Związek

Pytasz, czy miłość istnieje? Tak, jestem tego pewna. Wiem, bo przez chwilę ją miałam

Femme fatale
Femme fatale
14 lutego 2016
Fot. Flickr / Donnie Ray Jones / CC BY
 

Jakiś czas temu. Jedziemy do pracy.  – Ludzie w ogóle nie są stworzeni, żeby tak długo żyć ze sobą… Nic dziwnego, że wszyscy się rozstają. Dzisiaj już tego nie potrafią. Całe życie to przecież kawał czasu, kto by wytrzymał? – rzuca znajomy. – Nie – odpowiadam, bo naprawdę wierzę w miłość, choć ta zdarza się rzadko, a i wtedy wymyka się zazwyczaj przez palce. Takie czasy? Nie. To wymówka od wszystkiego.

Czy ludzie nie potrafią być ze sobą – naprawdę? Tak. Bardziej niż kiedyś. Mój znajomy chyba długo w miłość nie wierzył. Chyba nie tylko on. Wielu nie wierzy. Trudno uwierzyć w coś, czego się nie widziało.

Jedni mówią o chemii, drudzy o przywiązaniu. Ale żaden z nich chyba nigdy miłości nie miał szczęścia dotknąć. Choć na chwilę, choć opuszkiem małego palca. Bo czy to w ogóle możliwe, żeby z całym przekonaniem odmawiać jej istnienia?

Takie czasy…

Jakie? Bo łatwiej jest odejść, zostawić wszystko? I dobrze. Dobrze dla wszystkich kobiet, które miłość biła w twarz i nazywała suką. Dzięki Bogu dziś „łatwiej” im odejść – podobno. Bo tak naprawdę wcale łatwiej im nie jest. W tym roku otworzyłam szeroko ze zdumienia oczy. Dwie moje dobre znajome otworzyły usta. Jedną miłość zamykała w mieszkaniu, drugą szarpała i nadal szarpie. I wcale nie jest łatwiej uciec. Takie czasy… Oby nie. Czy to znaczy, że nie ma miłości? Nie. Ona jest, ale prawdziwa miłość nigdy nie jest przemocą – choć czasem głębiej rani niż rzucona w twarz szmata i drzwi kuchennej szafki uderzające o głowę.

Takie czasy…

Czasy może są i bardziej łaskawe dla miłości. Kto dwadzieścia lat temu pomyślałby o terapii małżeńskiej? Ale udawajmy, że czasy są złe. Nie my.

Patrzę na moich rodziców z podziwem, tyle lat. Choć nigdy różowo im w życiu nie było – mieli siebie. Choć nie raz, nie dwa mieli powód, żeby trzasnąć drzwiami… I nie trzaskali – nie dlatego, że nie mieli wyjścia, dlatego, że to wszystko nie było ważne – bo oni byli dla siebie najważniejsi. Nadal są. Każdy problem był tylko problemem, bo mieli siebie. Zazdroszczę im tego. Tej pewności. To właśnie jest miłość. Taką ją widzę. I jestem na nich trochę zła. Pokazali mi coś prawie nieosiągalnego. Jestem zła, bo przez nich wierzę, że można… że się udaje. Wiem, że miłość taka być potrafi. Dobra, wyrozumiała, pewna, ale i wymagająca, cholernie wymagająca. Totalna.

Dlaczego tak bardzo nam jej brakuje? Nie potrafimy jej mieć?

Bo miłości mieć się nie da. Dziś chcemy mieć wszystko. Tego kogoś też. A im bardziej tę nadajemy komuś akt własności, uświęcamy prawowitość do posiadania tej miłości, tym mocniej i szybciej ją tracimy. Miłość nie znosi niewoli, znika w niej szybciej, niż byśmy chcieli.

Takie czasy…

Szukamy miłości rozpaczliwie, a jej przecież nie da się znaleźć. Można w nią wierzyć, można ją czuć, można ją nawet dawać… ale nigdy nie da się jej odebrać, posiąść.

Dziś musimy mieć wszystko, nawet seks „mamy”. A jej jednej nie da się kupić, nawet za najwyższą cenę – całkowitego oddania. Próbowałam, nawet taka cena jest zbyt niska za miłość prawdziwą. Ta jest tylko dla wybranych. A jedyną decyzją, jaką możemy w miłości podjąć – to przyjąć ją lub odtrącić, pozwolić jej odejść, zmienić się lub zgasnąć. Trudny wybór. Takie czasy, że tych wyborów unikamy. Wolimy udawać, że jej nie ma.

Miałam ją przez chwilę – tak przynajmniej mi się wydawało, zanim zrozumiałam że mieć jej nie można. Można ją poznać. Moja mi ucieka, a ja chyba czuję, że powinnam zwrócić jej wolność. Może wróci, gdy zechce. Inna. Wolę puścić ją teraz, bo gdy będę zbyt mocno ją zatrzymywać zniknie na pewno. A wtedy już nie będę mogła w nią wierzyć. Czy była prawdziwa? Z całą pewnością, zawsze. Z nią poznałam wiele miłości, tę matczyną, tę największą również.

Pytasz czy miłość istnieje, jestem pewna, że tak. Wystarczy, że przestaniesz udawać, że jej nie ma. Pozwolisz sobie na brak kontroli, a potem wybierzesz, czy chcesz ją przyjąć.

I czy się to nam podoba czy nie, zawsze gdzieś jest ktoś, kto nas kocha. Choćbyśmy nie wierzyli najmocniej na świecie.


Związek

Dziś już nawet nie potraficie ani się kochać, ani pieprzyć… Smutny ten seks, ja jednak podziękuję

Femme fatale
Femme fatale
28 lutego 2016
Fot. Pexels / Adrianna Calvo / CC0 Public Domain
 

Dojrzała kobieta potrafi brać sobie seks – czytam… Być może. Dziś słucham przyjaciółki przez telefon „miała świetny seks”, w ogóle często seks „uprawia”. Ale jakoś tak mało radości z tej uprawy w życiu. Tylko na chwilę. A może ja jestem taka niepostępowa, bo nie nęcą mnie oczywistości?

Nie uprawiam seksu – uprawiam zioła na kuchennym oknie. Nie umawiam się na seks. W ogóle okazuje się, że nie umawiam się zbyt często na coś, tylko z kimś. I gdy już się umówię słucham wielu historii, są smutne. Seks jak mecz ping ponga… tylko krótszy. I czasem nie do końca wiemy, z kim gramy.

Sałatka czy szybki numerek? Fucking friends czy karnet na siłownię? Te wybory… A ty masz już plany na wieczór? Może zamiast „dodaj do znajomych” zrobimy guzik „pieprz mnie”? Będzie jeszcze szybciej, łatwiej, pewniej. Nowocześniej – jak na wyzwolonych ludzi przystało. Bez tego śmiesznego udawania…

Przeraża mnie ten świat. Świat, który sami odzieramy konsekwentnie ze wszystkiego, co ma smak, również z seksu. Seksu na miarę zdobycia swojego Everestu. Dobrego, najlepszego. Nieśmiałego kochania i odważnego aktu. Pewnego lub drżącego na granicy, czy w ogóle  się zdarzy.

Sztuka kochania

Już samo słowo „kochać się” napawa grozą. Kochać… to z miłością, albo chociaż krótkim zakochaniem, motylkami w brzuchu. Uniesienia znacznie trudniejsze do złapania niż sex health. Nie mierzoną ani jakością, ani ilością damskich orgazmów. Coś więcej, coś co zobowiązuje… współczesna ohyda. Na co komu tyle komplikacji w życiu? Te wszystkie niepotrzebny sceny, prawdziwy teatr – a przecież wszyscy wiemy do czego zmierza… Kocham ten teatr, stara reżyserka szkoła budowania napięcia potrafi ze smakiem potęgować doznania. Ale się tego nie dowiecie. To wysiłek, a nikt nie da gwarancji sukcesu.

Ona i on. Lata razem. A jednak nigdy nie mieli problemu w łóżku. Jak to w życiu różnie bywało, rodziły się dzieci, seks się zmieniał. Ale nigdy się nie znudził, nigdy nie był tylko seksem. Podczas gdy inni rozpaczliwie próbowali łatać rozdarte małżeńskie prześcieradła nowymi gadżetami, oni byli blisko. W łóżku – najbliżej jak to możliwe. Dla siebie. W różnych rytmach i emocjach. Nie znudziło im się. Zawsze jest niepowtarzalnie. Bo to oni są ważni.

Dla kobiety umówić się na seks, to jak dać jej mikser na urodziny (gdy ona marzy o Paryżu).

Pieprzenie się też ma swoje emocje

Bez nich byłoby niczym.

Smutne to czasy dla romantyków. Ale równie trudne dla namiętnych kochanków i łóżkowych kolekcjonerów, bo namiętność nie jest dziś w cenie. „Jak to się skończy?” – mało kto dziś się nad tym zastanawia, gdy pyta „pójdziemy do mnie?”. Namiętność wisząca w powietrzu – a jednak niespełniona. Podchody. Gra słów. Czas. Uwodzenie.

Ten moment gdy się spotykacie – ale nie macie pewności. Nie – bo tak sobie zaplanowaliście. Bo jest pożądanie, każdy kto was minie czuje rosnące napięcie. Chemię, której nie da się kupić, jak zabawek w sex shopie. Po co komu podniecenie, to tylko seks. Tylko seks. Seks z mikrofalówki. Nie może być wyjątkowy.

Ale też i nie ma taki być. Ma być w ogóle, po prostu. Dla zdrowia, dla sportu, dla własnego ego albo swojej gry w udawanie. Bez względu na to,  jak bardzo to sobie zracjonalizujemy, to tylko półprodukt, namiastka tego, czego nie potrafi się stworzyć, choć pragnie.

Lubię te zobowiązania

Zobowiązanie do miłości albo do pożądania. Do tego, że dajesz siebie albo będziesz długo pamiętać. Nawet jeśli tylko raz, bez hoolywodzkiego story w tle, długo będzie cię budził ten zapach, muzyka, te ciarki na skórze. Tembr jego głosu, rytm oddechu, skrzypiące łóżko. Ten jeden jedyny w swoim rodzaju szczegół. Światło wpadające przez okno i zapach chłodnego poranka. One nie są anonimowe. Tak jak ten papieros po, który wtedy smakował zupełnie inaczej. Zapamiętałaś ten smak.

Naprawdę uważasz, że świetnie jest „uprawiać” seks? Więc po co ci do niego kochanek? Tak kochanek – nie partner.

Seks health można załatwić w pojedynkę, tak samo jak samemu można zjeść kolację. Jeść trzeba, ale to już żadna przyjemność.


Związek

5 powodów, dla których nie warto nigdy mieć dzieci

Femme fatale
Femme fatale
24 stycznia 2016
Fot. iStock / ArtMarie

Dzieci zmieniają całe twoje życie. Bezpowrotnie. Zmieniasz się ty. Zmienia się cały twój świat. Wszystko, co znałeś, kochałeś już nie będzie ważne, nic nie będzie takie samo. Zastanów się dobrze, a jeśli dzieci masz, żałuj teraz i zobacz, kim się stałeś.

Stres

Po co ci to? Pół sekundy zmienia się w całą wieczność, dla ciebie trwa  co najmniej dwie minuty. Od momentu, gdy widzisz, że twoje dziecko spadnie z roweru czy kanapy – do momentu gdy uderzy o ziemię. Po co ci te dwie sekundy migających w głowie scenariuszy – czy tylko zedrze kolano, złapie równowagę, czy skręci kark. Po co ci świadomość jak smakuje prawdziwy stres, gdy nie możesz nawrzucać szefowi. Gdy wpadasz zimą w poślizg i wiesz, że nie jedziesz sam. Nie warto marnować zdrowia na stresowanie się przedszkolnym przestawieniem, naprawdę tego chcesz? Po co ci to? Nie warto.

Odpowiedzialność

Wstrętne słowo odzierające cię z młodości. A co jak dziś młodość to najtwardsza waluta. Kim będziesz, jeśli nagle staniesz się odpowiedzialny?  Skamieliną, nudziarzem, smutkiem – nie człowiekiem. Nie starczy dla ciebie pewnie miejsca w prawdziwym życiu. Odpowiedzialność cię skruszy. Zmieni – wbrew twojej woli.  Już nie będziesz po pijaku spacerować po barierkach mostu mając za wsparcie ramię przyjaciela, nie zajarasz jointa z nieznajomymi, bo w końcu żyje się raz… tylko raz. Właśnie. Kiedy inni będą się bawić bez oporów, ty będziesz dbać o to, co masz, o to co cenisz, o to dla czego żyjesz. Nie warto. Bez tego przecież wszystko jest prostsze.

Lustro

Okrutne zwierciadło prawdy. Największa lekcja jaką można dostać w życiu. Lekcja pokory, akceptacji i cierpliwości. Nie warto ryzykować przecież konfrontacje z tym, co dla nas najtrudniejsze. Gdy usłysz z ust pięciolatki swoje słowa – i poczujesz, jakie są oceniające. Gdy zacznie gderać jak ty. Kiedy zobaczysz w niej siebie. Kiedy ze złości będziesz zagryzać wargi widząc w najważniejszej osobie w twoim życiu najbardziej znienawidzoną cechę. Gdy przyjdzie ci z pokorą co dzień mierzyć się z jej flegmatycznością czy wręcz przeciwnie. I nie uciekniesz jak przed irytującą przyjaciółką – „sorry, dzisiaj nie mogę.”. Nauczysz się walczyć z sobą. Zechcesz zmieniać siebie (a to do tej pory nie byłam doskonała? Jak to?). Ciężko pracować, choć do tej pory nie było to konieczne – „jestem, jaki jestem”.

Słabość

Jesteś teraz słaby jak starzec. Nie daj sobie wmówić, że to wszystko daje ci siłę i mądrość. Czy gdybyś nie miał dzieci, milczałbyś w tak wielu sprawach? Był bardziej uprzejmy dla obcych? Miał więcej pokory i hamulców wobec drugiego człowieka. Czy powstrzymywał byś się tak wiele razy? Widzisz, to wszystko przez dzieci. To przez nie nie idziesz po trupach do celu. A tak wiele mógłbyś zyskać…

Strach

Strach cię blokuje, paraliżuje. Stałeś się przez niego miękki i ostrożny. Z rezerwą wydajesz pieniądze. I nigdy wcześniej w życiu tak bardzo się nie bałeś. Teraz boisz się absurdalnych rzeczy: że jesteś złym człowiekiem, nie dość dobrym (proszę, cię kto ty?). Że podjąłeś złe decyzje (błagam cię, kiedyś przez myśl by ci to nie przeszło mięczaku!). Że masz tak wiele do stracenia. Twój strach cię ogranicza, a wszystko przez nie. Naprawdę chcesz już zawsze decydować o swoim życiu rozważnie? Bez tej adrenalinki? Nie warto…

I jeszcze te banały – dzieci są takie słodkie, niewinne, są nadzieją i przyszłością… spójrz na zdjęcie na górze. Widzisz tam przyszłość?

Ja widzę. Mam dwójkę dzieci. Dopiero teraz wiem, jak smakuje prawdziwy stres, odpowiedzialność i bezsilność. Czasem oddałabym wiele, by tego nie wiedzieć, a jednak nie żałuję.

Mam dzieci i kim się stałam dzięki nim? Dojrzałam, poznałam ciężar prawdziwej odpowiedzialności, poczułam realny strach, który nauczyłam się ujarzmiać. Musiałam nauczyć się czekać i cieszyć z wielu spraw, które nikogo nie obchodzą. Jestem zmęczona i mniej wojownicza i… szczęśliwa z tego powodu. Jeżeli zdecydujesz się na dzieci – nie uciekniesz. Już nigdy. I mimo tego wszystkiego tobie (i sobie) tego życzę.


Do napisania tekstu zainspirował mnie suchar z Buzzfeeda – 27 Reasons You Should Never Visit Poland