Dlaczego często czuję ból w klatce piersiowej? Co wtedy czuję? Stwórz własną mapę emocji!

Karolina Krause
Karolina Krause
9 listopada 2016
Stwórz własną mapę emocji
Fot. iStock / chinzogzag
 

Zastanawiałaś się kiedyś, skąd biorą się wyrażenia typu „chyba świerzbią ją ręce” albo „aż ściskało go ze złości”? W jakich partiach ciała odczuwamy konkretne emocje i jakie znaczenie ma to dla naszego zdrowia? Teraz już wiemy! Naukowcy z Finlandii przeprowadzili niedawno badanie, które pozwoliło na stworzenie – uniwersalnych dla wszystkich ludzi na świecie – map emocji.

W badaniach wzięło udział siedemset osób ze Szwecji, Finlandii i Tajwanu (aby mieć pewność, że wyniki będą uniwersalne kulturowo). Uczestnicy badania proszeni byli najpierw o wyobrażenie sobie różnych emocji: złości, dumy. miłości, obrzydzenia,  etc., a zaraz potem o zaznaczenie na przedstawionym konturze postaci miejsc, w których ich zdaniem pojawiają się przeżywane emocje. Uczestnikom prezentowano dwa takie kontury. Na drugim z nich mieli oni zaznaczyć te obszary ciała, które dezaktywują się przy odczuwaniu danej emocji. Następnie badacze nałożyli na siebie wyniki wszystkich osób biorących w eksperymencie, które ułożyły się w konkretne wzory – mapy.

I tak dla każdej z badanych uczuć powstała osobna, cielesna mapa emocji.

Screen z publikacji Bodily maps of emotions / Aalto University

Screen z publikacji Bodily maps of emotions / Aalto University

Gdzie więc odczuwamy konkretne emocje? Oto kilka przykładów:

Strach

Wypełnia jamę brzuszną i klatkę piersiową oraz głowę. Z kolei lęk poza wskazanymi obszarami, ma swoje siedlisko w okolicach serca.

Złość

Te emocję odczuwamy głównie w górnych partiach ciała – klatce piersiowej, głowie, ale także w rękach.

Smutek

Może wydawać się to nieco zaskakujące, ale to uczucie koncentruje u nas głównie w dolnych partiach ciała.

Wstręt

Odczucia takie jak wstręt, czy najczęściej odczuwamy w okolicach przełyku.

Wstyd

Umiejscawia się przede wszystkim w okolicach głowy, karku i klatki piersiowej oraz brzucha.

Radość

W przeciwieństwie do wszystkich pozostałych, szczęście wypełnia całe ciało – od stóp do głów. Jego przeciwieństwem jest depresja – ją także można odczuwać w prawie każdej kończynie. 

Do czego, w praktyce, mogą nam się przydać mapy emocji? Przede wszystkim do poszerzania naszej samoświadomości. Emocje nie tylko bowiem pojawiają się we wskazanych częściach ciała, ale też, jak sugerują inni naukowcy, mogą w nich także „utknąć”. Ich zadaniem nieokazane, stłumione uczucia najczęściej pozostają tam, gdzie je odczuwamy, powodując przy tym różne schorzenia somatyczne. Dzieje się tak wtedy, gdy z jakiegoś powodu nie chcemy ich wyrazić lub byliśmy karani za ich okazywanie w przeszłości (kiedy byliśmy maili). Czasami, aby się od nich uwolnić wystarczy je sobie po prostu uświadomić. Fińskie mapy emocji mogą ci się w tym bardzo przydać.

Z drugiej strony sygnały z ciała mogą przypominać nam o wciąż nierozwiązanym problemie. Dlaczego często czuję ból w klatce piersiowej? O czym wtedy myślę? Co czuję? Warto by się nad tym zastanowić. W końcu „zdrowie to nie tylko brak choroby”.

Fot. iStock / Iryna Bezianova

HiRes

Fot. iStock / Iryna Bezianova

PS: Udział w eksperymencie możecie wziąć tutaj.


Źródło: charaktery, becs.aalto.fiBodily maps of emotions

 


Głodni miłości kochają przez chwilę, nie wiążą się na stałe. Nie uratujesz ich swoim uczuciem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 listopada 2016
Głodni miłości kochają przez chwilę, nie wiążą się na stałe. Nie uratujesz ich swoim uczuciem
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
 

Jeśli ich o to zapytasz – tak, kochają. Do utraty tchu, do szaleństwa, do zatracenia. Dla miłości są w stanie zrobić wszystko. Kochają… przez chwilę, przez moment. A potem ta miłość topnieje, uchodzi jak powietrze z balonika, znika, nie ma jej. Jest ucieczka,  po angielsku, po cichu, byle szybciej przeciąć nić zależności, którą się samą tak mocno utkało. Co z nimi nie tak, że tak garną się do kochania, by za chwilę porzucić i odejść, dalej szukać płomienia, który dla nich musi płonąć stale takim samym ogniem?

Kasia

Kasia, asystentka prezesa w dużej firmie. Ma 28 lat, na koncie trzy „poważne” związki. Trwały kilka lat. Najpóźniej po roku trwania każdego z nich, Kasia już zaczynała czuć niepewność (co do swoich uczuć), niepokój (że to się w końcu musi rozpaść, bo to niemożliwe, żeby było tak dobrze), a potem narastającą złość na partnera (za to, że już jej tak nie pociąga, że już tak go nie pragnie, że jego obecność nie zapiera jej już tchu w piersiach, za to, że jest „normalny”, za to, że ona już nic nie czuje). Rozstawała się zawsze w ten sam sposób: pakowała walizki, kiedy on był w pracy, kiedy otwierał drzwi kluczem, stała w nich gotowa do wyjścia i mówiła ze łzami w oczach (szczerymi łzami): Przepraszam, jestem beznadziejna. Wybacz mi, nie możemy być razem. Potem zrywała kontakt, nie odbierała telefonów, uciekała. Biegła, aż na jej drodze pojawił się nowy on, nowa szansa na „miłość życia”. Zakochiwała się bez pamięci, snuła plany na przyszłość, dopóki znowu nie poczuła niepewności, niepokoju i złości.

Obecnie Kasia nie chce angażować się w żaden nowy związek. Boi się, bo zdaje sobie sprawę z tego, że poprzednimi rozstaniami swoich partnerów raniła bezpardonowo, że była okrutna. Ale nie wie dlaczego tak się dzieje.

– Nie umiem być sama, ale nie umiem też być z kimś – mówi Kasia. – Jestem po prostu niespokojnym duchem, zawieszonym między potrzebą stabilizacji, wypływającą z tego,w jaki sposób mnie wychowano, a moją naturą. Nie umiem sobie tego inaczej wytłumaczyć. Terapia? Przecież nie jestem nienormalna. Po prostu nie spotkałam jeszcze nikogo, kto potrafiłby mnie zatrzymać.

Klara

Klara, czterdziestolatka po rozwodzie, mówi, że jest świadoma, że to z nią „coś jest nie tak”. Ze swoim mężem przeżyła 15 lat. Już po roku wiedziała, że „to nie to”, czuła ten sam niepokój i złość, co Kasia.

W trakcie swojego małżeństwa przeżyła trzy romanse i kilka głębszych, niespełnionych fascynacji innymi mężczyznami. Wszystkie te relacje zaczynały się równie gwałtownie i szybko, co gasły. Kiedy się kończyły, coś znowu popychało Klarę ku następnej przygodzie (tak Klara mówi o swoich związkach, bo w słowie „przygoda” nie ma stałości, a to jej właśnie boi się najbardziej). Przyjaciółka powiedziała jej kiedyś, że nie byłaby zła, gdyby Klara wdała się w romans z jej mężem, bo wie, że dla Klary to nic nie znaczy. To był impuls, który dał do myślenia. „Jak to nic nie znaczy – myślała – przecież spalam się w każdej z tych miłości.” Od miesiąca chodzi na terapię, żeby znaleźć źródło swojego problemu. Mówi, że jest już blisko…

Głodni miłości nie wiążą się na stałe bo:

1. Odczuwają paniczny, choć nieuświadomiony lęk przed zaangażowaniem

Strach przed emocjonalną zależnością paraliżuje ich na tyle, że zostawiają nawet te związki, w których naprawdę mogliby być szczęśliwi, uciekają przed dobrym partnerami. Kochają do momentu, w którym zaczynają się bać. Potem lęk bierze górę nad największym uczuciem. Przeraża ich fakt, że żeby kochać, trzeba zaufać, trzeba trochę „oddać siebie” w ręce tej drugiej osoby

2. Są uzależnieni od adrenaliny związanej jedynie z pierwszą fazą zakochania

Ten dreszcz, kiedy krzyżują się spojrzenia, to uczucie, kiedy dotykacie swoich dłoni… Ta świadomość, że do twojego życia wkracza nowe uczucie, że będziecie się nawzajem odkrywać, poznawać, te „pierwsze razy”…

3. Mają chorobliwie zaniżone poczucie wartości

Zakochując się, wiążąc emocjonalnie z drugą osobą, poszukują kogoś, kto podniesie ich wartość, w ich własnych oczach.Odchodzą, „podładowawszy” bateryjki swojego poczucia wartości. Partnera traktują czysto użytkowo – ma on im dać akceptację, dobre samopoczucie, poczucie, że są warci miłości. Ich miłość, ich zachwyt i adoracja nie są szczere, choć oni w tę szczerość wierzą.

Jeśli spotkałeś kiedyś „głodnego miłości”, wiesz już, że potrafi zranić, ale nie jest to intencjonalne. To, co pcha go do takiego zachowania to głęboko ukryte, osobiste problemy. Poradzić sobie z nimi może tylko on sam – ty go nie uratujesz.


3 złote zasady relacji z teściami. A wszystko to, bo ciebie kocham

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 listopada 2016
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Wejść w związek małżeński, to także „wstąpić w związek z jego rodziną”  – są kobiety, które traktują to stwierdzenie jako fundamentalną, nie zawsze radosną prawdę, o relacjach panujących między dwojgiem zakochanych w sobie osób, już po ślubie. Nie znam rodziny, w której nie byłoby absolutnie żadnych problemów między teściami a młodymi, i nie ma w tym nic dziwnego. Jesteśmy przecież tylko ludźmi (tak, oni też:)), w dodatku stoi między nami różnica pokoleniowa, stosunek emocjonalny do jednej, tej samej osoby (naszego męża, a ich syna) i – nierzadko – sposób w jaki nas wychowano.

Psycholodzy mówią o 3 podstawowych zasadach poprawnych relacji z teściami:

1. Lojalność jesteś winny swojemu współmałżonkowi

W razie konfliktu pomiędzy współmałżonkiem i jego rodziną, powinnaś zawsze wesprzeć współmałżonka. Oczywiście, on powinien postąpić tak samo, w przypadku twojego konfliktu z twoimi rodzicami. Obowiązkiem w małżeństwie jest stawać zawsze po stronie swojej drugiej połówki. Budujcie razem „wspólny front”, w celu obrony zasad waszej rodziny, waszej wizji wspólnego życia.

2. Myśląc o relacjach z teściami, myśl też o współmałżonku

Nie musisz kochać swoich teściów, ale powinnaś postarać się przyjąć ich z otwartym sercem, bo to są osoby bliskie komuś kogo ty sama kochasz… Myślisz, że oni są „jacyś dziwni”? Jesteś przyzwyczajona do tego, że twoi krewni mają różne dziwactwa i słabości. Rodzina twojego męża również nie jest od nich wolna…

3. Nie rozmawiaj z nimi o polityce i religii

Dyskusje polityczne w okresie wyborów, komentarze dotyczące tak osobistych spraw jak czyjeś wyznanie – to zawsze pole minowe. Po prostu nie ma potrzeby, aby próbować angażować teściów w debaty polityczne.  Zaakceptuj fakt, że oni „myślą inaczej” i przejdź nad tym do porządku dziennego.

Napisać łatwo, trudniej wcielić w życie, zwłaszcza jeśli niewyjaśnionych problemów i skrywanych głęboko pretensji nazbierało się już sporo. Warto jednak w miarę szybko uporządkować sobie w życiu te relacje, które przecież tak bardzo oddziałują na atmosferę naszego związku.


Źródło: www.psychologytoday.com

 


Zobacz także

Na czasy, kiedy będzie inaczej

„Proszę, a macie wino? Muszę odreagować". Nałóg perfekcjonistki

„Proszę, a macie wino? Muszę odreagować”. Nałóg perfekcjonistki

hashimoto

Zatrzymaj Hashimoto… odpowiednią dietą. Z tą chorobą trzeba się zaprzyjaźnić