10 najlepszych powodów, by mieć w nosie to, co myślą o tobie inni

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
13 grudnia 2016
Fot. iStock / AntonioGuillem
Fot. iStock / AntonioGuillem

Nie da się ukryć, że lubimy, gdy myślą lub przynajmniej z grzeczności mówią o nas pozytywnie. Wiadomo, w towarzystwie zależy nam na tym, by nie wypaść z obiegu, odnaleźć się wśród ludzi i utrzymać swoje grono znajomych. Ale nie chodzi o to, by w desperacji potakiwać każdemu z osobna, szczególnie gdy same uważamy coś zupełnie odmiennego. 

Pewnie tak bywa, że myślisz sobie „mam to gdzieś”, „nic mnie to nie obchodzi”, ale jednak zastanawiasz się, co mogłaś powiedzieć czy zrobić inaczej, by jednak zyskać uznanie w oczach znajomych czy rodziny. W końcu skoro przywykłaś do „łapek” i tym podobnych uśmiechów na różnych portalach społecznościowych, smutno się robi, gdy w realu tego brakuje. Ale mimo miłego połechtania chwilowymi zachwytami, zostań na ziemi. Nie musisz i nie powinnaś ani starać się dla innych, ani specjalnie zabiegać o ich względy. Jest ku temu kilka powodów, o których zawsze powinnaś pamiętać.

10 powodów, dla których nie warto przejmować się opinią innych 

1. Twoje życie, twoja sprawa

Nawet jeśli dochodzi do ciebie ludzkie gadanie „w trosce” o twoją osobę, nie przejmuj się nim. Pamiętaj, że to jest i będzie twoje życie, twoje zasady i twoje konsekwencje, które poniesiesz w razie życiowej pomyłki. W końcu jesteś dorosła, prawda? Rób swoje i nie przejmuj się niezadowoloną miną bliskich. Dopóki działasz tak, by nie krzywdzić siebie i innych, skup się na sobie. Po prostu.

2. Znasz siebie najlepiej

Nie wie o tobie tyle co ty sama, nawet najbardziej poinformowana sąsiadka z osiedla. Inni wiedzą o tobie tyle, na ile dasz się poznać lub sobie dopowiedzą, więc niby dlaczego miałabyś się przejmować opinią ogółu? Ty wiesz, co dla ciebie najlepsze, nawet jeśli popełniasz — a to normalne — błędy. Wyciąganie wniosków z własnych wyborów nauczy cię pełnej odpowiedzialności za nie. Czy troskliwa ciocia Stasia, która omawia twoje postępowanie z inną ciotką, weźmie na swoje barki to, czego od ciebie wymaga? Nie sądzę. Słuchaj przede wszystkim siebie, jeśli coś nie uda, przynajmniej nie będziesz szukać winnych wokoło.

3. To, co jest dobre dla innych, dla ciebie może mieć fatalne skutki

Więc dobre rady i utyskiwania innych na twoje decyzje puszczaj mimo uszu. Opinia innych oparta jest na ich prywatnych doświadczeniach, które wcale mogą cię nie dotyczyć. Podobnie jak dwóch różnych chorób nie da się wyleczyć jednym lekiem, dla różnych osób nie znajdzie się ta sama recepta na szczęście.

4. Pamiętaj o własnej godności

Nikomu nie pasuje rola marionetki, która zrobi to, co chcą inni. Pamiętaj o własnej dumie i godności, bo to łatwo zgubić, gdy podąża się krok w krok po śladach wydeptanych przez innych. Nie zawsze trzeba robić rzeczy, które odpowiadają standardom innych osób, a już na pewno nie można zapominać o własnych wytycznych na życie. Dzięki temu przynajmniej będziesz mogła spokojnie spać.

5. Ty poniesiesz konsekwencje

Decydując za siebie, bierzesz w całości odpowiedzialność za swoje postępowanie. I bardzo dobrze. Inni mają własne problemy, na których powinni się skupiać, chyba że wolą, by to o nich się gadało przy kawie z sąsiadką. Jak to mówią „twój cyrk, twoje małpy”, i nic nikomu do tego.

6. Tylko krowa nie zmienia poglądów

Więc tym bardziej niech ci specjalnie nie zależy, by przedstawiane przez ciebie poglądy i decyzje, miały na celu jedynie sprawianie przyjemności bliskim osobom. Pamiętaj, że myśli, idee i poglądy zmieniają się dość często. A to oznacza, że nawet jeśli ktoś myśli źle o tobie teraz, jest duża szansa, będzie myśleć inaczej w przyszłości. Tak więc, opinie innych nie powinny mieć dla ciebie kolosalnego znaczenia.

7. Życie jest zbyt krótkie

A już szczególnie go szkoda na marnowanie czasu kolekcjonowaniem opinii innych na twój temat. Rób co chcesz, bądź kim chcesz. Żyj swoim życiem, bez zamartwiania się o uznanie ludzi, a będziesz żyć na maksimum możliwości.

8. Możesz się pogubić

Martwiąc się zbytnio o to, co inni myślą o tobie, zafundujesz sobie samospełniającą się przepowiednię. A wtedy, ty staniesz się uległa, jeśli od ciebie tego wymagają lub zrezygnujesz z marzeń dla fałszywego pojęcia dobra innych. Często ludzie odsuwają na bok własne potrzeby, aby być lubianymi, na czym naprawdę wiele tracą.

9. Nikt nie żyje aż tak twoim życiem

Mówi się, że z plotką jest jak z jogurtem — nieświeży nie jest smaczny. Nawet jeśli ktoś mówi o tobie za twoimi plecami, miej to w poważaniu. Plotka w końcu umrze śmiercią naturalną, ale jeśli ty podkręcisz temperaturę interwencją w tej sprawie, nabierze jeszcze większego rozmachu. Poza tym, jeśli to, kim jesteś i co zrobiłaś nie wpływa bezpośrednio inną osobę, jest mało prawdopodobne, aby ktoś miał spędzać wiele czasu, myśląc akurat o tobie.

10. Jeszcze się taki nie urodził…

Co by wszystkim dogodził! Pamiętaj o tym, jeśli zechcesz zadowolić wszystkich dookoła. Jest to niemożliwe, by sprostać oczekiwaniom każdego, więc najlepiej skup się na sobie, a nie rozmieniaj na drobne.

Pamiętaj, że to, czego wymagają o ciebie inni, może stać się wielkim ciężarem dla ciebie, gdy zechcesz temu sprostać. Nie dosięgniesz ich ideałów, a pogubisz własne. Nie trać czasu na fałszywe opinie, skup się na sobie i tym, co w życiu faktycznie jest najważniejsze.


źródło: www.lifehack.org


Mężczyźni i ich „starannie” serwowane komplementy. Przegląd najczęstszych gaf i wpadek (absolutnie nie do powtarzania!)

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
13 grudnia 2016
Mężczyźni i ich "starannie" serwowane komplementy. Przegląd najczęstszych gaf i wpadek absolutnie nie do powtarzania!
Fot. iStock / lisegagne

Każda kobieta wie najlepiej, co sprawia jej przyjemność, a co nie. Kiedy uwielbiłyśmy sobie gacie z przemysłowej bawełny na delikatnej gumce, a pod choinką znajdujemy kilogramy koronki, to niby się cieszymy, w myślach szukając już odpowiednio głębokiej półki na „ulubione” seksy relikty. Niby uchylamy kącik ust w kierunku dziękczynnego uśmiechu zaraz po otworzeniu paczuszki, ale w głowie przewracamy oczy na lewą stronę i myślimy już o nierównych potyczkach z wygrzebaniem rzeczonej koronki spomiędzy pośladków w środkach miejskiej komunikacji. Zimą.

Na przykład kiedy zdecydowanie wolimy tulipany, a w zamian za to na pięćdziesiątkę dostajemy bukiet tylu właśnie róż to również staramy się zrobić dobrą minę do złej gry. Przemilczamy fakt, że w naszym niezwykle subiektywnym odczuciu brakuje na nich tylko wstążki z napisem „ostatnie pożegnanie”, a pięćdziesiąt takich właśnie kwiatów kojarzy nam się z odchodzeniem na drugą stronę chmurki. Jesteśmy tak bardzo różne, że niebywale trudno nadgonić wszystkie kobiece trendy.

Co innego, kiedy do głosu dochodzą mężczyźni i ich starannie serwowane komplementy, które zamiast uskrzydlać, raczej wyrywają pierze z odhodowanych już skrzydeł. Głoszonymi hasłami dają nam po solidnym razie w każdy policzek. Czego zatem nie mówić, co mówić delikatniej i jak zachować twarz na komplemenciarskim podwórku? Oto przegląd najczęstszych męskich gaf i niedociągnięć, które kopią leżącego, a właściwie leżące. Panie leżące.

Dla mnie i tak jesteś piękna

Padło zaraz po tym, jak odkryłaś już nawet nie „pomarańczową skórkę” na udzie, ale raczej jakąś sflaczałą resztę po wielkim nadmuchanym balonie, który leżał długo za starym kredensem. I kiedy się tak sobie przyglądałaś, kiedy się tak macałaś i załamywałaś ręce nad rozmiarem zniszczeń, do domu wparował on i rzucił kojące „Mnie i tak się podobasz”. W pierwszej chwili w uszach zabrzmiało coś na kształt: „potwór, nie potwór, byle miał otwór” zamiast peanów na cześć wyglądu, w drugiej doszło do szybkiej kalkulacji co z tym gościem nie tak, skoro to tu o, to mu się podoba?!

Drodzy Panowie, tutaj nie da się delikatniej i mniej dosadnie wyrazić zachwytu nad oczywistym pięknem partnerki. Kobiety często słyszą coś innego, niż to, co faktycznie powiedzieliście, a  z tym trzeba się po prostu nauczyć żyć. Panie, które doszukują się złych intencji we wspomnianej męskiej ekspresji, mogę jedynie wysłać do dobrego specjalisty od głowy. Brać te komplementy baby i się nie zastanawiać. Dziękować naturze, że połączyła ancymona lubiącego podwiędłe uda właśnie z wami! Idealna matematyka. Równowaga.

Nie lubię wieszaków. Wole takie kluseczki

Kyrie eleison. Kobiety nawet jak wiedzą, że ta ostatnia kiecka w sieciówce, w rozmiarze 36, nie zmieści nawet 1/3 ich kolana to jakoś dziwnie opierają się faktom wierząc, że nie jest tak źle i próbują na zawody przecisnąć tyłek bez rozprucia suwaka.  Panowie to dobrze, że nie lubicie tylko liofilizowanych patyków z cyckami, ale pamiętajcie, że kobieca natura wypolerowała to bardzo delikatne lusterko, na które trzeba wyjątkowo mocno uważać. No tak już mamy i nic się nie da poradzić. Wyrobiłyśmy sobie w głowach przekomiczne odpowiedzi na równie przekomiczne pytania, ale niestety raczej nigdy nie zostawiamy dla was instrukcji obsługi. To jest chyba ta wspomniana wojna płci. Nie ma lekko. Radę mogę mieć tylko jedną – hołubcie, wielbcie i wynoście na ołtarze, ale nigdy wprost z delikatnością kombajnu w snopkach żyta nie wypalcie „O mamo, jak ja kocham takie słoniny!”. Po tym to już tylko GAME OVER.

Nie jest aż tak źle

Serio, to nigdy nie działa. Kiedy kobieta poszła do fryzjera podciąć końcówki, a wróciła z glacą na Sinéad O’Connor, wasze „nie jest tak źle” może zadziałać mniej więcej podobnie do spirytusu lanego prze nasze babcie na odparzony tyłek. Jest bowiem magiczny poziom wspomnianego hasła, do którego można dobić nie przekraczając groteski, ale dobrze radząc zdradzę, że tematy włosów, wagi i kompromitujących poalkoholowych wyznań nie należą do tej strefy. Tam jest źle, a może być jeszcze gorzej.

Ja cię taką akceptuję

Pod żadnym pozorem nie rzucajcie tym komplementem, po burzliwej kłótni partnerki z matką, która właśnie wykrzyczała jej egoizm, niedojrzałość, albo nieumiejętność opieki nad domowymi kwiatami. Hasło „ja cie taką akceptuję”, w połączeniu z zarzutami innych, mniej życzliwych ludzi z otoczenia kobiety, może tworzyć mieszankę wybuchową. W ogóle po kłótniach kobiet z matkami najlepiej milczeć. Tydzień. Bezpieczniej i atmosfera jakby czystsza.

Dobre to, ale zjem później

No to albo dobre i jestem głodny – jem, albo nie jem bo coś jest nie tak. Kobiet mają nosa do męskiego spożywania i wiedzą doskonale, że jak „zje później”, to albo za słone, albo za mało mięsne, albo w ogóle zbyt eko. Jak się mówi, że dobre to się je. I tu dobra rada – nigdy się nie przyznawajcie, że jedliście już w pracy, kiedy małżonka w domu właśnie wypatroszyła kaczkę i nafaszerowała ją jabłkami. Nie ma opcji przyznać się, że nie jesteśmy głodni. Jemy do pęknięcia, trudno. Jedna tabletka na wzdęcia załatwi sprawę szybciej niż nietknięty drób.

A haseł takich miliony. Niestety batalia damsko-męska nie znajdzie końca nigdy. Tak jesteśmy skonstruowani. Ale zamiast podlewać oliwy do ognia nauczcie się sprawiać sobie faktyczną radość, nie robiąc niczego na siłę. Ten zapis jest jak zawsze z dużym przymrużeniem oka. Ważne, żeby się umieć wzajemnie szanować, ale z drugiej strony nie dąsać się o byle co (Drogie Panie, tu o was mowa). Życia nam nie starczy na takie pierdoły. Owocnych sprzeczek, ale jeszcze obfitszych scen na zgodę.


„To ja ci teraz pokażę!”. Ciche dni… cicha przemoc

Karolina Krause
Karolina Krause
13 grudnia 2016
Fot. iStock/portishead1
Fot. iStock/portishead1

Dziś mija trzeci dzień ich wspólnej zmowy milczenia. Wspólnej, bo milczą oboje, choć na to milczenie nikt tak do końca się nie umawiał. Gdyby to zależało od niej, już dawno zakopaliby topór wojenny. Ale każde jej „hej” i „chcesz o tym porozmawiać?” spotykało się z chłodną, wymowną ciszą z jego strony. I tak obwarowali się w swoich milczących domkach, cegiełka po cegiełce, budując między sobą solidny mur, stworzony z niewypowiedzianych słów. A przy każdej próbie przebicia, wzmacniali go tylko dodatkową porcją zaprawy wzajemnej złośliwości. Czwartego dnia wszystko znowu wróci do normy. On jak gdyby nigdy nic spyta, czy wszystko u niej w porządku, a ona zagai o listę zakupów. I tak będą trwać w tej, na pozór normalnej codzienności, aż do momentu, gdy cegły schowane pod dywan zaczną fruwać w powietrzu. Niszcząc po drodze wszystko to, co udało im się do tej pory osiągnąć…

Mówi się, że milczenie jest złotem. O ile w życiu codziennym może się ono kojarzyć z refleksją, wewnętrznym wyciszeniem i kontemplacją, o tyle w odniesieniu do związku, może to przypominać co najwyżej złoty kastet. Znane nam wszystkim i przez wszystkich znienawidzone –„ciche dni” są bowiem szczególnym rodzajem psychicznej przemocy. I to wcale nie mniejszej niż tej, opartej na obrzucaniu się wzajemnymi wyzwiskami i krzyku.

Jak dzieci

Nie odzywając się do swego partnera przez wiele godzin, a czasem i wiele tygodni, staramy się go w ten sposób ukarać. Udowodnić, że to my mamy rację. Ma to na celu złamanie tej drugiej osoby i przejęcie swego rodzaju władzy w związku. Jak gdybyśmy chcieli pokazać „to Ja tutaj rządzę!”. Są to typowe zachowania ucieczkowe i świadczą jedynie o braku umiejętności konstruktywnego rozwiązywania problemów. To także przejaw niedojrzałości emocjonalnej jednego lub obojga partnerów. Bo, choć obrażanie się i nieodzywanie się do siebie, jest czymś adekwatnym, w przypadku małych dzieci, to od dojrzałego człowieka oczekiwalibyśmy już nieco innej postawy.

Cicha przemoc

Takie długotrwałe milczenie, prędzej czy później doprowadzi do pojawienia się kryzysu w związku. Nie rozmawianie ze swoim partnerem pogłębia jedynie pierwotny problem. Sprawia, że oddalamy się od siebie, stajemy się sobie obcy, mamy poczucie niezaspokojenia podstawowych emocjonalnych potrzeb. Możemy więc zastanawiać się nad tym, czy w ogóle chcemy być w takiej relacji.

Częściej jednak będziemy mieli do czynienia z sytuacją, w której jedna (i to zazwyczaj ta sama) osoba, wyciąga rękę do zgody. Dobrze jest jeśli ta druga strona ją przyjmie. Choć nie jest to wymarzony scenariusz, świadczy to o tym, że niezależnie od wszystkiego chcemy się pojednać. Gorzej, jeśli jeden z partnerów dąży do rozmowy i pogodzenia się, a drugi uparcie trwa w milczeniu. Trzeba tu postawić sprawę jasno i nazwać rzeczy po imieniu. Karanie kogoś milczeniem to jawna emocjonalna przemoc, a skierowana jest do osoby, którą najbardziej kochamy.

Takim swoim zachowaniem odcinamy partnera od wspólnej relacji. Dajemy mu do zrozumienia, że nie ma żadnego wpływu na związek. Pokazujemy mu, że nie jest potrzebny, że nic nie znaczy. A w konsekwencji głęboko ranimy jego uczucia.

Efekt śnieżnej kuli

Niekiedy robimy to zpuełnie nieświadomie. Może to wynikać z naszego charakteru lub też z wzorców utrwalonych w dzieciństwie. Nie każde milczenie musi też być oznaką próby manipulacji, czy narzędziem zbrodni. Czasami dobrze jest na chwilę zawiesić ostrzał i pozbierać myśli w ciszy. To zdrowy objaw i pomaga w rozwiązaniu konfliktu. Pewne rzeczy wręcz powinniśmy przemyśleć. Jednak o sprawach kluczowych dla waszej relacji, powinniście umieć rozmawiać. Problemy wiecznie zamiatane pod dywan, nie znikają ot tak. One narastają i pewnego dnia mogą doprowadzić do efektu kuli śnieżnej, sprowadzając lawinę złości i wzajemnych pretensji na wasz związek.

Jak więc przerwać „zmowę milczenia” i zacząć ze sobą rozmawiać?

Jeśli jesteś osobą częściej wyciągającą rękę do zgody, czyli „żądającą” kontaktu:

1. Podaruj swojemu ukochanemu przestrzeń.

2. Postaraj się zrozumieć, że jego zachowanie wynika, z poczucia zagrożenia.

3. Nie odbieraj jego milczenia, jako coś osobistego.

4. Zastanów się co z twojej strony mogło doprowadzić do konfliktu i przyjmij za to odpowiedzialność.

Jeśli jesteś partnerem „unikającym”, milczącym:

1. Postaraj się oddzielić uczucia dotyczące oczekiwań partnera od obawy przed odrzuceniem lub brakiem akceptacji z jego strony.

2. Postaraj się wytłumaczyć partnerowi swoją potrzebę „czasu na przemyślenia”

3. Spytaj jak możesz pomóc mu to ułatwić.

4. Spróbuj zbliżyć się do swego partnera, poprzez śmielsze wyrażanie uczuć.


Źródło: charaktery.euonet.pl


Zobacz także

Bożonarodzeniowy świr.

Bożonarodzeniowy świr. Niestety łapie mnie co roku w te swoje iglaste szpony

Fot. iStock / gruizza

Mówisz, że z dziećmi trudno jest osiągnąć zawodowy sukces? Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz. Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle…

Fot. iStock / Chalabala

Dojrzały mężczyzna tego nie robi…