Uroda

O sile i pięknie „brzydkiego” ciała – historia Lizzy Velasquez

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 października 2015
Fot. Screen z YouTube / Lizzie Velasquez
 

Żyjemy w okrutnych czasach. A może to nie czasy, w których żyjemy są okrutne, tylko my staliśmy się potworami. Lub po prostu, pozostaliśmy głusi na wpajaną w dzieciństwie prawdę, że „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Nie ma w tym nic dziwnego skoro w większości bajek, które nam opowiadano wszystkie królewny są najpiękniejsze. Dziś naturalnym jest, że odmienny wygląd, szpetotę czy wszelkie widoczne ułomności piętnujemy bezlitośnie i wyśmiewamy (najczęściej anonimowo). Nasz humanizm umarł, a kult idealnie pięknego ciała ograniczył nasze ludzkie odruchy.

IMG_20151027_144634

Fot. Screen z YouTube / Lizzie Velasquez

Czy znacie historię Lizzy Velasquez? To najpiękniejszy człowiek wśród najbrzydszych ludzi. Nie, nie tylko najbrzydszych. Inspiracja. Kiedy Lizzie przyszła na świat, lekarze przewidywali, że dziecko nigdy nie będzie mówić ani chodzić. Tymczasem dziewczynka wyrosła na inteligentną, sprawną intelektualnie i fizycznie kobietę. Jednak niezwykle rzadka choroba (atakująca serce, oczy i kości) zdeformowała jej twarz – pierwszą „wizytówkę” w kontaktach społecznych – i sprawiła, że Amerykanka jest nienaturalnie chuda (schorzenie nie pozwala jej przytyć). Z powodu swojego wyglądu, Lizzy była od dziecka wyszydzana i obrażana przez rówieśników.

Cierpiała słuchając o tym, że nie powinna się nigdy urodzić, że ma twarz potwora, że nie przypomina ludzkiej istoty. W dorosłym życiu koszmar trwa nadal. W jednym z wywiadów Lizzy Velasquez opowiadała jak czytając kilka tysięcy komentarzy pod filmikiem ze swoim udziałem (rzadka choroba Lizzy to atrakcyjny kąsek dla naukowców), nie znalazła ani jednego słowa otuchy, czy wsparcia. Anonimowi hejterzy skupili się jedynie na jej ułomności. Obecnie 26-latka promuje film dokumentalny oparty na historii jej życia: „Odważne serce: Historia Lizzie Velasquez”. Zdecydowała się na ten projekt, by opowiedzieć o problemie dręczenia i prześladowania ludzi o odmiennym wyglądzie, tych „brzydkich”.

IMG_20151027_145217

Fot. Screen z YouTube / CharlesBurton

A „brzydkie” jest dziś wszystko to, co odstaje od ogólnie przyjętego (tylko przez kogo?!) kanonu piękna. To, co w dzisiejszym postrzeganiu świata jest oznaką jakiejkolwiek słabości. Czy powiedzielibyście, że ciało matki to ciało kobiety słabej, nieudolnej?… Przecież wydało na świat drugiego człowieka, uprzednio hołubiąc go, karmiąc i dopieszczając przez całe dziewięć miesięcy. Jednak nie wzbudzi ono zachwytu, większość z nas nie nazwie go pięknym. Bo cóż pięknego może być w kobiecych rozstępach, w zaokrąglonym brzuchu, w rozciągniętej skórze i obwisłych, obolałych piersiach?Altruizm? Poświęcenie?

Ciało matki jak publiczna własność poddawane jest ocenie „życzliwych”. Zachwyt wzbudzają celebrytki gotowe wrócić do pracy w nienagannej formie już kilka tygodni po porodzie. Chyba jednak powoli coś w nas pęka, skoro projekt Jade Beall, która odważyła się przełamać tabu i pokazać portrety tych doskonale niedoskonałych ciał matek zdobywa coraz większy rozgłos i uważa się go za bardzo potrzebny.

Znana fotografka portretuje ciała kobiet po mastektomii. Może się wydawać, że to nie jest „łatwy i przyjemny dla oka” obiekt. Te ciała są zmęczone chorobą. Zamiast piersi, wyznacznika kobiecości, seksualności zobaczycie blizny. Czy nazwiecie ten widok brzydkim? Odwrócicie wzrok z odrazą? Czy ciało kobiety chorej na nowotwór – nieidealne, takie, na którym zapisała się jej choroba- już nigdy nie będzie piękne? Dokąd zaprowadzi nas takie pojmowanie piękna? Ilu z nas może ono zniszczyć, złamać?

– Użyj negatywnych rzeczy, których doświadczasz w życiu do tego, żeby zwyciężyć. Przekształć je na swoją korzyść. Odwaga zaczyna się w sercu. – powiedziała Lizzy Velasquez, która nie jest piękną kobietą. A jednak jej uroda jest dla wielu nieosiągalna. Patrzę na zdjęcia Lizzy. Z fotografii spogląda na mnie uśmiechnięta, pewna siebie kobieta. Mimo fizycznej kruchości, emanuje siłą. Twarz Lizzy jest twarzą kobiety pewnej swej wartości i pogodzonej ze sobą, nad wyraz dojrzałej jak na tak młody wiek. Twarz, którą nazwano „potworną” jest o wiele bardziej ludzka niż puste twarze idealnie pięknych ludzi.

Lizzy nie stała się urodziwa decydując się mówić o cierpieniu i krzywdzie, których doświadczyła. Ona była piękna zawsze.


Uroda

Młodość – czy można ją zachować przez całe życie? Zobacz co nam ją odbiera, a co daje

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 października 2015
Fot. iStock/pixelfit
 

Wszystkim jest chyba znane powiedzenie, że lat mamy tyle, na ile się czujemy. I nie ma co ukrywać, że bardzo dużo w tym prawdy. Pytanie tylko, jak sprawić, by pomimo jakby nie było upływającego czasu czuć się młodo? Spróbujemy znaleźć odpowiedź, ale przestrzegamy, że stawiamy na proste i sprawdzone sposoby. Nikt nikogo nie będzie namawiał ma odwiedzenie gabinetów medycyny estetycznej. Przynajmniej na razie.

Bo przecież o tym, czy młodość będzie nam towarzyszyć przez całe życie, nie decyduje ilość zmarszczek na twarzy. Czy może decyduje? No dobra, to też jest ważne, ale nie zawsze konieczna jest ingerencja chirurga. Same zobaczcie.

Co nas odmładza?

Śmiech

Śmiej się tak często, jak się da. Czy wiesz, że 1 minuta snu wydłuża nam życie o 10 minut, jest jak 45 relaksu? Do tego, kiedy się śmiejemy pracują niemal wszystkie mięśnie naszej twarzy fundując jej codzienną gimnastykę. Poza tym śmiech zapewnia nam dobry nastrój, a nic tak nie odmładza nas jak radość wypisany na twarzy i błyszcząca w oczach. Śmiech uwalnia endorfiny nazywane hormonami szczęścia, i jak tu nie czuć się młodo.

Sen

Młodość na długie lata może przedłużyć nam sen, bo przecież nic tak nie regeneruje naszego ciała i mózgu. Często o tym zapominamy. A naprawdę warto wcześniej wyłączyć telewizor, zgasić światło, odłożyć na poranek pilnego maila i wyspać się. Co istotne – ważna jest nie tyle długość snu, co jego głębokość, dlatego musimy sobie dawać szansę, by tę najgłębszą część snu wydłużyć. Jeśli masz problem ze spokojnym snem, nie możesz zasnąć, wyjdź na 15 minutowy spacer wieczorem. Z pewnością pozwoli ci to lepiej pospać. A człowiek wyspany, to człowiek szczęśliwy. Z twarzą, która nie wygląda już z samego rana na zmęczoną i wymiętą, wręcz przeciwnie – widoczny jest na niej zasłużony odpoczynek.

Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Dieta

Tak, wiem, na słowo dieta większość z nas się jeży. Ale tu nie chodzi o to, żeby narzucać sobie jakikolwiek rygor jedzeniowy, ale by zwrócić uwagę na to co jemy. Byśmy w ciągu całego dnia zjedli pięć porcji warzyw i owoców. To może być naturalny sok, jabłko. Przegryzienie na drugie śniadanie marchewki, czy kanapka, w której znalazło się miejsce na sałatę. Tak niewiele trzeba by poprawić kondycję naszego układu pokarmowego, poprawić metabolizm i poczuć się lżej. Jesteś tym, co jesz – to prawda, ja bym do tego dodała: Czujesz się tak, jak jesz. Jeśli jeszcze ciężko i tłusto – tak się właśnie czujesz, ciężko w tym odnaleźć młodość.

Ruch

Uważaj, widzę, jak przewracasz oczami. Ruch to nie znaczy morderczy wysiłek co drugi dzień i wypruwanie sobie żył. Chcesz czuć się młodo – ruszaj się. Zostaw auto dalej od pracy i przejdź się, pojedź rowerem do kosmetyczki, przyjaciółki. Zapisz się choć raz w tygodniu na aerobik, a w weekend zaplanuj długi spacer z rodziną. Ruch to także endorfiny, które motywują nas do działania. I wywołują uśmiech na twarzy, co jak wiemy jest dodatkowym plusem w budowaniu naszego dobrego nastroju. Kiedy zapewniamy sobie ruch na świeżym powietrzem, wspieramy naszą odporność, poprawiamy naszą kondycję, damy o układ oddechowy i krążenie. Tak wiem, że problemy z ciśnieniem i zadyszką jeszcze nas nie dotyczą, więc sprawmy, by nigdy nas nie dotyczyły lub by było to jak najpóźniej.

Co nas postarza?

Chcesz wiedzieć, co sprawia, że wyglądamy na więcej lat niż w rzeczywistości mamy? Może uda się tobie, jeden z tych czynników, jeśli jest twoim udziałem, wyeliminować.

Palenie papierosów

Ci, którzy palą, zawsze wyglądają starzej, nawet gdy z nikotyną pożegnali się przed trzydziestką. Palisz? To niestety twoja skóra ma szary odcień, a zmarszczki szybciej się pogłębiają. Podobno każde 10 lat palenia jest w stanie postarzeć palacza nawet o 2,5 roku.

Chcesz zachować młodość? Nie pal.

Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Leki na depresję

Kto by pomyślał, że antydepresenaty mogą wpłynąć niekorzystnie na nasz wygląd. Dlaczego? Te właśnie leki sprawiają, że mamy słabsze mięśnie twarzy, zwłaszcza te wokół oczu.

Słońce

To moja słabość. Nie leżę na słońcu, ale też go nie unikam, lubię być opalona. Niestety to jeden z czynników, który w znacznym stopniu postarza naszą skórę. Wysusza ją, sprawia, że na naszej twarzy pojawiają się przebarwienia, zmarszczki. Regeneracją po słonecznym lecie trudno zatuszować wpływ promieni słonecznych na skórę. Niestety…

Rozwód

Czy wiecie, że rozwód może postarzać nas niemal o dwa lata? Dlaczego? Ponieważ jest ściśle związany ze stresem, który rozstaniom towarzyszy. Jeśli dopiszemy do tego smutek, łzy, nieprzespane noce – sprawa jest jasna. Rozwód nie służy, by czuć się młodo. Choć często właśnie po nim, po otrząśnięciu się kobiety nabierają blasku odzyskując radość życia. Więc może tu znajdujemy w naszym samopoczuciu równowagę.

I jakie są wasze odczucia? To tylko szybki przegląd tego, jak w prosty sposób zatrzymać przy sobie młodość. Jeśli chwilę się zastanowić nad tym, co wyżej napisane, to naprawdę niewiele trzeba, by zadbać o siebie i swoje samopoczucie. Spróbujcie!


Uroda

„Tak wiele razy odchodziłeś tato, że dziś trudno mi uwierzyć, że tym razem odchodzisz już na zawsze”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
27 października 2015
Fot. Pixabay / CC0 Public Domain

Wyobrażałam sobie to nieraz. No wiesz, wyobrażałam sobie twoje odchodzenie. Moje życie utkane jest z wyobrażeń o tobie. Między miłością, złością, niezrozumieniem, prośbą. O–D–CH–O–DZ–E–N–I–E.

Pierwszy raz odchodziłeś, gdy miałam dwa lata

Zakochałeś się w Tamtej. Zobacz, nie wiedziałam. Mama wypełniła mnie obrazami wiele lat później. Gdy to już sama kochałam, zauroczałam się i zdradzałam. „Jesteś jak ojciec” mruknęła zrezygnowana.

Wróciłeś wtedy z wyjazdu. Był maj, w ogródku pachniał bez, mówiłeś mamie, że ją kochasz, mnie kochasz. Że tęskniłeś. Potem poszedłeś się kąpać. A ona rozpakowując ciebie znalazła listy do Tamtej. „Kocham”, „śnię”, „wciąż myślę” pisałeś. Może dlatego do tej pory nienawidzę słów, za dużo w nich banału, tak można oszukać nimi każdego.

Drugi raz odchodziłeś po tym, jak mnie pobiłeś

Bo źle chodzę po górach i nie umiem jeździć na rowerze. Widzisz, niewiele pamiętam. Moja głowa jest jak sito, wypływają z niej myśli, wypływają wspomnienia, z którymi zrobić nie mam za bardzo co… Podobno mówiłam o tym tej psycholog. Tej do której trafiłam w monologu: „Nie mogę kochać, nie chcę, nie umiem”. Ale podobno biłeś mnie długo, i mocno. Aż ktoś, z kim byliśmy, wtargnął do pokoju i powiedział: „Już za dużo”. Ciekawe czym się mierzy „za dużo”. I dlaczego nikt nie obronił mnie wcześniej. Wtedy sobie wyobrażałam, że odchodzisz. Zostawiasz mnie i mamę. Widzę nawet tę walizkę do której pakujesz ubrania, twoje plecy widzę i słowa słyszę. Oddycham.

No, ale cóż, nie odszedłeś.

Trzeci raz odchodziłeś, gdy byłam w liceum

 A ty wciąż dostawałeś szału. Że jestem za gruba, że kiepska z matematyki, że za dużo ludzi do mnie przychodzi, za często się całuje i za często kupuje ubrania. „On cię tak kocha” mówiła matka. Znalazłam więc miarę miłości. Wrzuciłam do niej kilka emocji: zazdrość, upokorzenie, ból, zranienie. I wyobrażałam, że ciebie już z nami nie ma. Że jesteś z tą swoją miłością do mnie, do niej daleko. I że już nas nie ranisz. Oddycham.

Czwarty raz odszedłeś, gdy rozwiodłeś się z mamą

Wtedy to było bardziej realne. Obca kobieta w naszym domu, jej ślady w ogrodzie, gdzie kiedyś kwitły bzy. Byłeś trochę smutny, bezradny, płakałeś. Mówiłeś do mnie: jesteś moją ukochaną kobietą. Choć przecież „ukochana” mościła sobie miejsce w szafkach mamy, suszyła sobie włosy przed jej lustrem i stopami stawała w wannie, którą godzinami szorowała mama, bo lubiłeś czystość. Kiepsko oddychałam.

Potem przestałeś odchodzić. Bo w końcu odeszłam ja

 Karmiłam się złością do ciebie, pielęgnowałam nienawiść. Nadałam jej nawet specjalnie imię: wolność.  Uwielbiałam mówić do ciebie; s p i e r d a l a j. I: s k o ń c z. Wychodzić trzaskając ostentacyjnie drzwiami twojego ekskluzywnego mieszkania w bardzo ekskluzywnej dzielnicy.  Nie widywać cię miesiącami. Tak, kiedyś zabił byś mnie za to. Ale przecież uwolniłam się od ciebie, od twoich pieniędzy, opieki, trzymała nas tylko ta dziwna miłość. Byłam kobietą podobną do tych, w których zawsze się kochałeś. Byłam ideałem. „Ależ ty masz piękną córkę” mówili twoi przyjaciele. Rosłeś. „Ależ ty masz córkę mądrą” mówili. Rosłeś. W buncie przeciwko tobie odnajdywałam seksualność. Uczyłam się, że moje za szerokie biodra doprowadzają do szału, uczyłam się, że rytm moich słów brzmi jak zaklęcie. Uczyłam się rozkochiwać, bo kochać  sama nie za bardzo umiałam. Przecież przy którymś twoim odejściu przysięgałam: nigdy kochać nie będę. Będę miała język, by czarować słowa, ręce, by dotykać, nogi, by uciekać, instynkt, by być czujniejsza niż matka. Będę lodem i niepokojem.

Ale widzisz, spotkałam Jego. Mężczyznę, który powinien mieć miliony córek, by kochać je i uczyć je dobrej miłości. By dawać im moc i siłę. By uczyć je, że ciało jest tylko obrazem, a każdą głowę da się wypełnić dobrymi myślami. Mężczyznę, który stworzyłby kobietę szczęśliwą, bo wolną. Jaka szkoda, że mamy tylko syna.

To on nauczył mnie kochać ciebie, zabrać wspomnienia złe i okrutne. Przyciągnąć te dobre. Tak, były dobre. Nauczyłeś mnie pływać, robić zadania z matematyki, i z fizyki, mówić po angielsku, walczyć o swoje, w górach oddawałeś mi ostatni kawałek czekolady, a kiedy dostałam pierwszy raz okres powiedziałeś, że to wspaniałe. Wysyłałeś mi pieniądze, przyjeżdżałeś, gdy płakałam w słuchawkę, a na moim ślubie przysięgałeś, że nigdy mnie nie opuścisz, a nasz pokój w hotelu obsypałeś kwiatami. Teatralna bywała twoja miłość, ty taki przystojny. „Boże, ale ty masz ojca” mówiła piękna stylistka, która tańczyła na moim weselu.

Widzisz historia twojej i mojej miłości jest tak samo straszna jak i piękna. Mogę odnaleźć się w historiach o ojcach potwornych. I w ojcach wspaniałych też się odnajduję. Sam rozumiesz, trudno utkać mi z tych opowieści prawdziwą siebie.

Trudno mi utkać prawdziwą siebie w twojej chorobie. Gdy moje wyobrażenia o twoim odchodzeniu zamieniają się w rzeczywistość. Gdy w bardzo strasznym szpitalu, w mieście K. siedzimy na fotelach. Snujemy historie codzienności. A ja patrzę na twoją pomarszczoną szyję, pomarszczone ręce, które kiedyś tak mnie kochały, ale też tak raniły. Gdy widzę twoje przemijanie, a moją siłę. Gdy pan szalony chyba krzyczy za ścianą o umieraniu, a ty już nie masz w sobie żadnej złości tylko kochasz tę młodą salową, bo tak czule, tak po ludzku jako jedyna uspokaja ból tego pana, który być może jest też twoim bólem. I bólem każdego samotnego człowieka w szpitalu.

Bo jesteś już trochę po tamtej stronie, a ja gdzieś pomiędzy. Z miłością, której nie miałeś, a którą ja mam, bo jestem dobra, czuła, delikatna. A w moim domu nikt za wiele nie krzyczy, nikt nikogo nie bije, ale przede wszystkim nikt się nie boi.

Jesteśmy na szpitalnym korytarzu bardzo idealnym obrazkiem. Mam blond włosy i delikatne rysy twarzy, trzymam cię pod rękę, obejmuje, śmieję się do ciebie, przytulam, i przynoszę kawę. Mój mężczyzna jest idealnym zięciem, taszczy gazety, głos ma mocny i spokojny. Głosem cię pociesza, podsuwa nazwiska kolejnych lekarzy.  Mój syn wtula się w twoje kolano. Walczymy. Wiem, że to czujesz. I jesteś szczęśliwy, bo podobno to właśnie bliscy liczą się w umieraniu, w odchodzeniu, w chorowaniu.

Jestem taką dobrą córką.

Czasem tylko budzą mnie sny. Że umierasz. A ja się cieszę. Że tańczę. Że oddycham. I już nie ma żadnego bólu w moim kochaniu.

PS. Drogi mężczyzno, zanim zostaniesz złym ojcem, przeczytaj ten list milion razy. Tak żebyś nie musiał przepraszać, czuć się winny. Żebyś wiedział, że każdy twój błąd ją rani…


Zobacz także

Krem pod oczy – czyli jak dbać o delikatną skórę pod oczami

Boska szminka z kwiatami. Kosmetyczny hit z Azji, o którym marzą Europejki

Osmopeel AHA, czyli zupełnie nowa generacja oczyszczania