Seks

Wstyd, blokady, a jednocześnie egoizm. Czy naprawdę jesteśmy kiepskimi kochankami?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
24 lipca 2022
Fot. iStock/grinvalds
 

Moja przeciętna kochanka. Nienawidzi swojego ciała, wstydzi się go. Jednocześnie chce, żebym się skupiał tylko na niej. Może źle trafiłem, ale naprawdę kobiety, z którymi sypiałem wcale nie było takie świetne w łóżku.

To historia mojego kolegi. Lat 40 (więc może to i kwestia pokolenia). Napisał do mnie kilka dni temu. „Rzucił mi się dziś w oczy tekst o tym, jak to kobiety są wreszcie wyzwolone, nie muszą udawać orgazmów, są w łóżku wolne i tak dalej. Nie muszą zadowalać dupków. Skąd tyle agresji? Rozumiem, tysiące lata trwania patriarchatu, ale sorry dziś jest 21 wiek. Mężczyźni nie chcą, żeby ich partnerka udawała orgazmy. Dlaczego ma być niespełniona? Zresztą powiedzmy sobie szczerze, wiele kobiet ma wielkie oczekiwania, a to nie zawsze działa w drugą stronę i nie chcę, żeby to brzmiało, jak lincz, żalenie się. Po prostu nie zachowujemy się wobec siebie sprawiedliwie. Teraz tylko czytam, że faceci są ci źle, a kobiety? No genialne zawsze”.

Pisaliśmy ze sobą kilka dni tocząc gorącą dyskusje, jakie błędy popełniamy i kto tak naprawdę teraz cierpi. Mój kolega opisał i zgodził się opublikować cztery opowieści o swoich eks.

Karolina. Była żona

Pierwszy poważniejszy  związek, poznaliśmy się w klasie maturalnej, na imprezie u znajomych. Byłem jej pierwszym kochankiem. Przez ileś lat było cudownie. Namiętnie. Tak, miała w łóżku opory. Wstydziła się swoich ud, choć miała piękne. I nie chciała się zgodzić, żebym jej zrobił ustami. Często gasiła w pokoju światło. Dla mnie to było niebywałe. Tak, obwiniałem o to jej wcześniejszych chłopaków. Jeden powiedział, że ma duże wargi sromowe, a drugi rzucił ją, bo, jak stwierdził woli jednak szczupłe laski.

Pobraliśmy się, urodziło nam się jedno dziecko, drugie. Zszedłem na dalszy plan. Powiecie, że normalne. Ale dlaczego normalne? Mieliśmy chętnych do pomocy rodziców, marzyli, by zostać z dziewczynkami na weekend, czy zabrać ich choć na jedno popołudnie. Nie, to nasze dzieci. Nigdzie nie będziemy ich podrzucać.

Potem ona zaczęła z dziewczynkami spać. Ponoć za bardzo chrapałem. Okej. przeniosłem się do innego pokoju. Ale oddalała się coraz bardziej, mało seksu, jeśli już inicjowałem, było słabo. Żona nic nie robiła dla mnie. Leżała. Minął wstyd, zaczął się egoizm. Głupio mi było powiedzieć wprost: „Pomyśl też o mnie”. Myślałem, że taki czas. Ale on nie minął.

Do tego lekka nadwaga zamieniła się w otyłość. I w ogólne zaniedbanie: nieogolone nogi, włosy spięte w kitkę, dresy. Zacząłem się odsuwać, flirtować z koleżankami w pracy. Wtedy miała pretensję: olewam ją, nie dbam o nią. Ale to, że ona nie dbała o mnie to było w porządku? Przybywało kłótni, konfliktów, zaczynaliśmy się nienawidzić. Gdy zaproponowałem rozwód, na początku się zgodziła, a potem przez miesiące robiła afery, że jestem zdrajcą i oszustem.

Raz w życiu gadałam o tym z kumplami. Usłyszałem, że nie jestem wyjątkiem, a takich historii jest mnóstwo tylko nie wszystkie kończą się rozwodem.

Marta. Pierwsza partnerka po rozwodzie

Seks na początku obłęd. Pasja, namiętność. Skończyło się po kilku miesiącach, ciągle bolała ją głowa. Z kobiety, która kochała się w aucie, w lesie, w kinie– zamieniła się w osobę, która w ogóle nie potrzebuje seksu. Albo potrzebuje go, gdy chce coś załatwić. Odwieziesz jej córkę na obóz tenisowy 300 km? W nagrodę seks. Zapłacisz za jej studia podyplomowe? W nagrodę seks. W normalnych, codziennych sytuacjach:  boli ją głowa,  ma dużo pracy. Tak wiem, że coraz częściej kobiety mówią, że mężczyzna odmawia seksu. To więc chyba każdy z nas czuje, jak to jest się czuć tak odrzucanym ileś razy. Przestajesz inicjować, oddalasz się. A potem znów pretensje, że odchodzisz. Bo co? Nie chcesz tkwić w związku, gdzie nie możesz dotknąć swojej kobiety? Po co w ogóle tkwić w czymś takim?

Kamila. Druga partnerka

Tu od razu było słabo. Myślałem, że to zmienię, otworzę ją. Szczególnie, że charakterologicznie byliśmy dobrani świetnie. Wspólne pasje, długie rozmowy, wyjazdy. Byłem bardzo długo cierpliwy. W końcu ona przyznała, że nie lubi seksu, wcale nie potrzebuje tego do życia. I czuje się przeze mnie osaczona. Dlaczego nie powiedziała mi tego na początku wprost? Pewnie powinienem wyczuć, nie angażować się. Ale co by to było, mówię, że się wycofuje, bo dziewczyna nie chce seksu? Podły taki gość, drań.  Na szczęście rozstaliśmy się polubownie, wciąż się kumplujemy.

Iza. Kochanka

Chciałem odpocząć od związków, ona twierdziła, że ich nie szuka. Umówiliśmy się tylko na seks. Mnie było świetnie. Gadaliśmy o tym: że taka chemia, rozwala nas na atomy i jest genialnie. Tyle że moja kochanka nagle zaproponowała, że jednak chce czegoś więcej. „Nie tak się umawialiśmy” rzuciłem szczerze. Awantura, wściekłość, wywalanie rzeczy, które u niej zostawiłem. I na koniec słowa: „Byłeś chujowy w łóżku„, „Nigdy nie miałam z tobą orgazmu”. Założyłem, że to prawda– dlaczego miałaby kłamać. Pytam więc: dlaczego mówiła, że jest genialnie? Po co? Poczułem się, jakby ktoś zapodał mi wielkiego kopniaka w tyłek i jeszcze do tego przywalił w gębę.


Seks

„Pospiesz się, cholerny gnoju”. Do ojca, który urządzał swojemu synowi awantury w sąsiednim namiocie

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
25 lipca 2022
fot. Michał Parzuchowski/Unsplash
 

Człowieku, nie dość, że rozbiłeś namiot swojej rodziny pół metra od mojego, to jeszcze zachowywałeś się, jakby jego ściany były ze stali zbrojonej. Nie wiem, czy brakowało ci wyobraźni, czy inteligencji. A może ty myślałeś, że nic nie słychać przez materiał namiotu? Pewnie przywykłeś, że zawsze drzesz się na swoją rodzinę i sposób, w jaki zwracasz się do syna i żony, uważałeś już za normalny. Ale normalnym on nie jest!

Zbudowałeś wokół swojego namiotu płotek z wysokiego parawanu. Taki, że nic nie było widać, co się u was dzieje. Ale słyszałam, że rano kopałeś w garnki i piłowałeś swoją paszczę. Bez przerwy. Robiłeś pauzę tylko wtedy, gdy jakimś cudem udało się już wam wyjść na plażę. Wtedy wszyscy wokoło czuliśmy ulgę, a gęsta atmosfera awantury i twojego wkurwienia i nabuzowania pomału ulatywała. Znów mogliśmy wszyscy odpoczywać, pić w spokoju herbatę, dyskutować. Po prostu odpoczywać.

Człowieku, tak nie wolno zwracać się do syna. Ty robiłeś mu jakąś koszmarną musztrę, darłeś się na niego dzień w dzień dosłownie o wszystko: że za wolno się rusza i ubiera, nie rozwiesił mokrych spodenek na sznurku, przewrócił kubeczek, nie poszedł z matką. Ciągle słyszałam: „Problem masz, żeby się psem zająć?!”, „Pospiesz się, cholerny gnoju”, „Zaraz dostaniesz w dupę”.

Najgorsze, że twojego dziecka nie było słychać. Ty zaczynałaś miotać się po namiocie od samego rana. Codziennie krzyczałeś na chłopca, który nic nie mówił, nic ci nie opowiadał. Niemy uczestnik twojego wkurwionego awanturowania się. Bulgotu, wkurzonego krzyku, jazgotu, powtarzanych z furią słów, inwektyw i fraz.

Kiedy go w końcu zobaczyłam, byłam w szoku. Chłopiec miał najwyżej pięć, może sześć lat. Drobny blondynek o słodkiej buźce. Smutny. Grzeczny. Cichy. Nieufny. Przestraszony ze spuszczoną głową, nie patrzył sąsiadom w oczy, tylko przemykał między namiotami. Pewnie się wstydził. Dzieci nie są głupie, wiedzą, że twoje awanturowanie niosło się po całym campingu. Może dlatego nikt się z twoim synem nie bawił? A może to on wstydził się nawiązać jakąkolwiek znajomość? Inne dzieciaki biegały roześmiane, psociły, zaglądały do namiotów sąsiadów, pytały mnie, czy mogą pogłaskać psa.

Twój syn sunął przez camping smutny, zawsze ze spuszczoną głową, niemo obserwujący swoje stopy.

Potem zaczęłam zastanawiać, gdzie jest ta jego matka, bo jej też nigdy nie słyszałam i nie widziałam. A przecież ty, krzycząc na chłopca, non stop powoływałeś się na nią: „Bo matka chciała, bo już cię trzy razy prosiła”. Ciągle wkurzałeś się, będąc poniekąd jej adwokatem: „Nie pomogłeś matce, nie poszedłeś z matką” Dlaczego ta kobieta nie przerwała tych awantur? Dlaczego nie stawała w obronie swojego dziecka, by miało normalne wesołe wakacje?

W końcu i ją zobaczyłam. Zmywała naczynia w publicznej kuchni na campingu. Drobna brunetka, zadbana, ale smutna. Chłopiec jej pomagał. Zastanawiałam się, czy do niej jakoś zgadać? Ale jak jej powiedzieć, że żyje w koszmarze? Pewnie dobrze o tym wiedziała, pewnie zdawała sobie z tego sprawę. Czy była zastraszana przez tego wiecznie wkurzonego faceta? A może było jakoś inaczej? Może to ona podburzała męża przeciwko synowi, bo przecież on zachowywał się jak jej adwokat z tym swoim: „Bo matka już trzy razy ci mówiła”. Czy ona przypadkiem nie przekierowywała agresji męża z siebie na dziecko? Czy w takich sytuacjach sąsiedzi powinni jakoś reagować? Nawet nie z powodu tego, że „podbuzowana” atmosfera w namiocie obok codziennie rano zwyczajnie nam wszystkim przeszkadzała, ale że tak blisko nas odbywała się zwykła przemoc na dziecku.

Kiedy kolejnego dnia znów słyszałam jak miotasz się przed namiotem i pohukujesz na syna, pomyślałam: dlaczego nie wstanę i nie powiem ci wprost: „Kolego, tak nie wolno odnosić się do dzieci. Przestań. To przemoc!” Przecież jak ktoś głośno słucha radia, nie mam z tym problemu, by zwrócić mu uwagę. Potrafię w środku nocy wstać i iść do ogniska, by powiedzieć młodzieży, by przestali krzyczeć, bo wszyscy już chcemy spać. Dlaczego więc nie staję w obronie tego chłopca?

Oczywiście wiem dlaczego! W głowie mam jedno zdanie: „To nie twoja sprawa!”
Zastanawiam się, czy faktycznie sposób wychowywania dziecka, traktowania go w domu jest prywatną sprawą rodzica? Dziś myślę, że powinnam jednak coś zrobić dla tego chłopca. Może ty przegoniłbyś mnie na cztery wiatry? Może obraziłbyś mnie jednym ze swoich przekleństw? A może zwyczajnie zawstydziłbyś się i choć na chwilę dał temu dziecku święty spokój? Bo nie jestem naiwna i nie wierzę, że zmieniłbyś swojego podejście do rodziny.

Ta historia wydarzyła się trzy lata temu, a ja wciąż pamiętam twarz tego smutnego chłopca. Dziś już reaguję. Z zasady. Liczę się z tym, że mogę zostać zbluzgana i nawyzywana od wścibskich bab. Trudno! Uważam, że jeśli potrafię zwrócić uwagę komuś, by na campingu przyciszył muzykę, to moim obowiązkiem jest też zwracać uwagę, by nie krzyczeć na dziecko. Przemoc to nie tylko bicie, dawanie klapsów i szarpanie. Przemoc to także wyzywanie, musztra, dręczenie słowami i zalewanie dzieciaka dzień w dzień swoim podłym humorem.


Seks

Ta podstępna platoniczna miłość. Kiedy „nic wielkiego” zaczyna być problemem

Redakcja
Redakcja
23 lipca 2022
platoniczna miłość
Fot. Priscilla du Preez/Unsplash

„Nic się nie dzieje, przecież my tylko rozmawiamy, tylko się lubimy, przecież nigdy nie posunęlibyśmy się dalej…” Jeśli zdarzyła się wam miłość platoniczna,  być może doświadczyliście tego uczucia, gdy „czysta, niewinna” emocja zaczyna ewoluować w kierunku seksualnego przyciągania, kiedy to sprawy wymykają się spod kontroli. Czy miłość platoniczna może być niebezpieczna? Owszem. Kiedy jesteś w związku, lepiej nie ryzykować. Nie oburzaj się na partnera, który zwraca ci uwagę na to, że twój najlepszy przyjaciel „dziwnie” na ciebie patrzysz, a ty „dziwnie” się zachowujesz w jego towarzystwie.  Zastanów się, czy wasza relacja nie zmienia się w coś bliższego, w potrzebę dotyku i czułości. Bo stąd tylko krok do zdrady. 

Kiedy uczucie platoniczne wymyka się spod kontroli? Jest kilka sygnałów alarmowych, które mogą cię zaniepokoić. Najczęściej sama intuicja podpowiada ci, że wkraczasz w sferę ryzyka, bo:

Zaczynasz czuć się niezręcznie

Jeśli nagle w towarzystwie mężczyzny, którego dotąd „kochałaś jak brata” zaczynasz czuć się nieswojo, kiedy krępują cię jego spojrzenia, przypadkowe dotknięcia, jeśli nie czujesz się już tak swobodnie jak dawniej, zastanów się nad swoimi emocjami. Obserwuj swoje reakcje na jego widok i jego obecność. Intuicja cię nie zawiedzie, nie oszukuj tylko rozsądku. I oprzytomniej – czy naprawdę warto wszystko skomplikować?

Potrafisz sobie „to” wyobrazić

Można kochać kogoś intensywnie, ale go nie pożądać. Duchowe połączenie z taką osobą w zupełności nam wtedy wystarcza. Bywa jednak, że z czasem budzi się w nas namiętność w stosunku do osoby, która dotąd była dla nas atrakcyjna jedynie pod względem intelektualnym. Emocje i fizyczność zaczynają się wówczas na siebie nakładać i idealizujemy osobę oraz uczucie. Jesteśmy gotowi na fizyczną zdradę, a nawet jej chcemy. Wyzwanie okazuje się zbyt trudne. Fantazjujemy o realnym związku, o seksie, o pocałunkach. Zaczynamy mieć przed partnerem swoją „mała tajemnicę”.

Dążysz do ciągłego kontaktu

Jeśli zaczynasz spędzać z tą osobą coraz więcej czasu, jeśli nie możesz sobie wyobrazić, że wasz kontakt zostanie ograniczony lub całkowicie odcięty, jeśli myśl o tej osobie jest twoją pierwszą myślą po przebudzeniu, sprawa zaczyna wyglądać poważnie i nie ma co się dłużej oszukiwać – uczucie wymyka ci się spod kontroli i zaczyna tobą sterować. Nie jest już takie niewinne i niegroźne. Dokąd dasz się zaprowadzić? Ta miłość nadal może być platoniczną, ale równie dobrze może zamienić się w potrzebę fizycznego kontaktu i seksualnego spełnienia. To się dzieje zupełnie naturalnie, gdy dobrze się czujesz w czyimś towarzystwie.

Czujesz, że musisz wybrać

Bo porównanie do partnera nasuwa się samo. Wydaje ci się teraz, że musisz coś zdecydować, pójść w jakimś kierunku, zakończyć aktualny związek, byle tylko mieć czystą kartę i jak najszybciej zacząć nową relację z tym, kogo przecież znasz już jakiś czas.  Doznajesz olśnienia – może prawdziwa miłość zawsze była na wyciągnięcie ręki, tylko jej nie dostrzegałaś? Z jednej strony nie jest to więc szaleńczy krok w nieznane, z drugiej strony, nikt nie da ci gwarancji, że ryzyko związane z „rzuceniem wszystkiego” oraz złamanie partnerowi serca się, mówiąc brutalnie, opłaci. Często to, co wyobrażamy sobie jako doskonałe szybko okazuje się pełne rys i skaz. Związek, który jawi się nam jako perfekcyjny, wymarzony, w rzeczywistości nie ma racji bytu, a my nie jesteśmy w nim szczęśliwi.

Masz wrażenie, że ta miłość rozwiąże wszystkie twoje problemy

Ale miłość nie rozwiązuje problemów. Miłość nie temu służy. Ona może sprawić, że jesteśmy bardziej zmotywowani, szczęśliwi, że podejmujemy działania, które są dla nas dobre, które nam służą. Ale ślepe podążanie za uczuciem w oczekiwaniu, że od teraz wszystko samo zacznie się układać, jest emocjonalną „ślepą uliczką”, tworzeniem sobie samemu zależności, która może okazać się bardzo szkodliwa.

Pewne słowa nie powinny nigdy zostać wypowiedziane. Pewnych uczuć nie powinniśmy podsycać.


Zobacz także

Co się dzieje z penisem po seksie?

Liczy się technika, a nie rozmiar… Czy aby na pewno?

5 nieoczywistych zachowań, które podkręcą twój seksapil i libido. Przestań udawać, zacznij przyciągać facetów

7 mało oczywistych rzeczy, które zabijają erekcję. Lepiej, by panowie ich unikali