Go to content

Rozwodzę się trzeci raz, mam dzieci z dwóch różnych małżeństw. Czy to powód do wstydu?

afazja
fot. Tom Merton/iStock

Pierwszy mąż był narcyzem i alkoholikiem, drugi nerwusem z zespołem Otella, a trzeci trzeźwym alkoholikiem, który ukrywał przede mną swoje długi i nawroty uzależnienia. Serio – ja mam talent do ładowania się w związki z niefajnymi facetami. Wstydzę się. Skanuję świat, czy takich kobiet, jak ja, jest więcej. W Polsce dzieci z trójki różnych ojców ma chyba tylko Monika Mrozowska. Jest uśmiechnięta i wydaje się szczęśliwa, ale może to tylko obrazek z Instagrama?! Czytałam też, że amerykańska wokalistka Erykah Badu też ma troje dzieci – każde z innym tatusiem. Czy ona się tego wstydzi? Chyba nie. Ale ona jednak ślubu z żadnym z tych facetów nie brała…

Mój pierwszy mąż

Mój pierwszy mąż Robert to była wielka miłość jeszcze z czasów liceum. Zanim powiedziałam mu „tak”, byliśmy parą siedem lat. Rodzice już nas naciskali. Wszędzie słyszałam, że jak teraz nie weźmiemy ślubu, to się rozstaniemy, bo będzie tzw. przechodzony związek. Więc uległam tym namowom, bo faktycznie lata leciały, a my chcieliśmy mieć już dziecko i iść na swoje. Kiedy urodziła nam się córeczka, wszystko zaczęło się psuć. Mój mąż wieczorem nadal nalewał sobie dwa piwka, a ja nagle byłam trzeźwa jak nigdy wcześniej, bo przyznaję, że podczas studiów imprezowałam. Ale kto się wtedy tym martwił. Po prostu była zabawa – i już.

Ale gdy byliśmy już rodzicami, zaczęłam dostrzegać wady mojego szanownego młodego małżonka. On po prostu dalej pragnął się bawić, jak gdyby wraz z urodzeniem córki się nic nie zmieniło. Wieczorem pił albo wychodził z kolegami. Ja czułam się samotna, a po kilku latach takiego życia dotarło do mnie, że ja wydoroślałam, a on zatrzymał się w miejscu. Nadal był nieodpowiedzialnym zadufanym i zarozumiałym dzieciakiem, który okazał się też wkrótce klasycznym alkoholikiem. Ile ja razy go błagałam: „Przestań pić”. Umiał się powstrzymać może przez tydzień. Cóż, powiem szczerze – rozstaliśmy się w 80% z powodu alkoholu. A może nawet w 100%, bo cała reszta była skutkiem jego nietrzeźwienia i konieczności upijania się.

Mój drugi mąż

Kilka lat byłam sama. Aż przez portal randkowy poznałam Michała. Miał fajnych rodziców, nie pił alkoholu, wydawał się zaradny życiowo. Sama więc z niedowierzaniem pytałam siebie: „Czyżby szczęście się do mnie naprawdę uśmiechnęło? Ponieważ jestem osobą wierzącą – sądziłam, że wymodliłam sobie Michała u Pana Boga. W dodatku mój nowy mąż był o mnie zazdrosny. Początkowo niesamowicie mi to imponowało, bo wydawało się, że jako kobieta po trzydziestce nie jestem już pierwszej młodości, więc jeśli facet jest o mnie zazdrosny, to znaczy, że bardzo kocha. Chyba właśnie dlatego zdecydowałam się na ślub. Wszystko po to, by Michał w końcu uwierzył, że naprawdę jestem mu oddana i myślę o naszym związku poważnie. Sądziłam, że takie zapewnienie go uspokoi. Na próżno!

Zobacz także: Co robi mądra kobieta przed ślubem? Radzą wedding plannerka i… adwokatka rozwodowa

Robił okropne awantury. Miał urojenia, że np. hydraulik, który przyszedł wymieniać wodomierze, uprawiał ze mną namiętny seks. Przeglądał mi regularnie telefon! Nie, ona wymuszał na mnie, bym odblokowała swój telefon i na moich oczach w nim szperał przez godzinę tylko po to, by się na chwilę uspokoić. To było okropne i zupełnie nie do zniesienia. Dlaczego więc zdecydowałam się urodzić nasze wspólne dziecko? Pamiętam, że zastanawiałam się przez chwilę, czy nie powinnam usunąć tej ciąży i wtedy pierwszy raz zaśmiałam się w duchu, że te wszystkie słowa o samospełniające się przepowiedni są prawdą. Oto w jaki sposób mój mąż Michał, patologiczny zazdrośnik, doprowadził do sytuacji, w której rozważałam, czy nie powinnam go oszukać. Wygrała jednak moja wrodzona prostolinijność i powiedziałam mu o ciąży. Wtedy on najpierw się bardzo ucieszył, ale kiedy odmówiłam zrobienia wnikliwych badań, które miały mu potwierdzić, że dziecko jest naprawdę jego – dostał szału, krzyczał, że na pewno znów go oszukuję, że jestem ku*rwą i zwyczajnie mnie pobił.

Może inna by przebaczyła? Może inna miałaby nadzieję, że on przy dziecku się zmieni. Ale nie ja! Ja już wiedziałam, że to jest niemożliwe, że mój mąż to naprawdę chory człowiek. Odeszłam, złożyłam papiery do sądu, a rozwód brałam w ósmym miesiącu ciąży. Wielu mnie wtedy podziwiało, ale ja i tak czułam się zawstydzona, że będę miała dwoje dzieci o różnych nazwiskach. W dodatku ja postanowiłam wrócić do swojego nazwiska panieńskiego. Czułam, że będą nas wytykać palcami, chociaż mieszkam w jednym z większych miast polski – we Wrocławiu.

Mój trzeci mąż

Na tamtym etapie swoje życia przyrzekłam sobie, że nie zwiążę się już z żadnym facetem. W ogóle moje życie po trzydziestce to był naprawdę trudny czas. Miałam dwoje dzieci, byłam samotną mamą, musiałam jakoś dogadywać się z alkoholikiem oraz zazdrośnikiem w sprawie opieki nad córkami. To była jazda bez trzymanki. Brakowało mi kasy, czasu dla siebie i bliskich. I wtedy pojawił się on.

Irek zadzwonił, by umówić się na kawę. Powiedział, że pamięta mnie jeszcze z czasów studenckich i wydaje mu się, że zaprzepaścił swoją szansę. Teraz zobaczył moje zadumane zdjęcie na Instagramie i poczuł, że musi odszukać do mnie kontakt. Był taki bardzo wprost, wydawał się szczery i prostolinijny. Totalnie też zaskoczyła mnie dojrzałość Mariusza. Nie dość, że sam wychował po śmierci żony dwóch synów, to jeszcze twierdził, że jest trzeźwym alkoholikiem. Opowiadał o swojej długiej walce z nałogiem, tłumaczył mi, że to jest choroba na całe życie. Postanowiliśmy się spotykać, ale bez zobowiązań i dlatego widywaliśmy się głównie weekendy. Każde z na miało pod opieką dwoje dzieci, pracę, dom… Po trzech latach naprawdę byłam zadowolona z takiego „układu” i nadal niechętna, byśmy zamieszkali razem. On też nie nalegał specjalnie na scalenie naszych rodzin. Nawet śmialiśmy się, że kiedy nasze dzieci podrosną, to po sześćdziesiątce w końcu weźmiemy ślub i ruszymy w podróż dookoła świata.

Plany pokrzyżowało moje odkrycie, że znów jestem w ciąży. W dodatku tuż przed czterdziestką. Byłam w szoku, przestraszona. Musiałam coś pomieszać z tabletkami antykoncepcyjnymi. Płakałam i zastanawiała się, jak to będzie. Znów rozważałam aborcję. Tyle że jako osoba wychowana w wierze katolickiej, nie potrafię się na to zdecydować jak na zwykły zabieg. Bo moim zdaniem to zwykły zabieg nie jest. Dlatego powiedziałam o ciąży mojemu partnerowi i to właśnie on przekonał mnie, bym zaryzykowała trzeci raz. Wzięliśmy szybki ślub, na który zaprosiliśmy garstkę wspólnych znajomych oraz dzieci. Nie miałam pięknej sukni, a on nie miał drogiego szykownego garnituru. Wszystko było bez pompy i bardzo radosne. Nasze serca rozgrzewała myśl, że wkrótce stworzymy zupełnie nietuzinkową patchworkową rodzinę z piątką dzieci.

Dlatego też musieliśmy wynająć dom, do którego wprowadziliśmy się na pięć miesięcy przed porodem. Wydawało mi się, że ze wszystkim zdążymy, ale wkrótce dość boleśnie przekonałam się, że większość prac remontowych jest na mojej głowie. Potem odkryłam, że mąż w szufladach ukrywa przede mną sterty pism od wierzycieli. Irek był zadłużony po kokardę, ale kompletnie nie chciał ze mną o tym rozmawiać. Wcześniej przez te trzy lata – ukrywał przede mną długi. Udawał, że jest człowiekiem… no może nie jakimś bardzo zamożnym, ale jednak kupował mi skórzaną torebkę, złote kolczyki. Wydawało mi się, że dobrze zarabia. Kiedy przyciskałam, by mi powiedział, ile ma długów, zamykał się w sobie. W końcu odkryłam, że wieczorami na balkonie pije alkohol. Dolewał sobie wódki do soku pomarańczowego, a potem potrafił wsiąść w auto i jechać po swoich synów, by odebrać ich z treningu. Będąc w ciąży, znów pomyślałam sobie: „Ewka, w coś ty się znów wpakowała?! Ewka, musisz uciekać!” Ale dałam mu szansę. Poprosiłam, byśmy poszli na terapię. Ja stawiłam się przed gabinetem punktualnie, Irek nie przyszedł. Zaspał też, by nas odebrać po porodzie ze szpitala. Musiałam zadzwonić po mojego ojca, który też pomagał mi w przeprowadzce, gdy znów musiałam uciekać. Czułam się tym okropnie upokorzona. Nadal się tak czuję…

Moje życie solo

Dziś jestem samotną matką z trójką dzieci. Każde z innym facetem. Wstydzę się tego, wstydzę się nawet swoim koleżankom spojrzeć w oczy, bo wydaje mi się, że za plecami mnie obgadują. Nie dziwię się im – sama bym się nie powstrzymała. Jestem też skrajnie zmęczona, choć teraz przebywam na urlopie macierzyńskim z synkiem. Nie wyobrażam sobie jednak, co będzie za kilka tygodni, gdy będę musiała wracać do pracy. Proszę pomóżcie, pocieszcie mnie jakoś.

Ewa