Każda z nas ma w domu tę maść. Wiesz, jak jeszcze możesz ją wykorzystać?

Pani Mądrala
Pani Mądrala
13 listopada 2017
Fot. iStock / jaminwell
Fot. iStock / jaminwell
 

Ja pamiętam ten zapach jeszcze z dzieciństwa. Gdy tylko pojawiały się u mnie pierwszy oznaki przeziębienia, moja mama wyciągała z szafki maść w niebieskim opakowaniu. Po gorącej kąpieli smarowała mi klatkę piersiową i plecy. Często też stopy, co kończyło się łaskotkami i śmiechem. Potem zakładałam piżamę, skarpety i miałam zakaz wychodzenia spod kołdry. Dziś, ponad 20 lat później, sama robię to samo z moimi dziećmi.
Maść Vicks VapoRub ma w domu chyba każda z nas. Pomaga przy uporczywym kaszlu i udrażnia drogi oddechowe. Ponadto rozgrzewa i ułatwia zasypianie. Ale czy wiedziałaś, że produkt ten ma także inne zastosowania? Do tej pory korzystałam z niej tylko podczas przeziębienia i przy zatkanych zatokach – wówczas nakładałam odrobinę maści pod nosem, bo ułatwiało udrażnianie nosa i oczyszczanie zatok. Niedawno trafiłam na inne, ciekawe zastosowania tej eukaliptusowej maści.

Odstrasza insekty

Latem warto posmarować maścią skórę, żeby komary i muszki omijały nas szerokim łukiem. Można też nałożyć niewielką ilość na framugi okienne i balkonowe, żeby mrówki i inne robactwo nie wchodziło do mieszkania. Jeżeli masz problem z kotem, który drapie meble, możesz posmarować je odrobiną maści. Zwierzak powinien zrezygnować z drapania.

Przyda się w codziennej pielęgnacji

Maść można nakładać na pryszcze. Wysuszy krostki, zmniejszy zaczerwienie i obrzęk. Wystarczy robić to kilka razy dziennie. Co ciekawe, warto wypróbować ją także w leczeniu grzybicy paznokci. Warto też smarować nią rozstępy i brodawki. Te pierwsze przy regularnym stosowaniu staną się mniej widoczne, a te drugie po dwóch tygodniach mogą zupełnie zniknąć.

Zwalcza ból

Maść Vicks VapoRub można nałożyć na siniaki, obolałe mięśnie czy też z pomocą waty zaaplikować do ucha. Dzięki temu ból szybciej minie. Oczywiście nie można o niej zapomnieć, gdy męczą nas duszności i kaszel. Wystarczy posmarować nią klatkę piersiową.Znasz inne, nietypowe zastosowania tej popularnej maści?


 

Źródło: Go Organic Health


Wrzucasz do zmywarki tylko naczynia i sztućce? Możesz w niej umyć także inne rzeczy

Pani Mądrala
Pani Mądrala
16 listopada 2017
Fot. iStock/PeopleImages
Fot. iStock/PeopleImages
 

Jeżeli ktoś kiedyś wpadnie na pomysł, żeby postawić pomnik człowiekowi, który skonstruował zmywarkę, obiecuję zrobić stosowny przelew. Uważam, że jest to jeden z najlepszych i najpotrzebniejszych domowych sprzętów. Tak, jestem wygodna i nie lubię myć garów. Ale nie tylko o to chodzi. Nie wiem jak wy, ale ja wykorzystuję zmywarkę nie tylko do mycia naczyń, garnków i sztućców. To urządzenie potrafi za nas zrobić znacznie więcej. 

Gorąca woda, para i silne detergenty potrafią zdziałać cuda. Właśnie dlatego naczynia myte w zmywarce są tak idealnie czyste. Co więcej, z ich powierzchni znika większość zarazków i bakterii. Właśnie dlatego warto wykorzystać ją także do innych celów. Gdy kilka lat temu znajoma powiedziała mi, że wrzuca do zmywarki buty, psie miski i dziecięce zabawki, popukałam się w głowę. Ale kiedy na świecie pojawiło się moje pierwsze dziecko, sama zaczęłam w ten sposób dezynfekować gryzaki i smoczki. Dziś myję w zmywarce wszystko, co się da.

Pamiętasz o tym, by regularnie czyścić nożyczki do paznokci czy maszynki do golenia? Pewnie nie. Pocieszający jest fakt, że można wrzucić je do zmywarki i mieć problem z głowy. Warto dorzucić też mydelniczkę, kubeczki na szczoteczki, wszelkie plastikowe koszyczki na kosmetyki, a nawet… szczotki do włosów. Ważne jednak, żeby nie były wykonane z naturalnego włosia.

W zmywarce regularnie czyszczę też szmaciane buty,sandały, japonki, dziecięce zabawki, które można zamoczyć, a także brudne miski moich zwierząt. Raz, z duszą na ramieniu, wrzuciłam nawet skórzaną torebkę. Nic się nie stało, ale nie mam już odwagi tego powtórzyć.

Jeżeli zamierzasz czyścić w zmywarce różne przedmioty, musisz trzymać się jednej zasady. Nigdy nie wkładaj ich razem z naczyniami. Najlepiej, żeby segregować rzeczy „tematycznie”. I pamiętaj, żeby regularnie czyścić sprzęt przy pomocy preparatów, dostępnych w sklepach.


Biały nalot na czekoladzie. Zjeść czy wyrzucić – oto jest pytanie

Pani Mądrala
Pani Mądrala
9 listopada 2017
Fot. iStock/Eva-Katalin
Fot. iStock/Eva-Katalin
 

W moim domu rzadko je się kupne słodycze. Wolę raz w tygodniu upiec ciasto, niż podawać moim dzieciom słodkości nafaszerowane chemią. Mimo to, mam w kuchni szafkę, w której mam schowane czekolady, delicje, słone orzeszki i inne frykasy. Tak na czarną godzinę. Wypadła ona wczoraj, gdy zmęczona wróciłam z pracy. Sięgnęłam po praliny.

Już po otwarciu opakowania uderzył mnie ich zapach – obłędny! Wyciągam jedną z papierka, patrzę, a ona cała pokryta białym nalotem. No nie powiem, mina mi trochę zrzedła. Apetycznie to to nie wyglądało. Szybka analiza w głowie i mam odpowiedź – no tak, dostałam je z okazji Dnia Matki, czyli trochę poleżały. Sprawdzam datę ważności. Jest ok. Zjadać czy wyrzucić? Robię szybki risercz w internecie.

Okazuje się, że biały nalot na czekoladzie powstaje w wyniku niewłaściwego transportowania lub przechowywania produktu. Jest niczym innym, jak mikroskopijnymi drobinkami tłuszczu, które wydobyły się na powierzchnię. Pojawia się po delikatnym roztopieniu czekolady. Choć nie zmieniła ona swojego kształtu, co przecież zdarza się, gdy trzymamy ją np. w rozgrzanym samochodzie, doszło do rozpuszczenia.

Zła wiadomość?

Ziarna kakaowca, z którego została przygotowana czekolada, nie były najwyższej jakości.

Dobra wiadomość?

Taką czekoladę można jeść. Jeżeli wyjątkowo obrzydza cię biały nalot, możesz wykorzystać czekoladę do przygotowania innych wypieków.

Ja moje pralinki zjadłam. A co mi tam!


 

Źródło: Smaker