Mamo, chciałabym, żebyś mnie akceptowała. Dlaczego to za dużo?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 kwietnia 2016
Fot. Pixabay/ / CCO
Fot. Pixabay/ / CCO
 

Widziałam dziś taką scenę. Kawiarnia. Stolik przy oknie, dwie kobiety. Tak łudząco podobne, że nie miałam wątpliwości, że to córka i matka. Twarz matki pełna już zmarszczek, ale uśmiechnięta. I pogodna. Potem usłyszałam, że mówi do tej drugiej „córeczko”.  Młodsza nie przewróciła oczami, nie było w niej rozdrażnienia wynikającego z bliskości czy czułości osoby, której czułości nie chcemy. Nawet powiedziała do niej: „mamuś”. Kilka razy złapała starszą za rękę – bez zbytniej przesady, nie wylewnie.

I tak poczułam w żołądku ucisk. I zazdrość. Zupełnie jak wtedy, jak w przedszkolu gdy odwiedziłam koleżankę, a jej mama krzątała się po kuchni, przynosiła kanapki, uśmiechała się, była ciepła i miła. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że mamy w w ogóle bywają ciepłe i miłe.

Wyszłam z kawiarni i poszłam do ciebie. „Jak ty wyglądasz?” wykrzyknęłaś w drzwiach. Poszłaś do kuchni robić kawę, zalałaś mnie pretensjami. Czy zadzwoniłam do babci, ona taka stara, ja taka niewdzięczna. Czy zamierzam w końcu zmienić pracę, bo córka J. znów awansowała i właśnie jutro leci do Londynu. No i czy wyrzucę w końcu z domu M. – on i tak mnie nie kocha i w końcu zdradzi. „Inaczej by się ożenił” rzuciłaś.

Zawsze mnie w jakiś sposób zachwycasz. Jak jedna kobieta potrafi drugiej zepsuć humor w pięć minut? Jak można w kogoś tak nie wierzyć? Jak można komuś ot tak to mówić malując jednocześnie paznokcie? Czy ty nie jesteś świadoma jaką moc mają słowa?

Sunę po spotkaniu z tobą do samochodu, nie ma we mnie żadnej radości, choć jeszcze rano byłam pełna energii, bo miałam fajny seks i fajną kawę rano i zrobiłam fajną rzecz w pracy, o której mówisz, że jest dla mnie nieodpowiednia.

Obiecuję sobie, że więcej do ciebie nie zadzwonię. Wyłączę telefon, zniknę. Ale w głębi duszy już wiem, że za chwilę znów okażę się tą małą dziewczynką, która chciała tylko akceptacji.

Matka to poczucie bezpieczeństwa

Słyszałaś?

Rozmawiamy o tym, że nie sprawdzam się jako córka, bo ciągle coś jest nie tak, a chętnie porozmawiałabym o tym jak ty się sprawdzasz.

Jedyna twoja stałość to zapach. Tak pamiętam z dzieciństwa. Poza tym wszystko się zmieniało. Humory, zasady, wymagania. Jeśli miałaś dobry humor mogłam zbić szklankę i nie krzyczałaś: „niezdaro”, „Czy ty zawsze musisz!”. Gdy czułaś się wściekła– wrzeszczałaś na mnie za tą szklankę. Uciekałam i zamykałam się w pokoju.

Bajki czytałaś tylko czasem. Nie bawiłaś się nigdy. Wciąż się zmieniałaś. Gdy miałam 6 lat na ponad miesiąc zostawiłaś mnie u babci. Nie przytuliłaś, nie powiedziałaś dlaczego. Wrzucałaś jakieś rzeczy do kolorowej walizki, potem wsiadłyśmy do pociągu i w nocy znalazłyśmy się u babci. Powiedziałaś: „idź spać”, rano zniknęłaś.

Kiedyś ci to wyrzuciłam, powiedziałaś, że musiałaś zarabiać i histeryzuję. To był tylko miesiąc. Potem znikałaś nieraz.

Zresztą przecież matka pochylona nad papierami, w swoim gabinecie, powtarzająca „nie teraz, nie teraz” – to czy to jest matka obecna?

Tak, wiem. Utrzymywałaś nas z tłumaczeń, musiałaś dużo pracować. Miałaś trudne doświadczenia z mężczyznami. Zrozumiem jak sama będę miała dziecko.

Tak, wiem. Ale dlaczego nigdy mi tego po prostu nie wytłumaczyłaś?

Zawsze myślałam, że matki znikają.

Matka to akceptacja

No z tego to już mi się chce śmiać. Akceptująca matka to dla mnie opowieść o żelaznym wilku albo yeti. Wiecznie byłaś na diecie. „Nie jedz tego” strofowałaś. Za dużo. Jak ty wyglądasz? W te spodnie się na pewno nie zmieścisz. A ta sukienka??? Ona nie powinna być taka krótka, nie masz do niej nóg.

Nauczyłaś mnie: nie jestem ładna, nie jestem zgrabna.

Zupełnie odwrotnie niż ty, uosobienie kobiecości, rozmiar 36.

Marzyłam o grubej mamie. Mamie pachnącej ciastem, pierogami, miękkiej i tłuściutkiej.

Nie akceptowałaś moich ocen, moich wyników w sporcie. Wciąż musiałam być lepsza. Bardziej zorganizowana, ogarnięta, perfekcyjna. Do tej pory nie zasnę, gdy nie mam wywieszonego prania. Potrafię obudzić się o trzeciej w nocy i włączać laptopa, żeby zobaczyć czy czegoś nie brakuje w prezentacji.

Jak bym daleko nie zaszła, wciąż czuje, że mogłabym dalej. Ty zresztą doskonale przecież to we mnie pielęgnujesz. Kiedyś zwariuje od słuchania o J.

Matka to oparcie

Gdy miałam pięć lat spadłam z roweru. Jechałam z przyjaciółką, ona też się wywróciła. Jej mama podbiegła, przytuliła ją. Ty przewróciłaś oczami i krzyknęłaś: „Jak ty jeździsz, do cholery”.

Zawsze, gdy spotykała mnie krzywda zachowywałaś się podobnie.

Moja wina, mogłam być ostrożniejsza, zasłużyłam, gdyby kózka nie skakała.

Zwierzałam się więc innym.

A potem ty się złościłaś: „no wiesz, żeby ciotka Jadzia wiedziała”. „no wiesz, zwierzasz się obcym”, no wiesz….

Jeśli komuś się zwierzasz to dlatego, że potrzebujesz przytulenia i poklepania po plecach. Nie dałaś mi tego nigdy. Dlaczego tego nie widzisz.

Matka to miłość

Dla mnie, niestety, to odwrotność miłości.

Babcia mówi: „mama miała takie ciężkie życie”.

A ja mówię: miałam takie ciężkie życie przez ciebie.

Wciąż cię kocham, ale nie chce mi się już do ciebie przychodzić. Coraz mniej we mnie cierpliwości. Chciałabym ci w końcu powiedzieć: zmień się. Tak jak ty wciąż mówisz do mnie: zmień się.

Twoja dorosła Córka


Życie zaczyna się po 40-tce? Po co na nią czekać? Nie trać czasu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 kwietnia 2016
Życie zaczyna się po 40-tce? Po co na nią czekać? Nie trać czasu
Fot. Unsplash/Seth Doyle / CCO
 

Moja mama zawsze mi powtarza: „Kochana, życie zaczyna się po 40-tce”. Myślę sobie: „Ufff to zostało mi jeszcze kilka lat (niedużo, ale zawsze)”. Chwilę później dociera do mnie, że właściwie to czemu mam czekać do 40-tki? Ten wiek daje dopiero przyzwolenie do pełnego szczęścia?

Eee tam, nie chce mi się czekać. Na czym polega fenomen tej magicznej granicy? „Po 40-tce wiesz już wszystko to, czego nie wiedziałaś kończąc 30 lat” – tłumaczy mi mama, a ja drążę temat jak dziecko: „Czyli co?”. Lista okazuje się być dosyć długa.

Akceptujesz siebie

Wiesz już kim jesteś, czego chcesz. Nie ma w tobie już tego rozdrgania i niepewności. Uśmiechasz się do siebie i wiesz, że twoje uda, które kiedyś wydawały ci się za duże, są twoim atutem, bo są częścią ciebie. Zresztą problemy z wyglądem stają się właście nic nie znaczącą błahostką, a kiedyś potrafiły pełnić rolę dramatu. Dostrzegasz zmarszczki na twarzy i lubisz je. Lubisz siebie. Jesteś pogodzona z samą sobą i ufasz sobie – a to bardzo ważne doświadczenie.

Odnajdujesz pasje

To czas, kiedy dzieci przeważnie są już większe i nie absorbują już tak twojego czasu. Nagle masz więcej przestrzeni dla siebie, odkrywasz, że są rzeczy, które lubisz robić bardziej, które sprawiają ci przyjemność. A czasami wracasz do tych pasji porzuconych. Zapisujesz się na warsztaty, kursy, zaczynasz biegać, podróżować. To trochę jak odzyskanie swojego życia. Nie płacz nad tym, że dzieci mnie cię potrzebują, wykorzystaj ponownie dany ci czas.

Masz wokół siebie sprawdzonych ludzi

I już wiesz, że ludzie odchodzą i przychodzą. Są ci, którzy od wielu lat trwają przy tobie i nagle dostrzegasz ich wyraźniej i jeszcze bardziej doceniasz nazywając te relacje przyjaźnią. To trochę taka naturalna selekcja. Ty się zmieniasz, oni się zmieniają. Z jednymi jest już ci nie po drodze, ale ty już rozumiesz, już się nie szarpiesz. Zostawiasz dla nich miejsce w sercu i idziesz dalej. A na twojej drodze pojawiają się nowi ludzie, których obecność staje się dla ciebie ważna. Ale też masz umiejętność wyłapywania negatywnych relacji, które źle na ciebie wpływają i masz odwagę się z nich wycofywać.

Jesteś sobą

Przestajesz grać i udawać kogoś kim nie jesteś. Dlaczego dopiero teraz? Bo znasz swoją wartość i nie za bardzo interesuje cię, co inni powiedzą, albo pomyślą na twój temat. Nie chcesz uśmiechać się sztucznie, mówić tego, co inni chcieliby usłyszeć. Albo ktoś ciebie akceptuje z pełnym bagażem, który masz, albo nie. Już nikomu nie nadskakujesz.

Dbasz o siebie

To też taki czas, kiedy w końcu zauważasz siebie i swoje potrzeby. Przestajesz dbać jedynie o innych, ale zaczynasz myśleć o sobie. O tym, co dla ciebie jest dobre. Analizujesz swoje relacje, związek. Stawiasz znak równości pomiędzy tym ile dajesz, a ile dostajesz w zamian i sprawdzasz, czy faktycznie po obu stronach jest po równo. Jeśli ty idziesz na kompromis, tego samego wymagasz od drugiej strony. Już nie robisz niczego wbrew sobie. Po prostu – chcesz być szczęśliwa.

Mniej się martwisz

Zwłaszcza o rzeczy, na które nie masz wpływu. Przestają cię one zajmować. Z większym optymizmem patrzysz w przyszłość i jakoś częściej mówisz: „Co ma być, to będzie” naprawdę tak myślisz. Poza tym jest w tobie taka pewność, że obojętnie co by się nie stało, dasz sobie radę. Nie roztrząsasz przeszłości, wyciągnęłaś już wnioski z tego, co było, co się zadziało i teraz ważne dla ciebie staje się co tu i teraz.

Stawiasz sobie oczekiwania na miarę swoich możliwości

Przestajesz już zawieszać poprzeczkę na jakimś nadludzkim poziomie. To nie znaczy, że już niczego od siebie nie oczekujesz. Wręcz przeciwnie nadal marzysz, nadal stawiasz sobie cele – ale tym razem już realne, które wiesz, że możesz osiągnąć. I to jest cudowne. Bo w końcu spełniasz swoje marzenia, które nie muszą być wydumane. Tych wcale nie chciałaś, czasami o czym marzysz bywa na wyciągnięcie ręki. Jesteś spokojniejsza. I też nie stawiasz oczekiwań wobec innych ludzi. Przestajesz myśleć, jacy mogliby być, jak się zmienić. Tam jest ich życie, a tu twoje, każdy w nim ma czuć się jak najlepiej.

Przestajesz się porównywać

Nie myślisz już o tym, że ona jest ładniejsza i szczuplejsza, albo więcej osiągnęła. Cieszysz się z tego co masz i co najważniejsze – doceniasz to, bo sama to osiągnęłaś. I wiesz, że dla ciebie nie jest ważne to jakim jeździsz samochodem, ale jakie masz fantastyczne dzieci. Że nie ma znaczenia, że ktoś pojechał na wakacje do Grecji, bo ty kochasz Mazury. Przestajesz czuć się gorsza, bo jest w tobie pewność twoich wyborów. Po prostu wiesz, że wybierasz to, co dla ciebie, a nie innych jest najlepsze. I nie potrzebujesz się przeglądać w oczach innych, by znać swoją wartość i wartość swojego życia.

Pracujesz, żeby żyć, a nie żyjesz, żeby pracować

Wcześniej praca wydaje ci się być jedną z najważniejszych rzeczy w twoim życiu, jest źródłem twojego stresy, frustracji, ale też zadowolenia. Z czasem zaczynasz rozumieć, że to „tylko” praca i nabierasz do niej dystansu. Łatwiej ci powiedzieć: „Jest weekend, przepraszam, skończę to w poniedziałek”, zamiast siedzieć w sobotę nad jakimś projektem. Szanujesz siebie i swój czas i widzisz, że dzięki temu twoi przełożeni szanują ciebie.

Przestajesz uszczęśliwiać innych

Bo wiesz, że ich szczęście nie zależy od ciebie. Oni sami muszą go chcieć i wiedzieć, jak znaleźć. Na siłę nie sprawisz, że ktoś będzie szczęśliwy, nigdy też nie zadowolisz wszystkich. I teraz już to rozumiesz. Jeśli ci na kimś zależy, mówisz: „Pamiętaj jestem blisko”, bo już wiesz, że nic więcej nie możesz zrobić. Możesz być, a jeśli ten ktoś będzie chciał, to do ciebie przyjdzie z prośbą o pomoc, której nigdy nie odmówisz.

Cieszą cię drobnostki

A cieszą dlatego, że zaczynasz je dostrzegać. Zwalniasz i widzisz jak kwitną kasztanowce, ile gwiazd pojawia się na niebie. Potrafisz usiąść nad brzegiem morza i nie zastanawiać się, ile czasu tak spędzisz. Stajesz się uważniejsza, doceniasz wieczór z książką na równi z wieczorem z przyjaciółmi. Znajdujesz w swoim życiu równowagę, bo wsłuchujesz się w siebie i w swoje potrzeby. Co nie znaczy, że twoje życie płynie przewidywalnym nurtem.

Jesteś gotowa na zmiany

I to jest wielki skarb tego wieku. Bo już wiesz, że życie to zmiana, że to wychodzenie ze swojej strefy komfortu, że jeśli chcesz, by twoje życie było pełne musi być w nim miejsce na porażkę i na sukces. Ale teraz już każde potknięcie potrafisz umiejętnie wykorzystać, wyciągnąć z niego naukę i iść do przodu. Czasami myślisz: „Kurde, czemu wcześniej tak do tego nie podchodziłam, czemu tak się bałam wziąć z życiem za bary?”. Powiem ci czemu, bo nie wiedziałaś tego wszystkiego, co wiesz dzisiaj.


Sprawdź swój poziom inteligencji emocjonalnej [QUIZ]

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
29 kwietnia 2016
Inteligencja emocjonalna - sprawdź czy ja masz QUIZ
Fot. Pexels / Pixabay / CC0 Public Domain
 

Jak inteligentne są twoje emocje? Wysoka inteligencja emocjonalna jest atutem w dzisiejszym świecie. Wpływa na relacje z innymi, satysfakcję z życia i umiejętność radzenia sobie ze stresem. Pomaga nam rozwiązywać problemy codzienności. Jej brak to nie tylko niedojrzałość, ale również spore utrudnienie na drodze do najmniejszych sukcesów w relacjach z innymi.

Rozwiąż nasz quiz i sprawdź swój poziom inteligencji emocjonalnej

Inteligencja emocjonalna,

inaczej EQ (ang. Emotional Intelligence Quotient; także EI – Emotional Intelligence) – kompetencje osobiste człowieka w rozumieniu zdolności rozpoznawania stanów emocjonalnych własnych oraz innych osób, jak też zdolności używania własnych emocji i radzenia sobie ze stanami emocjonalnymi innych osób.quote rozowy ohme2

Kompetencje zaliczane do inteligencji emocjonalnej, to zdolności komplementarne w stosunku do inteligencji racjonalnej, rozumianej jako umiejętności czysto intelektualne, analityczne i abstrakcyjne, mierzone ilorazem inteligencji i wyrażane wskaźnikiem IQ [ang.] Intelligence Quotient.

Świadomość emocji jest absolutną podstawą pracy nad nimi.*


Źródło: Definicja za Wikipedia, prace Daniel Goleman


Zobacz także

Fot. iStock/PeopleImages

4 wskazówki, które pomogą ci przestać żyć w strachu

Fot. iStock / South_agency

Gdybyś miała spakować swoje życie do jednej walizki… co bym tam znalazła?

Fot. Unsplash /

Dajcie wy mi wszyscy święty spokój. O potrzebie samotności