COCO – czyli dlaczego dorośli chodzą na filmy dla dzieci…

Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
15 grudnia 2017
coco
Fot. Materiały prasowe
 

Dziecięcą radość życia próbujemy odnaleźć w sobie, albo zatrzymać, na różne sposoby. Myślę sobie, że dobry film, dedykowany dzieciom, to najskuteczniejszy z pomysłów. Ile to razy prosiliśmy o „wypożyczenie” malucha od siostry, brata, czy generalnie z rodziny pod pretekstem obejrzenia zabawnej kreskówki… Rodzice mają ten kilkuletni przywilej wraz z posiadaniem własnych pociech. 🙂

Tylko nieliczni dorośli odważnie i z premedytacją ruszają na wybrane bajki, tak po ludzku i zwyczajnie, z potrzeby serca, z tęsknoty za dzieciństwem… Każdy powód jest dobry ale nie każda bajka jest dobrym powodem, by się na nią wybrać. Wśród wszystkich zimowych, świątecznych propozycji jest bez wątpienia rodzynek. A nawet dwa. Ale na razie skupimy się na pierwszym z nich. To COCO, animacja z wytwórni Disneya i Pixara, z imponującą grafiką, kolorami jakich jeszcze na dużym ekranie nie było.

W połączeniu z niebywale inteligentnie napisanym scenariuszem, COCO tym samym od razu wysoko plasuje się na liście obowiązkowych bajek do obejrzenia… dla dorosłych.  A wszystko między innymi za sprawą niesłychanie barwnej kultury meksykańskiej, bo trzeba przyznać, jest z czego czerpać i odwiecznych, szlachetnych prawd, by nigdy nie rezygnować z marzeń, zwłaszcza, kiedy czuje się je całym sercem.

Dwunastoletni Miguel żyje w swoim świecie pełnym muzyki od dziecka i nie rozumie dlaczego jest to silniejsze od niego i budzi tyle złych emocji w jego rodzinie.

A budzi. To za sprawą złamanego serca praprababci, która związała się ze światowej klasy artystą, a jak wiadomo każdy artysta łamaczem serc niewieścich jest. Praprababcia, żeby jeszcze bardziej stanąć na nogi po nieszczęśliwych doświadczeniach życiowych, założyła biznes obuwniczy, który przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. O żadnym innym biznesie nie może być mowy a już o artystycznych duszach, tym bardziej!

I kiedy podczas lokalnego święta zmarłych, ku rozpaczy bliskich, Miguel kradnie z grobowca swojego idola gitarę by wziąć udział w konkursie talentów, zaczyna się jego podróż do krainy nieboszczyków… Po drodze doświadczy cudów, zdarzeń, spotka przyjaciół, wrogów, którzy niezależnie od podziału pomiędzy światami żywych i umarłych, mają wspólny kodeks wartości.

Wszystkich bardziej wrażliwych dorosłych uprzedzamy – bez łez się nie obejdzie. Nic tak nie boli i wzrusza jak prawda o sobie samym wypowiedziana ustami dziecka. Nawet, jeśli to tylko bohater kolejnej wspaniałej kreskówki… Idźcie po tę prawdę do kina, warto :).

Na film zaprasza

logo-Multikina

coco_100_mobile


A ty masz misia w sercu?

Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
20 grudnia 2017
 

Jest coś nieprawdopodobnie wzruszającego w tym miśku na punkcie którego cała Anglia oszalała. Zazdrościmy Londynowi niebieskich drzwi „Notting Hill”, Roalda Dahla, zazdrościmy księżnej Diany, ale Paddington, ze swoją niefrasobliwością i szukaniem dobra w ludziach, to prawdziwy skarb.
To drugi filmowy, grudniowy rodzynek na którego nie sposób nie wybrać się z rodziną. Bo jak człowiek czasem przypomni sobie, co znaczy i jak dużo znaczy rodzina, od razu jakoś mu i na sercu radośniej. A Paddington jak nikt wie, co znaczy rodzina. I jeszcze zna się na marmoladzie z pomarańczy. Próbowaliście czasem zrobić w domu? Uwierzcie, dla tego przepisu warto wybrać się na ten film po stokroć! Paddington zdradza sekretny przepis swojej cioci więziennemu kucharzowi, zbirowi zresztą. I jak nie trudno się domyśleć, miś, który jak zawsze w wyniku dziwnych okoliczności trafia za kratki, swoim dobrym sercem i smakiem marmolady z pomarańczy odmienia rzezimieszków i zwyczaje więzienne na zawsze. A kiedy rodzina rusza na pomoc, to trzeba się mieć na baczności. Trzeba przyznać, że oprócz wyjątkowo wartkiej historii i śmiesznych zwrotów akcji, film, a z nim miś Paddington, uczy nas, rodziców, bo czasem nie o dzieci chodzi, ogromnej sztuki jaką jest … okazywanie wdzięczności. Czy Wasze dzieci potrafią być wdzięczne? Same się tego z pewnością nie nauczą, a misia w sercu powinien mieć każdy …PB2_12733PB2_11966_nP2-trailer-grabs-4

 

Na film zaprasza

logo-Multikina

 

paddington1020x450


Masz być „Najlepszy”. Ten film wbije was w fotel, poznacie historię osoby silnej i słabej jednocześnie

Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
1 grudnia 2017
Fot. Materiały prasowe/R.Pałka

Choć historię polskiego Ironmana znają nieliczni, głównie ci, związani ściśle ze sportowym światem, mam przeczucie, że najnowszy film Łukasza Palkowskiego sprawi, że Polska oszaleje na punkcie Jerzego Górskiego, sportowca, który wyrwał się ze szponów nałogu. I na punkcie Jakuba Gierszała, który go zagrał – również. Bo życie Górskiego to wspaniały materiał na dobre, mocne kino z przesłaniem – i twórcy filmu tej szansy nie zmarnowali.  

Jak to się stało, że długowłosy narkoman – hipis skończył, jako mistrz świata najbardziej morderczej dyscyplinie sportu?

„Masz być najlepszy” – mówi do Jurka w jednej ze scen Janusz Gajos, czyli filmowy Marek Kotański. I Jurek taki się staje, choć właściwie, chyba zawsze taki był. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że tyle razy był na krawędzi przepaści między życiem a śmiercią i nie tylko przetrwał, ale również stał się prawdziwym sportowym mistrzem?

Górski podniósł się z dna, z którego dla większości nie było już ratunku. Odeszli jego najbliżsi – dziewczyna, przyjaciel – oboje w równym stopniu uzależnieni od heroiny. On przetrwał. Ogromna siła wewnętrzna, mądrość, która pozwoliła mu się podnieść i motywacja w postaci córki dosłownie „postawiły go na nogi”.

Fot. Materiały prasowe/R.Pałka

Fot. Materiały prasowe/R.Pałka

Film Łukasza Palkowskiego w bardzo realistyczny, bezpardonowy sposób pokazuje na czym polega nałóg narkotykowy i walka z nim (przejmujące dialogi Jurka z własnym odbiciem w lustrze). I dobrze, bo dzięki temu mamy wspaniałe, europejskie (nie „hollywoodzkie”), wiarygodne kino. Historię tak zagraną i opowiedzianą, że aż wywołującą dreszcze.

Najbardziej wstrząsająca scena? Chyba pogrzeb Andrzeja (w tej roli Mateusz Kościukiewicz) – symboliczny obraz upadku człowieka uzależnionego, kogoś, kto nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo upadł i gdzie się znalazł. Życie i śmierć są w tej scenie tak bardzo obok siebie, że już bliżej nie można. A jednak dopiero brutalny detoks w Monarze, jest prawdziwym przełomem dla Jurka.

Fot. Materiały prasowe/R.Pałka

Fot. Materiały prasowe/R.Pałka

Film Palkowskiego jest obrazem wartościowym, pięknym i mądrym, bo reżyser skupił się na tym, co w historii Jerzego Górskiego najważniejsze – na jego walce o samego siebie. Ale żeby ją zrozumieć, trzeba zrozumieć czym jest uzależnienie.

Warto pewnie jeszcze poświęcić kilka słów grającemu główną rolę, Jakubowi Gierszałowi. On jest „Najlepszym”. To dojrzały, wybitny (mimo ,młodego wieku) aktor, który z niezwykłą intuicją  wciela się w postać osoby silnej i słabej jednocześnie.

Trudno uwierzyć, że prawdziwy Jerzy Górski jest w Polsce wciąż za mało znany. Bo to postać godna podziwu, inspiracja dla tych, którzy pragną się podnieść, zawalczyć o siebie, dokonać „czegoś więcej”. Jeśli wybieracie się na „Najlepszego”, zapoznajcie się choć pobieżnie z jego biografią. Zresztą, po filmie sięgnięcie po nią na pewno.

Fot. Materiały prasowe/R.Pałka

Fot. Materiały prasowe/R.Pałka

Na film zaprasza

logo-Multikina

Najlepszy_1000x400px