Związek

„Osiemnaście lat razem i też nie wiemy wszystkiego o miłości. Ale te cztery święte zasady znamy”. Sceny z życia małżeńskiego

Żona w średnim mieście
Żona w średnim mieście
7 września 2021
fot. momcilog/iStock
 

„Dobra, już jesteśmy pełnoletni, teraz możemy zacząć żyć” rzucił rano mój mąż.

Osiemnaście lat temu, właśnie o tej godzinie, staliśmy w kościele w mieście X . I obiecywaliśmy sobie, że na zawsze. W sumie to dość dziwna obietnica. Na zawsze. Czy ludzie w wieku 25 lat mogą sobie obiecać coś na zawsze? Byłam inną osobą, on był inną osobą. I choć my się zmienialiśmy, nasza wola bycia razem pozostała niezmienna.

Co jest dobrego w małżeństwie? Tak naprawdę? Piszę to w końcu anonimowo, więc mogę być szczera.

Że jesteście razem. Jest coś w stwierdzeniu, że człowiek, który wchodzi z kimś w związek, przestaje być sam. W dobrym związku.
Nie chodzi o to, że zawsze jest się rozumianym. To młodzieńcza utopia. Chodzi o to, że gdzieś obok jest partner. Ktoś, kto nie musi nas rozumieć. Wystarczy, że chce zrozumieć. I akceptuje. To w jakimś sensie pozwala wzrastać. Rozwijać się.

To są te poranki, gdy budzisz się i wspominasz, jak miałaś dwadzieścia lat- i on też to pamięta.
Wasze pierwsze mieszkanie, pierwszy kredyt, kłótnie o kolor ścian w mieszkaniu i pościel. Starania się o dziecko, test ciążowy. Nieprzespane noce, usypianie psa i płakanie nad jego grobem. To wasza historia, do której nikt nie ma dostępu.

Rozmowy o rodzicach, historię traum, przygód szkolnych, pomyłek i błędów. Ale też sukcesów.

To ktoś, kto zna Twoje ciało.
Nie tylko wtedy, gdy jest piękne. Daje przyjemność i jest przyjemne w dotyku.

To ktoś, kto zna Twoje ciało, bo trzymał laktator, gdy produkowałaś mleko.
I widział Cię rzygającą po operacji.
Trzymał za włosy, podawał wodę.

I, jak uznaliśmy dziś rano, nie wiemy za wiele o miłości, ale znamy cztery zasady. I naszym zdaniem, bez tego nie ma szczęśliwego związku.

PO PIERWSZE: „CHCĘ Z TOBĄ BYĆ”

To jest chyba najważniejsza rzecz. Przekonanie. Wybór. Każdego dnia. Ludzie nas irytują. Są inni od nas, mają inne wartości, zasady. Nie da się być z kimś bez przekonania, że to TEN. Nie jakaś połówka jabłka, pomarańczy, innego licha. Ten. Człowiek, z którym decydujesz się być. Nie kiedy jest super, jest chemia, jest flow, bzykacie się od rana do nocy i spełniacie wszystkie swoje potrzeby- taka relacja to nie związek, to karmienie się.

„Chcę z Tobą być” jest ponad tym. To inaczej komunikat: „Widzę Cię. Znam twoje mocne i słabe strony. Ale i tak to Ciebie wybieram spośród wielu ludzi. Nie, że nie mam innego wyjścia. Po prostu chcę. To moja dojrzała decyzja. Nawet jeśli masz rzeczy, których nie rozumiem, nie akceptuję i chciałabym inaczej”.

PO DRUGIE: „SZANUJĘ”

Przyjaciółka opowiadała mi, ze jej eks śmiał się z Julii Roberts. Głupota co? Ale on mówił, że Roberts brzydka, bo tak bardzo podobała się jej. „Nie, ty się nie znasz” fukał.

Bardzo łatwo w bliskiej relacji upokorzyć drugiego człowieka. Wyśmiać go. Ale tego się po prostu nie robi.

PO TRZECIE: „WYBACZAM”

Ludzie czasem nas zawodzą, my zawodzimy ich. To samo dzieje się w małżeństwie (wieloletnim związku). Po okresie fascynacji często następuje starcie. Rozczarowanie. Inni robią tak wiele rzeczy, których nie rozumiemy, oni nie rozumieją nas. Jest tyle momentu, gdy złości cię partner, gdy myślisz, że może z innym byłoby Ci lepiej. Albo samemu.

Czasem są nawet sytuacje, gdy ktoś przegina. Ale bez wybaczenia chyba nie można iść dalej.
Jeśli nie wybaczamy, to potem na sprawach rozwodowych mówimy: „On w 2018 nie przyniósł mi kwiatów”, „Ona w 2019 nie pojechała na te wakacje, gdzie chciałem”.

PO CZWARTE: „POTRAFIĘ ZREZYGNOWAĆ Z KAWAŁKA SIEBIE, DLA CIEBIE”

Co to jest ta rezygnacja? Napiszę od siebie. Rezygnuje z racji. Nie muszę jej mieć zawsze. Z uporu. Z wakacji takich, jak ja DOKŁADNIE sobie wyobrażam. Ze związku, który MUSI być taki, jak chcę ja. Z czasu, który ma przebiegać według tylko mojego planu. Nie jestem do końca przekonana czy bez tej rezygnacji można zbudować dobry związek. Oboje to robimy. Czasem rezygnujemy. Po to, żeby ta druga strona była szczęśliwa.

Czy to jest recepta na związek? Oczywiście, że nie.

Ale w końcu osiemnaście lat temu w mieście X…

I do tej pory się kochamy.

Więc może jednak coś wiemy o miłości?:)


Związek

„Odejdź albo daj się porzucić, nie żałuj”. Jak wymienić drania na lepszy model

Żona w średnim mieście
Żona w średnim mieście
29 maja 2016
Fot. Flickr / Butz.2013 / CC BY

To było kilka lat temu. Byłam w okolicach trzydziestki, miałam narzeczonego od lat dziesięciu. Związek z nim to był prawdziwy rollercoaster. „Wszystko przez ciebie” zwykł mawiać po każdej awanturze. Robił jeszcze wiele innych rzeczy, ale zawsze myślałam, że to moja wina. Wiadomo, która z nas nie miała takiej relacji. W mniejszym lub większym stopniu. Snułam w wyobraźni scenariusze rzucenia Drania. Bo wiadomo, że przecież to ja miałam go zostawić. Scenariusz miał być taki.

Pierwszy. Po kolejnej awanturze nie dzwonię do niego nigdy więcej. Gdy on zagaja tym swoim „co tam, co robisz?” nigdy mu nie odpisuję.

Drugi. Poznaję idealnego, normalnego mężczyznę i rzucam drania. On, oczywiście, wtedy rozumie co stracił. Błaga, przeprasza, rozumie.

Trzeci. Może nie błaga, ale już nigdy, nigdy, przenigdy nie układa sobie życia. Bo rozumie, że tylko ja byłam idealna. Rozumiejąca, czuła, wspaniała, boska.

Przyznam szczerze, że byłam pewna, że scenariusz będzie właśnie taki.

Ale to Drań mnie rzucił. Przyszedł któregoś dnia (po kłótni) i powiedział: koniec.

Do końca był draniem. Nie powiedział uczciwie, że się zakochał w innej (donieśli mi znajomi), zwalił wszystko na mnie: „jesteś taka, siaka, i po prostu nie da się”.

Wszyscy, którzy zostali kiedyś porzuceni wiedzą co to za uczucie

Jakby ktoś palił cię żywcem i dolewał jeszcze kwasu, żeby bardziej bolało. Zna też te poranki, gdy budzisz się i dociera do ciebie TA prawda i po prostu skręca ci żołądek. Nie jesz, nie śpisz i tak dalej.

Oczywiście, wszyscy mądrzy mówią: zapomnij, nie myśl, czas leczy rany, masz ochotę zabić, bo ty chcesz jednego. a.) powrotu b.) zadośćuczynienia, c.) zemsty.

Gówno cię obchodzi czas i obietnice, że będzie lepiej. Tak samo jest w związkach. Czasem po prostu upieramy się na kogoś i tkwimy w tej beznadziei, bo

– nikogo nigdy tak nie pokochamy (chlip, chlip)

– tyle czasu zmarnować? Tyle chwil

– mamy wspólne dzieci, dom (to najgorzej)

No i oczywiście, on się w końcu otrząśnie, zrozumie.

Niestety, często jest tak, że im gorszy jest (współ) partner, tym bardziej się na niego upieramy. Tak samo kobiety, jak i mężczyźni, bo przecież drań ma też wersję żeńską, równie bezwzględną i narcystyczną.

No ale cóż, jako kobieta po przejściach, wiem jak wygląda życie z Draniem

– przez większość życia czujesz napięcie (często nie wiesz, jak on zareaguje)

– często musisz przepraszać (bo on robi to rzadko albo tylko wtedy, gdy się oddalasz)

– czujesz, że robisz więcej dla tego związku, bardziej się starasz

– w sumie nie potrafisz powiedzieć jak stara się on– poza początkiem czy kilkoma zrywami, które miał w trakcie relacji

– czujesz, że jego sprawy są ważniejsze

– musisz się tłumaczyć z uczuć, emocji, sytuacji

– gdy mówisz co czujesz, on się obraża

– nie możesz na nim przez większość życia polegać

– nie czujesz wsparcia

– to cię z jednej strony kręci (skrypt z dzieciństwa: „muszę zasłużyć”), z drugiej strony czujesz obezwładniające zmęczenie i poczucie, że to niesprawiedliwe

– boisz się, że on odejdzie

– jesteś z nim, ale jakby sama (poza zrywami)

– ten związek cię unieszczęśliwia, ale ciągle dajesz mu (wam szansę)

Dopóki to jest Twoja jedyna, najważniejsza relacja, dopóty nie zrozumiesz, że można żyć zupełnie inaczej. Można się budzić bez stresu, być najgorszym człowiekiem na świecie i wiedzieć, że ta druga strona cię zrozumie, bo życie ze sobą to jest nieustanne balansowanie między „bosko”, a „beznadziejnie”. „Normalnie”, a „niezwykle”.

Musisz dać sobie szansę i zdecydować się na rozstanie. Albo na jego odejście. Gdy on nie dba o ten związek bardzo trudno jest powiedzieć: „puszczam, niech idzie”. Spotykamy się ze wszystkimi swoimi demonami. Trzeba, co prawda, często przeżyć piekło. Upokorzenia, cierpienia, żale. Słabe jest to, gdy dowiadujesz się, że on ma inną, że doskonale sobie radzi, że tej innej się oświadcza, że ma z nią dziecko…. że ona uważa, że to ty jesteś dziwna, wiadomo.

Potrzebujesz czasu, żeby zrozumieć:

– to nie była relacja, tylko wymiana usług, w której ty dawałaś więcej

– to była przemoc, tyko wtedy tego nie widziałaś

– to było używanie, tylko zamykałaś oczy

– dawał ci miliony sygnałów, ale nie chciałaś ich widzieć

– to co wydawało się nie do przeżycia, po przeżyciu żałoby (średnio do roku), jest tylko śmieszne

– to co bolało, nie boli wcale, a nawet jeśli cokolwiek wciąż czujesz, to myślisz: „ale to głupie”.

Bo spotkasz człowieka, który:

– nie będzie powodował, że czujesz napięcie (czyli to jednak nie twoja wina)

– będzie dużo robił dla związku (rany, to wszyscy mogą tak szczęśliwie żyć? Wow.)

– będzie rozmawiał z tobą o emocjach, uczuciach, a nie cię z nich rozliczał. Będzie to robił nawet jeśli nie jest mistrzem rozmowy i analizowania.

– będzie cię wspierał

– nie będziesz się bała, że odejdzie

– będziesz czuła, że jesteś z kimś

– ten związek cię uszczęśliwi

Większość relacji jest prostsza niż myślimy, a nawet jeśli nie jest, to dwie strony próbują to naprawić. Słowo klucz: próbują.

Po czym sprawdzić czy związek ma szansę? Odpowiedź jest tylko jedna – po tym, że oboje chcecie go naprawiać. Jeśli jedna strona wyraźnie pokazuje: mam to gdzieś, to taki związek nie ma szans. Możesz tracić ten czas na oszukiwanie siebie, a możesz go poświęcić na psychiczną odbudowę i danie sobie szansy na poznanie Właściwego. Z którym po prostu jest fajnie. No chyba, że jesteś masochistką;-)