Seks

Dlaczego udajemy orgazm? Bo że czasami udajemy, cóż… zdarza się naprawdę najlepszym

Seksualnie
Seksualnie
14 września 2016
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

No dobra, wiemy, że nie orgazm czyni seks dobrym, ale na pewno lepszym. Wiemy już też, że nie zawsze orgazm jest w seksie potrzebny, czasami liczy się wiele innych jego aspektów. Bliskość, intymność. W końcu orgazm to nie wszystko. Niby. Niby mamy się nie przejmować, że go brak, zwłaszcza tego, który dotyka punktu G. Wiemy też, że orgazm można osiągać na różne sposoby, niekoniecznie wtedy, gdy on jest w środku i niekoniecznie z partnera udziałem…. To mit, na którym często budujemy wizję seksu idealnego.

Może dlatego tak często udajemy orgazm? Bo która z nas nie udawała? No chociaż raz drogie panie? Nie zdarzyło wam się?

Zrobiłam szybką kobiecą sondę mailową. Temat złapał, potraktowany z dystansem i śmiechem. Ale kilka jednoznacznych odpowiedzi padło.

Okazuje się, że jak już orgazm udajemy, to najczęściej robimy to:

Z nudów

Wiecie na zasadzie on wkłada, wyciąga, a ty gapisz się w sufit i myślami jesteś już zupełnie gdzie indziej – na pewno nie we wspólnej sypialni. Zamiast zacząć ziewać kilka razy wzdychasz głośniej i już. Po zawodach. Możesz zająć się bardziej dzisiaj interesującymi cię rzeczami.

Z braku czasu

Znacie to? Kiedy on krąży wokół, czai się zaczepia. A wy kompletnie nie macie głowy do seksu, no może jeszcze głowę tak, ale czasu za grosz. Bo zupę gotujecie na kolejny dzień, bo jeszcze musicie koszulki dzieciom wyprasować. Paznokcie do pracy pomalować, a on z tym seksem. Więc udajecie, że mega satysfakcję osiągacie przy szybkim numerku w łazience i spokojnie wracacie do swoich zajęć.

Z powodu innych planów

Chcesz obejrzeć film w telewizji, właśnie dzisiaj poczytać książkę, albo zadzwonić do przyjaciółki na długie wieczorne ploty. Ale czujesz, że seks wisi w powietrzu. Kiedy zaczynasz mieć świadomość, że może on znacznie się przedłużyć niż początkowo zakładałaś. Pach – orgazm. I po wszystkim. Dziękujemy.

Dla świętego spokoju

Żeby już przestał za nami chodzić z tymi proszącymi oczami, kiedy każda próba rozmowy sprowadza się do seksu. Myślisz – dobra, niech da mi wreszcie spokój. A że nie bardzo sama masz ochotę, to trochę poudajesz, co by on miał trochę satysfakcji, że przyłożył do tego wybraną część ciała.

Z litości

Brrr. Udawanie orgazmu z litości nie brzmi dobrze, ale okazuje się, że się zdarza. Bo nam go szkoda, że stara się i stara i nic mu nie wychodzi, my nawet nie drgniemy. No więc, żeby poczuł się lepiej, to co nam szkodzi poudawać.

Z uprzejmości

To mnie zastrzeliło. Bo to wynik wychowania grzecznej dziewczynki, która nikomu nie chce sprawić przykrości. Nie chce też jej sprawić swojemu partnerowi, może to w końcu nie jego wina, że nie potrafi jej doprowadzić do orgazmu. Więc ona tak grzecznie poudaje, żeby było mu chociaż miło.

Dla prokreacji

Podobno kobiety udają często orgazmy, kiedy starają się o dziecko. Wtedy często seks jest sprowadzany tylko do jego fizyczno-mechanicznej strony. Nie zawsze mamy ochotę, ale może tym razem się uda. Kobiety twierdzą, że udając orgazm zachęcają swoich facetów do częstszego seksu tym samym zwiększając możliwość zajścia w ciążę. Podobno skuteczne.

Z wyrachowania

No niestety. Zwłaszcza, gdy chcemy nowe buty, albo powiedzieć, że z przyjaciółką planujemy weekendowy babski wypad. Seksem manipulujemy facetami… pewnie każdej z nas chociaż raz się zdarzyło. Co więcej, idziemy krok dalej, bo już nie tyle seksem, co własnym orgazmem próbujemy facetów zmanipulować.

Z niezadowolenia

Bo niewygodnie, bo coś cię uwiera, a on jest w takim amoku, że nawet nie możesz mu tego powiedzieć. Pozostaje ci tylko udawać orgazm, wtedy może twoja udręka się skończy szybciej, niż próba wytłumaczenia, że może jednak przenieść się w wygodniejsze miejsce, albo zmienić pozycję.

Bo tak trzeba

Bo jak facet ma się czuć, kiedy zostawia kobietę bez orgazmu, przecież w każdym filmie, każdym porno ona krzyczy w niebogłosy, więc my myślimy, że to seksi i że właśnie o to chodzi w całym tym seksie chodzi.

Dla niego

Bo wydaje nam się, że facet, jak nie doprowadzi kobiety do orgazmu, to będzie miał tylko doła, że on za główny cel stawia sobie nasze westchnięcia, krzyki, i kto co tam ma do dołożenia do swojego orgazmu. Jak taki cel stawia – miło, gorzej jak nijak ten orgazm nie nadchodzi. To w końcu my umęczone dla niego ten orgazm udajemy, żeby uwierzył nam, gdy na koniec mówimy: „Kochanie było cudownie”.

Żeby wkurzyć sąsiadów

The last, but not least. Udawany głośny orgazm dla wkurzenia sąsiadów jest moim hitem. Ile z nas wpadło na taki pomysł? Któraś się przyzna? Podobno znajoma znajomej innej znajomej tak robiła. Sąsiadki patrzyły na nią z zazdrością, a ona – cóż może orgazm nie zawsze, ale mając przed oczami spojrzenia sąsiadek nie mogła się powstrzymać.

A wy? Dodałybyście coś do tej listy?


Seks

List do męża niewdzięcznika, którego w końcu porzucić dla młodszego postanowiłam

Seksualnie
Seksualnie
8 października 2016
List do męża niewdzięcznika
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Drogi mój mężu niewdzięczniku,

Jeśli trzymasz ten list, w mam nadzieję drżących dłoniach, oznacza to, że ja twoją małżonka szanowna, odjechała w siną dal. Dodam jeszcze – nie, że specjalnie czy złośliwie, a raczej w myśl szczerości ostatecznej –  że nie poszłam w tango sama. Pomyślałam sobie rano, że nie będę się już męczyć i zadręczać swoją obecnością, bo i tak się bidaku umordowałeś ze mną tyle lat. Ty utrudzony po pracy wracałeś, a ja wymagałam cuda wianki prosząc, żebyś na przykład skarpety zmienił. Potwór byłam!  Bo kto kochający wiecznie mendzi nad uchem, żebyś mnie do kina raz na kwartał zabrał? Kto to widział, takie żądania, tyle lat?!  Żeby się o kwiatka na rocznicę upominać?  I to rok w rok?!  Żeby ciągle jęczeć o jakikolwiek odruch czułości?

To faktycznie, trzeba być mną i serca nie mieć! Ale zanim zwrócę ci wolność upragnioną, przeze mnie ograniczoną i zszarganą, wytłumaczę ci coś mój drogi. Dlaczego szafy swe puste zostawiłam, za to pełen zlew garów i w pralce twoje ulubione gacie. Tym razem już nie uprane.

„Ślubuję ci miłość, wierność i że cię nie opuszczę…”. Powiedz mi kochanieńki, którego ty słowa w tym zdaniu nie zrozumiałeś, ani wtedy ani do dziś dnia? Bo jeśli dobrze pamiętam to już po miesiącu od wesela, cała ta przysięga poszła się bynajmniej nie walić. Jeśli wiesz, co chcę ci przekazać i gdzie tu sarkazm, aż krzyczy. Bo miłość to ty miałeś, ale do telewizora. Ile ja bym dała, żebyś chociaż raz na dwa tygodnie mnie tak ścisnął w talii jak tego pilota posranego. Aż mi się gorąco robiło i wyginało ciało, gdy to widziałam. Ale ty patrzyłeś wtedy na mnie i  gasiłeś me pragnienia jednym zdaniem: – Co się tak krzywisz? Brzuch cię boli? I całe moje podniecenie i marzenia, by na chwilę być jak ten pilot w twoich mocnych dłoniach szło w pizdu. Wierność mówisz? Oczywiście i to wręcz zawzięta! Do pracy swojej. I meczów, boksu, skoków narciarskich i hokeja. Bożenciu, jakiś ty im wierny był, aż głupio było z nimi rywalizować, bo konkurencja z Eurosportu mnie zmiażdżyła na starcie. Przechadzałam się przed twoim nosem w skąpej bluzeczce, z dupą prawie na wierzchu, ale za każdym razem było tak samo. – Ty chyba przytyłaś znowu, bo ci z zza małej bluzki o mało cycek nie wylazł – mówiłeś.  A wylazł, k*rwa jego mać, bo tak się rwał do ciebie capie jeden, ślepy jak kret na dodatek! I nie opuszczałeś mnie mój miły, jak to pięknie recytowałeś? Ty serio na łeb upadłeś, skoro uważałeś, że przeniesienie się ze wspólnej sypialni na sofę się w to nie wlicza?  Zresztą, w naszym wspólnym łożu, oprócz chrapania, bąków i gadania o rachunku za prąd, innych atrakcji nie pamiętam. A przepraszam! Raz miałeś przypływ radosnej twórczości i w jej porywie zdążyłeś mi nawet majtki zdjąć. Święto jednak trwało krótko i skończyło,  jak się na chwilę odświeżyć skoczyłeś.  Tyłek od czekania tak mi  przemarzł, że  z powrotem naciągnęłam gacie i machając oddalającej się wizji na w końcu jakiś seks, poszłam spać.

Dwoiłam się i troiłam mimo to wszystko wymyślając coraz nowsze triki, żeby cię złowić. I tak oto gotowałam z Gordonem Ramseyem słuchając wszystkich jego wskazówek. I gdy wjeżdżałam na stół z popisowym daniem słyszałam tylko zawiedzione: – A to nie ma pomidorówki z ryżem? I gdy pytałam, czy podoba ci się moja nowa fryzura, patrzyłeś tak zaskoczony, jakbyś dopiero co odkrył, że w ogóle mam włosy. Do kina nie chodziliśmy, bo po co, skoro na necie można wszystko i za darmo. Na koncert czy do klubu? Jakby w domu płyt nie było i odtwarzacza. O restauracji nie wspomnę, przecież wystarczy ci gar pomidorówki i żywiecka w lodówce, zaraz obok piwa. Kto by też świętował fakt, że co roku jest starszy?  No chyba tylko ja! No bo przecież nie będę wymagała pamięci o kolejnej rocznicy ślubu, skoro takie męki ze mną przechodziłeś. Sam widzisz mój drogi, że zarzutów coraz więcej, ale nie martw się już kończę. Muszę zostawić jeszcze kawałek miejsca, żeby ci opowiedzieć, co to się stało, że się w końcu aż tak posrało. Bo coś czuje, że nadal tam stoisz i nic nie rozumiesz. Czemu ja w końcu tę walizkę spakowałam i wyfrunęłam z gniazdka naszego. Tak przecież normalnego i do porzygania stereotypowego. Gdzie mąż pracuje, a żona gotuje i nikt od nikogo więcej nie oczekuje.

To było wtedy, gdy po raz kolejny mizdrzyłam się do ciebie w nowej koronkowej bieliźnie. A ty kazałeś mi iść do Baśki po pomoc. Bo ewidentnie coś mi dolega skoro tak pląsam i się wyginam, a ty się na babskich dolegliwościach nie znasz. I poszłam, wedle życzenia twego, ale Baśki nie było.  Na szczęście choć raz jej nie było! I pomocy udzielił mi ktoś inny. I teraz ci podziękuję, że tyle lat ze mną o tę swoją wolność walczyłeś, aż wygrałeś.

Więc dziękuję ci mój mężu, że zamiast Baśki był On. Młody, z klatą lśniącą i wypukłą, w czystych skarpetkach, pachnący i szarmancki. Ba! On od razu zauważył, że jestem kobietą, dasz wiarę?! Twoja praczka, sprzątaczka, kucharka, robotnica i podawaczka piwa, jest kobietą z krwi i kości. Pełną dawno nie wyprowadzanego na spacer pożądania! Oj poszliśmy my wtedy na maraton nawet, a nie spacer! Męczący, potem i jękiem opływający, długi i po dawno nieodwiedzanych krainach. Zaczęłam ja tępa dotąd strzała rozumieć, dlaczego ty kochany tak ten sport lubisz. Szkoda, że tylko oglądać, bo uwierz mi na słowo, uprawianie polecam dużo bardziej! I moje z uporem przez lata nogi golone w końcu ktoś zauważył. I powiedział, że mam skórę gładką jak licealistka. A gdy się spotkaliśmy po raz kolejny, to jadł moje danie, całując mnie po rękach i pokazał, że stół to faktycznie idealne miejsce do konsumpcji. Nie tylko talerza z zupą, mój drogi. A żebyś ty wiedział, co można w kinie robić w ostatnim rzędzie, gdy ludzi prawie nie ma! Zresztą co ja ci będę opowiadać, to trzeba przeżyć. Ale nie, co ja bredzę! Przecież to mi się w dupie poprzewracało i zachciało być kobietą. Nie tylko żoną i sprzątaczką, ale też kochanką, przyjaciółką i  dziewczyną, którą trzyma się za rękę. Ty potrzebujesz, jak każdy normalny człowiek spokoju w fotelu z piwem w ręce. To z moim łbem coś się stało, że mi się innego życia zachciało. Dlatego wybywam mój drogi z moim gachem młodziuteńkim, który mnie pewnie w końcu gdzieś porzuci. Ale to już nie twoje zmartwienie będzie, mój ty umęczony biedaku. Ty już tylko odpoczywaj po tych wszystkich dniach, które ci zatrułam swoimi wymaganiami.  Ja sobie jakoś poradzę. Może ktoś inny zechce mnie znosić, jeść moje polędwiczki, i oglądać mój prawie nagi tyłek, gdy witam go w progu zaraz po pracy. A jeśli nie, to będę podróżować i innych krajów do utraty tchu smakować. Poradzę ja sobie jakoś, bylebyś ty już miał ten spokój, upragniony.

I nie klnij tam w duchu słodziutki, że jeszcze biegiem wrócę, że jeszcze pożałuję. Bo jedyne czego mi teraz i zawsze będzie żal, to fakt, że nie mogę  widzieć twojej głupiej miny.

Całuski i adios mężulku 🙂

 


Seks

Kobiety nie milczą w seksie. Nie jesteśmy z kamienia

Seksualnie
Seksualnie
25 sierpnia 2016
Czego wstydzą się duże dziewczynki
Fot. Pexels / Valeria Boltneva / CC0 Public Domain

Leżę w wannie i spotykam się znów ze sobą. Sekundę po tym jak wyszedłeś ze mnie i westchnąłeś z zadowoleniem. Jestem dobra, wiem. Bardzo dobra. Nie ma dla mnie ograniczeń, gdy czegoś chcesz. Dziwka wyuzdana – lubisz mówić do mnie. Samotna dziwka. Ale dziś jest inaczej.

Mam z tego tylko to, że czuję bliskość na chwilę, w tym jak łapiesz mnie za włosy i przyciągasz do siebie. Gdy całujesz choć coraz rzadziej. Gdy pozwalasz mi przytulić głowę do twojego ramienia, gdy leżymy po. Tak się przyklejam jak bezdomny trochę. W sumie jestem bezdomna, bo od dawna nie mieszkam w swoim ciele. Jestem nigdzie.

Myślę o tobie coraz rzadziej gdy to robię. Wiem najlepiej jak sprawić sobie rozkosz, lata praktyk kochany. Wiesz, że już trzy lata minęły? Trzy lata, podczas których, na palcach u jednej ręki sprawiłeś, że miałam orgazm. A przecież to takie proste, gdy jestem podniecona. Pochylasz się, całujesz, a ja unoszę się nad ziemią jak ty każdej naszej wspólnej nocy. Czy nie widzisz pewnej niesprawiedliwości, że ty zawsze a ja nigdy? Kiedyś patrzyłam na to z zaciekawieniem. Czy otrząśniesz się? Nakarmisz swoimi orgazmami? Poczujesz sytość, która wylewa się z mojego gardła i zauważysz, że milczę. Kobiety tak nie milczą w seksie. Nie jestem z kamienia.

Milczą natomiast na temat swojej przyjemności. Jak ja. Przestałam mówić, gdy z obrzydzeniem oznajmiłeś, że nie lubisz „tego” zapachu. Że tylko zniewieściali faceci udają, że ich to kręci. Jakież to kłamstwo drogi. Wygodne jak to, że każda kobieta ma to na pstryknięcie palcem. Przez długi czas wmawiałeś mi, że jest ze mną coś nie tak. Wiem, wiem, byłeś z wieloma, które zawsze i wszędzie, a ja taka wybrakowana, dziwna, chora jakaś. Żeby dopraszać się o stymulację. Gdy poprosiłam pewnej nocy, gdy tak leżałeś z wywalonym brzuchem do góry oblizując usta z zadowoleniem, abyś pochylił się nade mną, skwitowałeś to jednym zdaniem „Mogłaś powiedzieć wcześniej. „Po” facet do niczego się nie nadaje”.

Zaczęłam więc prosić wcześniej, a nawet bardzo wcześnie, aby tylko zdążyć z prośbą na czas. Zrobiłeś to raz od niechcenia, z wykrzywioną w grymasie twarzą tak, że nie mogłam dojść, choć tak bardzo chciałam pokazać ci jakie to przyjemne, gdy kobiecie jest dobrze. Za mocno, za szybko, byle jak. W końcu jęknęłam wyuczonym dźwiękiem, który powtarzam od lat i opadłeś na poduszkę dumny jak paw. Poszłam do łazienki i dokończyłam za ciebie.

Zawsze tak robię. Albo też gdy ty idziesz się umyć a ja leżę i czekam na swoją kolejkę. Spieszę się wtedy, podążam za szumem prysznica, abyś nie wszedł i nie zobaczył swojej porażki. Twoja kobieta, która chwilę po zadawala się sobą. To byłby tylko dowód na moją wadliwość. „Jak one jęczały” – mówiłeś nie raz. Ta to, tamta siamto. Ja się tylko zastanawiam, czy nie grały jak ja? Samotne dziwki, które proszą o to, co im się należy i nigdy tego nie dostają.

I wierzyłabym, że to jest mi pisane. Ja niby kobieta, ale jednak nie kobieta. Gdyby nie to spotkanie. Nie planowałam tego, ale byłam głodna. Jestem głodna od lat. Pewnie to dostrzegł, to proste dla faceta, który rozumie kobietę. Pogłaskałam go po ramieniu, gdy nalał mi kieliszek wina. Dalej nie poznawałam siebie. A może wracałam do siebie właśnie? Jakbym znała to miejsce choć wiele się w nim zmieniło. Było mi tak dobrze kochany. Tak dobrze. To smutne, wiem.

Leżę teraz w wannie. Moja samotność dziś jest inna. Wiem, że jestem nie na swoim miejscu, ale na pewno jestem kobietą. Piękną, wyjątkową, dającą rozkosz i taką, której się ona należy. Mogę drżeć przy dotyku, mogę krzyczeć, mogę czuć jedność ciał, którą czujesz tylko wtedy, gdy jesteście w tym razem. Nigdy nie byliśmy razem kochanie. Jesteś potwornym egoistą. Seks z natury nie jest egoistyczny. To wymiana. Najpiękniejsza. Odpowiedź ciała, nie cisza.

Współczuję ci, bo nigdy tego nie doświadczysz. Będziesz zawsze na powierzchni, nigdy głębiej. Będziesz karmił się własnym jękiem, ale nie usłyszysz nigdy kobiety. Prawdziwej kobiety. Zanurzam rękę w pianie i myślę o nim. Spotkanie z samą sobą ma już inny wymiar. Odejdę za chwilę, to pewne. Dobranoc, kochany.