Lifestyle Związek

Wiesz, takie nowoczesne narkomaństwo – tak mówi kumpel, który pracuje w korporacji

Anika Zadylak
Anika Zadylak
1 sierpnia 2016
Wiesz, takie nowoczesne narkomaństwo - tak mówi kumpel, który pracuje w korporacji
Fot. iStock / Maciej Laska
 

– Dlaczego od niego nie odejdę?  Nie, nie chodzi o miłość, przywiązanie. Bo wiesz jak to jest, po dragach wszystko odczuwasz intensywniej.  Widzisz wyraźniej, pragniesz bez granic, nie masz hamulców, kochasz wręcz obsesyjnie i jest ci tak dobrze, że chcesz być tylko z nim. A gdy między kolejnymi działkami i zejściami, wraca świadomość to przestajesz rozróżniać, co tak naprawdę przez was przemawia. Ile jest tam szczerości, a ile narkotykowego urojenia. I boisz się tych myśli, tej gorzkiej prawdy . Więc  wracasz, kładziesz się koło niego i łapiecie się za dłonie. Wtulacie w siebie i jeszcze przez chwilę, do momentu, gdy powieki nie zaczną opadać bezsilnie, patrzycie sobie w oczy.  A w waszych żyłach jednocześnie rozpływa się ona. Iluzja szczęścia. Naćpana do granic możliwości. 

Nie usłyszysz ode mnie, że go winie, że mam za złe, że czuję się oszukana. Ale też nie powiem ci, że ja siebie specjalnie oskarżam, mam pretensje. Znaliśmy się dużo wcześniej, wiedzieliśmy o sobie sporo. O tym, że on lubi bardzo i to coś cięższego i o tym, że ja miałam i jak się okazało, nadal mam z tym problem. Czasem się, nas, usprawiedliwiam , że to przez to pewnie tak nas do siebie ciągnęło. Przez to, że niełatwe mieliśmy życia.

Serio, takie wiesz piekiełka na ziemi. Za dużo i za często. Zbyt dużo krzywd od najbliższych. Zbyt wiele rozczarowań. Zaufanie wystawiane na bolesne próby. Depresja, nieodwracalne straty, samotność.  I to złudzenie, że jak coś łykniesz, wciągniesz czy zapalisz, to robi się dużo lepiej. Przecież jesteśmy dorośli mimo wszystko, liczyliśmy się z tym, że tak samo jak jesteśmy dla siebie wszystkim, tak samo niczym. Bo my siebie na wzajem niszczymy. Choć wydaje nam się, że jest odwrotnie, że tylko dzięki temu jeszcze jakoś pływamy po powierzchni. Stać nas na dobre dragi, choć wiem jak to zabrzmiało. Które narkotyki są dobre? Na te czystsze, nie kupowane w ciemnej bramie od nie wiadomo kogo. Wiesz, takie nowoczesne narkomaństwo – tak mówi kumpel, który pracuje w korporacji. Tam jest masa takich „związków” .

Ja nas nazywam cwaniakami bo mamy dobre, ale też odpowiedzialne prace. Jakimś cudem udaje się nam je utrzymać, a nawet awansować? Wiesz co, to chyba świadomość tego, że musimy, żeby przetrwać. Bez tej pracy, nie będzie kasy. To proste. A na rynku jest teraz dosłownie wszystko. Jak kilka poprzednich dni przywalisz czymś, po czym ciężko się do siebie dochodzi, a musisz ogarnąć mózg do pracy, wciągasz solidną białą ścieżkę. I jesteś jak nowo narodzony, po kilku minutach. A potem żeby zasnąć choć na chwilę, musisz coś solidnie przypalić albo lepiej łyknąć. Błędne koło. U nas jeszcze, jest chwile przed końcową fazą. Przed totalnym uzależnieniem.  Może dlatego, że nie mieszkamy razem i dużo czasu, spędzamy zawodowo poza domami. I przez to nie bierzemy codziennie. Czasem trzeba gdzieś jechać, iść na poważne spotkanie, coś ważnego załatwić. Pocieszam się, że jeśli wciąż na to zwracamy uwagę i potrafimy nie brać ciągle, to jest jeszcze szansa. Nawet zdarza nam się upominać, kiedy któreś przesadza. Martwimy się o siebie. Myślisz, że znowu coś sobie wmawiam?

Gdy jesteśmy razem to wiem, każdym zmysłem i częścią swojej duszy, że z nikim innym. Nie wyobrażam sobie innego dotyku, innego zapachu, innych oczu. Słów i gestów. I jeszcze to, że na drugi dzień mimo tego, że sam się fatalnie czuje, jest obok. Robi herbatę, zanosi mnie do łóżka, otula kocem. I mówi, że nienawidzi, żeby nie powiedzieć kocham. I że jestem najpiękniejszą istotą na ziemi. I wszystkim czego on potrzebuje. I że wszystko będzie dobrze.

Potrafi zabrać cały koszmar jednym dotykiem. Pomaga mi się wykąpać i ubrać. Pozbierać do kupy, choć on sam jest w rozsypce. A gdy nie możemy wtedy być razem, dzwoni w środku nocy i prosi, bym przetrwała. Bo mnie potrzebuje.  A ja siedzę i powstrzymuję łzy. I udaję, że nie chcę tego słuchać. Że wcale nie ma tej sytuacji. Albo on zrezygnuje. I wtedy, uda się ocalić choć jedno z nas. Tak, w ten sposób o tym myślę. Wolę wierzyć, że razem byśmy się w końcu zaćpali. A osobno może któremuś się uda. Tylko żadne z nas nie chce odejść, nie umie, nie potrafi. Mówimy sobie, że już dość, milczymy, odchodzimy na chwilę. Po to, żeby wrócić do siebie ze dwojoną siłą. I karmić się LSD czy innym gównem. I wmawiać sobie, że nikt inny nie pomoże nam tak, jak my sobie.

Żegna się ze mną pospiesznie jednocześnie odbierając telefon. Przysiada na ławce obok. Słyszę po jej głosie, że coś jest nie tak. Widzę łzy na jej policzkach, pytam co się dzieje. Mówi, że on trafił do szpitala, że przedawkował, że organizm nie wytrzymał. Że żyje, ale jest kiepsko. Urywa w pół zdania i biegnie przed siebie. Znika w końcu za następną alejką. Usiłuję się do niej dodzwonić przez kilka następnych dni. W końcu odbiera, po trzech tygodniach. I słyszę jej łagodny, spokojny głos. Że wszystko jest w porządku, że czuje się taka szczęśliwa. Że jeszcze nigdy przedtem nie była taka pewna, tak mocno nie czuła. Że przecież jakoś sobie poradzą, przecież tak im na sobie zależy. Pytam ją gdzie jest i czy po nią przyjechać, bo czuję, jak głos jej słabnie.  I słyszę już prawie szeptem, że jest w najbezpieczniejszym miejscu na ziemi, i że patrzycie na siebie do momentu, aż powieki nie zaczną bezsilnie opadać.


Lifestyle Związek

Chcesz mieć dobry seks? To nigdy nie mów tego w łóżku!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 sierpnia 2016
Chcesz mieć dobry seks? To nigdy nie mów tego w łóżku!
Fot. iStock / Renphoto
 

Są rzeczy, które nie śniły się nawet w łóżku, zwłaszcza, gdy nie zamierzamy w nim spać.

Kto nie zaliczył „łóżkowej” wpadki – ręka do góry. Łatwiej nam mówić o wpadkach innych, wiadomo, zwłaszcza, że do tych najczęstszych należą słowa, które podczas seksu nigdy nie powinny paść.

Mówisz i w sekundę później myślisz: „O f*ck, po co się odzywałam”. Pół biedy, jak jeszcze tak pomyślisz i się zreflektujesz, choć to już i tak po ptakach, a raczej… ptaku, tfu – po seksie znaczy się.

Gorzej, jak coś chlapniesz kompletnie nieświadomy, że oto popełniłeś błąd, który może cię dość dużo kosztować, a na pewno na namiętny wieczór już nie ma co liczyć. I nie wiadomo co z najbliższym. Zależy w jakich relacjach jesteście.

Jako, że uwielbiamy rozmawiać o seksie innych nietrudno było zebrać „złote” myśli, po których każdemu seksu by się odechciało. No na pewne rzeczy nie ma mocnych.

Tak, kochanie, taaaak … i tu pada imię

Niekoniecznie tego, który nam na to „tak” właśnie pracuje… I to niekoniecznie musi być imię naszego byłego faceta, czy kochanka. Fantazjujemy o seksie z różnymi facetami, aktorami, muzykami. I cóż, pech, kiedy ta nasza fantazja dość mocno się w nas zakorzeni podczas seksu… I ups. Przyjaciółka marzyła o seksie z Ryanem Goslingiem. Cóż… jej mąż się trochę zdziwił, kiedy padło Ryan… Musiała dość długo zapewniać i udowadniać, że przecież to tylko myśl i że porównywanie go do Ryana – ba a nawet pomylenie go z nim, to powinien być komplement… Cóż… on miał trochę odmienne zdanie.

„Mój były mówił, że jestem świetna. Miał rację, prawda?”

Hmmm… To usłyszał kumpel od koleżanki z pracy, którą co prawda zbyt długo podrywać nie musiał, ot pocieszał ją po rozstaniu i tak się złożyło, że ona chciała, by pocieszył ją także komplementując to, co mówił jej były facet… „Nigdy więcej z żadną kobietą po rozstaniu” – mówił i zawsze sprawdzał delikatnie, jak długo kolejna kobieta jest sama. „No wyobrażasz sobie, że ja ci mówię: moja była mówiła, że daję jej najlepszy orgazm – zgadza się, prawda?”. No nie wyobrażam sobie.

„To już? Nic nie czuję”

A facet wmawiał sobie, że to nie rozmiar się liczy. I słusznie sobie wmawiał, ale jak słyszy coś takiego, to ona z pewnością już nic więcej nie poczuje. Co prawda działa to w drugą stronę, znajomy znajomego kolejnego znajomego „którego na pewno nie znasz” (bo który się przyzna, że to go spotkało) odciął się takiej pani: „A może warto by poćwiczyć mięśnie Kegla”… Cóż. Lepiej uważać na to, co się mówi…

„Niespodzianka”, powiedziała

A ja płakałam ze śmiechu widząc ją w przebraniu pokojówki i jego kompletnie zdezorientowanego. „No co, chciałam coś urozmaicić, zrobić mu niespodziankę” – tłumaczyła też się śmiejąc, choć wtedy zażenowana reakcją, bo jej mąż raczej się przestraszył, niż ucieszył z niespodzianki. Myślał, że coś z nim jest nie tak, że jej czegoś brakuje, więc wpadł od razu w dół. Kiedy sobie wszystko wyjaśnili – ona siedząc na łóżku w tym przebraniu ze szczotką do kurzy w ręce, dowiedziała się, że on ją kocha taką, jaką jest i nie chce jej w przebraniu. Ale z rozmowy wyszła propozycja spróbowania czegoś innego… Warto jednak pogadać od czasu do czasu niż zaskakiwać.

„Co się stało z twoim brzuchem?”

To usłyszał kolega od swojej już byłej żony. Pewnie dlatego opowiedział. Wieczór, sypialnia, seks, a on nagle słyszy: „Ej co się stało z twoim brzuchem”. Nie wiedział, o co jej chodzi, spojrzał przestraszony. Okazało się, że ona nagle zauważyła, że jego mięśnie nie są już tak widoczne jak wcześniej, że brzuch mu urósł: „Jakby wcześniej tego zauważyła” – burknął. Kumpela – podobna sytuacja, tylko, że z facetem, które znała kilka miesięcy: „Ale masz cellulit” – powiedział… „Wiesz, żeby on był chociaż Bradem Pittem, ale nawet koło nie stał”. I tak zakończył się ledwo co rozpoczęty romans.

Może uwagi co do wyglądu zostawić poza łóżkowe klimaty i dać komuś delikatnie do zrozumienia, że powinien o siebie zadbać.

„To już?”

Na to pytanie oburzają się faceci, ale ja ze swojej babskiej strony je rozumiem. Bo żaden dojrzały facet chcący zaspokoić swoją partnerkę nie pozwoli, by ona takie pytanie zadała, a jeśli już musi zadać  – niech to ona lepiej ucieka, niż on się obraża.

„Na pewno miałaś orgazm?”

W tym zestawie przypomniała mi się przyjaciółka ze studiów, która po seksie zawsze słyszała: „Ale na pewno”. „Ku*wa mam się drzeć, wić, piszczeć, płakać?” – pijana dawała upust swojej złości. Wiadomo, że każdy orgazm przeżywa na swój własny sposób, a jak ktoś spodziewa się fajerwerków, to może się zdziwić, tak jak partner przyjaciółki. W końcu go zostawiła i temat nigdy nie wrócił w naszych rozmowach – chyba nie musiała udawać, a może dopiero później miała orgazm naprawdę?

„Jesteś zboczony”

To częsta reakcja kobiet na męskie propozycje, które nie są wcale jakieś perwersyjne. To takie: spadaj, nie mam zamiaru robić z siebie dziwki. I jemu wszystko opada, dosłownie. „Nuda, jedna wielka nuda” – powtarzał mój przyjaciel, który w końcu zdradził żonę tłumacząc się właśnie tym jej pojęciem „zboczenia”. Rozumiem urażoną dumę, ale może tak najpierw lepiej porozmawiać, a nie zdradzać…

A wam, no dobra waszym znajomym, jaka sytuacja kompletnie odebrała ochotę na seks?

P.S. Zadzwonił do mnie właśnie kolega i pyta, o czym piszę. Odpowiadam, a on, że koniecznie muszę dopisać, żeby nigdy nie mówić: „Obetnij paznokcie” – bo on właśnie po tym zdaniu zakończył wczoraj jeszcze dobrze nierozpoczęty seks. „Nie mogła mi powiedzieć, nim poszliśmy do łóżka?!?”.


Lifestyle Związek

Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Dlaczego boimy się zmian?

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
1 sierpnia 2016
Fot. iStock / frankiefotografie

Na świecie podobno tylko jedna rzecz jest pewna – zmiana. Nieustannie zmienia się środowisko naturalne, panujące obyczaje czy aktualna moda. Nawet nasze ciało zmienia się niezależnie od nas i co siedem lat wszystkie komórki organizmu zostają zastąpione przez nowe. Skoro zatem ta zmienność jest naturalnym zjawiskiem, nie powinna być dla nas niczym dziwnym i strasznym. A jednak… zmiany potrafią przerażać i cholernie boleć, a my często nie jesteśmy do nich pozytywnie nastawione. Dlaczego tak się dzieje?

Do zmian trzeba dojrzeć

Zmiany tylko pozornie wydają się proste. I nie mówię tutaj o przemeblowaniu, nowej fryzurze czy zrobieniu zakupów w innych niż zawsze sklepie, ale o przeobrażeniu całego życia i totalnej reorientacji. W filmach bohater pod wpływem jednego zdania albo spotkania odpowiedniej osoby decyduje się na porzucenie dawnego życia, pakuje swój dobytek w jedną walizkę i wyrusza z uśmiechem w nieznane, ku lepszemu. W realnym życiu bywa jednak nieco trudniej, bowiem do zmiany trzeba najpierw wewnętrznie dojrzeć. Większość z nas jest trochę jak inżynier Mamoń z „Rejsu”- lubimy to, co dobrze znamy. I nic w tym dziwnego, bo znane jest pewne, bezpieczne, nie szokuje i nie skrzywdzi. A nowe… nowe to wielka niewiadoma, nieodkryty ląd i potrzeba nie lada odwagi, by po nie sięgnąć.

Jest dobrze, nie trzeba psuć

Bywa tak, że chcemy coś odmienić w naszym życiu (lub w samych sobie), wręcz pożądamy czegoś zupełnie innego, nowego, ale nie robimy nic by wymarzoną zmianę wprowadzić. Co nas powstrzymuje i przeszkadza nam w transformacji i ewolucji? Z pewnością sprawy nie ułatwia poczucie odpowiedzialności za rodzinę, partnera, dzieciaki – zmiana w naszym życiu będzie miała wpływ także i na naszych bliskich, więc boimy się zaryzykować i postawić na szali ich dobro i komfort życia. Stabilność, bezpieczeństwo finansowe, przewidywalność – oto czynniki, które niejednokrotnie są dla nas ważniejsze od ambicji, marzeń i potrzeb własnych.

Przeszkadzają nam także drzemiące w nas przekonania i dobre rady płynące od życzliwych (lub raczej „życzliwych”). Od wyrażenia „trawa zawsze wydaje się bardziej zielona gdzie indziej”, poprzez rady „siedź tam, gdzie ci dobrze i nie psuj”, aż po powiedzenie „lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu” – każda z nas nie raz usłyszała te lub podobne słowa, która miały na celu odwieść nas od podjętej decyzji i powstrzymać zmianę. Często nie opieramy się zbytnio i nie protestujemy, bo opuszczenie strefy komfortu to dla większości z nas nic przyjemnego.

I tutaj dochodzimy do kolejnej przeszkody – strachu. Strach przed porzuceniem dawnego życia i przed porażką w tym nowym jest tak wielki, że paraliżuje nas i powstrzymuje przed działaniem, swym cieniem przykrywa nasze chęci i zabija wewnętrzną motywację do zmian. I chciałabym czegoś innego, i boję się po to sięgnąć, więc trwam w tym, co jest. Porzucić to, co znane, pewne i bezpieczne na rzecz nowego, wymagającego dopiero zbadania i często nieprzewidywalnego? Kto by się na to zgodził!

Ryzyk-fizyk

A jednak wielu ludzi decyduje się na wprowadzenie zmian lub nawet odwrócenie swojego życia o 180 stopni. Porzucają wygodne korporacyjne posady, przeprowadzają się na drugi koniec świata lub zaszywają gdzieś na bieszczadzkim odludziu, otwierają własny biznes, odchodzą od wieloletniego partnera, z którym łączą ich jedynie wspomnienia i kredyt we frankach. Skąd w nich ta odwaga i motywacja? Odpowiedź brzmi: z wnętrza samego siebie. Bo do Zmiany ( takiej przez duże Z) nie wystarczy inny adres, nowa posada i odmienny styl życia – to tylko ostateczny efekt tego, co wcześniej zadziało się w naszej tożsamości, światopoglądzie i sposobie myślenia, skutek głębokich przemyśleń, refleksji nad życiem i odwrócenia się priorytetów, modyfikacji w wyznawanych wartościach.

Fot. iStock / golubovy

Fot. iStock / golubovy

Nie bój się zmian!

Utrata pracy, zdrada partnera, śmierć bliskich, bankructwo – czasami okoliczności decydują za nas o reformach i nowej jakości życia. Nie czekaj jednak aż dopadnie cię los i zmusi do zmian! Jeśli męczysz się w swojej pracy, tkwisz w toksycznym związku, czujesz się wykorzystywana przez przyjaciół lub po prostu, jesteś nieszczęśliwa, to nie ma na co czekać – marzenia same się nie spełniają, marzenia się spełnia. Każda zmiana wiąże się z dyskomfortem, ale istnieją sposoby na to, by odczuwać go nieco mniej.

mów rozwój zamiast zmiana – już samo słowo „zmiana” może przerażać i napawać nas lękiem. Zamień je na wyrażenia takie jak: nowe możliwości, inna droga, rozwój.

ustal swoje cele – wypisz je na kartce, sporządź listę i powieś ją w widocznym miejscu by przypominała i motywowała. Pamiętaj, by twoje cele były realne i możliwe do realizacji.

przyjmij metodę małych kroczków – radykalna zmian i odwrócenie życia do góry nogami może się udać, ale pewniejsza jest metoda małych kroczków i dążenia do celu etapami. Daj czas samej sobie i swoim marzeniom, nie śpiesz się, nie wymagaj od razu spektakularnych efektów.

wizualizuj swoje nowe życie – karm swój umysł obrazami sukcesu i zaprogramuj go na powodzenie i wygraną. W ten sposób nastawisz się na działanie w odpowiednim kierunku.

zadbaj o odpowiednie wsparcie – otaczaj się ludźmi, którzy cię motywują, myślą pozytywnie i wspierają. Nieżyczliwym, pesymistom i wiecznym maruderom powiedz do widzenia.

doceniaj sama siebie – czerp siłę z tego, co już dokonałaś, dostrzegaj nawet najmniejsze postępy i osiągnięcia, mów o sobie pozytywnie, a wszelkie niepowodzenia traktuj jako cenne lekcje, a nie porażki i katastrofy.

Zmiana jest jedną z nieodłącznych cech życia, bez niej nie ma mowy o rozwoju i postępie. Łatwo powiedzieć, by się jej nie bać, trudniej jednak radę tę wprowadzić w życie. Powiem więc coś innego – nawet jeśli boicie się zmiany nie rezygnujcie z niej. Mamy tylko jedno życie, więc warto przeżyć je tak, jak chcemy. Więcej odwagi – wszak kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.


Zobacz także

Dlaczego odmawiamy seksu? Po pierwsze dlatego, że mamy do tego prawo, tak jak do tego, by seks był lepszy

Papryka faszerowana - mięsem mielonym, warzywami, pieczarkami, fetą

Papryka faszerowana – pięć przepisów na sycące i pyszne dania dla wegetarian i mięsożerców

Jak nosić białe dżinsy, kiedy masz kilka kilogramów więcej? Poznaj kilka zasad, dzięki którym będziesz wyglądać kobieco i seksownie