Mam 58 lat i rok temu zafarbowałam włosy na rudy kolor. Dziś jestem znowu szczęśliwa, ale nie tylko dlatego, że znalazłam miłość

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 września 2017
Fot. iStock / LightFieldStudios
 

Gdybyś rok temu powiedziała mi, że moje życie tak bardzo się zmieni, gdybyś pokazała mi moje zdjęcie, to zrobione nad morzem, w kostiumie kąpielowym w śmieszne rekiny, byłabym pewna, że drwisz, a na fotografii jest zupełnie inna osoba. Że facet, który trzyma mnie za rękę, przechodził akurat obok przypadkiem. No i złapał mnie tylko po to, żebym się nie przewróciła. Chyba z litości. Kto by się mną mógł zainteresować na serio? Nikt.

Uwierzysz, że jeszcze całkiem niedawno myślałam o sobie najgorzej? Miałam się samą za nic. Gruba, zaniedbana, „kiedyś podobno ładna”, ale nikt już nie pamięta, kiedy to było, więc nikt w to nie wierzy. Bo po tej urodzie to już nie zostało nic, na czym warto skupić uwagę. Poza tym, za kobietą po 50-tce faceci się nie oglądają. Intelekt intelektem, ale liczy się raczej pierwsze wrażenie, a potem rozmowa. Faceci w moim wieku wolą trzydziestki. No, a ci starsi szukają bardziej opiekunki niż partnerki. A na opiekunkę to ja się nie piszę, o nie!

Widziałam siebie oczami tych, dla których nie byłam ważna, nie byłam piękna. Dzisiaj wiem, że to w ogóle nie było towarzystwo dla mnie. Że oddałam serce i czas ludziom, którzy nie zasługiwali nawet na to, by o nich teraz dłużej mówić. Jak to się stało? Nie wiem. Chyba siłą rozpędu.

W grudniu skończę 58 lat. Przez większość życia walczyłam z nadwagą, lekką, ale jednak. Byłam bardzo zakompleksiona i nigdy nie wierzyłam w siebie tak, jak powinnam. Bo nigdy nikt mi nie powiedział, że powinnam. Mam za sobą dwa nieudane małżeństwa. Pierwsze z alkoholikiem, a drugie z człowiekiem, który mnie niszczył, każdego dnia. 17 spędzone z kimś, kto miał być ostoją po związku, w którym na pierwszy miejscu stał alkohol i przemoc. Z kimś, kto miał się mną opiekować, a sam okazał się katem, w a w dodatku nieciekawym świata i ludzi nudziarzem, tchórzem. Trafiłam z deszczu pod rynnę. Właściwie mogłabym tak sobie trwać w tej beznadziei do samego końca. Ale wybrałam inaczej. Widzisz: świadomie mówię „wybrałam”. To naprawdę był mój wybór, a właściwie cała seria wyborów. A pierwszy – najbardziej banalny.

Wszystko zmieniło się kiedy… ścięłam włosy. Serio, tylko tyle i aż tyle. Podjęłam tę szaloną decyzję w ciągu jednego wieczora. Przez trzydzieści lat nosiłam tę samą, nudną fryzurę, przez 20 farbowałam włosy na te sam, ohydny, żółty kolor. Ale dopiero tego jednego, grudniowego wieczora poczułam, że jeśli natychmiast nic ze swoim życiem nie zrobię, niedługo zniknę. Oglądałam jakiś program o metamorfozach. Poczułam, że od tego muszę zacząć. Otworzyłam komputer, umówiłam się na wizytę. Rano siedziałam już na fotelu u fryzjera. I w dwie godziny stałam się rudowłosą seksbombą. Nie podejrzewałam, że ten rudy kolor podziała jak pierwsza iskra do zmian. Nigdy nie zapomnę momentu, gdy zobaczyłam się w lustrze. Pomyślałam o sobie, że jestem piękna. Że wreszcie widać moją szyję. I, że mam niesamowicie zielone oczy. Trochę jak czarownica. Czarownica, która ma ostatnią szansę na to, by zacząć żyć. Takie „teraz albo nigdy”.

Więc wpadłam do domu, jak na miotle. Spakowałam jedną, jedyną walizkę. Co tam wrzuciłam? Książki. Zawsze słyszałam, że kiedy kończysz jakiś etap swojego życia, powinnaś kupić sobie nową bieliznę i nową pościel. W nowe życie nie wchodzi się w starych majtkach, po prostu. I tak nie miałam ich za wiele. Do męża napisałam list. Nie, nie email, tylko list – staroświecki, na kartce. Że jest draniem i świnią, ale nic już mnie to nie obchodzi, bo kurczę blade, teraz jest mój czas. Że mieszkanie może sobie zatrzymać (potem zrewidowałam nieco moje lekkomyślne postanowienia, bo stwierdziłam, że jednak coś mi się od drania należy), ale po talerze wrócę, bo są moje ukochane.

A potem zamknęłam za sobą drzwi i poczułam wolność i radość. Nie na długo, co prawda, bo zaraz za rogiem, złamał mi się obcas (coś mi się ubzdurało, że od męża odchodzi się w szpilkach, żeby to lepiej wyglądało), ale przynajmniej nie padało. W telefonie wybrałam numer przyjaciółki. Powiedziała tylko „wreszcie”. Mieszkałam u niej przed dwa miesiące, póki nie wynajęłam mieszkania. To jej znajoma zaproponowała mi założenie wspólnej firmy. Na szczęście, dla księgowych pracy wciąż nie brakuje.

Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie: i rozwód za obopólną zgodą i moje warsztaty dla kobiet „po przejściach”, które chcą zacząć wszystko od nowa. I… miłość. Dziwnie szalona, jak na swój wiek. Dziwnie zawracająca w głowie. Dziwnie pozytywna, jak na moje dotychczasowe doświadczenia.

Spotkałam go, kiedy w lipcu stałam z moją przyjaciółką na szczycie Kasprowego i darłyśmy się jak głupie: „teraz my”. Łzy wzruszenia stanęły mi w gardle i wiedziałam, że teraz już nic mnie nie złamie, że już zawsze będę w siebie wierzyć, że będę o siebie walczyć. Że wcale nie jest „zbyt pózno” . Serio, te wszystkie ograniczenia, obawy, lęki, to jest tylko w naszej głowie. Kiedy zdołasz sobie samej wytłumaczyć, że możesz, że jesteś w stanie wziąć sprawy z swoje ręce – wtedy masz już „z górki”. Wtedy wszystko już dzieje się „samo”.

A on? Podszedł, rzucił jakiś żartem, odpowiedziałam, uśmiechnął się i… został. Został, bo zobaczył we mnie to, czego inni wcześniej nie zdołali dostrzec – ostry dowcip, radość, siłę. I do mojej siły dołożył swoją. A poza tym, jest po prostu bardzo przystojnym facetem. I wysportowanym.

Miesiąc później, już jako para, byliśmy razem nad morzem. Biegałam po plaży jak zakochana nastolatka i wolność szumiała mi w głowie. Wino trochę też. O małżeństwie nie myślę, za wcześnie na takie deklaracje. Jest mi dobrze tak, jak jest. Wciąż okdrywam siebie, ale na razie – bardziej dla samej siebie niż dla niego. Tego mi potrzeba, dzięki temu się rozwijam, poznaję swój własny klucz do szczęścia.

Rok temu sięgnęłam dna rozpaczy. Wracałam do domu, zamykałam się na klucz, zamknęłam się w domu, leżałam na kanapie i oglądałam seriale, których tytułów dziś już nie pamiętam. Dziś jestem po prostu szczęśliwa. Wierzę, że to się może przydarzyć każdemu. Nie, zaczekaj nie „przydarzyć”. Wierzę, że każdy może sobie to szczęście wybrać dla siebie.


Najgorsze powody, aby wyjść za mąż. Unikaj ich, aby nie żałować w przyszłości swojej decyzji

Redakcja
Redakcja
15 września 2017
Fot. iStock
 

Składając partnerowi przysięgę miłości, wierności i uczciwości, święcie wierzymy, że uda się obu stronom obietnic dotrzymać . Życie jednak zaskakuje, nie zawsze pozytywnie. Możemy się tym bardziej rozczarować, im więcej popełniłyśmy błędów, wybierając partnera na życie.

Mimo dobrych chęci i kwitnącego uczucia, związek, który miał być na dobre i na złe, może długo nie przetrzymać. Szczególnie gdy wchodzimy w niego, kierując się wyborem tego jedynego, wątpliwymi pobudkami.

4 błędy, które popełniane sa przy wyborze partnera na całe życie

1. Mimo wątpliwości wybierasz faworyta mamusi

To pięknie, że twoi rodzice wprost przepadają za twoją aktualną miłością. Cudownie, że życzą wam jak najlepiej i już planują ślub z rozmachem. Jednak to nie twoi rodzice będą żyli z tym facetem i nie oni poniosą konsekwencje zaślepienia. Jeśli masz jakieś wątpliwości w tej materii, opieraj się na własnym odczuciu, a nie życzeniu rodziców. Ty nie jesteś od tego, by sprawiać komuś przyjemność swoimi wyborami, ale byś była szczęśliwa z nimi.

2. Nie chcesz łatki starej panny

Dawno już przekroczyłaś magiczne 30 lat? To bardzo fajnie, masz mnóstwo powodów do radości, ale ten czas nie powinien popychać cię do zawierania stałych związków na siłę. Granice staropanieństwa sporo się przesunęły i uwierz, nie jesteś jeszcze starą panną, nie musisz mieć męża za wszelką cenę.

3. Zegar biologiczny tyka, nie chcesz odkładać macierzyństwa

Jeśli argumentem są z kolei wyczekiwane przez waszych rodziców wnuki, zastanów się, czy chcesz mieć dzieci dla siebie, czy dla kogoś? Po pierwsze, dzieci nie muszą pojawiać się na świecie, „po bożemu”, ale wtedy, gdy pragniesz dać im życie. Małżeństwo nie jest warunkiem koniecznym.

4. Wierzysz, że on się dla ciebie zmieni

Przeciwieństwa się przyciągają — wielu to potwierdzi, bo przynajmniej na początku jest ciekawie. Jednak związki często rozpadają się, bo te przeciwieństwa bywają nie do pogodzenia. Jeśli wasze plany, marzenia, fascynacje teraz mocno się rozjeżdżają, pomyśl, co będzie później? Poza tym mało prawdopodobne, że jeśli facet teraz zagląda do kieliszka, po ślubie się dla ciebie zmieni. Większe szanse na sukces masz w sprawie zamiłowania do nieporządku lub kwestii wieczornych wypadów na miasto, ale nie jest powiedziane, że jeśli teraz coś ci zgrzyta, któreś z was będzie chciało się zmienić.


 

źródło: www.milionkobiet.pl


Narcyz nie spędza całego dnia przed lustrem. Robi o wiele gorsze rzeczy

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
14 września 2017
Fot. iStock/GCShutter

Kiedy myślimy o mężczyźnie z osobowością narcystyczną, w pierwszej chwili wyobrażamy sobie zapatrzonego w siebie lowelasa, który przesadnie dba o wygląd zewnętrzny i lubi być w centrum uwagi. To niestety nie wszystko. Degradacja, upokorzenie, manipulacja – tego w rzeczywistości można się spodziewać po narcyzie. 

Niektóre z nas potrafią latami tkwić w związku z takim partnerem, zanim znajdą w sobie siłę do ucieczki. Niestety im dłużej tkwimy w toksycznej relacji, tym trudniej odejść. Na początku tłumaczymy jego zachowanie, szukamy usprawiedliwienia, staramy się podporządkować dla świętego spokoju. Z czasem stajemy coraz bardziej zastraszone i zrezygnowane. Jeśli ten problem dotyczy ciebie, przestań udawać, że nic się nie dzieje. Zrozum, że to, czego doświadczasz, dzieje się naprawdę i prawdopodobnie, że nigdy się nie zmieni. Dla niego po prostu nic nie znaczysz.

Oto, co narcyz chce ci powiedzieć każdym swoim gestem i zachowaniem:

1. Kocham siebie i wiem, że ty mnie kochasz. Każdy mnie uwielbia. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej

2. Nie muszę przepraszać. Musisz jednak zrozumieć, zaakceptować i tolerować wszystko, niezależnie od tego, co robię lub mówię.

3. Nikt na tym świecie nie dorasta mi do pięt. Jestem najlepszym kierownikiem/kochankiem/studentem/ojcem.

4. Beze mnie inni niczego nie osiągną.

5. Wiem, że istnieją zasady i obowiązki, ale te dotyczą głównie do ciebie, ponieważ ja nie mam czasu lub skłonności do przestrzegania ich. Poza tym reguły są dla przeciętnych, a ja się do nich nie zaliczam.

6. Mam nadzieję, że doceniasz we mnie wszystko – kim jestem i wszystko, co dla ciebie robię.

7. Żałuję, że nie możemy być równi, ale nie jesteśmy i nigdy nie będziemy. Przypominam ci, że jestem najmądrzejszą osobą w tym pokoju.

8. Mogę wydawać się arogancki i wyniosły. I dobrze mi z tym. Nie chcę być postrzegany jako osoba byle jaka.

9. Oczekuję, że będziesz stać za mną murem, niezależnie od tego, co zrobię. Jednak nie oczekuj, że ja będę lojalny wobec ciebie w jakikolwiek sposób.

10. Będę cię krytykował i oczekuję, że to zaakceptujesz. Ale jeśli ty skrytykujesz mnie, zwłaszcza publicznie, nigdy ci tego nie wybaczę i z pewnością odwdzięczę ci się przy najbliższej okazji.

11. Spodziewam się, że jesteś zainteresowany tym, co osiągnąłem i co mam do powiedzenia. Ja, dla odmiany, nie jestem wcale zainteresowany tobą i tym, co osiągniesz. Po prostu nie obchodzi mnie to.

12. Ja wcale nie manipuluję. Nie obchodzi mnie, co czują inni – uczucia są dla słabych.

13. Zawsze oczekuję wdzięczności za najdrobniejsze rzeczy, które robię. Ty masz natomiast robić wszystko tak, jak sobie zażyczę.

14. Utrzymuję znajomość tylko z wybitnymi jednostkami. Twoi przyjaciele się do nich nie zaliczają.

15. Rób to, co ci mówię, a wszystko między nami będzie w porządku.

Jeśli dalej, z różnych powodów nie możesz lub nie chcesz zakończyć relacji z narcyzem, przygotuj się na to:

1. Zaakceptuj, że nie jesteście partnerami. Narcyz nie ma sobie równych.

2. To uczucie niepewności, przerażenia czy niedowierzania, którego doświadczasz jest prawdziwe i nie opuści cię.

3. Będziesz wielokrotnie degradowana.

4. Zostaniesz traktowana w sposób, jakiego sobie do tej pory nie wyobrażałaś.

5. Będzie ci narzucał swoje potrzeby i pragnienia.

6. Bądź przygotowana na to, że zaczniesz go nienawidzić.

7. Miłe gesty będą tylko udawane. Narcyz odgrywa spektakl, by coś załatwić.

8. Będziesz wierzyć w jego nieszczerą uprzejmość.

9. Przygotuj się na napady wściekłości.

10. Moralność, etyka i życzliwość to tylko słowa – narcyz nie kieruje się przyzwoitością.

11. Jeśli przyłapiesz go na kłamstwie, nie przyzna się. Wmówi ci, że to ty skłamałaś lub źle zrozumiałaś.

12. Będzie mówił wyłącznie o sobie, nawet w sytuacjach, gdy to niestosowne.

13. Narcyz będzie kolegował się z osobami, które wyznają podobne wartości.

14. Nigdy nie oczekuj, by przyznał się do błędu lub przeprosił. Nigdy! Winny zawsze jest ktoś inny.

15. Gdy publicznie go skrytykujesz, spotka cię kara.

16. Przyzwyczaj się do problemów ze snem, poczuciem niepokoju i smutku, a także niektórych objawów psychosomatycznych.

17. Twoje sukcesy nie będą robić na nim wrażenia.

18. Nie przyzna ci racji nawet w najważniejszych dla ciebie sprawach.

19. Będziesz albo wciąż zabiegać o jego względy, albo po prostu pokornie przyjmować obelgi.

20. Zawsze będziesz występować w roli jego największej fanki, nieustannie mu kibicującej.

Brzmi przerażająco? Może to właśnie ten moment, by uciec?


 

Źródło: Psychology Today


Zobacz także

Poskaczcie trochę z nami. Akcja #Łapendorfiny, wyzwanie #4

10 filmów, które warto (a nawet trzeba) zobaczyć

Jesienią wybierz się do kina! 10 filmów, które warto (a nawet trzeba) zobaczyć

Kopiuj – wklej. Jak bardzo można być podobnym do rodziców? Będziecie zaskoczeni