Lifestyle Związek

Jak wybieramy w miłości? On – „trochę ładniejszy od diabła”, ona – młoda, ładna, jak z okładki cz.1

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
23 lipca 2017
Na Walentynki - cytaty o miłości i sentencje
Fot. iStock / openeyed11
 

Jak wybieramy partnera na życie, co urzeka nas w kochankach i co wpływa na nas najmocniej w miłości? Choć każdy szuka swojej drugiej połówki trochę inaczej, okazuje się, że kierują nami pewne wspólne preferencje. Jest jednak coś, co nas w tych wyborach dzieli. Płeć. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mają pewną wspólną pulę kryteriów do odhaczenia na liście wymarzonego partnera. Czym się różnimy?

Jak wybierają kobiety, a jak mężczyźni? Przeczytajcie.

Jak wybierają kobiety?

Według naukowców, preferencje kobiet podczas wyboru życiowego partnera, powielają kilka stereotypów.

Uroda

Wygląd zewnętrzny nie jest decydującym czynnikiem. Atrakcyjność mężczyzny okazuje się miłym dodatkiem do ważniejszych zalet. Jak mówi stare przysłowie, wystarczy, żeby był „trochę ładniejszy od diabła” – pod warunkiem, że ma coś więcej do zaoferowania. „Inne zalety”, to przede wszystkim gwarantowanie bezpieczeństwa partnerce i potomstwu. Kiedyś – fizycznego, dziś – przede wszystkim ekonomicznego. Partner na całe życie powinien zapewnić swojej rodzinie ochronę.

Jeśli porzucimy stereotypy i skupimy się na obserwacji współczesnych oczekiwań wobec związku, łatwo zobaczymy, że nawet odrzucając aspekt finansowy, wciąż oczekujemy od partnera bezpieczeństwa. Bezpieczeństwa w emocjonalnym funkcjonowaniu w tworzonym związku, stabilności i pewności.

Uroda staje się istotna dopiero wtedy, kiedy pozostałe warunki są spełnione. Ważne jest również środowisko, w którym żyjemy. W naszej, „zachodniej” kulturze, czynnik finansowy ma dużo mniejsze znaczenie, niż w kulturach, w których kobieta nie może liczyć na „równouprawnienie”. To wpływa bezpośrednio na drugie kryterium wyboru.

Wiek

Pewnie postawicie na model: starszy on – młodsza ona. Jest to bezpośrednio związane z możliwościami zapewnienia bezpieczeństwa rodzinie. Wiek działa tu na korzyść mężczyzny – straszy samiec, ma więcej czasu na zapewnienie sobie odpowiedniej pozycji (materialnej lub społecznej). Tu znów wiele zależy od kultury, w której żyjemy – w tych opierających się na tzw. tradycyjnym modelu rodziny, będzie to bardzo ważna cecha. W kulturze nowoczesnej, wiek nie ma już tak wielkiego znaczenia. Co ciekawe, status partnera (a co za tym idzie, również jego wiek) mają wpływ na wierność. Im bardziej pod tym względem cenny jest partner, tym bardziej warty zachodu i wierności.

Zapach

To bardzo ciekawa cecha, na którą uwagę zwracają przede wszystkim kobiety. Według antropologów, zapach odgrywa tu dość „pierwotną” rolę. Dzięki niemu kobiety mają się orientować, jak bardzo atrakcyjny jest mężczyzna pod względem genetycznym – chodzi o odmienność ich bagażu genetycznego, w trosce o przyszłe potomstwo.

Zmysł ten może nie działać w ciąży, wtedy kiedy z punktu widzenia reprodukcyjnego ie jest już potrzebny. Zaobserwowano, że w czasie ciąży górę w zapachowych preferencjach biorą podobieństwa.

Fot. iStock / Awispa

Fot. iStock / Awispa

Męskość

Definicja męskości jest bardzo plastyczna, w każdej kulturze będzie wyglądała nieco inaczej. Kiedyś opierała się na czysto fizycznej sile, później na statusie majątkowym i społeczny. Współcześnie najtrudniej odpowiedzieć na to pytanie, bo jest ono bardzo niejednoznaczne. Można jednak śmiało powiedzieć, że dziś najbardziej szkodzi mężczyźnie utrata męskości. Bez względu na to, co dla danej kobiety ona oznacza, niekompetencja w męskości zawsze działa na niekorzyść mężczyzny. Utarta pracy, pieniędzy, zdrowia. Na pierwotną męskość wpływa ujemnie również stres – wzrost kortyzolu powoduje bowiem obniżenie potencji.

Fot. iStock / openeyed11

Fot. iStock / openeyed11

Jak wybieramy kochanka?

Okazuje się, że w zdradzie również mamy swoje preferencje uzależnione od płci. Według dr Bogusława Pawłowskiego z Zakładu Antropologii PAN, działają tutaj dwa mechanizmy.

Kobiety na kochanka lubią wybierać mężczyzn skrajnie odmienny od ich życiowego partnera, mężczyźni zaś wybierają kochanki podobne do swoich żon.

Podczas wyboru mężczyzny na życie, kobiety są bardzo skrupulatne w podejmowaniu racjonalnej decyzji. Ale gdy w grę wchodzi przelotny romans, to zupełnie inna bajka. Potwierdza się stereotyp o bad boyach, dla których panie tracą głowę. Jednak podczas wyboru kochanka poprzeczka również jest ustawiona wysoko –  Pan Na Chwilę musi zapewnić kobiecie coś, czego nie dostaje od swojego życiowego partnera. Kochankowie, zazwyczaj muszą być w czymś lepsi od mężów – powinni być bardziej inteligentni, bardziej atrakcji, bądź zamożni.

Jak wybierają mężczyźni? O tym następnym razem 😉 .

Przeczytaj część drugą: Jak wybierają mężczyźni?


Na postawie: Poradnik psychologiczny „Lepsze życie. Jak być dobrą parą”, GW.


Lifestyle Związek

Gdyby książę Eryk istniał naprawdę… Postacie z bajek Disneya jako ludzie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
23 lipca 2017
Fot. Screen z Instagram / jirkavinse
 

Jak wyglądałyby postacie z bajek Disneya, gdyby były ludzmi? Ten fiński artysta postanowił nam to pokazać. Projektant, fotograf i ilustrator Jirka Vinse Jonatan Väätäinen stworzył ilustracje przedstawiające księżniczki i przystojniaków, których tak dobrze znamyz z animowanych, klasycznych filmów z dzieciństwa. Nasze serce skradł książę Eryk, ten z „Małej Syrenki”…

1. Jasmina („Alladyn”)

2. Belle („Piękna i Bestia”)

 

 

 

Post udostępniony przez Jirka Vinse Jonatan Väätäinen (@jirkavinse)

3. Moana („Vaiana: Skarb oceanu”)

 

Post udostępniony przez Jirka Vinse Jonatan Väätäinen (@jirkavinse)

4. Książę Hans („Kraina Lodu”)

 

 

 

Post udostępniony przez Jirka Vinse Jonatan Väätäinen (@jirkavinse)

5. Getruda („Zaplątani”)

6. Arielka („Mała Syrenka”)

 

7. Kristoff („Kraina Lodu”)

8. Julian („Zaplatani”)

 

9. Książę Eryk („Mała Syrenka”)

10. Anna („Kraina Lodu”)

 

11. Kapitan John Smith („Pocahontas”)

12.Elsa („Kraina Lodu”)

 

13. Herkules („Herkules”)

14. Książę Filip („Śpiąca Królewna”)

 

15. Książę Adam („Piękna i bestia”)

16. Tarzan

 

17. Książę („Kopciuszek”)


Lifestyle Związek

Drogi mężu, nie jestem tą samą dziewczyną, w której się zakochałeś. Czy mimo to, możemy być razem?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
22 lipca 2017
Fot. iStock/PeteWill

Dziesięć lat temu byłam… zabawną dziewczyną. Radosną, uśmiechniętą od ucha do ucha, z masą pomysłów na „za chwilę” i na całe życie też. Trochę szaloną. Z pewnością nie tak poukładaną jak ty. Ale kochałeś mnie taką, szalałeś za tym uśmiechem, za moją spontanicznością. Tylko ja umiałam cię tak rozbawić, tylko ty umiałeś mnie tak uspokoić. Dziś ta miłość nie przychodzi ci już tak łatwo. Dziś mówisz, że się zmieniłam. Bo więcej płaczę niż się śmieję.

Dziesięć lat temu ty byłeś przystojnym okularnikiem, bez brzuszka i zakoli. Nie musiałam pozwalać sobie na tę złośliwość, ale… zbyt wiele we mnie goryczy.

Poznaliśmy się u mojej znajomej. Ja – dusza towarzystwa, opowiadałam jakieś zabawne, na pół zmyślone, historie. Zawsze miałam bujną wyobraźnię. Studiowałam wtedy historię sztuki i mieszkałam z trójką przyjaciół w wynajętym M. Od razu zwróciłam na ciebie uwagę, ale obserwowałeś mnie tylko z lekkim uśmiechem, z drugiego kąta pokoju. „Mała świruska –  tak o mnie pomyślałeś – ale fajna”. Nie podszedłeś tego wieczora (chociaż na to czekałam), dopiero tydzień później zaskoczyłeś mnie telefonem. Jasne, że cię zapamiętałam, choć udawałam, że nie wiem kto mówi. Zaiskrzyło. Bardzo.

Ty – spokojny, rozsądny, z trzeźwym spojrzeniem na rzeczywistość. Ja – rozgadana, nieprzewidywalna, niegroźna wariatka. Oboje ciekawi świata i ludzi, choć każde z nas, na swój sposób. Przeciwieństwa się przyciągają – mówili nasi znajomi. I w naszym wypadku to się wspaniale sprawdziło. Byliśmy chyba dla siebie stworzeni.

Cudowne minęło nam te kilka pierwszych, wspólnych lat. Złote dzieciaki. Ja byłam naszym „silniczkiem”, nadawałam tempo temu związkowi. Tobie przypadła rola „głosu rozsądku”. Ale umiałeś, zawsze umiałeś okazywać mi uczucie. Może nie spontanicznie, i nie przy wszystkich (mówiłeś, że cię to krępuje), ale kiedy byliśmy sami, czułam, wiedziałam, że kochasz.

Oświadczyny to chyba największe szaleństwo w twoim życiu: chciałeś mi zaimponować, mimo lęku wysokości, wspiąłeś się po balkonie na piętro budynku, w którym pracowałam. „Wariat” – myślałam z czułością. Ale pozytywny. Nasi rodzice pomogli nam z kupnem mieszkania, szybko znaleźliśmy nasze miejsce na Ziemi. Byliśmy tam po prostu szczęśliwi i żyliśmy razem, bez większych zmartwień. W weekend potrafiliśmy wstać wcześnie rano, a po południu być już nad morzem, kilkaset kilometrów od domu. Trwaliśmy tak – bezpiecznie, wygodnie. Pewnie. Beztrosko.

I wtedy zaszłam w ciążę. Nie planowaliśmy tego. Pamiętasz, jak siedzieliśmy z tym testem ciążowym, naprzeciwko siebie, bez słowa, dobre pół godziny?

Nasi rodzice ucieszyli się, że wreszcie się ustatkujemy, przestaniemy „szaleć” i bez sensu wydawać pieniądze (ja). A Ty? Twoje usta mówiły mi co innego, niż twoje ciało. Prawdziwe uczucia zostały dla mnie zagadką. Wiem jednak, że długo oswajałeś się z myślą, że zostaniesz ojcem. Ale i ja długo przyzwyczajałam się do myśli, że będę matką. W końcu jednak pomalowaliśmy twój gabinet w kolorowe kropki i wstawiliśmy tam dziecięce łóżeczko. Potraktowaliśmy to jako następną przygodę. Nasi znajomi mieli dzieci, ale ich tempo życia się nie zmieniło, odkąd się pojawiły. Z nami z pewnością też tak będzie. „Jakoś” będzie. To nie może być przecież aż tak ogromna zmiana.

Pierwsze tygodnie z dzieckiem w domy z pewnością tą przygodą były. Ale potem przyszło nieoczekiwane.

Moja depresja, mój smutek, moje zmęczenie, moje wieczne „humory”. Twoja bezsilność, zaskoczenie. Moje poczucie beznadziei, nieradzenia sobie kompletnie z niczym. Ściana. Płacz. Nie, ja nie płakałam. Wyłam. Wyłam, żebyś zabrał ode mnie TO DZIECKO. Że mam dość. Że cię nienawidzę. Byłeś przerażony. Oboje byliśmy. Poszliśmy do lekarza, zaczęłam brać małe, białe pigułki „na szczęście”. Ale poczułam się jeszcze gorzej. Długo walczyłam, zanim znalazłam te właściwie. A w międzyczasie…

Zacząłeś mnie unikać, a ja potrzebowałam Twojej obecności. Nie poradziłeś sobie z tą „zepsutą” mną. Skoncentrowałeś się na naszym dziecku, bojąc się, może i słusznie, że stanie się ofiarą mojej depresji. Karmiłeś, przewijałeś, wychodziłeś na spacery, dałeś bliskość, której ja nie byłam wtedy w stanie wykrzesać.

Miłość do syna przyszła do mnie z czasem, po kilku, najtrudniejszych miesiącach mojego i naszego wspólnego, życia. Leki zaczęły pomagać, życie stało się lepsze, bardziej znośne. Ale – zmieniłam się. I ty również zmieniłeś swój stosunek do mnie.

Ja – matka, nie byłam już tą zabawną dziewczyną, której można było wybaczyć, że nie wyłączyła światła wychodząc z domu na pół dnia. Nie byłam już nawet ukochaną żoną, która nie odkurzyła okruszków z podogi, bo miała ważniejsze rzeczy do roboty. „Czepiałeś się” (w moim odczuciu) wszystkiego. Przedtem twoje uwagi przyjmowałam lekko. Teraz czułam się po nich kompletnie beznadziejna, zła najgorsza. Płakałam.

Tak mniej więcej minęły nam dwa lata. Wróciłam do pracy. Nadal korzystam z pomocy psychologa. A ty marzysz o drugim dziecku. Bo odnalazłeś się w ojcostwie i jesteś w tym naprawdę świetny. Bo to ci daje radość i szczęście. Ja dziś szczęścia nie odczuwam.

Powiedziałeś mi wczoraj w kłótni: ożeniłem się z kimś zupełnie innym. Ale przecież, nie stałam się taka z dnia na dzień. Nie posmutniałam nagle, między popołudniową kawą z ciastkiem, a wieczornym filmem, obejrzanym na kanapie, u Twojego boku. Staczałam się w ten smutek przez kilka tygodni, a potem trwałam w nim miesiącami, a nawet dłużej.

Nie chcę mieć kolejnego dziecka, choć wiem, że ty go pragniesz. Ja chcę odzyskać siebie. Tak, wciąż cię kocham (i kocham naszego syna). Wciąż chcę wspólnego domu. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś będę tą samą uśmiechniętą dziewczyną, w której się zakochałeś dziesięć lat temu. Ale bez ciebie, bez twojego wsparcia nie mam ochoty by znów nią być.


Zobacz także

„Parszywa dwunastka” i „czysta piętnastka”. Lista owoców i warzyw najbardziej i najmniej skażonych pestycydami

Szukam żony dla mojego taty. Zmieniam życia na lepsze od ręki...

Szukam żony dla mojego taty. Zmieniam życia na lepsze od ręki…

5 chorób, na które pracujesz ciągle niedosypiając