A ty zadbaj o siebie, bo na to nigdy nie jest za późno

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
14 marca 2016
Fot. iStock/ petrunjela
Fot. iStock/ petrunjela
 

– Ty zadbaj w końcu o siebie – powiedziała jedna przyjaciółka, bo aż po prostu przykro było popatrzeć. Włosy zaniedbane, niefarbowane od dłuższego czasu. Ciuchy byle jakie, niedbale zarzucone w porannym pośpiechu. Szara, ziemista cera i spojrzenie takie, że „mi już wszystko jedno”. Nie wiadomo jak się zachować, co powiedzieć. – Niech ona coś ze sobą zrobi, bo tak nie można – szeptały znajome z pracy widząc jak zmęczona wchodzi rano do biura, a oczy ma lekko zapuchnięte i smutek w nich taki głęboki. A te niedokładnie pociągnięte tuszem rzęsy to sprawiają, że właściwie nie wiadomo, czy się malowała dziś rano, czy jeszcze wczoraj.

Czy wiedziały?

No niby skąd, przecież się nie zwierzała. Ale z drugiej strony, TE RZECZY się wie, dostrzega, chociaż niechętnie. Najlepiej natychmiast wyrzucić je byle dalej od siebie. Niech nas nie dotykają, bo po co się denerwować, skoro i tak nic nie możemy na nie poradzić. Co nam do cudzego nieszczęścia? Ale tu wcale nie o nieszczęście chodziło, tylko o poczucie winy. Z jakiego powodu?

Z takiego, że źle wybrała w życiu. Bo taki mąż, to nie mąż tylko wieczna niepewność: czy będzie więcej tych dobrych, spokojnych dni w miesiącu, czy więcej nerwów i smutku. Jak ona mogła tak wybrać? Dlaczego nie zauważyła wcześniej tego, że bywa gwałtowny, że nie szanuje innych? Jak mogła być tak nieuważna, ślepa?

Z takiego, że pozwala na to, by dzieci cierpiały. Bo nie mają spokoju, bo żyją w wiecznym emocjonalnym chaosie budzone w nocy odgłosami awantur między rodzicami. Kiedy o tym myśli, łzy napływają jej do oczu.

Z takiego, że zawiodła rodziców. Bo miała stworzyć piękną, szczęśliwą rodzinę, a stworzyła coś, co jest bardzo smutne i zdecydowanie nieudane. Ale im tego nie powie, więc ukrywa przed nimi prawdę o tym, co w domu. – „Wszystko dobrze, Robert tylko bardzo zmęczony” – odpowiada na pytania o swoje małżeństwo.

Z takiego w końcu, że zawiodła siebie. Bo zrezygnowała ze swoich planów i marzeń i żyje z dnia na dzień, byle przetrwać: bez potrzeb, bez prób zmian.

Tego wszystkiego nie mówi na głos, to wszystko zachowuje dla siebie. Dziwi ją, że człowiek jest tak pojemny na trudne, niedobre emocje. Aż w końcu nadchodzi przełom.

No więc zaczyna się od tego, że pewnego dnia wchodzi do biura jakoś inaczej, pewniej, szybciej. Głowę trzyma wysoko i choć zdaje się być jeszcze bardziej nieobecna niż zwykle, ta nieobecność przepełniona jest nową energią, taką jakiej wcześniej u niej nie widziałam.

– Dobrze wygląda, coś nie tak jest – mówią znajome z pracy. A ona siada przy swoim biurku, włącza komputer i – pewnie pierwszy raz od dawna – czuje smak zielonej herbaty, którą sobie zaparzyła. Zamyka na chwilę oczy i spostrzega, że znowu może oddychać. Słyszy, że za oknem, na gałązkach olbrzymiej topoli zaczęła się już wiosna. Więc to na pewno jest dobry znak.

Co takiego się wydarzyło? Niby nic, bo świat nie stanął nawet na chwilę, żeby oklaskiwać jej decyzję i podziwiać ją za odwagę. A jednak, zmieniło się wszystko, bo postanowiła o siebie zawalczyć. Przede wszystkim zdecydowała się sobie odpuścić. Poczucie winy za to, na co nie ma wpływu.  Idealny obraz związku na zewnątrz, mit wielkiej miłości, którą darzy ją mąż, obowiązek trwania w tym, co ją niszczy, byle tylko nie zawieść rodziców. Po drugie, zaczęła działać. Postawiła ultimatum, zażądała zmian. Nie oczekiwała cudów. Przestała kurczowo trzymać się przeszłości. I uwierzcie mi, znaczy to dla niej tak wiele, że już się nie zatrzyma, nie odpuści. Wygrała. Czy będzie nadal ze swoim mężem? Raczej nie. Czy sobie poradzi? Nie mam co do tego wątpliwości.

Nie wiem skąd wzięła się w niej ta siła, ale bardzo żałuję, że nie miałam w tej przemianie żadnego udziału. Chciałabym wcześniej powiedzieć jej, że trwanie w czymś, co jest już tylko iluzją to wyniszczająca strata cennego czasu i energii. Że najwyższa pora przestać się obwiniać. Ale przecież nie wiedziałam, domyślałam się tylko.

Dziś weszła do biura i spojrzała z troską na naszą koleżankę, pochyloną w smutnym zamyśleniu nad kubkiem gorącej kawy. – Źle wyglądasz, masz podkrążone oczy – powiedziała siadając tuż obok niej. – Mogę ci jakoś pomóc?


Kobiece piękno nie ma terminu ważności. Te cechy się nie starzeją

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
18 marca 2016
Fot. iStock /  Enrico Fianchini
Fot. iStock / Enrico Fianchini
 

Stuk, puk… Ołówek uderza miarowo o blat biurka. Piątkowe popołudnie: myśli biegną ku sprawom lekkim i nie wymagającym nawet czwartkowego wysiłku. Internet przestaje służyć zawodowym obowiązkom. Siedzę i patrzę sobie na zdjęcie pewnej aktorki. Pamiętam, podziwiałam ją jeszcze jako dziecko. –  Piękna jest – myślę, jak to mi się często zdarza, na głos. –  Przecież ta babka  już dawno po 50-tce –  rzuca okrutnie mój kolega. Ja wiem, że on by nigdy nie zatrzymał się nad jej urodą. Bo to takie oczywiste, że kobiece piękno ma określoną datę ważności. Najlepsze do spożycia przed 40-stymi urodzinami. A potem to już budzi niestrawność.

Ja się na tę niesprawiedliwość nie zgadzam, ja się przeciw temu buntuję. Prawdziwe kobiece piękno wcale nie mija z wiekiem! Bo nie o to w tym wszystkim chodzi! To o wiele więcej niż gładka buzia i jędrna pupa.

Prawdziwe kobiece piękno to pasja i ciekawość świata, chęć rozwoju i poszukiwanie tego, może nam przynieść poczucie osobistego sukcesu

Inaczej ta nasza uroda jest pusta i nie lśni, nie zachwyca, a jeśli już, to jedynie na chwilę. Ja wiem, czasem trudno nam zwolnić i się zatrzymać, skupić na swoich potrzebach. Ale one, odłożone na później, na za chwilę, na lepszy moment będą o sobie przypominać. Spełnienie: tego nam tak często brakuje, byśmy mogły poczuć się piękne.

Prawdziwe kobiece piękno to empatia, która nie przeradza się w słabość, ale naprawdę sprawia, że świat wokół jest lepszy

Współczucie, ciepło, troska to cechy, które sprawiają, że każdy człowiek może zdać się nam piękny, niezależnie od wieku czy płci. Ale chyba tylko kobiety potrafią tę chęć pomocy innym przekuć w swoją siłę, uczynić z niej coś wyjątkowego, wytwarzającego dobrą, niepowtarzalną aurę, w której chce się przebywać.

Prawdziwe kobiece piękno to mądrość, także życiowa

Ile razy spotkaliście się ze stereotypem, że kobieca uroda nie idzie w parze z intelektem? Czy jest coś bardziej seksownego niż kobiecy mózg, z którego właścicielka umiejętnie korzysta? Z doświadczenia wiem, że panowie o wiele bardziej cenią partnerki, z którymi łączy je intelektualna  więź, że uznają je za o wiele bardziej atrakcyjne, niż te panie, którym rozumu poskąpiono.

Prawdziwe kobiece piękno to wytrzymałość

Na ból, na wszystko to, co matka natura przygotowała nam w swym hojnym geście,  na życiowe ciosy i pułapki „bez wyjścia”. Na straty i odejścia, na to, czego inni (mężczyźni) nie uniosą. Nam, kobietom często wydaje się, że „nie damy rady”, a jednak znajdujemy w  sobie siłę i determinację by dokonać najtrudniejszych zmian, pokonać najtrudniejsze przeszkody. Pokonujemy swoje słabości, zaciskamy zęby i biegniemy do przodu. Jaka szkoda, że tak często jesteśmy w tej determinacji osamotnione.

Kobiece piękno to świadomość swojej wartości

Czyli tego, że jest się kimś wyjątkowym, jedynym w swoim rodzaju. Kimś, kto zna swoje mocne i słabe strony. Kto jest świadomy swojej urody. Kto wie, na co go stać.  Kto potrafi podkreślić swoje piękno fizyczne, ale nigdy nie pozwoli by przyćmiło ono bogate wnętrze. Kimś, kto wie, że zasługuje na szacunek.

Prawdziwe kobiece piękno to energia

Magiczna, nieokreślona siła, która niesie ze sobą potrzebę wolności i samorealizacji. Coś, co pcha nas do przodu, ku przyszłości i realizacji marzeń. Coś, co przekazujemy naszym córkom jako najlepszy prezent na dorosłe życie.

Jeśli więc kiedykolwiek usłyszycie, że „ta pani nie może być piękna, bo jest zbyt stara”, przypomnijcie sobie, że uroda to tylko jeden z elementów składowych pojęcia piękna.  Pozostałe się wcale nie starzeją. Powiedzcie to głośno tym, którzy jeszcze nie wiedzą.

 


Mężczyzno, daj mi proszę zamiast kwiatka… Nie chcę tego wszystkiego jedynie dziś. Chcę tego zawsze

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
8 marca 2016
Mężczyzno, daj mi proszę zamiast kwiatka… Nie chcę tego wszystkiego jedynie dziś. Chcę tego zawsze
Fot. iStock / pascalgenest
 

Nadszedł dzień, w którym każdy „prawdziwy” mężczyzna, pogna do domu z przynajmniej  jednym (tu zależnie od liczby przedstawicielek płci pięknej „na stanie”) i nie rzadko ledwo zdechłym dyndającym smutno tulipanem „dla Ewy”. Oto długo wyczekiwane święto kobiet, obowiązkowego wychwalania przymiotów płci pięknej i obdarowywania nas czekoladkami, żeby było miło. Ja nie chcę kwiatka i czekoladek od święta.

Kochany Mężczyzno!

Zamiast kwiatka na Dzień Kobiet daj mi proszę:

Dojrzałą relację

Niekoniecznie miłosną. W przyjaźni, czy w koleżeństwie też chcę wiedzieć, że mogę na tobie polegać. Ze swojej strony obiecuję to samo. A jeśli już mówimy o miłości, to dziel i unoś razem ze mną wszystkie trudy wspólnego życia, rodzicielstwa, codzienności. Nie bądź Piotrusiem Panem i nie zostawiaj mnie z tym wszystkim samej.

Szacunek

Nie, nie dlatego, że jestem kobietą, a kobiet nie bije się nawet kwiatkiem. Dlatego, że jestem człowiekiem, osobą, kimś wartościowym. Mam swoje pasje, swoje przekonania i swoje przemyślenia. Nie lekceważ ich, proszę. I nie obrażaj mnie słowami, które wymierzyłeś w fakt, że jestem kobietą. To takie… niemęskie.

Poczucie, że jestem tobie równa

Bo czasem je tracę. Zwłaszcza, kiedy z różnych powodów masz lepiej płatną pracę, a moja to tylko „taki dodatek”. Albo wtedy, gdy moją „jedyną” pracą jest ta w domu: pranie, sprzątanie, zakupy, gotowanie, opieka nad dziećmi. Beze mnie, nie miałbyś aż takiej motywacji, by piąć się po tych szczeblach kariery, przyznaj. Ustalmy jedno: moje obowiązki są tak samo ważne jak twoje.

Tak jak ty potrzebuję odpoczynku. Tak jak ty, chcę się rozwijać i uczyć. Jakie to smutne, że tak często o tym zapominasz.

Trochę twojej siły

Żebym nie musiała być matką Polką heroską –  bohaterką mimo woli, samotną w związku, w którym druga strona jest obecna tylko „na papierze”. O nasz związek, o rodzinę dbajmy wspólnie, proszę. O prozę życia w postaci zakupów i dzielenia się (w miarę możliwości!) obowiązkami, również.

Mniej stereotypów, a więcej zrozumienia i akceptacji

Jeśli przepuszczasz mnie w drzwiach garażu tylko po to, żeby za chwilę powiedzieć mi, że „jeżdżę jak typowa baba”, skomentować dosadnie inne moje typowo kobiece (twoim zdaniem) zachowania, albo zrobić aluzję do zespołu napięcia przedmiesiączkowego – tracisz w moich oczach. Już lepiej sama sobie otworzę drzwi, nie znoszę pustych, nic nieznaczących gestów. Całowania w rękę też nie.

Poczucie bezpieczeństwa

Zwłaszcza wtedy, kiedy to ty utrzymujesz rodzinę, a ja rezygnuję przynajmniej na jakiś czas (a często w ogóle) z mojej kariery zawodowej. Chcę być pewna, że mnie nie zawiedziesz.

Wsparcie

Równe temu, które ty w trudnych chwilach dostajesz ode mnie. Nie, nie mam nadnaturalnych pokładów mocy tylko dlatego, że jestem kobietą. Potrzebuję twoich ciepłych słów otuchy tak samo jak ty ich czasem potrzebujesz. Tak jak ty, chcę czasem położyć głowę na kolanach bliskiej osoby i czuć, że mam prawo do chwili słabości.

Obecności w życiu naszych dzieci

Nawet jeśli twoja miłość dawno już przeminęła z wiatrem, a mówiąc o mnie nazywasz mnie „byłą”. One będą zawsze. To na ciebie czekają, każdego dnia. Bo potrzebują twojego spojrzenia na świat i poczucia, że i mama i tata kochają równie mocno.

Zaszalałam. Ale w końcu to moje święto, prawda? Tylko wiesz, ja nie chcę tego wszystkiego jedynie dziś. Chcę tego zawsze.