„Chciałam żyć jak kolorowy motyl w słońcu”. Jak uwodzi Mata Hari?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 marca 2016
"Chciałam żyć jak kolorowy motyl w słońcu". Jak uwodzi Mata Hari?
Fot. iStock / RetroAtelier
 

Choć w społecznej świadomości funkcjonuje głównie jako kobieta-szpieg, można o niej powiedzieć o wiele więcej. Nowoczesna, egzotyczna i intrygująca, stała się symbolem seksu i istną „femme fatale” ówczesnego świata. Skazano ją za podwójne szpiegostwo. Kiedyś uwodziła oficerów i wysoko przywódców. Dziś uwodzi naszą wyobraźnię. Gdyby mogła jeszcze przemówić…

Tajemnica

W mojej historii jest mnóstwo niejasności i brakujących faktów, dążyłam do tego świadomie. Sama tego chciałam, pławiłam się w tej atmosferze tajemniczości i  kochałam luksus. To prawda, moich kochanków doprowadzało to do szaleństwa, a pierwszego męża prawie do bankructwa.  Naprawdę nazywam się Margareta Gertruda Zelle i tak, wyszłam za mąż z wyrachowania, chyba nie ma  w tym nic zaskakującego, prawda?

Z resztą, nie miałam innego wyjścia. Powód był prosty. W wieku 17 lat,wdałam się w naiwny romansu z moim nauczycielem. Ot, głupia chwila zapomnienia, ale kosztowała mnie bardzo dużo. Wydalono mnie ze szkoły. Jedyną szansą na życie na poziomie, o jakim marzyłam, stało się zdobycie bogatego męża. Całymi dniami przeszukiwałam ogłoszenia matrymonialne, aż w końcu znalazłam jego. Starszego o ponad 20 lat oficera. Niewiele myśląc, wysłałam mu swoje zdjęcie, instynktownie wiedziałam, że go zaintryguję. Nie myliłam się, wkrótce był mój. Małżeństwo zawarliśmy po  czterech miesiącach znajomości i doczekaliśmy się dwójki dzieci. Owszem, zdradzałam. Ale czy kiedykolwiek mówiłam, że będę wierna?

Zawsze ten sam schemat. On – rozwalony, nagi, wielki, ze sterczącym buhajskim bindasem i ja – jęcząca, zagryzająca wargi, z rozstawionymi nogami, nadstawiająca się na wszystkie sposoby. A mąż: pan i władca; pan – żąda! Utrzymuje, płaci, więc żąda!

To nie było ani życie, ani miłość dla mnie. Zdradzałam  z młodszymi oficerami. Skończyło się tak, jak powinno się skończyć. Wzięliśmy rozwód, on zatrzymał naszą córkę przy sobie. Wyjechałam do Paryża, miasta obietnic.  Tam mogłam być wreszcie naprawdę wolna.  Nie sądziłam, że za tę wolność, będę musiała zapłacić tak wysoką cenę.

W każdym razie, udało mi się stworzyć siebie na nowo, stać się intrygującą kobietą o wielu twarzach. Czy któraś  z nich była prawdziwa? Każdemu z  moich kochanków opowiadam inną historię. Dla każdego jestem spełnieniem marzeń. Ale kim jestem naprawdę? Chyba wszystkim po trochu. Lub niczym z tych rzeczy.

Kiedy już jako tancerka stałam się sławna,  wymyśliłam sobie swoją legendę.  Przybrałam pseudonim, który miał intrygować. Cóż znaczy Mata Hari? Oko słońca. A że fantazjowałam w wywiadach, koloryzowałam? Paryż kochał egzotykę, a ja chciałam wziąć go szturmem. Udało się.

Taniec

O, nie, skąd! Nigdy nie umiałam dobrze tańczyć. Ludzie przychodzili mnie oglądać, bo byłam pierwszą, która ośmieliła się publicznie występować zupełnie nago. Artyzm? Nie sądzę. Chyba, że kobiece, nagie ciało uznać za sztukę.

Cóż, nagość była dla mnie wówczas jedyną szansą, by wybić się z tego nieznośnego światka paryskich prostytutek, by zaistnieć i opuścić te żałosne knajpki i tanie hotele. By stać się kimś więcej. Marzyłam, że pewnego dnia stanę  się dobrze opłacaną, luksusową kurtyzaną, a bogaci mężczyźni będą spełniać moje zachcianki. Miałam pomysł, zaczęłam tańczyć.

To prawda, sama wymyślałam układy do moich występów.  Wyobraż sobie ten wieczór: na sali światła są przygaszone do momentu kiedy wstępuję na scenę ozdobioną girlandami z kwiatów. Rozlegają się okrzyki zachwytu.  Woń wschodnich kadzideł, łagodne dźwięki nastrojowej wschodniej muzyki i ja: gwiazda.  Nikt nie umiał tak budować erotycznego napięcia. Uwodzę moim tańcem, powoli rozgrzewam atmosferę.  Na koniec zdzieram z siebie spowijające mnie woale. Staję przed publicznością  w samej biżuterii.

Giętka niczym liana, pręży się jak wąż zahipnotyzowany dźwiękami fletu zaklinacza. Czasem jej elastyczne ciało jakby bucha strzelistym płomieniem, by nagle zastygnąć w środku swawoli w jakimś brutalnym geście. Mata zrywa klejnoty okrywające jej piersi, a jej nagie ciało rzuca ekstatycznie drżący cień. Uderza powietrze rozrzuconymi ramionami, jej długie, ciężkie włosy chłoszczą nieustępliwą noc. Tak napisał  o mnie  krytyk teatralny, Edouard Lepage i przyniósł mi do garderoby białe róże. A Paryżanie dali się uwieść.

Uroda

Niebanalna. Szczupła i wysoka, elastyczna i zgrabna jak dzikie zwierzę, o włosach w kolorze granatowej czerni. Taka byłam. Udało mi się sprawić, żeby uwierzono, że w moich żyłach  płynie krew hinduskiej księżniczki. Moje ruchy, miękkie, kocie i szalenie kobiece fascynowały swoją zwinnością zarówno mężczyzn jak i kobiety. U tych pierwszych wzbudzały zachwyt, u drugich zawiść. Obu uczuć doświadczyłam. Był czas, że traktowano mnie jak zjawisko, noszono na rękach. Te moje dziwne, „nieeuropejskie” rysy  były magiczne. Na krótką chwilę stała się kobietą pożądaną  i rozpalającą wyobraźnię najważniejszych figur na europejskich salonach. A potem…

Mogłam w dostatku dożyć późnych lat starości. Być może czekało mnie jeszcze szczęście w miłości. Ale pragnęłam więcej. Zaplatałam się w tę grę wywiadów. Chciałam dostatniego życia, a szpiegostwo miało mi zapewnić ku temu odpowiednie środki. Przyznaję,  zlekceważyłam ryzyko. Zaoferowano mi kwoty, o których wcześniej mogłam marzyć. Potem sprawy potoczyły się szybko. Uznano mnie za agentkę wywiadu niemieckiego i francuskiego. Wyrok przyjęłam z godnością. Kiedy stanęłam przed plutonem egzekucyjnym, poprosiłam, by nie zawiązywano mi oczu.  Patrzyłam na tych 12 chłopców, którzy mierzyli w moim kierunku. Spośród 12 żołnierzy, którzy do mnie strzelali, tylko jeden strzał trafił w serce. Pozostali woleli spudłować.Handtekening_Mata_Hari


On rozlicza się z Bogiem od rozrywki, a ja ze sobą. Odchodzę

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
20 marca 2016
On rozlicza się z Bogiem od rozrywki, a ja ze sobą. Odchodzę
Fot. iStock / grinvalds
 

Powiem pani, że boję się bardzo. To taki strach przed tym, by się nie pomylić, a przecież wiem, że tu nie ma pomyłki. Jest brak. Taki solidny długotrwały brak wszystkiego.

Jesteśmy ze sobą od 15 lat, od ośmiu właściwie nie żyjemy razem. Jest Zośka, jest Antek, pies i kot, poza tym nie ma nic. Wstajemy rano, mijamy się w kuchni, dzień dobry, dzień dobry, zjesz jajko? Każde w swoją stronę jak tramwaje na rozjeździe na Placu Zbawiciela.

Mam prawie cztery dychy i jestem chuda, widzi pani. Koleżanki zazdroszczą „laska z ciebie. Co ty robisz, że masz taką figurę”. „Mam tasiemca” – odpowiadam niby żartem, bo przecież nie wiedzą, że tasiemiec to moje posrane życie, ten brak na wszystkich frontach, który wyżera mnie od środka, zjada własne wnętrzności.

Że był egoistą, wiedziałam od początku, ale pani wie, takie naiwne myślenie, że miłość zmienia człowieka. Gotowałam mu zupy, karmiłam łyżką gdy miał zapalenie płuc, zajmowałam się jego dokumentami i relacją z trudną matką. „Niech pani zrozumie, że on ma za dużo na głowie”- tłumaczyłam jej. – Jest wybitny. Tacy ludzie mają inne umysły”. O raju, ale ja się tym zasłaniałam. Bo rzeczywiście był niezwykły, umysł jak brzytwa. Jeden fakultet za drugim, cztery języki, stypendia. Pękałam z dumy. No i ten splendor takim światłem odbitym spadał na mnie, bo on oczywiście pilnował, abym nie istniała. „Ja mam dziewczynę? Nie, przyjaźnimy się” – to przed ślubem. „Tak, to moja żona, ale jesteśmy w kryzysie”- to wiem od byłej kochanki. Właściwie formalnie nie byłam nigdy. Żona zwyczajna nie jest atrakcyjna w „wielkim świecie”.

Potem zrozumiałam, że to chodziło także o możliwości. On chciał mieć ciepłą zupę, ale i fajną d… na wyjeździe. Nienawidził ograniczeń, zawsze powtarzał, że życie jest jedno i będziemy musieli się rozliczyć z Panem Bogiem od rozrywki. Miał teorię kilku Bogów (jak w mitologii): od rodziny, pracy, talentu, zabawy, srele morele. Taki żart, który śmieszył tylko jego i jemu podobnych.

Był i jest beznadziejnym ojcem. Zośka traktuje go jak kumpla, ma już 16 lat, a więc nie odczuwa tego deficytu tak jak wcześniej. Tylko ja pamiętam pytania, kiedy tata wróci, dlaczego tata nie dotrzymuje obietnic. Najbardziej boli mnie ten obraz, gdy stoi w granatowej sukience w oknie, ma czarne lakierki, które założyła specjalnie dla niego, warkocza, opaskę w kratkę, bo mają iść razem na wesołe miasteczko. On się nie spóźnia jak zwykle, ale tym razem nie przyjeżdża w ogóle. Dzwoni wieczorem, że coś go zatrzymało, coś to ktoś, ale to wiemy tylko ja i on, Zośka zamyka się w swoim pokoju i rozcina piękną sukienkę. Dostaję szału, na nią i na sukienkę, ale właściwie na niego, moja córka nie rozumie, dlaczego matka krzyczy, gdy ojciec zawiódł. Nienawidzę go wtedy z całego serca i chyba wtedy właśnie pojawia się myśl, że ja kiedyś odejdę.

Zosia jak każde dziecko przestaje w końcu czekać, Antek czeka bardzo. Bo to ojciec, facet, a on syn, też facet. Czasami zagra z nim w piłkę, pogra na komputerze, wraca jak wygrany bonus na loterii, nadzwyczajny, bo niecodzienny, pełen entuzjazmu bo rzadko. A nie jak ja, która tylko wymagam, sprawdzam, krzyczę. Jestem krzyczącą sfrustrowaną matką, którą wyżera od środka brak. Jestem tak naprawdę samotną matką. Kiedyś koleżanka mówi mi „przestań, on przynajmniej gdzieś tam jest. Ja żyję sama z małym”. Nie zgadzam się. Powiem pani, że taka samotność przypruszona pozorami jest najgorsza. Bo nikt pani nie współczuje, nie dostaje pani zasiłku społecznego ani emocjonalnego od nikogo. Bo przecież on gdzieś tam jest.

Nie śpimy ze sobą od ciąży z Antkiem czyli ponad 6 lat. Zresztą Antek to wpadka, którą zafundowaliśmy sobie po jakiejś imprezie. Ktoś powie „to nie jest tak źle, skoro impreza, seks, dziecko”. Otóż nie. Pamiętam doskonale ten wieczór. Piję wino, które dostaję od swojego szefa (zaczynam wtedy pracować po latach przerwy), szef mnie chyba wyrywa, a on to czuje. Podłącza się i jest miły. To takie dziwne uczucie, gdy ktoś jest nagle uważny i czuły, a przedtem tylko odrzucał. Kręci mi się w głowie, a on odgarnia włosy z mojej twarzy. To wszystko ściśnięte w żołądku jak ciężka zbita kula rozpływa się po moim ciele. Puszczam to. A miesiąc później orientuje się, że będziemy mieli dziecko.

Nie wiem dlaczego pozwalam by przyszło na świat. Może jednak się łudzę, że to syn, kolejne dziecko, zacementuje go na amen. Śmieszne, że tak myślałam, bo przecież on nigdy nie miał zamiaru odejść. Gdzie byłoby mu lepiej? Nie ma takich miejsc na świecie ani ludzi wobec których nie trzeba nic, by dostać tak dużo. Ja po prostu jestem chora, byłam chora, a więc stworzyłam mu rzeczywistość nieprawdziwą i nie do podrobienia.

A więc jednak ja. Ja stworzyłam, wiem. Nie jego zła podstępna natura, nie jego gen zdradziecki, ani nawet nie jego patologiczne dzieciństwo. Rozumiem dziś, że to ja. Wobec siebie tylko ja się muszę rozliczyć. Tak jak on przed swoim Bogiem rozrywki. Wybrałam go. Zgodziłam się na to. Przyjęłam tę rolę i godnie ją wypełniałam. Dlaczego? No właśnie dlaczego?

Z taki pytaniem odchodzę od niego. Nikt mi już nie wierzy, bo od 3 lat odchodziłam chyba pięciokrotnie. Telefon do mamy, teściowej, siostry „mam dość, to koniec”. I nic. Wpadałam znów w jego intelektualny bełkot, perswazję mistrzowską, manipulacje. „Jesteś taka sama jak twoja matka a masz szansę być kimś lepszym”- kończy zawsze. Hahaha. Zawsze ta moja zła matka.

Dziwne, bo teraz milczy. Może widzi, że i ja jestem spokojna? Wiem już, że nie zniosę ani dnia dłużej tego życia. Że albo strzelę sobie w łeb albo zaryzykuję. Jest miły dla mnie i przygotował kurczaka z nadzieniem. Bawi się z Antkiem i planuje wakacje. Moja przyjaciółka pisze „Nie bój się jego dobroci. Wszystko jest w stanie podważyć twoją decyzję”. Jak ona mnie zna! Bo pani wie, że jest mi łatwiej odchodzić pamiętając go jako najgorszego, egoistycznego pasożyta. „Zrób sobie listę deficytów – pisze – noś w portfelu”.

Więc noszę dwie kartki, jedna jest taka:

2190 nocy bez seksu (6 lat)

2 róże, 4 wiązanki tulipanów, bazie, storczyk (urodziny, imieniny, święta w ciągu ostatnich 10 lat)

1 zapomniane urodziny i 2 rocznice ślubu

1 wizyta w kinie i 1 w teatrze (od 6 lat)

2 kochanki (o których wiem)

1 tydzień w Zakopanem razem z dziećmi (od 6 lat)

Około 5 zup ugotowanych przez niego (od 6 lat)

Około 10 posiłków razem (od 6 lat)

Kilka pocałunków, kilka muśnięć w policzek, kilka dotknięć w ramię

Nie do zliczenia rozczarowania

Tyle samo chamstwa,

Setki obietnic bez pokrycia

Jedno kocham cię (gdy odchodziłam po raz pierwszy)

Jest nas więcej, wiem. Kobiet, które żyją z takimi deficytami. Noszą tasiemca w środku, które je wyżera. Kobiet samotnych, sfrustrowanych, pełnych żalu jak ja. Kobiet, które potrzebują tylko kropki nad i, by odejść.

Moja kropka była taka. W sumie banał. Jechałam pociągiem do mamy i siedziałam w przedziale z mężczyzną. Był sporo starszy ode mnie i czytał gazetę. Jechaliśmy tylko ja i on. W pewnym momencie odebrałam telefon, który był przykry, bo jak zwykle mąż miał pretensje, że jadę do matki. Rozpłakałam się, a on przestał czytać. Usiadł koło mnie i zapytał, czy może mi pomóc jakoś. „Jakby pan ze mną porozmawiał…”. Wysłuchał (długo mówiłam), a na koniec zanim wysiadł wygrzebał z portfela małą białą kartkę (po drugiej stronie były jakieś zapiski). Narysował na niej małego śmiesznego słonia i podał mi.  „Nie mam nic innego, ale wierzę, że przyniesie pani szczęście”. To moja druga kartka.

To było w styczniu tego roku na linii Warszawa-Rzeszów, miałam jasne włosy związane w kucyka i koszulę dżinsową. Co ja będę panu mówić, pan wie. Chcę panu bardzo podziękować (jeśli pan jakimś cudem to przeczyta).

Wyprowadzam się pod koniec kwietnia.

Wysłuchała: Małgorzata Ohme


50 sposobów na to, by obłaskawić szczęście

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 marca 2016
50 sposobów na to, by obłaskawić szczęście
Fot. iStock / osipro

Jak ważne jest szczęście w  życiu, potrafią docenić najbardziej ci, którym go brak. Tymczasem, szczęście to kwestia wiary, że na większość wydarzeń mamy bezpośredni wpływ. Jak obłaskawić szczęście? Jest na to co najmniej 50 sposobów:

1. Uśmiechaj się często, uśmiech przyciąga inne uśmiechy, a to także chwile szczęścia.

2. Szukaj słońca, nawet w zimowe dni, wystawiaj twarz na promienie, słońce to witamina D.

3. Otaczaj się dobrymi, zadowolonymi ze swojego życia ludźmi, łatwiej ci będzie przejąć ich nawyki.

4. Doceniaj naturę.

5. Dbaj o swój rozwój duchowy.

6. Każdego dnia przeczytaj coś, co cię zainspiruje.

7. Bądź aktywny fizycznie!

8.  Od czasu do czasu zrób coś tylko dla siebie.

9.  Dostrzegaj w sobie to, co dobre.

10. Naucz się relaksować.

11. Śmiej się, miej poczucie humoru i doceniaj dobry dowcip.

12. Pomóż komuś w potrzebie, odczuj jego wdzięczność.

13. Odsuwaj od siebie troski wynikające z tego, na co nie masz wpływu.

14. Nie zapominaj o marzeniach. 

15. Naucz się odmawiać, gdy trzeba.

16. Koncentruj się na tym, co cię uszczęśliwia.

17. Wymieniaj „Dzień dobry” z nieznajomymi.

18. Codziennie znajdź choć jedną rzecz, za którą możesz być wdzięczny.

19. Wyciągaj wnioski.

20. Wysypiaj się.

21. Miej wiarę w swoje możliwości

22. Wyznaczaj sobie życiowe cele.

23. Dotrzymuj słowa, nie rzucaj słów na wiatr.

24. Przytulaj tych, których kochasz, okazuj im uczucia.

25. Kawałek dobrej czekolady w trudnym dniu ci nie zaszkodzi.

26. Dbaj o to by jeść zdrowo.

27. Kultywuj rytuały, które wzmacniają twoje więzi z bliskimi.

28. Częściej wyłączaj telefon.

29. Nie przywiązuj się za bardzo do tego, co materialne.

30. Słuchaj ulubionej muzyki, wracaj do ukochanych książek i filmów.

31. Kochaj się regularnie!

32. Ucz się nowych rzeczy.

33. Pokochaj siebie, zaakceptuj swoje niedoskonałości. 

34. Nie zaniedbuj przyjaciół.

35. Dbaj o dobrą atmosferę w twoim domu.

36. Podchodź do nowo poznanych osób z życzliwością.

37. Co jakiś czas zrób coś ekscytującego.

38. Bądź uczciwy, dbaj o czyste sumienie.

39. Wybaczaj błędy – sobie i innym.

40. Ucz się od innych.

41. Poświęć trochę czasu na to, żeby lepiej poznać siebie i swoje potrzeby.

42. Doceniaj małe chwile szczęścia.

43. Staraj się rozwiązywać swoje problemy na bieżąco.

44. Nie kumuluj w sobie złych, niszczących emocji.

45. Pielęgnuj dobre wspomnienia.

46. Naucz się rozmawiać o swoich uczuciach i oczekiwaniach (nie tylko) w związku.

47. Pozbądź się niezdrowych nawyków.

48. Oddzielaj swoje życie zawodowe od prywatnego.

49. Spędzaj czas ze swoimi dziećmi.

50. Uwierz w to, że każdy zasługuje na to, by być szczęśliwym 😀 !


Zobacz także

„Kochanie pomyłem CI gary”. Jakie „ci” i jakie „moje gary”, ja się do cholery pytam. A pan to obiadu nie jadł z tych garów?

Kiedy zostajesz matką, przestajesz być kobietą! Błagam, nie dajcie sobie tego wmówić!

Kiedy zostajesz matką, przestajesz być kobietą! Błagam, nie dajcie sobie tego wmówić!

Nie taki straszny krem jak go malują. Czyli zadbaj o swojego mężczyznę, bo sam tego nie zrobi (na pewno)