, z której usług korzysta wiele polskich gwiazd.

Attachment-1


Zobacz także

5 dobrych uczynków, które możemy zrobić przed Świętami, zamiast szorować okna

Karpacki Sekret

Jak rozpocząć trwałą przemianę życia? 7 Kroków

Poradnik kobiety kibica