Lifestyle Związek

Podobno mądra i dojrzała matka powinna pozwolić odejść swojemu synowi, bla bla bla…Teściowa po polsku

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 czerwca 2016
Teściowa po polsku
Fot. iStock
 

Teściowe idealne? Pewnie istnieją, dla niektórych pewnie tylko w bajkach. Podobno mądra i dojrzała matka powinna pozwolić odejść swojemu synowi. Bla bla bla. Powinna zrozumieć, że w jego życiu pojawi się inna kobieta. Tak samo nieidealna jak ona.

Są różne (i tak, świadomie mówię tylko o tych złych). Zaborcze, zawistne, złośliwe i udające bezradne, i jeszcze wszystko wiedzące. Te teściowe, które niszczą nasze relacje rodzinne, które nie widzą w swoim dziecku wad, które za całe zło świata uważają swoje synowe nie widząc własnych błędów łączy jedno. Są przekonane o własnej doskonałości, o swoich dobrych intencjach i… niestety miały teściowe podobne do siebie. Tak, wiem – marne pocieszenie. Słucham różnych historii od czasu do czasu. Zawsze kończą się westchnieniem: „Ty się ciesz, że nie masz teściowej”.

Monika: Tak ja wiem, że te wszystkie stereotypy o teściowych to przegięcie. I tak wiem, że moje koleżanki mają fajne teściowe, lepsze, nijakie, ale nie szkodzące. I co z tego, że wiem, skoro moja jest rodem z kawałów o teściowych i to tych, które mnie już kompletnie nie śmieszą. Chcesz przykład?

Dzwoni do mnie i mówi: „Słuchaj, nie kupuj Majce sukienki, już dla niej mam” – chodziło o ślub mojego szwagra, brata mojego męża. Moje zdanie nie miało znaczenia. Mąż tylko rzucił: „Daj spokój, to tylko sukienka”. A to przecież nie o sukienkę chodzi. Mało? SMS: „Kupiłam Wojtkowi garnitur, także nie musisz już szukać, dzwoniłam, podjedzie przymierzyć, jak coś można wymienić”. Tjaa. To też tylko garnitur, który mieliśmy wybrać razem. Nawet się śmialiśmy, że to pierwszy od czasów naszego ślubu. No tak, niby nic. Ale tak jest ze wszystkim, mam wrażenie, że ona zawłaszcza sobie naszą czasoprzestrzeń. Takimi małymi kroczkami. Osacza mnie. „Kupiłam Majce śliczne sandałki” – zbiera mi się na wymioty. Nie chce afery, nie chcę się z nią kłócić ze względu na Wojtka, ale z drugiej strony czuję narastający wku*w. I zupełnie nie wiem, jak się zachować, nie chcę jej urazić… To tylko pierdoły, jak wytłumaczyć, że one składają się na coraz większy problem. Dla mnie problem, którego nie umiem rozwiązać…

Basia: Znasz ten kawał o tym ile zębów powinna mieć teściowa? Dwa, jeden żeby ją bolał, a drugim, żeby piwo otwierała. To o mojej teściowej. Mój mąż pił. Na początku oczywiście się krył. Ale na imprezach rodzinnych upijał się do nieprzytomności, nie miał granicy. Pił dopóki było co, a zresztą jak nie było, to robił tak, by się znalazło. Szedł, wymiotował i wracał do stołu. Ona mu na drugi dzień rosołek na śniadanie podawała mówiąc, że w lodówce już piwo zimne czeka. Później ja znajdowałam butelki pochowane w koszu na brudną bieliznę. Wychodził wyrzucić śmieci, a wracał coraz bardziej pijany. Prowadził samochód po pijaku. Długo trwało, nim powiedziałam, że mój mąż jest alkoholikiem. Chciałam mu pomóc. Dzwoniłam do jego matki. Zawsze słyszałam: „Przesadzasz, pewnie miał dużo stresu w pracy”. „Daj spokój, jest weekend, przecież musi mieć kiedy się wyluzować”. A kiedy mówiłam, że weekend przeciąga się nawet do wtorku, zmieniała temat, pytała o dzieci.  Aż w końcu powiedziała wprost: „Czy możemy rozmawiać o miłych rzeczach” dając mi jasno do zrozumienia, że nie chce złego słowa o swoim synku słyszeć. Rozwiedliśmy się, nie utrzymuję z nią kontaktów. Z byłym mężem też nie, wiem tylko, że na śmierć się jeszcze nie zapił.

Edyta: Dzwoni, że boli ją serce, że nie może oddychać. Dzwoni o każdej porze dnia i nocy. Że chyba coś nie tak z ciśnieniem, że noga jej spuchła. Że chyba ma kleszcza. Śmiejesz się, kleszcz był kilka razy. W rzeczywistości nigdy go nie było. Mieszka 10 minut drogi od nas. A my jesteśmy na każde jej wezwanie. To znaczy byliśmy. To znaczy, ja byłam. Jak zmarł teść było mi jej szkoda, to nie było jakieś idealne małżeństwo, ale wiadomo, docenia się tych, których już nie ma i wtedy się ich zauważa. Ale teść nie żyje cztery lata, a ona ciągle coś od nas chce. Dzwoni do Marcina, żeby kupił jej mleko i przywiózł, bo jej skończyło. Albo, że leki trzeba wykupić, a ona dziś taka słaba i nie ma siły iść do apteki. A on jeździ. Ja się zbuntowałam, po tym, jak wpadłam do niej z nowo kupionym ciśnieniomierzem, a ona właśnie zaśmiewała się z rozmawiając z sąsiadką. Chwilę wcześniej umierała, miała zawał… Marcin się łamie, wkurza, ale jednak częściej do niej jedzie, niż odmawia. Wyobraź sobie, znajomi w domu, fajna impreza, a on do mamy musi iść, bo ona ma chyba kleszcza. Jenyyy na samą myśl, krew mnie zalewa. Tak, wiem, niektórych to śmieszy, nie życzę, żeby musieli tego doświadczać.

Emila: Urodziłam bliźniaki. Chłopców. Potrzebowałam pomocy. Byłam przerażona. Teściowa spadła mi z nieba. Prosiłam o pomoc w ogarnięciu domu, jakiś obiad, pranie. Przez pierwsze tygodnie. Nawet nie zauważyłam, kiedy weszłam w moje matczyne kompetencje. „Daj, ja go przebiorę”, „Usiądź, ja wykąpię”. No fajnie, jasne. Byłam ledwo żywa. Tyle, że jak zaczęłam już dochodzić do siebie, organizować się, to zobaczyłam, że nagle wszystko robię źle. Po trzech tygodniach bycia mamą bliźniaków: źle przebierałam, źle kąpałam, pewnie miałam zły pokarm, skoro płakali. Źle chciałam ubrać na spacer. Rozmawiałam z Bartkiem, ale on powtarzał: „Spokojnie, ona chce dobrze. Jeszcze tydzień i jej nie będzie”. Ale tydzień zaczął się wydłużać. Mówiłam jej, że chcę sama z chłopcami wyjść na spacer, na co ona strzelała focha i dzwoniła do Bartka, a ten do mnie, żebym dała spokój, że w końcu tyle nam pomogła. Najpierw moje wyrzuty sumienia. Tłumaczenie, że to pewnie jeszcze hormony, emocje. Wiadomo. „Mamo, jak chcesz, zostań jeszcze” – nie wierzyłam, że to mówię. I została. Zupę nie tak robiłam, nie tak odkurzałam i prasowałam rzeczy. W ogóle wszystko robiłam nie tak. Nie wytrzymałam. Powiedziałam jej, że to mój dom, moje życie, że jej dziękuję, ale teraz proszę, by określiła do kiedy zostaje. Na drugi dzień jej nie było. Bartek ją odwiózł. I mam wrażenie, że do dzisiaj mi tego nie wybaczył. Spotykam się z teściową na jakiś rodzinnych imprezach. Jest sztywno. Bartek sam z chłopcami do niej jeździ na weekend raz na jakiś czas. Ja złego słowa na nią nie mówię, po prostu odcięłam się. Tyle, że ona cały czas stoi twardo między mną a moim mężem… Nie wiem, czy to się uda poskładać. Mam nadzieję tylko, że nigdy nie będą taką teściową dla żon moich synów.

Iwona: Miałam udawać przed wszystkim, że między nami jest cudownie. Że jesteśmy kochającym się małżeństwem, chociaż on zdradzał i ona o tym wiedziała. Wiedziała, że chcę odejść, że już nic z tego nie będzie. „Proszę, jeszcze moje urodziny, przyjdź z nim, będzie mój brat, ciotka”. Szopka. Dla teściowej, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że jej syn to kawał drania (delikatnie mówiąc). Prosiła, żebym nie odchodziła, że on się zmieni, że ona z nim jeszcze porozmawia. Nie, nie robiła tego w trosce o moje szczęście. Martwiła się tylko o opinię innych. Potrafiła zadzwonić: „Hej kochana, wpadnę z ciocią Ulką na kawę, wiem, że jesteś w domu”, a po kryjomu przysłała SMS-a, żebym tylko nic nie mówiła. Jego i tak nie było, a mi wszystko jedno. Zaliczyłam potężną depresję, głupkowato się uśmiechałam, przytakiwałam, że tak to zmęczenie, migreny. To ona wpędziła mnie w poczucie wstydu, że mój mąż mnie zdradził. To ona sprawiła, że chciałam przestać istnieć, udawać, że mnie nie ma, niż grać rolę dobrej żony i dawać kolejne szanse jej synowi…

Takich historii można by mnożyć. Mogłabym dorzucić tę, jak teściowa źle przy dzieciach mówi o ich mamie, jak one dzwonią, że chcą do domu, że nie chcą tego słuchać. Mogłabym napisać o teściowej, która wysyła SMS-y do swojego syna i zaprasza na niedzielne obiadki – samego. Mogłabym jeszcze o tej, która obraża się, bo za późno dzwonisz z życzeniami, bo nie pamiętałaś o rocznicy śmierci jej matki. I o tej, która poświęci nawet spotkania z jedynym wnukiem chcąc pokazać, jaka jest pokrzywdzona przez świat, ludzi, a przede wszystkim przez ciebie, choć ty nie masz pojęcia, o co jej chodzi, a ona unika konfrontacji.

Czekasz na puentę? Mogłabym napisać – spróbuj z tym żyć, zaakceptuj, postaraj się zrozumieć. Ale wiesz co, czasami miej to po prostu w d*pie i zadbaj o własne, a nie teściowej szczęście i dobre samopoczucie.


Lifestyle Związek

Kochanek doskonały, to nie playboy z okładki. O presji udanego seksu w związku

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
15 czerwca 2016
Fot. iStock / AntonioGuillem
 

Presja udanego (za wszelką cenę! ) życia seksualnego, gdy nakładamy na siebie same i naszych partnerów coraz większe oczekiwania (również takie, które pozornie dotyczą naszych wspólnych spraw „poza łóżkiem”) to dla związku prawdziwe wyzwanie. Jak tu kochać się namiętnie, spontanicznie i czule, gdy głowa pełna ograniczeń, lęków, niepewności, a myśli uciekają w stronę nierozwiązanych problemów i nierozstrzygniętych konfliktów? Jak tu być dla siebie kochankami doskonałymi kiedy miłość, owszem jeszcze jest, ale brak już sympatii i ciekawości drugiego człowieka?

Udany czyli jaki?

Seks nigdy nie będzie lekiem na związkowe kłopoty, zwłaszcza gdy między partnerami brak zaufania, gdy nie ma poczucia bezpieczeństwa. Ciało nie oszuka twojej głowy, jego reakcje pokażą bezbłędnie tłumione głęboko emocje i uczucia. Kobieta nie otworzy się na swojego partnera i nie da ponieść namiętności, a mężczyzna nie stanie na wysokości zadania, bo oboje gdzieś głęboko czują, że są w tej chwilowej bliskości nieprawdziwi. Cóż więc nam po naszej gotowości do eksperymentowania w łóżku i naszej otwartości na nowinki i gadżety, gdy serce krzyczy „nie mogę, nie rób mi tego”. Niewielu z nas potrafi tak starannie oddzielić emocje i uczucia od pożądania i chęci spełnienia w miłości fizycznej, by dać w łóżku siebie drugiej osobie na 100 procent.

Udany seks w związku nie musi więc oznaczać gotowości do eksperymentowania i imponującej częstotliwości sypialnianych zbliżeń. Udany seks wynika przede wszystkim z porozumienia na dwóch płaszczyznach: emocjonalnej i fizycznej. Kiedy potrzeby emocjonalne obojga partnerów są zaspokojone, a problemy (bo przecież zawsze jakieś się w końcu pojawią) nie zagrażają stabilności relacji, bliskość fizyczna dostaje od nas zielone światełko. Ciało nie spina się już nerwowo pod wpływem jego dotyku, bo jest to dotyk, który zapewnia twojemu sercu psychiczny komfort. Można się zapomnieć, można dać się ponieść.

Kochanek doskonały

Mężczyzna, partner „dobry w łóżku” to nie hojnie wyposażony przez naturę, umięśniony i opalony chłopak z okładki. Według badań amerykańskich naukowców, panowie oceniani jako tak zwani „playboye” rzadko kiedy okazują się wymarzonymi kochankami. O tym kto zasługuje na tak zaszczytny tytuł decyduje kilka cech, które sprawiają, że u jego nagiego boku, naga czujesz się wyjątkowo.

Nie ocenia

Rzecz niby banalna, niby wiadoma. W sytuacji intymnej stajemy przed sobą bez możliwości zafałszowania rzeczywistości. Twoje ciało jest jakie jest, tobie dobrze znane, przez niego ciągle odkrywane (w końcu jest kochankiem doskonałym). Nie usłyszysz teraz nic prócz słów czy szeptów zachwytu, dającego ci poczucie akceptacji. Jak mawiała Bridget Jones: „On kocha mnie taką jaka jestem”. Bo dla niego jesteś doskonała. On nie porówna cię bezlitośnie do poprzedniej partnerki, nie zasugeruje bezmyślnie w najmniej odpowiednim momencie, że „pora zrzucić parę kilo”.

Szanuje swoją partnerkę

Wie, że słowo „nie” nie jest próbą zbudowania większego napięcia, ani drażniącym przekomarzaniem się. Rozumie, że możesz czegoś nie chcieć, że nie jesteś na coś gotowa. Nie zrobi ci z tego powodu wyrzutów i nie zaszantażuje twoich emocji, wymuszając bliskość, której wcale nie pragnęłaś, albo zabierając cię tam, gdzie wcale nie chciałaś się znaleźć.

Odrzuca egoizm

Ten, który nie pozwala mu dostrzec potrzeb partnerki. On potrafi się na nich skoncentrować, chce się ich uczyć. „Oddaje” siebie naprawdę, jest bacznym obserwatorem twoich reakcji.

Potrafi śmiać się z samego siebie

Nie traktuje namiętnych porywów ze śmiertelną powagą. Wie, że prawdziwy seks niewiele ma wspólnego z filmową fikcją. Potrafi rozładować niepotrzebne napięcie, rozluźnić atmosferę, sprawić, że oboje cieszycie się z tej intymnej bliskości.

Jest otwarty

To znaczy chce z tobą szukać tego, co jeszcze bardziej was do siebie zbliży w łóżku, tego co obojgu przynosi satysfakcję. Jemu nie wstydzisz się opowiedzieć o swoich fantazjach.

Jest uważny

Oprócz tego, że obserwuje, jest skupiony na tobie. Nie odrywa głowy w poszukiwaniu telefonu, nie nasłuchuje wyniku meczu. Jest dla ciebie.

Kocha

Seks bez miłości doskonały nie będzie. Może mieć wspaniały smak, może pachnąć w ekscytujący sposób, ale brak mu elementu spajającego te wszystkie gesty w całość. A czułość między dwojgiem ludzi będzie wtedy chwilowa, pusta.

Czy naprawdę trudno być kochankiem doskonałym?


Lifestyle Związek

Chłopiec emocjonalny: „sierota życiowa, baba, mazgaj”. We mnie rodzi się bunt: pozwólmy chłopcom CZUĆ

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
15 czerwca 2016
Fot. Pixabay / qimono / CC0 Public Domain

Weź się w garść!

Nie maż się!

Nie zachowuj się jak baba!

Chłopaki nie paczą!

Dlaczego wychowujemy chłopców w poczuciu wiecznej niedoskonałości i dążenia do bycia superbohaterem?

Wiele razy zdarzyło mi się słyszeć tego typu teksty. Ba, pewnie sama nie raz posłałam takowe do mojego pięciolatka. Chyba to przekonanie, że do chłopców pasuje Superman, Batman i Spiderman, a tym samym postawa wybawiciela i bohatera, jest silniejsze niż zrozumienie, że chłopiec to przede wszystkim dziecko. A dziecko ma swoje potrzeby, w tym te emocjonalne. Od małego dbamy o to by dzieci się ruszały, mówiły do nas, czytamy im książeczki, nawet uczymy jęzków obcych. Dbamy o ich inteligencję, o rozwój społeczny, posyłamy do klubików malucha, na zajęcia dla przedszkolaków.

A czy dbamy o ich emocje? I czy szanujemy to, że będąc chłopcem, nasze dziecko też ma prawo je czuć? Kiedyś widziałam taką sytuację: mały chłopiec z mamą, chyba pierwszy dzień w szkole, w pewnym momencie ma ochotę się do niej przytulić, pocałować. Mama na to: zostaw mnie, weź się w garść! Dlaczego nie pozwalamy chłopcom czuć tego samego, co dziewczynki? Czy mylę się, jeśli przypuszczam, że w sytuacji z córką, owa mama wykazałaby się większym zrozumieniem i ciepłem?

Wychowujemy księżniczki i rycerzy

Od małego programujemy dzieci do tych ról, poprzez czytanie im bajek z tymi motywami, ogladanie kreskówek, ubieranie w sukienki i spodnie. Programujemy dzieci do tego by wchodziły w role, których kompletnie nie rozumieją. Bo czy taki pięciolatek rozumie co to wychowanie spartanskie, musztra, Bóg, honor i ojczyzna? Przypisujemy chłopcom, że mają bawić się kolejką, samochodami, oglądać bajki, w których mężczyźni ratują wszystkich z opresji. To bardzo duża odpowiedzialność i za dużo do udźwignięcia dla jegnej osoby.

I co najwazniejsze, w większosci wcale nie robimy tego świadomie! Po prostu tak jest skonstruowany świat. Pokażcie mi chłopięcą koszulkę z motywem księżniczki, tęczą, jednorożcem?

Emocje na wodzy

We współczesnym świecie coraz częściej otwiera się klapka na wychowanie chłopców w zgodzie z ich uczuciami. Mamy to szczęscie, a raczej nasze dzieci je mają, że żyjemy w postępowych czasach, kiedy pójscie do terapeuty i rozmawianie o tym co nas boli, to już nic zdrożnego. Wręcz norma. Wciąż jednak mamy za skórą echo przeszłosci. W głowie slyszymy „Chłopaki nie płaczą” i tak podświadomie postępujemy. W tym co mówimy do dzieci, nie da się nie słyszeć tekstów, które dyskryminują emocjonalny rozwój ze względu na płeć.

– Dziewczynek się nie bije – Dzieczynkom się ustępuje – Chłopaki to łobuzy, – Chłopak to sobie da radę. No kto tego nie usłyszał lub nie powiedział?

W stosunku do chłopców zasada jest taka: jak odda to dobrze, jak przyjdzie z płaczem, to jest mizerota. Nie warunkujmy naszej miłości do dzieci od tego jakiej są płci i jaki mają tempreament. Bo właśnie temperament jest tutaj istotny: temperament jest niezależny od płci. Jedno dziecko jest odważne i przebojowe, inne wycofane i skryte. I tak jak na przebojową dziewczynę powiemy „Super, świetna jest, lepsza niż niejeden facet”. Tak o skrytym chłopcu mówi się „Sierota życiowa, baba, mazgaj”.

Bunt wewnętrzny

We mnie rodzi się bunt. Pozwólmy chłopcom CZUĆ. Pozwólmy dzieciom się przytulać, całujmy je, zapewniajmy im poczucie bezpieczeństwa w naszych ramionach, Niezależnie jakiej są płci czy temperamentu. Chłopiec o spokojnym charakterze, nie stanie się gejem jeśli go przytulimy. Stanie się mężczyzną, który zna swoje uczucia, potrafi je nazwać i je ROZUMIE. My – dorośli często sami nie rozumiemy tego co czujemy. A przecież bardzo ważne jest to, by wiedzieć że to co czujemy jest w porządku. Musimy naszych synów, zapewnić o tym, że mają prawo do uczuć, nie muszą tłamsić emocji. Wyobraźmy sobie balon, który mamy w środku, do którego wpadają wszystkie te emocje społecznie nieakceptowane. Czy nie jest tak, że kiedy mamy ten balon przepełniony i on pęka to wtedy nasz syn przywalił po prostu komuś w nos. Bo nie umiał tych emocji nazwać, wstydził się ich, nie czuł się na tyle pewny siebie by się do nich przyznać. Mam obawy, że tak dokładnie jest we wszechświecie. Że nic nie znika, można zmiatać pod dywan, ale     to kiedyś wszystko wróci.

Mój mały mężczyzna

Często matki traktują syna jak partnera, wymagają od niego postawy partnerskiej, zamiast zrozumieć, że dziecko to dziecko.  I ma matkę od tego, by sprawowała nad nim pieczę, zaspokajała potrzeby i była dorosłym. Ten tekst „mój mały mężczyzna” wydaje mi się niebezpieczny. Wysyła taki komunikat, że oto to dziecko ma na swoje barki wziąć obowiązki mężczyzny. A społecznie wiadomo, że mężczyzna ma za zadanie bronić kobiety. A tą kobietą jest tu mama, więc teraz tak: dziecko ma bronić matki, czyli jest za nią odpowiedzialne. Za dużo tego.

Niesie to za sobą ryzyko załamania. Chłopiec to chłopiec, dziecko. I ma prawo być dzieckiem, czuć i płakać jak dziecko i być przytulany – jak dziecko. Niezależnie od płci.

Chłopiec przykład męskości powinien otrzymywać  od mężczyzny: ojca, dziadka, partnera mamy. W formie naśladowania, pozytywnej inspiracji. Jeśli tatuś będzie opiekował się mamusią, to syn w przyszłosci wyrośnie na mężczyznę podobnego do ojca. A jeśli będzie słyszał „ weź się w garść, nie zachowuj się jak baba”, to istnieje doza przekonania, ze takim tekstem poczęstuje własnego syna. Przykład idzie z góry, zawsze.

Jednym słowem, wychowując naszych synów, wychowujemy nasze wnuki.

Chłopaki płaczą

Bo płaczą. Wzruszają się na filmach, płaczą ze szczęścia, wyją ze wściekłości. Po prostu płaczą. Płaczą jak im się rodzą dzieci, płaczą jak odchodzą ich najbliżsi. Wzruszają się widząc coś poruszajacego, wzruszają się w ważnych dla nich chwilach, na ślubie, podczas zaręczy, Płaczą i już. I mają prawo do tego. Płacz jest formą ekspresji. Zewnętrznym katharsis dla duszy. Czymś co pokazuje nam, ze nie jesteśmy maszynkami, trybikami, tylko ludzmi, którzy czują.

Mam taki apel: pozwólmy sobie i dzieciom na to, żeby czuć. Żeby wzruszenie było normalną częścią naszego życia.

Synowi, który płacze po szkole powiedzmy: rozumiem, naprawdę rozumiem co czujesz. I masz prawo do tego, żeby to czuć. Wszystko jest ok. Ty jesteś ok. Opowiedz mi o tym, co się stało. A ja nie zaneguję, nie powiem, że to źle. Tylko przytulę. Po prostu.

linia 2px

karolina paradowska awatarKarolina Paradowska

Trochę kobieta na krańcu świata, a trochę profesor. Lubi się pomądrzyć, ale nic  nie poradzi, że ma rację. Zazwyczaj. Z zawodu pedagog, z zamiłowania człowiek i matka.  Do życia podchodzi z dystansem i nutką złośliwości.


Zobacz także

Co długość twojego małego palca świadczy o twojej osobowości

Czym różnią się niezwykli ludzie od tych zwykłych? 7 różnic, które wpływają na nasze życie

Czym różnią się niezwykli ludzie od tych zwykłych? 7 różnic, które wpływają na nasze życie

Bo to zła kobieta była. 7 zdroworozsądkowych zachowań, za które bywamy potępiane przez innych

„Strach to grzech pierworodny”. A jakie jest wasze życiowe motto? Akcja #MiesiącKobiet