Związek

Sześć prostych, choć nieoczywistych rytuałów, które wzmocnią wasz związek. Ile to kosztuje? 6 godzin tygodniowo

Redakcja
Redakcja
9 sierpnia 2021
fot. jacoblund/iStock
 

Lubimy wierzyć w „braterstwo dusz”, dopasowanie puzzli, drugie połówki i inne mistyczne, czy mistyczne połączenia w związkach. Tymczasem dobry związek to praca, włożona w niego przez oboje partnerów. Czy dbanie o relację jest pracochłonne? Tak. Czy wymaga uważności na partnera? Tak. Ale co to tak naprawdę znaczy? Przed tymi pytaniami Gottamowie stawali tak często, że w końcu postanowili przeprowadzić badania, które miały na celu dać tym ogólnikom prawdziwe życie. 

Obserwacja par sprawiła, że udało im się wysnuć teorię, że poświęcając zaledwie sześć godzin tygodniowo i pamiętając o sześciu prostych rytuałach można znacznie poprawić i wzmocnić swój związek.

„Zastanawialiśmy się, dlaczego jedne związki się poprawiają, a inne nie. Odpowiedź nas zaskoczyła. Odkryliśmy, że pary, których związki są coraz lepsze, poświęcają na swoje relacje dodatkowe sześć godzin tygodniowo” – napisał na stronie internetowej The Gottam Insitute dr John Gottman.

Julie i John Gottman przyznają, że wszystkie te punkty wykorzystują w codziennej pracy z parami podczas terapii, ale stosują też we własnym związku, który trwa już niemal 40 lat.

Pożegnania

Szczęśliwe pary starają się dowiedzieć jednej rzeczy, która zadzieje się w życiu ich partnera danego dnia, zanim pożegnają się rano. Mogą to być spotkanie z przyjaciółką, wizyta u lekarza lub początek kursu na prawo jazdy – to bez znaczenia. Celem jest zadawanie pytań i poznawanie ekscytujących i nie tak ekscytujących rzeczy związanych z dniem partnera.

Czas: 10 minut tygodniowo (2 minuty dziennie x 5 dni roboczych)

Spotkania

Kiedy spotkacie się pod koniec dnia, przytulcie się i pocałujcie. Co najmniej  na sześć sekund. Dr John Gottman nazywa to „pocałunkiem potencjału”. Sześciosekundowy pocałunek to rytuał połączenia, dla którego warto wrócić do domu. Po sześciosekundowym pocałunku przeprowadź rozmowę redukującą stres przez co najmniej 20 minut. Zapewnia to przestrzeń dla empatii i nieseksualnej intymności, a także zachęca do zrozumienia stresów i problemów poza związkiem, z którymi oboje się borykacie.

Czas: 1 godzina i 40 minut tygodniowo (20 minut dziennie x 5 dni roboczych)

Uznanie i podziw

Nie chodzi o to, żeby wciąż komplementować się nawzajem, chodzi o autentyczne wzajemne docenienie starań. Nawet jeśli odnosi się to do pozmywania naczyń i ugotowania obiadu. „Zachęcam pary, z którymi pracuję, do wyrażenia swojej wdzięczności i łączenie jej z cechą, którą podziwiają u partnera. To nie tylko sprawia, że twój partner czuje się doceniony, ale także stymuluje twój umysł do dostrzegania jego pozytywnych cech. Oto przykład: 'Dziękuję za pomoc w zmywaniu naczyń i umożliwienie mi dokończenia projektu do pracy. Jesteś taką troskliwą kobietą”, 'Dziękuję za kolację, jesteś doskonałym kucharzem'” – podpowiada psycholog.

Czas: 35 minut tygodniowo (5 minut dziennie x 7 dni)

Bliskość

Pamiętajmy o bliskości. Przytulenie partnera, pocałunek na dobranoc, trzymanie się za ręce w kinie – te drobne gesty nie zrujnują naszego harmonogramu, a jak przyznają badacze są ważnym krokiem na drodze do lepszej relacji. „Podkreślanie fizycznej bliskości, jest niezbędne do wzmocnienia więzi” – dodają naukowcy, sugerujac, że takie rytuały działają również zbawiennie na nasze samopoczucie, pozwalając zredukować stres.

Czas: 35 minut tygodniowo (5 minut dziennie x 7 dni)

Randka

Raz w tygodniu wygospodarujcie dwie godziny na randkę – to może być wspólny spacer, romantyczny wieczór z lampką wina, wyjście na kolację, albo poranny piknik – to czas, w którym warto ze sobą rozmawiać, omawiać plany na przyszłość lub to, co wydarzyło się w minionym tygodniu. „Ten ważny 'czas dla nas' to relaksujący i romantyczny sposób na pozostawanie ze sobą w kontakcie. Podczas randki zadawaj pytania otwarte i skup się na partnerze” – zachęcają eksperci.

Czas: dwie godziny, raz w tygodniu

Rozmowa o związku

Ostatnim i niezwykle ważnym rytuałem jest rozmowa o samym związku. O tym, co budzi nasze obawy, jak załagodzić spory. To czas na uważne wysłuchanie, zrozumienie bez osądzania i wyciągnięcie wniosków, co można zmienić, poprawić i zrobić inaczej następnym razem.

– Polecam, aby stało się to cotygodniowym rytuałem w twoim związku, który odbywa się o tej samej porze każdego tygodnia. To święty czas, ponieważ jest transformacyjny, nawet jeśli w tej chwili może nie być zabawny – radzi dr Gottam.

Oto jak to zrobić: Zacznijcie od rozmowy o tym, co poszło dobrze od ostatniej rozmowy. Następnie przekażcie sobie po pięć wyrazów uznania, których jeszcze nie wyraziliście w ciągu tygodnia. Starajcie się być konkretni i podawajcie przykłady. Teraz omów wszelkie problemy, które mogły pojawić się w związku. Aby rozmowa była skuteczna, na zmianę bądź mówcą i słuchaczem.

Jako mówca używaj delikatnych start-upów, które unikają wyzwalania partnera. Jako słuchacz postaraj się naprawdę zrozumieć, co mówi twój partner bez osądzania. Jeśli staniesz się defensywny lub zalany, zrób sobie 20-minutową przerwę i wróć do rozmowy.

Czas: godzina raz w tygodniu

 


Związek

Chodź, zrób sobie dobrze. Plusy samotnego orgazmu

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
9 sierpnia 2021
fot. stock_colors/iStock
 

Pamiętasz swój pierwszy orgazm? Ja doskonale. Miałam 12 lat i ćwiczyłam na wuefie mięśnie brzucha, nagle poczułam dziwne napięcie, a zaraz potem totalną przyjemność w dole brzucha, to było ekscytujące, ale też mnie przestraszyło. Co jeśli ktoś zobaczył, że dziwnie się zachowuję? Potem robiłam to już bardzo często.

Nie mówiłam o tym nikomu, bo wydawało mi się to wstydliwe. Dorastałam w czasach, w których nie poruszano tego tematu w telewizji, a jedynymi dostępnymi gazetami były „Filipinka” i „Bravo” (ale tam czytelniczki w listach potrafiły spytać, czy można zajść w ciążę od dotyku albo od siadania na tej samej toalecie. Jedyna nadzieja, że listy wymyślały redaktorki, chociaż wątpię). Dziś z podziwem patrzę na dwudziestolatki, które potrafią opowiadać sobie o wibratorach. Ostatnio na jednej z kobiecych grup przeczytałam: „Hej po seksie w sobotę zgubiłam korek analny. W środku go nie ma, macie pomysł, gdzie może być?”. Przyznam szczerze, że zachichotałam, jak jakaś kretynka. Na szczęście nikt się nie śmiał, pojawiło się natomiast pełno porad, łącznią z tą, żeby pojechać na SOR i nie przejmować się, bo oni niejedno już widzieli. Doskonale wiem, że niejedno widzieli, bo znam osobę pracującą na sorze. Autorka odpisała, że na sorze już była i rzeczywiście nic nie znaleźli.

Dlaczego o tym piszę? Bo to świetne, że teraz jest coraz mniej tematów tabu. A masturbacja (przynajmniej przez niektórych ludzi) stała się rzeczą normalną i naturalną. W XIX wieku mówiono, że praktyka masturbacji ułatwia wkroczenie na ścieżkę sodomii, kobiety „tracą fluidy waginalne, zapadają na histerię i żółtaczkę, moczą się (!) i mają objawy padaczki. Mężczyźni natomiast tracą 33 gramów nasienia”.

Generalnie, samo zło.

Teraz już wiemy, że orgazm jest po prostu zdrowy, a ten wynikający z samo zaspokojenia pełni też różne inne funkcje, pomaga choćby poznać swoje ciało. Jednak to wciąż mężczyźni mają z tym „mniej problemów”. Niektóre kobiety wstydzą się nawet oglądać swoją waginę, bo uważają, że jest w tym coś obrzydliwego (w waginie i „bezsensownym” oglądaniu jej). A jedna z seksuolożek powiedziała mi kiedyś, że w gabinetach mężczyźni przyznają się do masturbacji bez problemu, kobiety nie. Czasem po prostu tego nie robią, a czasem się wstydzą.

Jedna z moich przyjaciółek mówi, że to jest dla niej „dziwne” i nigdy nie umiałaby osiągnąć orgazmu w ten sposób (ma 35 lat, jest rozwódką). Według raportu Zbigniewa Izdebskiego o seksualności Polaków tylko 23. procent kobiet twierdzi, że się masturbuje. Dla porównania w Wielkiej Brytanii jest to 78 proc. kobiet (96 proc mężczyzn), a w Stanach Zjednoczonych do masturbacji przyznaje się 76 proc. Amerykanek (jeszcze na początku XX wieku był to tylko 1 proc. kobiet)

Wrócę na chwilę do orgazmu wynikającego z napięcia mięśni brzucha, okazało się, że nie jestem żadnym wyjątkiem. Sporo kobiet potrafi szczytować podczas treningu sportowego, bo drżące, kurczące się mięśnie brzucha i dna miednicy wytwarzają pewien rodzaj wewnętrznej stymulacji. Jednak, kiedy powiedziałam o tym przyjaciółkom, dorosłym kobietom, zaczęły się śmiać jak szalone.

Większość z nas odkrywa jednak masturbację pod prysznicem albo przez stymulację ręką. Łechtaczka ma 8 tysięcy zakończeń nerwowych, znacznie więcej niż penis. To też super, bo pieszcząc swoją łechtaczkę oswajamy się z nią, wiemy też jaki rodzaj i jakie tempo dotyku lubimy. Wiele z nas nie ma za dobrych pierwszych doświadczeń z mężczyznami. Oni też potrzebują czasu, żeby nauczyć się nas pieścić i super jeśli potrafimy ich poprowadzić.

Ale w samospełnieniu nie chodzi tylko o orgazm. Często ograniczamy się właśnie do łechtaczki, a niepotrzebnie. Kiedy dotykamy się same dajemy sobie czułość, troskę i miłość. Nie zawsze to potrafimy. Bo o ile jeszcze samotny, mechaniczny orgazm w celu uwalniania napięcia rozumiemy, to już miłość własną gorzej.

Mam sama dotykać swoje włosy? Szyję? Brzuch? Stymulować piersi? Boższ, toż to chore. Kiedy zaczęłam robić to po raz pierwszy, pomyślałam, że to czyste wariactwo i nigdy bym się nikomu do tego nie przyznała. Teraz już się tego nauczyłam, nie krępuje mnie, poza tym dzięki temu moi partnerzy są szczęśliwsi. A jeśli umiesz robić to sama, tym lepiej, bo większość mężczyzn wspólna masturbacja kręci. Według badań z końca 2019 roku opublikowanych w „Archives of Sexual Behaviour”, 60 proc ankietowanych kobiet udawało orgazm. Myślę, że byłoby nas mniej, gdybyśmy regularnie się masturbowały.

Masturbacja to też świetny pomysł na czas samotności. Są oczywiście kobiety, które kręci seks bez zobowiązań, mnie jednak, po czasem bolesnych doświadczeniach, niekoniecznie. Kiedy tęsknię za seksem, mogę dać go sobie sama, bez oczekiwań, nadziei, czy bez „ulegania oksytocynie”, która – być może– przywiąże mnie do niewłaściwego faceta.

Czy to wystarczy za seks z partnerem? Niekoniecznie, ale jest świetnym rozwiązaniem.
A Wy co myślicie?:)

Autorką tekstu jest Kaja Łącka

fot. materiały prasowe


Związek

Lista właściwości mogłaby sugerować, że to jakiś boski napój. Tymczasem to tylko… woda cynamonowa.

Redakcja
Redakcja
9 sierpnia 2021
fot. porosolka/iStock

Skutecznie obniża poziom cholesterolu, wspiera pracę serca, a także stymuluje metabolizm, dzięki czemu pomaga w zrzucaniu zbędnych kilogramów. Ten orzeźwiający i łatwy w przyrządzeniu napój warto popijać jak najczęściej. Korzyści zauważysz całe mnóstwo.  

Nawadnianie organizmu to sprawa kluczowa, szczególnie latem, kiedy wysokie temperatury dają się nam we znaki – to wiemy wszyscy. Jak to robić? Oczywiście najlepiej pić odpowiednio dużo wody, jeść nawadniające organizm warzywa i owoce. Jednak dla wielu z nas wypijanie dwóch litrów wody dziennie stanowi prawdziwe wyzwanie. Czy można jakoś sobie pomóc? Oczywiście! Jeśli nie przepadasz za smakiem czystej wody, dodaj do niej cynamon. Poza niezaprzeczalnymi walorami smakowymi, ma ona szereg prozdrowotnych właściwości.

„Jest wiele powodów, dla których warto dodawać do wody cynamon. Taki napój fantastycznie nawadnia i gasi pragnienie, a zarazem smakuje lepiej niż zwykła woda. Jeśli dodatkowo uświadomimy sobie, że woda cynamonowa ma właściwości przeciwutleniające, przeciwzapalne i przeciwnowotworowe, wspiera pracę układu sercowo-naczyniowego, obniża poziom złego cholesterolu i sprzyja utracie wagi, gdyż przyspiesza metabolizm – nie będzie trzeba nas specjalnie namawiać do jej picia. Niektórzy twierdzą, że picie takiej wody przed snem wspomaga odchudzanie. Inni wskazują na ajurwedyjską zasadę picia rozgrzewającej wody z samego rana, aby pobudzić trawienie. Warto wypróbować obie wersje” – wyjaśnia w rozmowie z serwisem „Well & Good” dietetyczka i szefowa kuchni Serena Poon.

Jak przygotować taki napój? Nic prostszego – wystarczy mieć wodę i laskę cynamonu.

„Zagotuj szklankę wody w rondelku, zmniejsz temperaturę, wrzuć laskę cynamonu i gotuj na wolnym ogniu przez około 10 minut, aż woda stanie się ciemnobrązowa. Po tym czasie wyjmij cynamon i ostudź napój”

Ekspertka zastrzega jednak, że nie należy stosować wody cynamonowej jako magicznego remedium na nadwagę czy inne dolegliwości. „Jestem przekonana, że o zdrowie należy dbać w sposób holistyczny. Nie możemy zatem oczekiwać spektakularnych rezultatów picia cynamonowej wody, jeśli nie wdrożymy zasad zdrowego stylu życia, które obejmują zbilansowaną dietę, odpoczynek, redukcję stresu i aktywność fizyczną” – podkreśla dietetyczka.

Czy są jakieś przeciwwskazania? Okazuje się, że tak – nie zaleca się picia wody z cynamonem osobom, które mają chorą wątrobę oraz ciężarnym.


Zobacz także

Silne kobiety są tymi, które odchodzą

Kochasz? Kochaj! Masz prawo do szczęścia, samotna mamo, masz prawo ułożyć sobie życie od nowa

Kochany, proszę – bądźmy niedoskonali i kochajmy jak szaleni