Związek

W co dziś gramy? Co najczęściej usłyszysz podczas małżeńskiej kłótni?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
2 listopada 2015
Fot. iStock
 

Czy tego chcesz, czy nie, podczas sprzeczek, kłótni czy nieco bardziej zdecydowanej wymiany zdań, ze swoim partnerem komunikujesz się w pewien schematyczny sposób. Gry małżeńskie to takie połączenie emocjonalnego judo i szachów. Choć rzadko kiedy sobie to uświadamiamy,  są naszym chlebem powszednim. Gramy w nie wszyscy, z czasem osiągając nawet mistrzowski poziom.  Ale właściwie dlaczego ?Czy nie lepiej mówić sobie wszystko wprost? Żeby to było takie łatwe… Po co się zatem wysilać,  gdy zamierzony cel można osiągnąć dobrze sprawdzonymi, stosowanymi od lat metodami?

Podczas dyskusji manipulujemy słowem z różnych powodów: żeby wpłynąć na naszego partnera; potwierdzić swoje wyobrażenie o nim; zrzucić na niego całą odpowiedzialność za problemy w związku; zyskać jego zainteresowanie; a czasem po prostu doprowadzić do konfrontacji, by „coś się zaczęło dziać” (ach, ta nuda!).  A jakie zdania padają wówczas najczęściej?

1. Ty mnie wcale nie kochasz. Ja cię już w ogóle nie interesuję!

Oświadczenie kluczowe w każdej dyskusji, bo stanowi (przynajmniej w założeniu) jej punkt zwrotny. Gdy argumentów brak, należy wytoczyć najcięższe działo. To, obliczone na wzbudzenie litości, żalu, a przede wszystkim – poczucia winy. Wypowiadając je liczymy na natychmiastową reakcję naszego ukochanego. Na potok zapewnień, że to nieprawda. Choć tak naprawdę jesteśmy pewne jego miłości, oczekujemy wyznań „tu i teraz”. Efekt natomiast zazwyczaj jest odwrotny od zamierzonego. Zirytowany i zniecierpliwiony On zapyta po prostu: „Ale o co ci właściwie chodzi?!”. W tej sytuacji możesz się już tylko rozpłakać. I masz swoje oczekiwane poczucie winy. Szkoda tylko, że wymuszone. A kwestia sporna nadal nie została rozwiązana, prawda?

2. Czyli uważasz, że jestem gruba/niemądra/infantylna itd.

Kolejne zdanie obliczone na wywołanie w Nim poczucia winy. Wyrwane z kontekstu słowa układasz w coś, co nigdy nie padło z jego ust. Teraz możesz już być nieszczęśliwa: twój partner chce cię upokorzyć. Czy takie było założenie? Szukałaś  potwierdzenia własnej wartości, ale na twoich zasadach. On tego nie zrozumiał. Popełnił niewybaczalny błąd.

A co w sytuacji jeśli on naprawdę „tak” uważa? Zadając swoje pytanie dajesz do zrozumienia, że nie powinien, że jeśli „tak” myśli, jest nielojalny, podły i nie potrafi cię wesprzeć w potrzebie. Stop! Zatrzymaj się. Czy przypadkiem nie wciągnęłaś go w tę grę by móc spokojnie dać upust swoim złym emocjom? By móc przyjąć rolę ofiary?

3. No, chyba nie jesteś zazdrosna!

Na spotkaniu ze wspólnymi znajomymi  pojawia się TA koleżanka. Twój mąż i ona zaczynają rozmawiać o pracy. Ty, zrezygnowana ustępujesz pola. Zamiast dobrze się bawić manifestujesz swoje cierpienie i rosnące niezadowolenie. Z miną umierającego kota informujesz męża, że właśnie wychodzicie bo nagle bardzo zle się poczułaś. W rzeczywistości  wolisz się użalać nad sobą i wyobrażać różne niestworzone historie niż wziąć się w garść i po prostu dobrze bawić. Kiedy z jego ust pada TO zdanie, wiesz, że trafił w sedno. Oboje wiecie. Ale ty w się w życiu nie przyznasz. Do domu wracacie oboje w fatalnych nastrojach. A przecież miało być zupełnie inaczej. Popracuj nad poczuciem własnej wartości.

4. Dobrze już! Jeśli nie chcesz, to nie wyjdę!

Zrobię to dla ciebie, poświęcę się. Zostanę. Zobacz, jaki jestem wspaniałomyślny. O co ta cała awantura? Nie, naprawdę, to nie jest dla mnie żaden problem. To nic takiego…

Skoro tak,  to dlaczego obnosisz się tak z tą swoją zawiedzioną miną? W głębi duszy już planujesz odwet. Następnym razem, kiedy ona będzie chciała wyskoczyć gdzieś koleżankami, rozchorujesz się ciężko na przeziębienie.

5. Gdyby nie ty…

Mogłabym/mógłbym wszystko. To przez ciebie nie spotykam się ze znajomymi, nie dzwonię do matki, nie zostałem klubowym piłkarzem z międzynarodową karierą. Jednym słowem, związek z tobą to kula u nogi. Kto usłyszał choć raz, wie jak mocne emocje wywołuje to zdanie. Co ciekawe, ze zrzucaniem na swoją drugą połówkę winy za życiowe i towarzyskie niepowodzenia spotkamy się o wiele częściej u panów niż u pań.

Zapewne życiowe doświadczenie podpowiada wam dużo więcej podobnych zwrotów, zdań i zarzutów. Być może każda para ma swój ulubiony zestaw powiedzonek i swoje własne rytuały dotyczące gier małżeńskich. Warto sobie to uświadomić i na spokojnie przyjrzeć się komunikacji w swoim związku. Zbyt wiele czasu  i energii zajmuje nam ciągła walka o wątpliwą „wygraną”.


Związek

Regeneracja paznokci – to musisz wiedzieć

Monika Głuska-Bagan
Monika Głuska-Bagan
3 listopada 2015
Fot. iStock
 

Paznokcie na pokaz

Moje paznokcie i skóra dłoni nie wyglądają najlepiej, łatwo zauważyć na nich ślady po upalnym lecie. Słońce zapewnia ładną opaleniznę, ale nadmierne promieniowanie UV powoduje też żółknięcie paznokci, nie służą im używane latem kolorowe lakiery, ani morskie kąpiele. Najczęstszy problem to przesuszone paznokcie – łatwo się łamią, rozdwajają, kolejny – depigmentacja płytki, wtedy na paznokciu można zauważyć kremowo-żółte plamy lub „pęcherzyki”. Postanowiłam właśnie teraz, przed zimnymi dniami, zregenerować i odżywić swoje dłonie i stopy.

Kuracja na miarę

Jeśli paznokcie są bardzo zniszczone najlepiej oddać się pod opiekę manikiurzystce. Jeden ze świetnie działających zabiegów, to japoński p-shine, odżywiający i wzmacniający paznokcie, idealny, gdy mamy problemy z łamaniem, rozdwajaniem lub cienką płytką. Zabieg polega na wcieraniu energicznymi ruchami pasty w naturalną płytkę oraz naniesienie na nią warstwy pudru. Technologia p-shine pobudza krążenie krwi, wzmacnia, przyspiesza wzrost, poprawia ukrwienie i zapewnia naturalny wygląd paznokci Zapobiega też rozdwajaniu się płytki.

Kuracja rewitalizująca to z kolei seria około pięciu wizyt u manikiurzystki, podczas których stosuje na całe dłonie maski, peelingi i masaże. Skutek to usunięcie przebarwienia płytki paznokciowej, rozjaśnienie i wygładzenie. W trakcie kuracji zalecany jest mniej inwazyjny manicure „na ciepło” lub spa, który zwiększa efekt nawilżenia płytki paznokciowej i skóry rąk. Bardzo pomocne są też zabiegi parafinowe dla dłoni i stóp, które intensywnie nawilżają, zatrzymują wodę w skórze i paznokciach. 

Noś klapki!

Jeśli jesienią wciąż chodzisz  na basen, pamiętaj,  że w takich miejscach łatwiej o zakażenie grzybicą. Gdy zauważysz przebarwienia skórne, pieczenie i swędzenie, stany zapalne bądź niepokojące zmiany na płytce paznokciowej (np. brunatnienie paznokcia, nienaturalne bruzdy, oddzielenie się płytki od łożyska – pusta przestrzeń pod płytką) powinnaś, jak najszybciej pójść do dermatologa. W przypadku grzybicy lekarz przepisze leki hamujące rozwój grzybów, bakterii i drobnoustrojów. W aptekach dostępne są preparaty profilaktyczne chroniące przed grzybicą: pianki, żele, aerozole, płyny i kremy. Pamiętaj też o noszeniu na basenie własnych klapków.( klapek?) 

Na cytrynowo

Chcesz sama zintensyfikować efekty kuracji, nie zaszkodzi, gdy wspomożesz ją domowymi sposobami. Do miseczki zetrzyj ma tarce świeży ogórek, dodaj połówkę pokrojonej drobno cytryny i dwie łyżki startego jabłka. W przygotowanej mieszance mocz palce około 15 minut, zabieg powtarzaj co kilka dni przez miesiąc. Efektem będą dużo jaśniejsze, elastyczne i odżywione paznokcie. Przy poważniejszych uszkodzeniach takich, jak rozwarstwienia, czy brak elastyczności, korzystaj z witaminowych suplementów, zawierających A, B7, C i E. Pamiętaj też o dawce protein (duża zawartość białka w diecie) oraz cynku. W salonie takie uszkodzenia usuwane są mechanicznie pilnikiem i peelingiem, następnie nawilżane i natłuszczane. Po takim zabiegu powinno się stosować odżywki nawilżające z serii hydro-therapy, indywidualnie dobrane do typu paznokci.

Nie zapominaj o pielęgnacji dłoni i stóp nawet, jeśli nie masz problemów. Regeneracja paznokci przyda się każdemu. Podstawowe zasady codziennej pielęgnacji to: tłuste kremy, emulsje do nawilżania skórek, kremy i maści z witaminą A. Wcieraj w płytkę paznokciową i skórki oliwkę (olej rycynowy, oliwa z oliwek, oliwa z dodatkiem olejków eterycznych, np. cytryna, grejpfrut) i zrezygnuj z metalowego pilnika.


Związek

Osierocone dzieci radzą sobie tylko w bajkach. Nie milcz

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
2 listopada 2015

„Nie opowiadaj tego teraz. Mamy sobotni miły wieczór”- usłyszałam kiedyś, gdy zaczęłam opowiadać o lęku przed osieroceniem swoich dzieci. „Jesteś głupia. To się na pewno nie zdarzy” – inny komentarz.”Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać. Przestań” – moja kuzynka. Nie lubimy rozmawiać o rzeczach trudnych. Najtrudniejszych. Nie umiemy. Zamiast słów wybieramy milczenie.

„Co pół godziny w Polsce jakieś dziecko traci rodzica” – mówi spot kampanii „Hospicjum to też Życie” prowadzonej w tym roku pod hasłem: „Dzieci radzą sobie tylko w bajkach. Pomóż osieroconym dzieciom”. Co pół godziny świat czyjegoś dziecka zmienia się na zawsze. Co pół godziny jakieś dziecko bardzo potrzebuje pomocy.

„Jemu umarła matka”- szepczemy na widok 7-latka, którego historią żyje całe środowisko. Z bezpiecznej odległości obserwujemy jego zachowanie. Czy płacze, czy bije, czy krzyczy, czy się izoluje, czy je, czy śpi, czy oddycha. Rzadko kiedy zbliżamy się do tej rodziny, by zapytać, czy można jakoś pomóc. Zabrać do siebie na weekend, by oderwać dziecka myśli. Zabrać też po to, by drugi rodzic mógł w spokoju płakać, nie robić nic, gdy nie ma na to siły. Zapytać, czy pomóc z odwożeniem na zajęcia, organizacją życia, które najpewniej jest teraz chaosem. Zapytać o to, czy czegoś nie kupić, wspomóc finansowo. Albo też zapytać, czy chce porozmawiać, gdy jesteśmy trochę bliżej. Każdy gest, nawet ten odepchnięty, jest ważny. Każdy gest daje sygnał tej rodzinie, że nie są sami.

Dzieci mają najtrudniej. Najczęściej tracąc jednego rodzica, tracą też drugiego, który emocjonalnie na jakiś czas nie jest dostępny. Ich poczucie osierocenia jest więc jeszcze silniejsze. Przeżywają podwójną żałobę: za kimś kogo nie ma i za kimś, kogo nie ma, mimo iż jest. Często inni dorośli wokół też milczą. Czasami dlatego, że nie chcą powiedzieć prawdy o śmierci rodzica. Czasami, bo rozumieją rozmawianie jako rozdrapywanie ran. Czasami wmawiają sobie, że dziecko, które radośnie bawi się z rówieśnikami, nie przeżywa żałoby. Myślą, że największym sprzymierzeńcem dziecka jest mijający czas, nie oni. I to jest wielka nieprawda.

Dziecko musi rozumieć, co się dzieje wokół niego i przede wszystkim, co się wydarzy. Oprócz bólu i tęsknoty najczęściej odczuwa też lęk. Bo w jego percepcji od tego momentu wszystko się zmienia. Dorośli, atmosfera, zwyczaje, rytm życia. Ono nie rozumie, że chaos jest tymczasowy i wiele spraw wróci do normy. Wyobraża sobie najczęściej, że jego świat już taki będzie. Tonący we łzach, samotny. Dlatego właśnie tak bardzo potrzebuje nawoływawczy do życia. Tych dorosłych, którzy mając więcej dystansu i siły pokażą mu, że śmierć rodzica wiele zabiera, ale nie zabiera wszystkiego. Zostaje miś, przyjaciele, hulajnoga, ukochana pani od polskiego i wiele osób do kochania. Dziecko musi dostrzec nadzieję.

Wszystkie osoby, które są dorosłe i które straciły rodzica – są wyjątkowe. Mają wyjątkową wrażliwość i siłę. Mają siłę swoich rodziców. Tak, zmierzają się ze swoją żałobą całe życie. Tak, ich rodzicielstwo  jest kolejnym spotkaniem z rodzicem. Ale wszyscy oni mówią, że przetrwały, bo znalazła się wokół nich przynajmniej jedna osoba, która nie milczała. Nie odeszła. Pomimo tego, że powtarzały: „Nie kocham cię”, krzyczały: „Nigdy nie będziesz jak moja mama”, prosiły: „Zostaw mnie”. Ktoś mądry obok pozwalał im odejść na bezpieczną odległość, będąc czujnym gdyby wróciły.

Co pół godziny jakieś dziecko traci rodzica. To mogę być ja albo ty. Nie oszukujmy się, że jesteśmy poza zasięgiem choroby i śmierci. Jedna z moich koleżanek odkryła guz na jajniku (kolejny). Jeśli ktoś kocha życie, to ona. Już raz ledwo przeżyła, jak to możliwe, że znów będzie musiała walczyć?! To samotna matka z 10-letnią córką. Czy siedząc z nią wyobrażałam sobie, co by było gdyby…? Tak. I patrzyłam na to dziecko myśląc tylko o tym, by nigdy nie milczeć. I patrzyłam na swoje dzieci myśląc o tym, żeby nigdy nie zostały same. Że już dziś proszę wszystkich swoich bliskich: nie milczcie.

„Życie to nie bajka”- mówi hasło kampanii. A dzieci nie żyją w bajkach. Osierocone dzieci potrzebują jednak tej iskierki magii, która pozwoli im odzyskać nadzieję. To nie jest zresztą takie trudne. Dzieci i nadzieja to synonimy. Dzieci wierzą najdłużej. Nie musisz być psychologiem. Nie musisz być pedagogiem. Ani terapeutą. Wystarczy, że byłeś czyimś dzieckiem albo jesteś czyimś rodzicem- by zrozumieć, że możesz pomóc.

Udostępnij spot Kampanii i pomyśl, co możesz zrobić jeszcze (więcej informacji znajdziesz na stronie www.tumbopomaga.pl).

Pomóż osieroconym dzieciomKopciuszki, sierotki Marysie, Jasie i Małgosie są wśród nas, nie tylko w bajkach. XII kampania społeczna Fundacji Hospicyjnej „Hospicjum to też Życie” przypomina, że dzieci po stracie kogoś bliskiego, zepchnięte na margines życia, same sobie nie poradzą. Bez wsparcia socjalnego i psychologicznego ich bajka może nie mieć happy endu. Pomóż osieroconym dzieciom, wejdź na www.funduszdzieci.pl, zobacz jak pomóc na www.tumbo.pomaga.pl.Spot powstał dzięki uprzejmości firmy Universal oraz Paris Music, udźwiękowienie – Filip Kuncewicz Audiorepublica#XIIkampaniaspoleczna #pomozosieroconymdzieciom #funduszdzieci #tumbopomaga #sloniktumbo #dzieciradzasobiesametylkowbajkach

Posted by Słonik Tumbo on 29 październik 2015

 

Jestem Ambasadorką tej pięknej akcji. Nie milczę. Ty też nie milcz.


Zobacz także

Głodni miłości kochają przez chwilę, nie wiążą się na stałe. Nie uratujesz ich swoim uczuciem

Głodni miłości kochają przez chwilę, nie wiążą się na stałe. Nie uratujesz ich swoim uczuciem

Co powinnaś zrobić, jeśli twój partner chrapie?

11 znaków, że twój facet szuka sobie nowej partnerki