Związek

„Powiedziałeś, że zmarnowałam ci życie. Jak ja teraz mam iść z tobą do łóżka?!”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 listopada 2021
fot. princessdlaf/iStock
 

Najpierw liczę pieniądze. Jestem pielęgniarką i zarabiam kiepsko, niecałe trzy tysiące złotych. Ale jest jeszcze 500+, no i pewnie dostanę od ciebie jakieś alimenty. Gdybym poszła pracować dodatkowo gdzieś prywatnie, to chyba… dałabym radę sama. Bez ciebie. Potem pytam moje samotne koleżanki, ile one potrzebują pieniędzy miesięcznie, by utrzymać się z dziećmi? Jak to jest być samotną matką? Czy da się tak żyć? Czy jest bardzo ciężko? I ciągle waham się i boję.

Policzyłam też, że przez co najmniej trzynaście z siedemnastu lat naszego małżeństwa czuję się nieszczęśliwa. Na różne sposoby. Może wina leży po mojej stronie? Może to mój, a nie twój defekt? Co jakiś czas zastanawiam się, czy nie byłoby mi lepiej bez ciebie. Tym mocniej to do mnie dociera, jak widzę, że na twoje głupie komentarze, nasze dzieci wywracają oczami. Po co im patrzeć na nieszczęśliwych sfrustrowanych rodziców?

Ty mnie pytasz, czy mam kogoś, bo ostatnio tak rzadko uprawiamy seks. Oczywiście, że nie mam nikogo! Po prostu nie potrafię iść z tobą do łóżka, jeśli ty poprzedniego dnia spiłeś się piwem, coś bredziłeś i usnąłeś w butach przy włączonym telewizorze. Nie dziw się, że nie mam ochoty! Przedwczoraj dla odmiany powiedziałeś mi, że zmarnowałam ci życie, bo ty musiałeś wiele lat nas utrzymywać, a ja tylko zajmowałam się domem. Wykrzyczałeś, że ty też czujesz się nieszczęśliwy, że nic cię już nie cieszy, nawet nasze dzieci. Nic! Że masz doła i wszystko jest w naszym domu beznadziejne, nie widzisz nic ekscytującego, żadnej sensownej przed nami perspektywy. To jak ja mam iść z tobą do tego łóżka? Jak po takiej awanturze znów poczuć namiętność. Dziwisz się? Zmuszać się mam?

Ja wiem, że nie byłam i nie jestem idealną żoną. Wiele lat siedziałam z dziećmi w domu. Ile tych lat było… Dwanaście? Rozumiem, że to musiało cię męczyć. To moje miotanie się, co chcę robić w życiu. Raz pracowałam w sklepie z ubraniami, ale szefowa chciała bym przychodziła po południu, a dzieci z przedszkola ktoś musiał odbierać. Rodzice nam nie pomagali, a na opiekunkę nie starczało kasy, więc musiałam się zwolnić, by zająć się domem. Potem skończyłam kurs na księgową i pracowałam trochę dla firmy przyjaciółki, ale to kompletnie było nie dla mnie, robiłam błędy, nie lubiłam tego. Wtedy moje poczucie wartości, i tak już niskie, sięgnęło dna.

Na szczęście zawzięłam się i w końcu skończyłam wymarzone studia i poszłam do pracy, którą uwielbiam. Przynoszę do domu pieniądze, wiem, że niewiele, ale jednak przynoszę. Czuję jednak, jak bardzo frustruje cię fakt, że niczego naprawdę wielkiego razem się nie dorobiliśmy. Nie jeździmy na zagraniczne wakacje. Mamy siedemnastoletni samochód, którego podwozie już dawno zaczęło rdzewieć. Od… od nigdy nie wymieniliśmy szafek w kuchni. Nie kupujemy nowych mebli, gadżetów, modnych ubrań.

Ale przecież mamy trójkę fantastyczne dzieci. Naprawdę! Zazdroszczą nam ich wszyscy. Kiedy moje przyjaciółki opowiadają, że ich nastolatkowie mają depresje, albo co gorzej lądują w szpitalu psychiatrycznym, bo sobie nie radzą z emocjami, nasze dzieciaki rosną na mądrych i silnych ludzi. Może nie uczą się w szkołach na samych piątkach, ale są wyjątkowe! Czasem zastanawiam się, czy zdajesz sobie sprawę z tego, czyja to zasługa. Nasze dzieci są takie wspaniałe, dlatego że w dzieciństwie poświęciłam im sporo czasu. Kiedy moje przyjaciółki siedziały od rana do nocy w korporacjach i zarabiały kasę, a ich dziećmi zajmowały się wynajęte opiekunki, ja czytałam naszym bajki, gotowałam zdrowe zupki, chodziłam na spacery, wyjeżdżałam z nimi na wakacje pod namiot. Byłam na każde ich zawołanie, gotowa, by wysłuchać każdego żalu, przytulić i ponudzić się wspólnie.

Ciebie nie było, bo pracowałeś, by niczego nam nie brakowało. Ja to rozumiem i szanuję. Ale czy ty bierzesz pod uwagę, że moje solowe macierzyństwo też było wyczerpujące? Bo ty byłeś zawsze tak bardzo obok. Wracałeś z pracy o północy, gdy my już spaliśmy lub kładliśmy się spać. Wiem, że mogłeś przychodzić do nas wcześniej. Nadgodziny to była wymówka, by mieć od naszego gwaru święty spokój. Oddzieliłeś się. Do dziś tak jest. Mówisz: „Ja swoje pranie poskładałem, a reszta jest wasza”. To oznacza, że ja mam poskładać ubrania swoje i trójki dzieci. W naszej rodzinie panuje jakiś cholerny rozłam. Po jednej stronie jesteś ty, a po drugiej ja z dziećmi.

Nasze życie to ciągłe górki i dołki. Dołków jest oczywiście więcej, ale byłabym absolutnie niesprawiedliwa, gdybym nie wspomniała o czasach dla nas wyjątkowych! Tak, na początku mieliśmy genialny seks. Dużo seksu. Cudowne porozumienie. Bliskość. Czułość. Wszystko, i nie masz pojęcia jak ja cholernie za tym tęsknię. Powiem ci tak: gdybyś był dupkiem, za którego zgodziłabym się wyjść bez miłości, to może bym teraz nie cierpiała i nie walczyła. A ty nigdy dupkiem nie byłeś. W środku tej swojej skorupy jesteś cudownym facetem.

Pamiętam, że przez trzy lata, w samym środku naszego małżeństwa, było między nami całkiem dobrze. Kiedy nasz najstarszy syn poważnie zachorował, zjednoczyliśmy się. To był jedyny czas w naszym małżeństwie, kiedy nie wypominałeś mi, że nie pracuję. Wtedy połączyła nas walka o jego życie. Syn mógł umrzeć, miał sepsę i chyba to właśnie spowodowało, że jakoś otrząsnąłeś się ze swojego letargu. Postanowiliśmy ramię w ramię, że będziemy dla syna i córek udawać, że jesteśmy szczęśliwi. Ty bardziej się starałeś i zacząłeś uczestniczyć w naszym życiu. Na kilka lat wyszedłeś ze swojej skorupy, zacząłeś odprowadzać córki do szkoły, gotować obiady, a przecież nigdy wcześniej tego nie robiłeś. Czułam wtedy po raz pierwszy, że jesteśmy normalną rodziną. Udawaliśmy szczęśliwych i stał się cud. Serio cud, bo od tego udowadnia naprawdę poprawiło się między nami. Dbałeś o nas, znów jeździłeś z nami na wakacje. Ale kiedy syn wyzdrowiał, ty znowu zacząłeś osuwać się w swoją… czarną dziurę.

Przyjaciółki, które znają nas od dawna, sugerują, że może masz depresję i że muszę zrobić wszystko, byś poszedł do psychiatry. Wszyscy mówią, że kiedyś byliśmy świetną parą i że zazdrościli nam tej niezwykłej miłości. Ale kiedy proponuję ci, żebyśmy poszli do psychiatry lub psychologa, ty pytasz: „Ile to będzie kosztowało?” Albo: „Nie wierzę, że pomoże mi lekarz dla wariatów”. Czy to jakaś ujma na honorze dla mężczyzny leczyć się z nieszczęścia?

Kochany, jeśli jest jeszcze w tobie miłość do mnie lub chociaż do dzieci, proszę zacznij się leczyć. Czuję, że tak niewiele trzeba byśmy znów byli szczęśliwi. Nie chcę żyć kolejnych lat w poczuciu beznadziei. Zrób to dla nas. Kochanie, wróć, proszę!


Związek

Z kim kobiety najchętniej pójdą do łóżka? Wolą facetów z idealnie wyrzeźbionym ciałem od tych z nadwagą?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
8 listopada 2021
fot. AleksandarGeorgiev/iStock
 

W wielu dziedzinach życia preferujemy rzeczy, które są nam znajome i które postrzegamy jako bardziej bezpieczne, normalne i dobre. Ale czy ten sam schemat może dotyczyć również pociągu fizycznego?

Badacze E. Robinson i P. Christiansen z Uniwersytetu w Liverpoolu odkryli, że kobiety najchętniej statystycznie wybierają mężczyzn ze środka skali. Ich doświadczenie wykazało, że podczas randek Brytyjki zwracają uwagę przede wszystkim na mężczyzn z nadwagą. Wcale nie tych szczupłych i nie mięśniaków. Paniom teraz najbardziej podobają się panowie w typie „puszystych miśków”.

Co ciekawe, jeśli jakaś kobieta spotykała się już z mężczyzną „przy kości”, to z wielkim prawdopodobieństwem znów podobnego wybierze na partnera. Czy dlatego, że od zawsze czuje pociąg seksualny do faceta o takiej budowie ciała? A może powód jest zupełnie inny? Może przy takim mężczyźnie czuje się bezpiecznie, ponieważ sama nie ma idealnie szczupłego ciała? A może panowie z kilkoma dodatkowymi kilogramami kojarzą się z jakimiś konkretnymi przymiotami i cechami charakteru?

Jakie jest wytłumaczenie fenomenu puszystych panów?

Robinson i Christiansen sugerują, że powszechna dziś otyłość wpłynęła na postrzeganie przez uczestniczki eksperymentu „normalnej” masy ciała. Kobiety widzą panów z nadwagą bliżej punktu środkowego na skali. Ale badaczki przypominają, że ich eksperyment skupiał się na atrakcyjności mężczyzn z nadwagą, a nie tych naprawdę otyłych.

Jakie są dalsze wnioski?

Ocena potencjalnego kochanka to oczywiście dziś coś więcej niż tylko branie pod lupę jego cech fizycznych. Ale dlaczego kobiety nie pociągają już dziś mężczyźni, którzy zdrowo się odżywiają i ćwiczą na siłowni. Przecież to może odzwierciedlać ich liczne priorytety, np. dyscyplinę i zwracanie uwagi na dobre samopoczucie. A to z kolei na pewno przekłada się na postawy wobec relacji. Jednak zadbany facet może oznaczać dla dzisiejszych kobiet … zagrożenie. On jest wyzwaniem! Stąd być może lęk, że jego wymagania wobec partnerki okażą się zbyt wysokie. Panie, które są dziś bardzo psychologicznie wyedukowane, mogą się też obawiać, że ktoś, kto mocno koncentruje się na sobie i swoim ciele, przejawia cechy narcystyczne albo egoistyczne. Choć jest urodziwy, czy okaże się tak naprawdę dobrym materiałem na męża i ojca dla ich dzieci?

To, co kiedyś płci pięknej wydawało się atutem, dziś przestaje mieć znaczenie. Wysportowana silna sylwetka, szerokie ramiona, wyraźnie zarysowana żuchwa, rozbudowane mięśnie… w dzisiejszym świecie tracą na znaczeniu. Mężczyzna już nie musi być silny i idealnie zdrowy, by przynosić do domu pieniądze. To było potrzebne, gdy musiał upolować własnymi rękoma zwierzęta.

Teraz liczą się cechy – pogoda ducha i życzliwość

Zaradność życiowa, pogoda ducha, a przede wszystkim miłość, szacunek, życzliwość, współczucie, uczciwość. Ta mieszanka cech dla kobiet stała się ważniejsza niż fizyczne piękno. Oczywiście badano tu randki, na których panie miały nadzieję na zalezienie partnera na długoterminowy związek. Okazuje się więc, że „puszyści panowie” mają najwięcej szans. Kobiety oceniają ich jako bezpiecznych i bardziej pogodnych. Z nimi chcą zakładać rodziny i z nimi najchętniej chodzą do łóżka.


Związek

Jest oficjalny komentarz MZ ws. śmierci Izy z Pszczyny. „Życie i zdrowie matki najważniejsze”

Redakcja
Redakcja
8 listopada 2021
fot. gkordus/iStock

W czasie, kiedy przez całą Polskę szły marsze pamięci 30-letniej Izy, zmarłej w pszczyńskim szpitalu, na wydanie oficjalnego komunikatu zdecydowało się Ministerstwo Zdrowia. W odpowiedzi na pojawiające się komentarze w komunikacie przedstawiono obecnie regulacje prawne i rekomendacje medyczne w tym zakresie.

„W przypadku sytuacji zagrażającej życiu lub zdrowiu kobiety (np. podejrzenia zakażenia dotyczącego jamy macicy, krwotoku itp.), zgodne z prawem jest niezwłoczne zakończenie ciąży w oparciu o obowiązujące przepisy Ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (Dz. U. Nr 17, poz. 78 z późn. zm.). Ustawa ta wprost wskazuje na przesłankę zagrożenia życia lub zdrowia matki” – czytamy w komunikacie.

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że są to przesłanki rozłączne. Wystąpienie tylko jednej z nich jest wystarczającą prawną przesłanką do podjęcia reakcji przez lekarza. Oczywistym jest, że pacjentka na każdym etapie prowadzenia ciąży musi być informowana o aktualnych ryzykach związanych ze zdrowiem i życiem.

W standardzie określonym przez Krajowego Konsultanta ds. Położnictwa i Ginekologii, w przypadku ustalenia oznak zagrożenia życia płodu po skończonym 22 6/7 tygodniu ciąży trzeba rozważyć zakończenie ciąży, pozostawiając decyzję kobiecie, po udzieleniu wyczerpujących informacji dotyczących zagrożenia życia płodu i szans na jego przeżycie (uwzględniając szanse na prawidłowy rozwój). Informacji powinien udzielić zarówno położnik jak i pediatra/neonatolog.

W komunikacie MZ pisze: „Trzeba z całą mocą podkreślić, że lekarze nie mogą obawiać się podejmowania oczywistych decyzji, podejmowanych w oparciu o swoje doświadczenie i dostępną wiedzę medyczną”.

W uzgodnieniu z Krajowym Konsultantem ds. Położnictwa i Ginekologii, Ministerstwo Zdrowia poniżej przekazuje szczegółowe zalecenia dotyczące postępowania w przypadku przedwczesnego odpływania płynu owodniowego.

Przedwczesne odpływanie płynu owodniowego, przed rozpoczęciem I okresu porodu, wymaga każdorazowo podjęcia następujących działań:

  • Potwierdzenia faktu odpływania płynu owodniowego poprzez badanie przez pochwę, ocenę AFI w badaniu ultrasonograficznym, potwierdzenia odpływania płynu owodniowego w testach biochemicznych.
  • Odnotowania czasu i okoliczności odpływania płynu owodniowego, stanu ogólnego pacjentki (tętno, temperatura, ciśnienie tętnicze krwi), czynność serca płodu, jego położenie (po 22 6/7 tygodniu ciąży) i wielkość.
  • Pobrania krwi matki celem oznaczenia morfologii krwi obwodowej z rozmazem krwinek białych, CRP, ewentualnie innych wykładników zakażenia (np. prokalcytonina), oznaczenie układu krzepnięcia z fibrynogenem. Badania powinny być powtarzane zależnie od aktualnej sytuacji klinicznej.
  • Pobrania pełnego wymazu bakteriologicznego z antybiogramem. W przypadku kontynuacji ciąży badanie powinno być powtarzane w zależności od aktualnej sytuacji klinicznej.
  • Zastosowania profilaktycznej, empirycznej, antybiotykoterapii lekiem o możliwie szerokim spektrum działania (między innymi na Escherichia coli, Enterococcus faecalis, Klebsiella, Streptococcus) w dawce jak w zakażeniu. Po uzyskaniu wyniku badania bakteriologicznego stosowana antybiotykoterapia powinna zostać zweryfikowana.

W ciąży powyżej 22 tygodnia i przed ukończeniem 36 tygodnia należy dążyć do podania pełnej dawki sterydów w celu zwiększenia szans dziecka na przeżycie, pod warunkiem braku wskazań do wcześniejszego, szybkiego, zakończenia ciąży.

W przypadku odpływania płynu owodniowego przed ukończeniem 22 6/7 tygodnia ciąży niezbędne jest poinformowanie kobiety o ograniczonych szansach dziecka na przeżycie i jego prawidłowy rozwój. Postępowanie powinno zależeć od aktualnej sytuacji klinicznej, zaawansowania ciąży, decyzji pacjentki. Niezależnie od podjętej przez kobietę decyzji powinna być ona odnotowana w dokumentacji medycznej i poświadczona przez pacjentkę i lekarza specjalistę w zakresie położnictwa i ginekologii. Od 23 0/7 tygodnia ciąży w przypadku braku zagrożenia dla życia i zdrowia matki ciąża powinna być kontynuowana. Pacjentka powinna być hospitalizowana zgodnie z zasadami trójstopniowej opieki perinatalnej.

Jednocześnie Minister Zdrowia Adam Niedzielski poprosił prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia o bieżące monitorowanie w całym kraju wszelkich sytuacji, w których zagrożone może być zdrowie i życie kobiety w ciąży.

 


Zobacz także

5 zachowań, które niszczą nam życie. Sprawdź, czy nie jesteś dla siebie toksyczna

Trzy smutne powody, dla których tkwimy w toksycznych związkach

Jeśli rani twoje uczucia i czyści twoje konto - odejdź. Nie jesteś matką Piotrusia Pana

Jeśli rani twoje uczucia i czyści twoje konto – odejdź. Nie jesteś matką Piotrusia Pana

Panowie, wspierajcie swoje partnerki. Problemy kobiet to dużo więcej niż złamany paznokieć