„Mąż zdeklarowany pilnie poszukiwany, bo nie mam czasu na szukanie”. Drogie Panie, spuście powietrze z tego balona!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
17 sierpnia 2017
Fot. iStock/wundervisuals
Fot. iStock/wundervisuals

„Szukam męża, ale bez ściemy. Nie mam czasu na czekanie, jeśli masz tempo żółwia” – tak powinny anonsować laski na Tinderze. Sorry za wyrażenie „laski”, ale jak Kuba Bogu, tak… Bo ja też mam wrażenie, że jestem uprzedmiotowiony. Nad waszym łóżkiem zamiast obrazka z Bozią, zdjęcie rodziny. Moje zadanie? Jak najszybciej się w to wpasować. 

Kobiety na Tinderach dzielą się na dwie grupy. Na te tuż po 30-tce, które już histerycznie szukają faceta, najlepiej nie z odzysku, choć każdy i tak podejrzany, bo skoro żadna go nie chciała, to musi być jakiś wybrakowany albo psychopata. Znajomy mówił mi, że zawsze opowiadał ckliwą historię o długoletnim związku, gdzie ona go zdradziła i zraniła tym samym. „To wystarczało, nie musiałem tłumaczyć, że nie znalazłem jeszcze kobiety, z którą chciałbym być” – tłumaczył. Tym bardziej, że wśród tych najbardziej podejrzliwych też nie zamierzał wybierać, więc kłamstwo uchodziło mu właściwie na sucho, bo do drugiej randki nigdy nie dochodziło.

Siadasz wieczorem. Oglądasz zdjęcia, czytasz co lubią, kim są, o czym marzą. Co za bzdury piszą. Najczęściej są tu z ciekawości, oczywiście pierwszy raz w życiu, i na luzie. Czasami jakiś romantyczny cytat, ale zakończony ironią, by zdjąć z niego ciężar napięcia.  Bo one są lekkie jak motyle, lubiące zabawę, niezobowiązujący flirt i tak dalej. HA HA HA. „Niezobowiązujący”odbija ci się czkawką, jak przez pięć minut nie odpiszesz, bo akurat chce ci się siku (nie daj Boże kupe). To już znak, że ściemniasz. Jak nie ściemniasz, jesteś online 24/h.

A więc czytasz te podpisy pod zdjęcia, kompletnie nieświadomy. Patrzy na ciebie uśmiechnięta buzia albo kocie oczy i czasami to jest impuls, że odezwiesz się akurat do tej, a nie innej dziewczyny. Nie masz pojęcia stary co cię czeka!! Przez rok siedziałem na Tinderze. Przez rok czułem się jak żywa przynęta.

– Ile chcesz mieć dzieci? – Gdzie chciałbyś mieszkać? – Gdzie pracujesz, ile zarabiasz, sam mieszkasz czy z kolegami/rodzicami? – Masz dzieci? – to stały zestaw pytań, które w niby luźnej rozmowie zawsze się powtarzają. Jak przegląd konia, czy akurat ten wygra wyścig.

– Gdzie byłeś jak cię nie było? Nie pisałeś a byłeś online? Po co? Dlaczego jeszcze się nie wylogowałeś z tindera skoro piszemy? I co mam jej napisać? Że żyję, myślę o niej, ale oprócz tego oddycham, jem, wypróżniam, spotykam ze znajomymi, loguje bo nie mam tam kilka rozpoczętych korespondencji. Bo, wreszcie, nie wiem co będzie?

Jest jeszcze jedna grupa, tych przed 40-tką. Drugi sort – jak żartują moi koledzy. Po rozwodach, z dziećmi. Im to się dopiero pali grunt pod nogami. Jakby tylko mogły, to najchętniej walizki już by spakowały i przeprowadziły faceta do siebie. Obiad ugotowany, trzydaniowy, seksowna bielizna, kwiaty w doniczkach, szuflada z lawendą- gotowe życie po prostu czeka. Bylebyś nie zwlekał, o tu jeszcze czas jest ważny. Nie dość, że ten co świeżak, to szybko wyłapany, to jeszcze one myślą: „Jak do czterdziestki nie znajdę, to później kto będzie mnie chciał”. Więc one się spieszą bardzo i facetów pospieszają. Bo pogadasz wirtualnie z nią o życiu, jest miło, przyjemnie, umawiacie się, a ona już chce deklaracji. Ona już myśli, że wy razem tak zostaniecie. Kurde nie wyślesz SMS-a jak obiecywałeś, to albo bombarduje cię wiadomościami, albo gdy dzwonisz jest obrażona! No ja pierdzielę. Serio? Jakbyś miał wybrać w katalogu po zdjęciu laskę, iść z nią na randkę i już wiedzieć, czy to ta na resztę życia. Bo ona NIE MA CZASU. Jej się spieszy, ona nie chce tracić ani chwili na jakieś niezobowiązujące spotkania, z których nie wiadomo, co wyjdzie, bo przecież może nie wyjść nic. A ona? Będzie starsza o kilka miesięcy i bliżej tej przeklętej czterdziestki. A może jakaś inna okazja przejdzie jej koło nosa, kiedy będzie z tobą się umawiać do kina, drinka, czy weekendowy wypad. Ona chce deklaracji od razu! Od razu chce mieć pewność, że to nie ściema.

Szczerze? One są jak piranie, którym wody brakuje i złapanie zębami pierwszego lepszego, ale zdeklarowanego jest jedynym celem ich emocjonalnego życia. One nie bawią się w rozmowy, w poznawanie się, w spotykaniu się, wyczuciu. Walą kawę na ławę, jakie są, z czym mają problem, czego oczekują od faceta (niejedna kazała mi wysłać zdjęcie penisa, by rozmiar się zgadzał) i badawczo przyglądają się, jak reagujesz. Siedzą, nerwowo spoglądając w zegarek, jak już wiedzą, że nic z tego nie będzie, że ja – czyli ten gość naprzeciwko – chce powoli, spokojnie, zobaczyć, czy w ogóle do siebie pasujemy, banalnie poznać się lepiej. Ich to nie interesuje. „Gościu albo się decydujesz albo dupy mi nie zawracaj”. Dosłownie. A gdy tylko wychodzisz, łapią za telefon i przeglądają kolejne zdjęcia i oferty mając nadzieję, że tym razem szczerze matrymonialne i poważne.

Kręcą się w kółko, coraz bardziej sfrustrowane, zdyszane, nieobecne. Bo to jest wyścig. Wyścig po faceta, po jego uwagę, SMS-y, telefony, zainteresowanie.Jakby nie było innej drogi. Nasi dziadkowie chodzili do kawiarni, pili kawkę, zapalili papieroska, następnym razem złapali się za rękę w kinie, ona napisała wiersz, poperfumowała kopertę, on kupił kwiatka albo zebrał na łące. Rozumieli pojęcie czasu.

Tinder, Facebook, portal randkowy, whatever – nawet w wirtualu nie da się na skróty. Wrzućcie Brada Pitta na tapetę albo Ryana Goslinga, a obrazki rodzinne odłóżcie na później. Nastawcie się na fajne spotkanie, relaks, dobrą kawę, a może coś was zaskoczy? A tak w ogóle gdybyście spuściły powietrze z tego balona, już dawno by was tu nie było.

ps. Iwona, sorry, nie przyjadę w niedzielę na obiad do twojej mamy. Znamy się tydzień!!!!


Shirley jest jednak pełna nadziei, uczy jak żyć. A ty masz odwagę żyć?

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
17 sierpnia 2017
www.krystynajanda.pl
www.krystynajanda.pl

Oglądam po raz kolejny Shirley Valentine, monodram (znakomity!) Krystyny Jandy w Teatrze Polonia. Co kilka lat powtarzam tę przyjemność, tak samo śmieję się, wzruszam i zachwycam, a jednocześnie zdumiewa mnie jej ponadczasowość. A o co chodzi?

Ona, klasa średnia, matka, żona, przez większość czasu rozmawia ze ścianą. „Słuchaj ściana, a pamiętasz?”, „Ściana, ale to było wydarzenie!”. Ściana to synonim samotności. Które z nas na różnych etapach związków nie rozmawiały ze ścianą? Ja tak.

Gotuje, sprząta, chodzi na zakupy, jej życie ogranicza się do sumy tych samych czynności, które są częścią życia większości z nas. Mąż wraca do domu, rozkłada gazetki o motoryzacji i czeka aż będzie mu do stołu podane (trochę taka parabola stereotypowego małżeństwa). W sumie chodzi jej w życiu o odrobinę uwagi.  Brzmi znajomo, prawda?

Raz w miesiącu robi większe zakupy, jedzie autobusem na drugi koniec miasta, wraca objuczona siatami. Zawsze wtedy pada? Dlaczego? Dlaczego tego dnia właśnie pada? Czy świat jest przeciwko niej? Czasami płacze. Płacze tak mocno, że zalewa się łzami, właściwie nie ma powodu by tak płakać. Jest mąż, nie bije, są dzieci, nie siedzą w więzieniu, wystarcza na ziemniaki i sadzone. Więc o co chodzi?

Dużo opowiada ścianie o przeszłości. Wtedy, gdy miała marzenia i odwagę. Była kolorowa i nosiła obcisłe sukienki. Głośno się śmiała. Przeszłość jest znacznie bardziej interesująca niż teraźniejszość. Mówi, że po pięćdziesiątce każe się kobietom umierać.

A potem dzieje się coś. Jedna decyzja, która zmienia wszystko. Wcale nieskomplikowana, niezbyt oryginalna, prosta jak drut, na wyciągnięcie ręki dla ciebie lub dla mnie. Bo wbrew naszym wyobrażeniem, to głównie małe zmiany pociągają za sobą większe.

Jak to się dzieje? Po prostu pewnego dnia postanawiasz zrobić coś inaczej. Najczęściej wiesz, że nikt nie będzie cię w tym wspierał, no może tylko psycholog lub daleki znajomy z FB. Bliscy najczęściej życzą nam dobrze, pod warunkiem, że to nie narusza ich komfortu. A przecież niewiele można zmienić nie naruszając terytorium innych. Czyli pat. Córka Shirley na wieść o tym, że ma zająć się ojcem, wyprowadza się do koleżanki. Co za wygłup mieć na „starość” marzenia.

Także tak. Resztę znasz. Z opowieści innych, ze sztuki Shirley Valentine lub ze swojego życia. Gdy raz coś zrobisz inaczej, gdy staniesz nad morzem i zachwyt złapie cię mocno za gardło, gdy poleją się łzy i pomyślisz „co tak głupio płaczesz, przecież jest pięknie”, a przecież płaczesz właśnie dlatego, że jest pięknie, a ty tak rzadko tego doświadczasz.

„Dlaczego tyle życia zmarnowałam?”- pyta Shirley. Można dyskutować, co to znaczy zmarnować życie, czy „produkowanie”: dzieci, mebli, jedzenia, podróży, produktów, pracy jest bezsensowne. To takie życie na taśmie. Dzień za dniem. Miesiąc za miesiącem. I rok za rokiem. Ale produkcja tworzy gospodarkę przecież.

Z drugiej strony twoja „produkcja” przyczynia się do rozwoju gospodarki. Dzięki temu istnieje i wzrasta rodzina. Ściana, powiedz, że to ma sens. Dlaczego milczysz ściana?

Shirley jest jednak pełna nadziei. Wzruszająca. Radosna. Słodko-gorzka. Uczy jak żyć.

A ty masz odwagę żyć?


Co zabija twoje poczucie własnej wartości? Niektóre przyczyny nie łatwo jest zauważyć

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
17 sierpnia 2017
fot. iStock/ LaraBelova
fot. iStock/ LaraBelova

W naszym społeczeństwie niskie poczucie własnej wartości to prawdziwa epidemia. Nie wierzymy w siebie, umniejszamy swoje dokonania i umiejętności, mówimy o sobie najczęściej niekorzystnie, a zalet nie dostrzegamy, wszystko w imię skromności i by nie wyjść na zadufanego w sobie egoistę. A przecież nie trzeba od razu popadać ze skrajności w skrajność – posiadanie poczucia własnej wartości na odpowiednim poziomie nie oznacza przecież, że mamy się za pępek świata.

Po Internecie krąży taki cytat „Mówisz, że możesz – to możesz. Mówisz, że nie możesz – to nie możesz”. Te dwa zdania świetnie ilustrują to, jak oddziałuje na nas nasze poczucie własnej wartości. Jeśli mamy je zaniżone, czujemy się słabi, zalęknieni, niezdolni, spodziewamy się najgorszego i często właśnie to dostajemy (na zasadzie samospełniającego się proroctwa). Wysokie poczucie własnej wartości i dobra samoocena działają zupełnie odwrotnie – jesteśmy pewni siebie i czujemy, że złapaliśmy wiatr w żagle, a dzięki temu działamy zdecydowanie, nie boimy się dążyć do celu, jesteśmy zdeterminowani, by spełniać własne marzenia i co najważniejsze, wierzymy, że nam się to uda!

Utrzymanie odpowiedniego poziomu własnej wartości wymaga pracy nad samym sobą. A nie jest to łatwe, bo na sposób, w jaki się postrzegamy, wpływają różne rzeczy. Oto kilka ukrytych przyczyn niskiego poczucia własnej wartości – zdiagnozuj je i zacznij działać!

Za dużo autokrytycyzmu

Powtarzasz sobie ciągle, że nie dasz rady, że się nie uda? Pewnie tak będzie! Widzisz w sobie same wady i niedoskonałości? Twój humor z pewnością się od tego nie poprawi. Ten mały głos w twojej głowie, który co chwilę podpowiada ci, że jesteś za gruba, za brzydka, niewystarczająco zdolna, masz za duży nos, za małą wiedzę i w ogóle beznadzieja i porażka, jest nie tylko wkurzający, ale też niezwykle negatywny dla twojej samooceny! Zacznij od uśmiechania się do samej siebie i mówienia komplementu – wiem, na początku może to być dziwne i krępujące, ale dasz radę! Skup się na tym, co ci się podoba, doceniaj każdą zaletę. Motywuj siebie – zmień myślenie na bardziej pozytywne i zawsze zakładaj sukces.  Czas pozbyć się złych nawyków, autokrytycyzmu i surowego oceniania i zastąpić je życzliwością i sympatią do samej siebie.

Traumatyczne przeżycia

Ktoś, kto był ofiarą przemocy, nadużyć fizycznych lub psychicznych, napaści, dobrze wie, jak trudno jest czuć się dobrze z samym sobą po takich traumatycznych przeżyciach. Oprawca robi wszystko, by poniżyć i zniszczyć poczucie własnej wartości swojej ofiary, która nawet jeśli uwolni się i wyzwoli, będzie zmagać z poczuciem winy, lękiem, żalem i złością, także na samego siebie. Nie jest łatwo czuć się wówczas pewnie, mocno i przebojem iść przez życie. Najważniejsza sprawą jest zrozumienie, że nie ponosimy winy za zło, które nas dotknęło i że nie każdy chce nas skrzywdzić lub wykorzystać. Na podstawie tego można odbudowywać wiarę w siebie, innych ludzi i otaczający nas świat.

Niesprawiedliwe porównywanie się z innymi

Jeśli chcemy zapracować sobie na niskie poczucie własnej wartości i kiepską samoocenę, to najprostsza droga prowadzi poprzez porównywanie się z innymi. Zawsze znajdzie się ktoś lepszy, mądrzejszy, bogatszy, szczuplejszy czy ładniejszy – już nasza w tym głowa! Będziemy doszukiwać się swoich wad i wyolbrzymiać zalety innych, stawiać ich na piedestale, a siebie i własne sukcesy ignorować i deprecjonować. I dopóki nie zrozumiemy, że jesteśmy wspaniali i wyjątkowi tacy, jacy jesteśmy, że nie musimy być idealni, nasze poczucie własnej wartości nie wzrośnie.

Negatywne opinie rodziców

Nawet jako dorośli i dojrzali ludzie wciąż odczuwamy wagę słów i opinii wygłoszonych przez naszych rodziców. Jeśli są one negatywne, wówczas nasze poczucie własnej wartości może na tym ucierpieć – bo skoro najbliższe ci osoby krytykują, wytykają błędy i podkreślają porażki, to coś w tym musi być… STOP! Wcale nie musi! Bo rodzice nie mają wyłączności na prawdę i nie są nieomylni. Zdarzają się toksyczne matki, toksyczni ojcowie, którzy nieświadomi swoich czynów krzywdzą dzieci niesprawiedliwymi ocenami i zbyt wygórowanymi wymaganiami. Zasługujesz na szacunek, miłość i wsparcie. Na to, by cię doceniać, chwalić i motywować pozytywnym słowem, a nie „dobijać” i sprawiać, że czujesz się źle. Nie masz wpływu na zachowania swoich rodziców i sposób ich percepcji, ale możesz zdecydować jak TY odbierzesz ich słowa i co z nimi zrobisz.

Wpływ mediów społecznościowych

Ach, ten Facebook, Instagram i inne portale społecznościowe – kłamstwo na kłamstwie kłamstwem pogania! Nie zapominaj, że ludzie wrzucają tam to, co chcę pokazać innym i naprawdę potrafią stworzyć zupełnie inną rzeczywistość! Dzikie sukcesy, szalona zabawa, zero problemów wychowawczych, zakochany po uszy partner i życie jak w Madrycie? Nie daj się nabrać na piękne obrazki, selfie z filtrem i wpisy dobrze przemyślane i edytowane kilka razy. Nie zazdrość innym szczęścia – skup się na budowaniu własnego!

Brak asertywności

Masz problem z wyrażaniem własnego zdania, mówieniem „nie” i wygłaszaniem własnych opinii? Pozwalasz innym, by decydowali za ciebie, wchodzili ci na głowę, a nawet traktowali bez szacunku i godności? Asertywność jest ściśle związana z poczuciem własnej wartości – jeśli nie czujesz się wewnętrznie silna, to boisz się mówić, co naprawdę myślisz i czujesz, masz problem z wyrażaniem swoich potrzeb. Nie musisz być od razu buntowniczką, wojowniczką i zawsze być w kontrze do innych – nie na tym to polega! To, że się na coś nie zgadzasz lub masz odmienne zdanie, to nic złego. Każdy z nas jest inny, ma swoje potrzeby, emocje, które zasługują na szacunek, uwagę i akceptację. Tak, twoje także!

Praca nad podniesieniem poczucia własnej wartości nie jest łatwa, ale krok po kroku, wprowadzając stopniowe zmiany, można poczuć się pewniej we własnej skórze i przezwyciężyć nękające nas lęki. W końcu to nasze życie i warto poprowadzić je tam, gdzie chcemy i tak, jak chcemy – bez strachu, niepewności i poczucia bycia gorszym od innych.

Na podstawie: www.bustle.com


Zobacz także

Fot. Screen z Facebooka / Brightside

Czy znasz długość życia tych zwierząt? Wiesz, że są na Ziemi takie organizmy, które żyją… wiecznie?

Fot. iStock / Petar Chernaev

Love story bez przyszłości… Uważaj, żeby nie utknąć w „udawanym” związku

Fot. iStock / pixitive

Regulamin akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”