Macierzyństwo Zdrowie

Mapa zdrowia intymnego kobiety. Sprawdź jak dbać o siebie (i swoją córkę)

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
1 lutego 2016
Fot. iStock / gruizza
 

Nasza kobiecość towarzyszy nam zawsze – bez względu na wiek i okoliczności, nie pojawia się i nie znika. Sprawdź, dokładnie swoją mapę intymnego zdrowia.

Start – Zdrowy filar

Zacznijmy od początku. Żeby utrzymać zdrowie, trzeba je najpierw mieć. Niby banał, ale bez tego ani rusz. Czyli lepiej zapobiegać niż leczyć. I w przypadku zdrowia poniżej pasa sprawdza się w 100 procentach. Dla kobiet najważniejsze jest utrzymanie równowagi swojego intymnego świata. A co oznacza równowaga?

Zachowanie naturalnej równowagi mikroflory pochwy czyli zdecydowana dominacja bakterii Lactobacillus (u Polek powinny stanowić około 98%) niezbędnych  do naturalnej ochrony przed szkodliwymi drobnoustrojami. To tylko z pozoru łatwe zadanie, bo na ekosystem pochwy wpływa codziennie bardzo wiele czynników np.:  antybiotykoterapia, okres życia, w którym się znajdują (np. menopauza, poród, ciąża), aktywność seksualna, antykoncepcja, infekcje – choćby układu oddechowego,  zmiana trybu życia, podróż, dieta wysokocukrowa, czy wizyta na basenie… Jeżeli naturalna mikroflora pochwy jest naruszona – bardzo łatwo o infekcję intymną.

Co kiedy tracisz właściwą drogę?

Pierwsze objawy rozwijającej się infekcji intymnej, są bardzo łatwe do zaobserwowania:

Typowe objawy związane są z – procesem zapalnym i obejmują zaczerwienienie warg sromowych i ścian pochwy, ich obrzęk, ponadto pojawia się świąd i pieczenie okolicy przedsionka pochwy, może wystąpić zwiększona wydzielina o zmiennym zabarwieniu i nieprzyjemnym zapachu. Mogą pojawiają się bóle przy oddawaniu moczu . W przebiegu części infekcji np. wirusowych czy w bakteryjnej waginozie objawy te jednak mogą nie wystąpić (czyli nie ma ani nieprzyjemnego zapachu, ani upławów). – Rzadziej występują plamienia. 

Postój – ciąża

Bardzo ważny moment w życiu kobiety i zdecydowanie kłopotliwy. – W czasie ciąży zmiany hormonalne – prowadzą do podwyższenia odczynu pH z kwaśnego na bardziej zasadowy, śluzówki są rozpulchnione, a szyjka znajduje się macicy niżej. To właśnie dlatego, ciężarne tak często borykają się z infekcjami intymnymi. A te – mogą okazać się niebezpieczne dla rozwijającego się dziecka i przysporzyć sporo problemów łącznie z  – porodem przedwczesnym. Dlatego profilaktyka i pomoc w obronie organizmu jest bardzo ważna. –

Zdecydowanie wszystkie infekcje podczas ciąży wymagają leczenia i wizyty u ginekologa – bez żadnego „ale”. Pomocne bywają probiotyki ginekologiczne oraz odpowiednie środki do higieny intymnej. Odpowiednie wcale nie oznacza z ładnym bobaskiem, czy ciążowym brzuszkiem na kartoniku. Dobre, znaczy przebadane klinicznie, z rekomendacją Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, sprawdzone przez ginekologów (np. probiotyk dopochwowy invag, doustny: prOVag).

Mała praktyczna rada –nie  kieruj się głosami z reklamy, które krzyczą, że tylko płyn X jest najlepszy, bo specjalnie przygotowany dla kobiet po porodzie. Nie kupuj innego niewypróbowanego kosmetyku, specjalnie na tę okazję – nie ma chyba nic gorszego niż swędzenie lub alergia tuż po porodzie (kiedy krocze kobiety i tak dalekie jest od stanu bezproblemowego, o ewentualnych szwach nie wspominając). Wybierz i wypróbuj kosmetyk dużo wcześniej.

My polecamy dziś preparaty z serii prOVag® – dobre, bo bezpieczne, hipoalergiczne i przyjazne, ale przede wszystkim stworzone dla Polek.

prOVag® emulsja – to specjalistyczna hipoalergiczna emulsja do higieny intymnej dla kobiet i dzieci, która pomaga zapobiegać problemom intymnym, delikatnie myje, pielęgnuje, łagodzi podrażnienia, nawilża, przyspiesza regenerację, eliminuje nieprzyjemne zapachy. Składniki wykazują działanie hamujące rozwój niekorzystnych drobnoustrojów (także grzybów), przy jednoczesnej promocji wzrostu dobroczynnych Lactobacillus.
Polecana szczególnie dla: alergików, kobiet podatnych na nawracające problemy układu moczowo-płciowego, kobiet ciężarnych, w połogu, w menopauzie. Nie zawiera parabenów, konserwantów, barwników, SLES, SLS, mydła, potencjalnych substancji alergizujących.”

Cena, jak najbardziej godna polecenia – ok. 14,99 zł w sieciowej aptece.

Przystanek – dziecko

No jakie to dziecko może mieć problemy? Pewnie większość z nas tak pomyśli – kiedyś to się dzieci myło mydłem i nic im nie było – doda ktoś jeszcze. Ano nie wszystkie. Sama byłam mocno zaskoczona, gdy infekcja dopadła moją 4-latkę w zeszłym roku. – Ale jakim cudem? – ano to zupełnie tak jak z nami dorosłymi kobietami – są takie, które nie mają większych problemów, inne ledwo zaleczą jedne zakażenie a znów coś się zaczyna od nowa – ktoś powie taka uroda – i to po części racja. Różnimy się, również podatnością na infekcje intymne. Czynników wywołujących problemy u dzieci jest wiele jak choćby noszenie sztucznych pieluch, niedostateczna higiena, kosmetyki naruszające równowagę skóry, dieta bogata w węglowodany, cukry proste, uboga w warzywa, antybiotykoterapia czy w przypadku dzieci – niefortunna nauka samodzielności w toalecie.

Dobra wiadomość? Oprócz kory dębu jest coś jeszcze. prOVag® emulsja i żel – można stosować u dzieci. Emulsję do higieny intymnej, po 1 roku życia. Jest bardzo delikatna – i naprawdę nie szczypie a przede wszystkim chroni przed problemami intymnymi.

Punkt kontrolny – dojrzałość

O zdrowie trzeba dbać zawsze, dojrzała kobieta wie to doskonale. Wiele zmienia się w naszych ciałach z czasem. Podczas menopauzy czy podczas stosowani antykoncepcji hormonalnej, pomoc w utrzymaniu odpowiedniego pH pochwy bywa niezbędna zwłaszcza, że  wchodząc w okres menopauzy tracimy ochronne Lactobacillus, tym bardziej trzeba się chronić i wzmacniać stosując. dobre probiotyki ginekologiczne Pomogą one również uchronić się przed infekcjami układu moczowego.

Kobiecość nie kończy się, tak jak się nie zaczyna – zatem można powiedzieć, że nigdy nie możemy spoczywać na laurach. Ale w życiu już tak jest, że pielęgnować i hołubić swoje skarby, możemy tylko aktywnie.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Dowiedz się więcej www.provag.info


Artykuł powstał we współpracy z marką ProVag


Macierzyństwo Zdrowie

Nie taki lęk straszny… Jak sobie radzić ze swoimi obawami

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 lutego 2016
Fot. iStock / IBushuev
 

Czasem odczuwasz taki lęk, że nie jesteś w stanie stawić czoła rzeczywistości. Innym razem twoje obawy to zwykłe strachy na lachy, wynikające z chwili słabości, zwątpienia, ale nie permanentnego braku pewności siebie i problemów, które leżą głębiej. W obu przypadkach to uczucie strachu, czy to przed nowym, nieznanym, czy to przed życiem po prostu wymaga od nas podjęcia jakiegoś działania, wysiłku, zmiany. Jak zmienić to wszystko, tam w głowie? Jak sobie radzić z lękami? Oto kilka pomocnych kroków.

1. Stań oko w oko z tym, czego się boisz

Łatwo powiedzieć… Ale spokojnie, chodzi tutaj tylko o to, żeby jak najdokładniej określić źródło lęku. Zacząć od pytania: czy moje obawy mają realne uzasadnienie czy to wszystko tylko dzieje się w mojej wyobraźni? Jeśli to poważne, realne zagrożenie, warto szukać pomocy na zewnątrz (siebie). Rozmawiać z najbliższymi, szukać wspólnie rozwiązania. A jeśli są to emocje wyolbrzymione przez moje postrzeganie świata, należy postawić następne pytanie: dlaczego moje niczym nieuzasadnione obawy stoją na przeszkodzie realizacji moich planów? Czy to one mają nade mną moc, czy też to ja potrafię nad nimi zapanować?

2.Odwróć myśli od tego, co powoduje strach

Metoda, która może na pierwszy rzut oka zdać się unikaniem konfrontacji z lękami. Odwołuje się do „rozumowego” radzenia sobie z lękiem. Pomocna zwłaszcza wtedy, gdy przytłacza cię nadmiar obowiązków. Staraj się skierować myśli na inne tory, nie stać cię teraz na trwonienie czasu na lęk: masz mnóstwo na głowie. Ta głowa kocha się martwić, analizować, badać z każdej strony. Więc… trzeba ją zająć czymś innym niż strach. Najlepiej czymś pozytywnym, miłym. Przywołać z pamięci sytuacje, które zakończyły się twoim sukcesem, wzmocniły poczucie twojej wartości, świadczą o tym, że sobie radzisz.

3. Pomyśl o korzyściach, jakie niesie ze sobą stawianie czoła lękom

Opanowanie strachu to wyzwanie, tak też je potraktuj. Zamiast dosłownie dręczyć się swoimi obawami, podejmij tę próbę i zawalcz. Jak? Koncentruj się w myślach na tym, jak wiele da ci uwolnienie się od twoich lęków. Wyobrażaj sobie emocje towarzyszące momentowi, w którym czujesz, że już się nie boisz. Myśl o sobie jako o osobie silnej, takiej, która potrafi zawalczyć ze swoimi słabościami. Na początek wystarczy, że spróbujesz. Efekty przyjdą z czasem, ale musisz ćwiczyć swój charakter i umysł.

4. Wyeliminuj negatywne postrzeganie siebie

Większość naszych codziennych lęków bierze się z bardzo niskiej samooceny. Logiczną inwestycją będzie więc praca nad zmianą podejścia do swojego „ja”. Koniec z myśleniem „taka jestem…”. Dla siebie samej, a w konsekwencji dla najbliższych także, powtarzaj sobie (nawet jeśli wydaje ci się to sztuczne) „Zasługuję na dużo dobrego. Stać mnie na wiele. Wiele potrafię. Dam radę.” Traktuj się dobrze, a lęki zaczną ustępować.

5. Pracuj nad poczuciem kontroli

Lęki są często związane z uczuciem, że wszystko wymyka nam się spod kontroli i trudno nam wrócić do równowagi. Zacznij od podstaw i przywróć kontrolę nad tym, co związane z twoim ciałem: koncentruj się na zbilansowanej zdrowej diecie, odpowiedniej dawce snu i … aktywności fizycznej. Ruch pozwoli ci pozbyć się ciśnienia związanego z kłębiącymi się w tobie emocjami.

Oczywiście, nikt nie potrafi żyć nie odczuwając czasem pewnych obaw. To naturalne. Ale strach, który blokuje życiowe decyzje, paraliżuje, to zdecydowanie coś, z czym trzeba umieć sobie radzić. Nie tkwij w martwym punkcie, spróbuj zacząć działać już dziś.


Macierzyństwo Zdrowie

Ona jedno, a on drugie. I tak sobie grają… zasłuchani – każdy w swoją melodię

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
1 lutego 2016
Fot. Unsplash / Padurariu Alexandru / CC0 Public Domain

Wydawało jej się zawsze, że ma misję. Ona jedno, a on drugie. Taką konkretną misję do spełnienia. Naprawi go, ulepszy, uczyni go szczęśliwym. Bo przecież widzi, że się biedak męczy w tym swoim nędznym życiu pełnym aspektów  kuszących. Może była i głupia, ale głęboko wierzyła, że kto jak kto, ale moc to ona ma. Kochała go przecież, a miłość wiadomo…. cuda czyni. Trzeba tylko być cierpliwym – myślała. I wybaczać. I jeszcze nie widzieć i nie słyszeć jakiegoś MILIONA rzeczy. Jak człowiek to potrafi, to będzie dobrze. Jakoś da się przeżyć tę miłość, co to inni mówią, że jest nie do przeżycia. Ale gdzie oni się znają?! Pewnie nigdy nie kochali, więc i wymądrzać się jest im łatwiej.

Była pokorna i cichutka jak myszka. Gdy przychodził nie wiadomo skąd, pachnący inaczej i jakby intensywniej, pytań nie zadawała, bo przecież już wtedy miał minę jak po tragedii. Parzyła mu herbatę, albo lała wódki. Wybierał wódkę, bez słowa dziękuję. A potem nawet gadać mu się z nią nie chciało. Taka wydawała mu się nadmiernie uległa. Niby ładna, niby mądra, w łóżku jak w marzeniu co się spełnia na skinienie… A jednak kochać jej nie potrafił. Bo była taka bezbarwna. Bezsensownie zakochana, a przy tym, taka jakaś… jakby myślała, że to on jest zagubiony, że jest krzykiem Muncha na moście, rozbitkiem dryfującym na oceanie życia. Tymczasem wódka właśnie jakby docierała do niego, i uświadamiał sobie, że przecież chwilę wcześniej oplatały go włosy brunetki z baru i jak nigdy przedtem tak tym razem czuł je WŁOS PO WŁOSIE. Czuł je na twarzy i na szyi i czuł je na ciele gdy płynęły jak burzliwy strumień…. Więc poprosił by przyniosła butelkę i sok bo do świtu było jeszcze daleko.

Przyniosła rzecz jasna. Dorzuciła jeszcze kanapkę. Wyglądał przecież na zabiedzonego. Czy w ogóle je? Odżywia się jakoś? Mój boże, myślała, oby tylko w chorobę się nie wpędził jakąś. A może już jest chory, skoro nic nie mówi. I myślami tak błądzi jakby w innym świecie. Przytuli się do niego, pogłaszcze, ukocha. To z pewnością pomoże. Ta miłość, którą w sobie ma, jest jak lek na całe zło, myślała. I nuciła w głowie, całą prawie piosenkę.  Szczęśliwa, że przyszedł do niej. Choć w sumie wiedziała, że przyszedł od niej. Kimkolwiek by ona, ta ona,  nie była.

Spoglądał więc na nią i w sumie wierzyć mu się nie chciało. Jak to możliwe, że ona nie wie skąd przyszedł? Jest środek nocy na  miłość boską, a on pachnie kobietą, tą ośmiornicą, która wbiła mu macki w sam środek  mózgu jak jakaś szamanka!  Tymczasem ona, siostra miłosierdzia, chyba ma misję jakąś do spełnienia, bo oto proszę! Kanapka z sałatą i z pomidorem… i ja pier**lę! Nie da się żyć z taką kobietą! I tylko po co do cholery tak po nocy ja ciągle do niej ściągam!?…. Tak pytał się samego siebie, rzecz jasna.

Ja wiem, że w tym sensu żadnego nie ma. Cóż, skoro tak właśnie się plecie, ta historia stara jak świat. Kto czytał Nieznośną Lekkość Bytu, ten wie. Rzecz w tym, że historia ta cała z miłością wspólnego nic nie ma. Żyję już trochę na tej planecie, ale ciągle nie wiem, dlaczego facet taki jak on, ściąga do kobiety, takiej jak ona. Wiadomo, że on ożeni się gdzie indziej, a i ona… po wielu wylanych łzach…. ożeni się też. I również gdzie indziej.Więc po co, na boga, cały ten cyrk?

Ok. Nie powiem. Sama młoda byłam, sama po linie chodziłam i akrobacje wyprawiałam dla tego faceta co w nosie mnie miał. I może z braku laku, czasem poświęcał mi swój czas. Choć trudno to nazwać było poświęcaniem, kiedy on w głowie był gdzie indziej, pewnie przy tej brunetce – ośmiornicy, z baru vis a vis. Dzisiaj już trochę dorosłam i palcem nie chce mi się skinąć. Za to jak facet po linie sprawnie śmiga i na trapezach cuda wyprawia to nie powiem… patrzę sobie na to z ubawem i z poczuciem zadowolenia. Schlebia mi to rzecz jasna bo z wiekiem trochę próżna się zrobiłam. A może nie tyle próżna co pewna siebie i nie tyle z wiekiem co z tą pracą, którą odrobiłam budując poczucie własnej wartości. Ech! Gdyby kobiety choć ułamek czasu, który z takim zawzięciem poświęcają mężczyźnie, poświęciły pracy nad owym poczuciem wartości, to cyrk nie byłby cyrkiem, a fantastycznie realizowaną adoracją dwojga ludzi. Opartą na szacunku i partnerstwie, a prowadzącą do zadowolonego życia.

Wiem. Jest inaczej. Każdy ma swoje doświadczenia, które zabierają nas w całkowicie unikalną, życiową podróż. I wiem. Każdy ma też swoje lekcje, które odrobić po prostu musi. Błąd chyba odwieczny na tym polega, że w drugiej osobie, my kobiety zwłaszcza, upatrujemy rozwiązań. I ciągniemy ludzi ze sobą w tę podróż jak jakiś bagaż, przekonani, że otworzymy im oczy na piękny świat…. Tyle że ten świat, ten nasz prywatny świat, mało kogo interesuje. W praktyce wygląda to właśnie tak: ona, z powodów które w niej się usadowiły, wierzy że misję ma do spełnienia. Że tego faceta, co to na łeb na szyję w zatracenie pędzi, uratuje od upadku druzgoczącego. Kocha go tak jak nikt jej nigdy nie kochał i wierzy że TAKA miłość to nie ma mocnych, cuda zdziała. On tymczasem, przychodzi do niej, bo potrzebuje oddech złapać. Od tej zabawy, od tej intensywności, od nadmiaru adrenaliny, bo to ją właśnie kocha, choć czasem po prostu wyspać się musi. A u niej, tej bezbarwnej, zawsze spokój ma.

I tak sobie żyje, dwoje ludzi. Całkowicie niekompatybilnych. Ona jedno, a on drugie. Gdyby w orkiestrze grali nie dałoby się takiej muzyki słuchać. A jednak oni nie słyszą żadnego fałszu, bo sobie każde nuty wymyśliło własne i tak się zasłuchało w swojej linii melodycznej, że tylko tę jedną melodię słyszy. No i robi się cyrk. A towarzystwo przyjaciół dookoła za głowę się po prostu łapie.

Gdyby taka ona miała wszystko poukładane w departamencie: poczucie własnej wartości, to taka ona, po pierwsze bezbarwna wcale by nie była, po drugie pierwsze skrzypce by grała i byle grajek szans by nie miał (o odwadze nie wspominając) na nocne wizyty wypoczynkowe. Za to wirtuoz… to już inna sprawa. Tenże bowiem rozpoznając warsztat i kunszt pokłoniłby się jak należy i adoracji oddałby się bez reszty. I nie chcę tutaj popadać w jakąś pompatyczność, ale taka ona i taki on, żyliby z pewnością długo i szczęśliwie… Szkoda tylko że dopiero teraz o tym wszystkim tak dobrze wiem. Chociaż z drugiej strony, lepiej późno niż wcale.


Zobacz także

„Nie użerają się z teściami i są super zorganizowane”. Czego można pozazdrościć samotnym matkom?

Cudowna soja wcale nie jest taka wspaniała. Komu może zaszkodzić i w jakich produktach spożywczych się ukrywa?

Cudowna soja wcale nie jest taka wspaniała. Komu może zaszkodzić i w jakich produktach spożywczych się ukrywa?

Chcesz wiedzieć, jaką jesteś (będziesz) mamą? Sprawdź, co o macierzyństwie mówi horoskop