Lifestyle Psychologia Seks Związek

„Dlatego, gdy ktoś mnie kiedyś spyta, co to jest miłość, odpowiem, że przebaczenie, że bycie…”

Seksualnie
Seksualnie
21 grudnia 2015
Fot. iStock/teksomolika
 

„Miłość nie jest dobra” – powiedziała ona, przyjaciółka psycholog. I dodała: „nie musi być”. Bywa różna, bywa jakaś. I inna. Kaszlnęłam. Próbuję w naszej miłości znaleźć coś uwierającego.

Czy ja jestem dziwna? Nie znalazłam. Próbuję znaleźć w tobie przeszłość. Nie ma jej. Przynajmniej nie taka, która powodowałaby twój ból i mój ból związany z twoim kochaniem. Na ślubie Sylwii byliśmy razem.

– Boli cię to – zaśmiałam się lekko. Byłam zimna i ironiczna. Zaniepokojona jej urodą, delikatnością i pewnością, której nigdy nie miałam. I oczywiście tym, że mówi do ciebie: „Hej, co z mamą?”. Jakby miała cię milion razy, jakby w ogóle miała cię ciągle. Choć, puk puk, przepraszam, to ja cię mam. No wiesz, ja cię oswoiłam, ukoiłam, więc bardzo mnie wk**wia, że miałeś jakąś ją i ona, tak wk**wiająco chuda, pyta o twoją mamę. Zachichotałeś: „Kocham cię grubiutką, bo jesteś wyjątkowa”. Byłam bardzo groźna, więc dodałeś:  „Jeśli mnie coś boli to tylko ty” – odpowiedziałeś.

Wylądowaliśmy w łóżku. A ty mówiłeś, że tak właśnie spotykają się ludzie. Wariatka ze stabilnym. Pamiętasz? Miałam 27 lat i na balkonie w domu mojego ojca wyznawałaś, że kochasz mnie i będziesz kochać zawsze. I to nie były tylko słowa.

– Ale ja jestem pier***nięta. I ranię – mówiłam

– Spoko – odpowiedziałeś.

– Będę cię zdradzać ze złości, bo wciąż czegoś szukam – groziłam.

– Spoko. Zawsze się odnajdziemy.

– Jestem dziwna, zraniona, skrzywdzona – drążyłam.

– Za dużo przymiotników używasz –  stwierdziłeś lekko (sorry, to przysłówek).

– Odejdziesz – prorokowałam.

– Nie odejdę nigdy – obiecywałeś.

Opowiadałam ci straszne rzeczy z mojego domu. Opowiadałam obrazem, bo chciałam, żebyś się bał. A ty nie bałeś się wcale.

– Ale możesz się w końcu zabrać się za siebie? – spytałeś.

Pamiętasz nasz seks i naszą bliskość? Pamiętasz moje kwiaty na balkonie i twoje wychodzenie na spacer z  jamnikiem. Podobno powiedziałeś: „Hej, Tuśka chodź. Nie lubię ciebie, ale kocham twoją panią”.

Pamiętam, jak rzuciłam swoim telefonem i rozbiłam go na ileś kawałków. Spojrzałam na ciebie groźnie, a ty się zaśmiałeś.

– No i co jesteś teraz zadowolona?

Pamiętam, jak odnajdywałeś mnie w każdym bólu i w każdej złości.

– Jakiego seksu chcesz? – pytałam, bo byłam przecież stworzona tylko do dawania.

A ty mówiłeś: „Zamknij, k**wa, oczy. I bądź. I nie rób nic”.

To było najtrudniejsze. Puścić i być. „Czego chcesz” – pytałeś. A ja nie wiedziałam. Ale w końcu odnalazłam to dzięki tobie i twoim: „puść to”, „wyluzuj” „odleć”.

Jeśli ktoś powie, że nie ma miłości– zaśmieję się głośno. Bo doświadczam jej każdego dnia. Dzięki tobie.

I potem powinien być jakiś dramat, jakiś kryzys straszny, ale przecież go nie było.

Nie z twojej strony.

Nie wiem co z nami kiedyś będzie, ale wiem, co to miłość. Postawiłeś poprzeczkę tak wysoko, że nie da się jej przeskoczyć.

Miłość jest wtedy, gdy ludzie się spotykają i to po prostu jest. Miłość jest. Dlatego, gdy ktoś mnie kiedyś spyta, co to jest miłość, odpowiem, że przebaczenie, że bycie. I że trwanie. I że ty nigdy nie powiesz o mnie: „To pomyłka”. Nie mówisz, tak, prawda?

Bo to ja. Jakkolwiek zła bym nie była.

Jestem.

Miłość to ch**j z waszą polityką, i f**ck z wrogością. Miłość jest wtedy, gdy chcesz zasnąć i upiec ciasto.

Jasne. To iluzja.

Więc powiem ci, M., że miłość jest wtedy, gdy chcesz spytać co słychać. I chcesz być.

Hej, kładłeś mi głowę na brzuchu i mówiłeś, że mnie kochasz. Pamiętasz?


Lifestyle Psychologia Seks Związek

„Każdej młodszej kobiecie powiedziałabym: szukaj dobrej miłości”. Dziękuję za nią mojemu mężowi

Seksualnie
Seksualnie
30 grudnia 2015
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

W szufladzie w kuchni wciąż trzymam opakowanie po białych tabletkach na lęk. Pamiętasz? Pierwszego napadu paniki dostałam kiedyś w markecie. To było dwa lata po ślubie. Nie mogłam oddychać, zabrałeś mnie do szpitala. Mnie dziewczynę, która nienawidzi tracić kontroli i boi się słabości.

„Nie bój się, to nic takiego, to się leczy” – mówiłeś i trzymałeś mnie za rękę, choć świat lęków to przecież obcy dla ciebie świat. Dawkowałeś potem mi pastylki, zajmowałeś się naszym dzieckiem, gdy strachy znów mnie dopadały, zaciskały się na mojej głowie, robiły ze mnie wariatkę, która boi się wyjść na ulicę, boi się, że umrzesz, że umrze nasze dziecko. Bałam się, że w końcu wyląduję w szpitalu psychiatrycznym. Dopiero ostatnio, dzięki działaniom K. na Facebooku zrozumiałam, że choroby głowy są jak inne choroby. Przychodzą, odchodzą, można je leczyć. Ty to wiedziałeś dużo wcześniej: „Hej, najwyżej tam będziesz, co z tego, ludzie mają różne dolegliwości” – mówiłeś.

Wspierałeś mnie, gdy bałam się iść do psychologa i psychiatry, i powiedzieć otwarcie, że boję się żyć. Że widzę i czuję więcej, i to mnie czasem (często) niszczy. Ta emocjonalność. Pani doktor mówiła kojąco. Mam prawo się bać, mam prawo być słaba, pogubiona. Żyję w stresie, dużo pracuję, nie przerobiłam rzeczy, których doświadczyłam w rodzinnym domu. Są gdzieś poupychane we mnie i wyskakują niespodziewanie w postaci lęku. Poczułam się bezpiecznie. Nie jestem wariatką. Mam prawo. Lubię ci powtarzać, że pięknie dzieciństwo przeżywam dzięki dziecku. Oczami naszego syna oglądam dobre małżeństwo rodziców, przewidywalność, szczerość. Wiem w końcu, jak wygląda spokojny dom. Czasem trochę nudny, czasem zwyczajny, ale dający najważniejszą rzecz – siłę. Lubię tę pewność naszego syna, tę, której nigdy nie miałam i mieć nie będę, bo nawet twoja miłość nie uleczy mojego złamanego serca i pobitego ciała.

Pamiętasz, jak mówiłeś, że tak ci przykro, że tyle złych rzeczy przeżyłam? Jak w łóżku próbowałeś dać mi ulgę, jak ją dawałeś w codzienności.

To wtedy zrozumiałam, czym jest dobra miłość. To taka miłość, gdy nie kalkulujesz, nie boisz się, nie myślisz, co powiedzieć, a czego nie, bo możesz powiedzieć wszystko. Możesz być sobą – wplątana w różne układy nie wiedziałam kiedyś, że to takie proste. Nie ma ocen: „za gruba”, „za chuda”, „beznadziejna”, „niedobra”, jest moc i napęd, który dostajesz. Nie ma dobijania się do drzwi, czekania, samotności i cierpienia.

Mija dwanaście lat naszego małżeństwa. I zobacz, byliśmy razem wszędzie. Przeżywaliśmy najlepszy seks i najgorsze kłótnie. Kiedyś te kłótnie były gorętsze, dziś jest w nich zapowiedź zgody. I pewność, że następnego dnia się przeprosimy.

Z takim zrozumieniem podchodzimy do własnych słabości. Milion razy tłumaczę ci, że masz zadzwonić do mamy, ale nie ma już we mnie dawnego niezrozumienia, dlaczego nie przychodzi ci do głowy dzwonienie do niej. Nie zauważam rzeczy, na których inni się skupiają– tego, że bywasz czasem zamknięty w sobie, że wygłaszasz różne teorie tonem nieznoszącym sprzeciwu, że bywasz męczący. Dla siebie i dla innych.

Bo ja bywam też przecież. I dzięki tobie nie muszę udawać, że tak nie jest. Nie muszę przeskakiwać siebie. Zmniejszać się do rozmiaru 36, udawać mądrzejszą niż jestem, że lepiej znam języki i jestem lepszą matką, niż naprawdę jestem.

Naszego małżeństwa nie da się wsadzić do jednej szuflady. Nie pasuje do szuflady z napisem: „stabilizacja”, „dobra żona” też niekoniecznie. Ciągle się rozwijamy, przemieszczamy, nieustannie coś sobie przebaczamy. Może gdyby nie ja, to małżeństwo byłoby prostsze. Bardziej pachnące świeżymi bułkami niż moim niepokojem.

Wokół nas rozwodzą się pary, ktoś powtarza wciąż te same błędy, porzuca i rani. Patrzymy na patchworkowe rodziny i jeszcze bardziej jesteśmy wdzięczni losowi za siebie.

Wczoraj powiedziałam: „Zobacz, kochamy się, mamy dziecko to dziś rzadko idzie w parze”. Powiedziałeś: „Tak, to rzadkie, ludzie tak łatwo się dziś porzucają”.

Wybaczyłeś mi tyle rzeczy, ja tobie też. I nawet tego nie zauważamy, bo to wybaczanie jest dla nas jasne i oczywiste. Jest też może egoizmem, obroną własnego terytorium, bo chcemy mieć szczęśliwą rodzinę. Bo kiedyś, obiecywaliśmy sobie, że będziemy ze sobą na dobre i na złe. No wiesz, wtedy w kościele. Dużo było ludzi, pięknie było, to był mój najszczęśliwszy dzień w życiu, nie miałam żadnego w sobie niepokoju, chociaż przecież z niepokoju się składam. Więc to była chyba dobra decyzja, ten ślub. I my.

Kiedyś, dawno temu, moja mama powiedziała, że namiętność w małżeństwie to często przypływy i odpływy. Doświadczamy tego na co dzień. Choć teraz uciekliśmy przed światem, mamy swój romans w pięknym mieście, znów pijemy wino nad rzeką, jemy sery i winogrona,  i gadamy, i kochamy się jak ludzie, którzy dopiero się poznali.

Nie ma kredytów, chorób, które zostawiliśmy, niepokoi naszych bliskich. I nawet naszych nie ma.

Lubię patrzeć na siebie twoimi oczami. Dla ciebie nie jestem niezorganizowana– jestem artystką, nie mam chaosu– mam talent. Nie jestem pogubiona – jestem urocza. Nie mówię kiepsko po hiszpańsku – mówię uroczo. Nie jestem gruba – jestem seksowna. Nie jestem kiepska w pracy– jestem emocjonalna, co dla ciebie jest moją siłą.

Ech, kochany. Dlaczego dobra miłość jest tak mało literacka?

Za to jest tak niezbędna w życiu. Jesteś moim najlepszym przyjacielem i dziękuję, że mogę mieć z tobą dom. Dom, w którym odnajduję spokój, którego ludzie tak w życiu szukają. A to przecież nie jest tak trudne.

Ważne, żeby w zimowej zwyczajności, pośpiechu, nudzie, stresie nie myśleć, że wszystko co dobre już za nami. Bo wystarczy tylko odrobina dobrej woli ich obojga, by znów odlecieć i znaleźć to, co było na początku.

Dziękuję, że wciąż to znajdujemy. A gdy czasem budzi się mnie dawny strach, gdy plotę rzeczy, których nikt nie rozumie, ty łapiesz mnie za rękę i mówisz, że jesteś. I będziesz. Każdej kobiecie chciałabym powiedzieć, że to nieprawda, że powinnyśmy być samowystarczalne, mocne, niezależne. Albo inaczej: to nie tylko prawda. Jedną z najważniejszych rzeczy jest znalezienie dobrego partnera. Wspierającego, kochającego, pozwalającego oddychać i żyć. Jeśli, oczywiście, w ogóle zależy nam na relacjach intymnych.


Lifestyle Psychologia Seks Związek

„Mówisz, że on w te święta odejdzie od żony. A ja ci mówię, żebyś w końcu oprzytomniała, droga przyjaciółko”

Seksualnie
Seksualnie
19 grudnia 2015
Fot. iStock / Central IT Alliance

No cóż powiedziałabym Ci być może wszystko w twarz gdyby nie fakt, że zadzwoniłaś na chwilę, znów  tylko po to, żeby opowiedzieć o sobie. Że w te święta on na pewno odejdzie od żony, że to kretynka, znów robi aferę o pierniki i choinkę, ciągnie go do sklepów.

No a co ty dzisiaj robisz? – rzuciłaś krótko. Ja? No cóż, chyba niewiele różnię się od żony. Ciągam A. do sklepu, chcę ubrać choinkę, upiec ciasto. Wywaliłam rzeczy z szafy, układam. No wiesz, wszystkie te rzeczy, których nienawidzisz. „Nic takiego”  odrzekłam. Nie chciałam zamęczać cię głupotami. Gładko się pożegnałaś. W naszej przyjaźni zbliżamy się do ściany.

Starałam się być tolerancyjna, rozumiejąca, dobra. Więc kiedy powiedziałaś, że się zakochałaś, ucieszyłam się, choć nie ucieszyło mnie, że ona ma żonę i dziecko. Bo jednak jestem żoną i choć ty byłaś moją najlepszą przyjaciółką, rozumiałam też ją. Szczególnie, że sama byłam kiedyś zdradzona.

Przedstawiłaś mi jednak jego pewność i ból małżeński tak teatralnie i spektakularnie, że byłam kupiona. Wszyscy błądzimy, wiem. Dlaczego miałabym mu nie zaufać. Zaraz potem zabrał cię do Chorwacji. Wysyłałaś mi kolorowe zdjęcia, te bardziej intymne też wysyłałaś jako dowód, że jest wam wspaniale. Pisałam, że pięknie, że nawet zazdroszczę, szczególnie, że sama nie byłam w najlepszym momencie swojego małżeństwa. „Zaraz jej powie” tłumaczyłaś po powrocie. W porządku, przecież nie pytałam za wiele, nie chciałam wchodzić w twój świat w butach. Wciągnęłaś mnie jednak do niego. Wciągnęłaś mnie w wir emocji.

Siadałaś u mnie na kanapie z winem i opowiadałaś o waszym seksie. Że najlepszy, bardziej niż wyjątkowy. Opowiadałaś o zabawach i odlotach w przebieralni, w kinie, w hotelu.

– Czy myślisz, że nie kocha się  z żoną? – pytałam.

– Oczywiście, że nie. On nic do niej nie czuje – mówiłaś.

– Aha – odpowiadałam.

Przecież nie wiedziałam o nim wszystkiego.

Siadałaś u mnie na kanapie z kawą i płakałaś, że nie zadzwonił w ciągu dnia w sobotę.

– Może on po prostu jest z nią – sugerowałam.

– On nie ma lęku przed dzwonieniem. Ona nam nie zagraża.

– Aha – odpowiadałam.

Przecież nie mogłam wiedzieć, co jest dla was zagrożeniem.

Potem moja  kanapa stała się karuzelą twojego życia. Piekło, raj, piekło, raj.

Po czterech miesiącach poznałaś mnie z nim. Zrobiłam nawet kolację, i bardzo się starałam. Ale jednak nie polubiłam go. Intuicja nie zawodzi mnie nigdy, teraz mi mówiła, że jesteś na chwilę, że jesteś przystankiem. Próbowałam ci to nawet powiedzieć. Tyle, że się wściekłaś i tego samego dnia zadzwoniłaś do M. i zwierzyłaś się jej, że robię to, bo ci zazdroszczę.

Milczałam więc. A ty we mnie wlewałaś słowa i historie. Wciąż te same. Że on odejdzie, że znów spędziliście wspaniały weekend. Kiedyś spontanicznie spytałam czy nie czujesz się źle, że rozbijasz rodzinę, najeżyłaś się.

Kiedyś spontanicznie spytałam, czy nie uważasz, że on być może ma taki styl kontaktu z kobietami, pogrywa tobą, żoną, może kimś jeszcze, najeżyłaś się.

To już w sumie nie wiem co powinnam mówić.

A wiem. Miałam go nienawidzić, gdy nienawidziłaś go ty. Wtedy miałam się złościć i mówić, że jest idiotą.

Miałam go kochać, gdy kochałaś go ty. Rola przyjaciółki, tak.

Mija drugi rok tej naszej szarpaniny. Jesteś zmęczona, choć wciąż wierzysz. Widzisz, ja też jestem zmęczona. Tyle razy już ci tłumaczyłam, że romans jest raczej oznaką słabości, ale jeśli już jest niech prowadzi do jakiegoś celu.

Tak, zdarza się, że on naprawdę jest nieszczęśliwy i będziecie za chwilę razem, ale to nie trwa tak długo nigdy.  Poza tym proszę cię czasem, żebyś mi podała konkrety z waszej miłości.

Mówisz, że seks, że on ci powtarza, że jesteś wyjątkowa, jedyna, że nigdy aż tak. Że pisze. Że dzwoni, przyjeżdża, mówi. Że coś ci się śni i to dowód, że jesteście blisko.

A ileż ja razy mam ci powtarzać, że miłość to nie słowa?

Moim zdaniem on nigdy nie zostawi żony – ty nie chcesz tego słyszeć.

On nie szanuje jej, i ciebie nie szanuje – ty nie chcesz tego słyszeć.

Pat, co? A przecież jesteś taka mądra, taka wykształcona, masz tyle planów.

To dlaczego twoja głowa nie ostrzega serca?

Twoja przyjaciółka, czyjaś żona.